Wiedza i Życie 08/2017
W numerze m.in.:

Medycyna
Uwięzieni w obcym ciele; Anna Lewandowska Ronnegren

Fizyka
Kolorowe morza; Andrzej Hołdys

Astronomia
Gabinet planetarnych osobliwości; Przemek Berg

Weterynaria
Rewolucja w leczeniu zwierząt; Katarzyna Kornicka

Historia
Futbolowy zawrót głowy; Kamil Nadolski
Jest jakaś mądrość w stwierdzeniu neurobiologa Davida Eaglemana, że świadomość jest jak mały pasażer na gapę na transatlantyckim parowcu, podróżujący bez zaprzątania sobie głowy całą wielką maszynerią pod nogami. 
Chociaż samoloty piątej generacji dopiero wchodzą na wyposażenie sił powietrznych różnych państw, trwają już wstępne prace koncepcyjne nad ich następcami.
Aktualne numery
12/2017
11/2017
Kalendarium
Grudzień
16
W 1910 r. na lotnisku we francuskim Issy-les-Moulineaux swój pierwszy i jedyny lot odbył pierwszy na świecie samolot z silnikiem odrzutowym Coandă 1910.
Warto przeczytać
Grafika komputerowa zazwyczaj kojarzy się z wyretuszowanymi zdjęciami modeli i modelek. W rzeczywistości daje nam o wiele większe możliwości.
Piksele, wektory i inne stwory to wprowadzenie do grafiki komputerowej dla dzieci i nie tylko.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Bolesław Orłowski | dodano: 2012-06-13
Zapomniani zwycięzcy

Mało która ze spraw dotyczących II wojny światowej jest równie słabo znana opinii publicznej - tak światowej, jak naszej, krajowej - co polski wkład wynalazczy w zwycięstwo Sprzymierzonych.

Dokonania militarne Polaków na polach bitew - do których można bez żadnej przesady porównywać nasz wkład w dziedzinie wynalazczości - są dziś przez rodaków uważane za słuszny powód do dumy. Polskie siły zbrojne były wszak czwartą co do wielkości i siły bojowej armią ówczesnej antyfaszystowskiej koalicji. Miały na swym koncie spektakularne sukcesy poświadczające wartość bojową i morale polskiego żołnierza, choćby tak głośne jak udział polskich lotników w bitwie o Anglię, zdobycie Monte Cassino, udział w operacji pod Narwikiem czy w obronie Tobruku.

Nasz wkład intelektualny w zwycięstwo wydaje się nie mniejszy, a przy tym znacznie bardziej zaskakujący, a jego realny wpływ na uzyskanie przewagi, zminimalizowanie strat koalicji i skrócenie czasu trwania wojny był z pewnością jeszcze większy. Znaczną grupę Polaków, którzy znaleźli się podczas tej wojny na Zachodzie, stanowili bowiem - obok wojskowych - inżynierowie i naukowcy pracujący dla zwycięstwa. Wedle ewidencji na dzień 1 stycznia 1944 roku było ich tam, głównie w Wielkiej Brytanii, 5592, z czego w siłach zbrojnych 4049.
Czemu zatem ich praca pozostaje po dziś dzień prawie nieznana? Głównie dlatego, że działalność tych ludzi została utajniona, a po wojnie nie było komu opisać i docenić ich zasług. Brytyjczycy znani z powściągliwości w eksponowaniu cudzych osiągnięć nie mieli powodu, by to zrobić. Podnoszenie przewag porzuconego ze względów politycznych sojusznika stawiałoby ich w jeszcze niewygodniejszej moralnie sytuacji. Sławienie utalentowanych rodaków, z których prawie nikt nie powrócił do pojałtańskiej Polski, nie wchodziło też w rachubę w PRL-u jako sprzeczne z podstawowymi założeniami propagandy. Dlatego ich osiągnięcia - nie tylko wojenne, ale także później dokonywane na obczyźnie - zostały świadomie przemilczane przez krajowe środki masowego przekazu.
Niezależnie od realiów politycznych istotną barierę stanowiło też ograniczenie dostępu do wojennych archiwów. Polski wkład intelektualny w wysiłek wojenny, i dzisiaj nieznany w pełni, wymaga dalszych badań. Mogą być one zresztą trudne, choćby dlatego, że część "mniej ważnych" z brytyjskiego punktu widzenia akt wojennych niedawno zniszczono.
Niemniej, mimo wszelkich niedostatków, obraz polskich wojennych dokonań pozostaje i tak imponujący.

Ścisła czołówka światowa

olakom może wydać się dziś zaskakujące, że to właśnie polska kadra techniczna odegrała wówczas tak wielką rolę. W szkołach przez całe półwiecze PRL-u uczono, że międzywojenna Polska była krajem zacofanym technicznie. Eksponowano niedostatki będące konsekwencją braku własnego państwa w kluczowym dla budowania nowoczesności wieku XIX i dekoniunktury związanej z kryzysem światowym początku lat 30. XX stulecia, a przemilczano to, co w dwudziestoleciu międzywojennym było powodem do chluby. A przecież zważywszy na wielkość i potencjał gospodarczy państwa, mieliśmy w okresie międzywojennym naprawdę dobrą kadrę techniczną. Co więcej, była spora grupa fachowców zaliczanych do ścisłej światowej czołówki. Nigdy w dziejach Polska nie znajdowała się pod tym względem w lepszej sytuacji i nie modernizowała się tak szybko w sposób celowy i przemyślany, nadrabiając wynikłe z niefortunnych losów politycznych zapóźnienia.

W zakresie nauk technicznych mieliśmy wówczas prawdziwe gwiazdy: Maksymiliana Tytusa Hubera (1872-1950), głównego twórcę teorii plastyczności, Mieczysława Wolfkego (1883-1947), autora teoretycznej koncepcji holografii, Karola Adamieckiego (1866-1933), jednego z głównych pionierów naukowej organizacji pracy czy Aleksandra Wasiutyńskiego (1859-1944), prekursora doświadczalnych badań rzeczywistej pracy toru kolejowego. Znakomicie prezentowała się kadra polskich, liczących się w skali światowej wynalazców. Ignacy Mościcki (1867-1946), twórca przemysłowej metody produkcji kwasu azotowego z powietrza atmosferycznego, był posiadaczem wielu ważnych patentów, m.in. dotyczących przetwórstwa ropy naftowej. Jan Czochralski (1885-1953) zaś wynalazcą bezcynowego stopu łożyskowego (metalu B) oraz metody hodowania monokryształów. W 1933 roku w Kostuchnie pod Katowicami Tadeusz Sędzimir (1894-1989) zainicjował rozwalcowywanie blachy stalowej na zimno do nieosiągalnych wcześniej cienkości i ocynkowywanie jej udoskonaloną metodą, co zrewolucjonizowało światowe stalownictwo. Działali też wszechstronny wynalazca Jan Szczepanik (1872-1926), posiadacz wielu patentów w dziedzinie elektrotechniki Jan Pollak (1859-1928) i twórca ręcznej kamery filmowej Kazimierz Prószyński (1875-1945). Prace nad radarem prowadzili Janusz Groszkowski (1898-1984) i Stanisław Ryżko (1910-1974), a Stefan Bryła (1886-1943) wprowadził do budownictwa spawanie.
Bardzo liczna była kadra inżynierów praktyków najwyższej klasy. Ton nadawali fachowcy mający za sobą znakomite kariery na obczyźnie, jak czołowy europejski pionier nowoczesnych elektrowni wodnych Gabriel Narutowicz (1865-1922), długoletni kierownik produkcji silników dla okrętów podwodnych w Maschinenfabrik Augsburg-Nürnberg Ludwik Eberman (1885-1945) czy budowniczy wielkich mostów w Rosji Andrzej Pszenicki (1869-1941). Zaliczał się do nich Tadeusz Wenda (1863-1948), absolwent petersburskiego Instytutu Inżynierów Komunikacji, który zlokalizował, zaprojektował i zbudował port w Gdyni.

W Polsce międzywojennej rozwijał się, w niektórych dziedzinach od nowa, nowoczesny przemysł na wysokim poziomie. Tuż po odzyskaniu niepodległości zaczęto produkować renomowane parowozy, które niebawem stały się towarem eksportowym, a z czasem także lokomotywy spalinowe i elektryczne. Jedną z ważnych dziedzin stał się przemysł azotowy, popierany ze zrozumiałych względów przez prezydenta Mościckiego. To w tej dziedzinie wyrósł na czołowego działacza gospodarczego Drugiej Rzeczypospolitej Eugeniusz Kwiatkowski (1888-1974), w latach 1926-1930 minister przemysłu i handlu, a w latach 1935-1939 wicepremier i minister skarbu.

Zjawiskiem wyjątkowym był zwłaszcza polski przemysł lotniczy, powstały bez zaplecza własnego przemysłu samochodowego, plasujący się w ścisłej czołówce światowej. Tzw. płat polski - rozwiązanie konstrukcyjne wprowadzone przez głównego twórcę naszych myśliwców, Zygmunta Puławskiego (1901-1931) - znalazł uznanie i zastosowanie za granicą. Międzynarodowe sukcesy odnosiły samoloty sportowe RWD. Znakomite osiągi miał wytwarzany od 1937 roku bombowiec PZL-37 Łoś, zaprojektowany przez Jerzego Dąbrowskiego (1899-1967). Był wyposażony w oryginalne podwozie o bliźniaczych kołach, pomysłu Piotra Kubickiego (1903-1990), które stało się wzorem dla wielu podwozi wielokołowych, stosowanych w konstrukcji ciężkich samolotów wielosilnikowych.

Od 1937 roku realizowano program Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP) wzmacniający w zamyśle państwo w wielu płaszczyznach - nie tylko militarnie, czego pilnie wymagało wzrastające zagrożenie ze strony potężniejszych nieprzyjaznych sąsiadów, ale i długofalowo w wymiarze gospodarczym i społecznym. Chcąc włączyć się aktywnie do wyścigu cywilizacyjnego, stawiając sobie za cel dorównanie z czasem Czechosłowacji, trzeba było złagodzić nierównomierności rozwojowe na obszarze państwa.

Mając to wszystko na uwadze i uwzględniając geografię potrzeb, potencjalnych zasobów (surowcowych, energetycznych i siły roboczej) oraz uwarunkowań militarnych, zdecydowano się zaktywizować na początek obszar obejmujący 15% powierzchni kraju i zamieszkany przez 18% jego ludności. Zlokalizowano go wokół tzw. trójkąta bezpieczeństwa w widłach Wisły, Sanu i Dunajca, dość oddalonego od niebezpiecznych granic, żeby mógł stanowić zaplecze dostawcze armii podczas wojny.

Dawał on dobre perspektywy miejscowego zatrudnienia, znajdował się stosunkowo blisko krajowych zasobów surowców i źródeł energii, rokował też dobre zaopatrzenie aprowizacyjne. Obszar ten podzielono na trzy regiony o nieco odmiennej specyfice: surowcowy kielecko-radomski (kamień budowlany, gliny, rudy żelaza, fosforyty), aprowizacyjny lubelski (żywność, drewno, skóry) i przemysłowo-przetwórczy sandomiersko-rzeszowski (ropa naftowa, gaz ziemny, energia wodna, rudy metali). Ten ostatni był kluczowy.

Prace prowadzono w zawrotnym tempie, wówczas określanym jako "amerykańskie". Najlepiej to chyba widać na przykładzie Stalowej Woli. W marcu 1937 roku rozpoczęto tam budowę Zakładów Południowych - kombinatu złożonego ze stalowni, walcowni, kuźnicy, prasowni oraz warsztatów mechanicznych wytwarzających m.in. sprzęt artyleryjski - a już w grudniu wyprodukowano w nich pierwszą obrabiarkę i pierwsze działko dla wojska. Były to ultranowoczesne zakłady reprezentujące najwyższe standardy światowe; po raz pierwszy w Europie użyto w nich gazu ziemnego jako paliwa w piecach martenowskich i grzewczych.

Budowę całkowicie zakończono wiosną 1939 roku. Od 1938 wytwarzano w nich także stal szlachetną (miały jej produkować 80 tys. ton rocznie), a sposobiły się do wytwarzania turbin, młotów parowych i pneumatycznych oraz ciężkich obrabiarek hutniczych. W 1938 roku rozpoczęto budowę elektrowni cieplnej, jednocześnie zaś powstawało duże pracownicze miasto.

Do momentu wybuchu wojny zbudowano i uruchomiono w COP-ie ponad 100 nowoczesnych wytwórni. Najważniejsze z nich powstały w Dębicy (opony i polski sztuczny kauczuk KER), Mielcu (samoloty), Rzeszowie (silniki lotnicze), Sanoku (karabiny maszynowe), Niedomicach k. Tarnowa (celuloza), Lublinie (montownia samochodów ciężarowych), Poniatowie (sprzęt łączności), Tarnowie (rafineria miedzi). W budowie była też elektrownia wodna w Myczkowicach na Sanie oraz rurociąg naftowy z Zagłębia Borysławsko-Drohobyckiego. W przygotowaniu było trzysta dalszych zakładów, których nie zdążono zrealizować. To głównie dzięki tym inwestycjom polski przemysł międzywojenny zasłużenie cieszył się znakomitą renomą. Ilościowo był skromny, ale jakościowo rywalizował z najlepszymi.

Wiele z tego, co uczynili podczas II wojny światowej nasi wynalazcy, naukowcy i inżynierowie dla wzbogacenia potęgi Sprzymierzonych, narodziło się już w Polsce międzywojennej. Tak było z przypuszczalnie najważniejszym w tym zakresie, a na pewno najlepiej znanym ich dziełem: złamaniem kodu niemieckiej elektromechanicznej maszyny szyfrującej Enigma. Dokonał tego trzyosobowy zespół matematyków-kryptologów, kierowany przez Mariana Rejewskiego (1905-1980), już w 1932 roku. W jego skład wchodzili Jerzy Różycki (1909-1942) i Henryk Zygalski (1907-1978). Zaowocowało to skonstruowaniem około 30 replik tych maszyn, z których dwie przekazano w lipcu 1939 roku wywiadom wojskowym Francji i Wielkiej Brytanii. Jedna z nich stała się podstawą prac prowadzonych w brytyjskim ośrodku Bletchley Park, umożliwiających "zaglądanie w karty" niemieckim sztabom podczas II wojny światowej.
Pozostałe polskie osiągnięcia dadzą się pogrupować w trzech dziedzinach - doskonalenie broni, doskonalenie lotnictwa oraz doskonalenie środków łączności.