Wiedza i Życie 03/2008
W numerze m.in.:
Fotoreportaż
Jajka z niespodzianką; Elżbieta Wieteska
Medycyna
Niebezpieczne związki; Małgorzata T. Załoga
Astronomia
Kosmiczne pary; Weronika Śliwa
Fizyka
Niewidzialność w zasięgu wzroku; Jarosław Chrostowski
Ekologia
Śmierć jamochłonom; Andrzej Hołdys
Historia
Historia na sprzedaż; Tytus Mikołajczak
Psychologia
Swoi i obcy; Tomasz Jarmakowski
Jeszcze kilka lat temu o niewidzialności można było przeczytać niemal wyłącznie w opowiadaniach science fiction. Dziś traktujemy ją jak realne zjawisko fizyczne, oferujące nam możliwości, o których jeszcze niedawno mogliśmy tylko pomarzyć.
Zderzają się ze sobą lub krążą jedna w drugiej, raz odmładzają swych partnerów, innym razem doprowadzają do ich eksplozji. Gdy dwie gwiazdy łączą się w pary, nuda jest wykluczona.
Mogą tamować krwotoki, wzmacniać serce, nawet... leczyć raka. Leki ziołowe bywają skuteczniejsze od syntetyzowanych w laboratoriach. Bywają też zdradliwe.
Aktualne numery
11/2017
10/2017
Kalendarium
Listopad
17
W 1970 r. na Księżycu wylądowała radziecka sonda kosmiczna Łuna 17 wraz ze sterowanym z Ziemi pojazdem księżycowym Łunochod 1.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2012-05-28
Wielki Zielony Mur

Ma mieć szerokość 15 km i długość ponad 7500 km. Powstaje, aby zatrzymać sunącą na południe Saharę. W zachodniej Afryce ruszyło tworzenie gigantycznej strefy drzew. To największy taki projekt w historii kontynentu.


W maju temperatury w północnym Senegalu stają się trudne do wytrzymania. To maksimum pory suchej. Rzeki i strumienie wysychają, a jedynym źródłem wody stają się studnie. Ludzie chowają się przed skwarem, czekając na nadejście letnich deszczy, od których zależy, jakie będą zbiory za parę miesięcy. To właśnie tu, w regionie zwanym Ferlo, trwają przygotowania do ambitnego, a niektórzy powiedzieliby – szalonego przedsięwzięcia.

Dwa lata temu jedenaście afrykańskich krajów – od Senegalu na zachodzie po Dżibuti na wschodzie – uzgodniło, że do 2025 r. wspólnie zasadzą olbrzymi pas drzew. Projekt nazwano Wielkim Zielonym Murem. Ma on biec w poprzek kontynentu afrykańskiego, w strefie zwanej Sahelem, i powstrzymać ekspansję Sahary. Pomysłodawcy wierzą, że dzięki temu tereny graniczące z największą ziemską pustynią przestaną się wyjaławiać i wyludniać. Dziś Sahel to jeden z najbiedniejszych i zarazem najbardziej niestabilnych politycznie regionów świata. Bo bieda idzie w parze niepokojami społecznymi. Toczą się tu wyniszczające wojny domowe, cierpią miliony ludzi. 

Wielki Zielony Mur – zdaniem twórców projektu – mógłby pośrednio przyczynić się do przerwania tej tragicznej spirali. Niewielu wierzy, że uda się to zrobić w dwie dekady. Nawet jednak jeśli prace potrwają dwa razy dłużej i nie od razu obejmą wszystkie kraje, to i tak warto spróbować. Podłoże różnych  konfliktów w Sahelu jest bowiem podobne: chroniczny niedostatek żywności i wody. Gdyby udało się zazielenić te tereny, mogłyby bez trudu wyżywić swoich mieszkańców. 

Przeklęta kraina

Sahel to ciągnący się w poprzek całego kontynentu długi pas suchej sawanny, która graniczy od północy z Saharą, a od południa – z sawanną leśną przechodzącą w strefę lasów równikowych. Szerokość tego pasa wynosi średnio 500 km. Swoje istnienie zawdzięcza on klimatowi, którego główną cechą jest jedna, dość krótka pora wilgotna. Na południu regionu trwa ona trzy miesiące, na północy, blisko pustyni, mniej niż dwa. Czasami przez 10 miesięcy z nieba nie spada nawet kropla deszczu. Roczne opady wahają się od 200 do 400 mm. 

Drzewa nie lubią suchego klimatu. Nawet te najbardziej wytrzymałe potrzebują rocznie minimum 250–300 mm deszczu. Na północy Sahelu jest ich niewiele – zapuszczają się tam tylko wyjątkowo odporne gatunki. Lecz południowy skraj strefy powinien być już nieźle zadrzewiony. Rzecz jasna, o żadnych gęstych lasach nie ma mowy. Drzewa tworzą większe skupiska jedynie wzdłuż strumieni i rzek. Naturalny krajobraz przypomina raczej ubogi park z rzadką trawą i ciernistymi krzewami. 

Tyle że takiego naturalnego krajobrazu prawie już nie ma. Sahel został bowiem silnie zdegradowany przez człowieka. Niemal wszystkie drzewa wycięto na opał, a ogołocona ziemia szybko się wyjałowiła. Zjawisko nabrało tempa wraz z eksplozją demograficzną. Region zniszczony przez zbyt intensywne wypalanie traw i nadmierny wypas bydła utracił wiele swoich zasobów naturalnych. Gleby sawannowe są dość ubogie i wrażliwe na erozję. Pozbawione szaty roślinnej szybko ubożeją i pustynnieją. Podczas wielkich susz, które objęły Sahel w połowie lat 60. XX w. i powracały przez dwa następne dziesięciolecia, Sahara przesunęła się na południe o 100–150 km, wyludniając tysiące wiosek. Ich mieszkańcy przenosili się na południe, co prowadziło do kolejnych napięć społecznych i zniszczenia środowiska. 

Kilkanaście lat temu susze w Sahelu złagodniały. Deszcze znów stały się obfite i regularne. Sahara wycofała się kilkadziesiąt kilometrów na północ, ale w każdej chwili może powrócić. Trzy lata temu i przed rokiem opady deszczu w Sahelu znów były poniżej normy. Rolnicy zebrali niewiele z pól, a hodowcy, nie mogąc wykarmić zwierząt, zabijali je masowo lub wyprzedawali za bezcen. Na początku tego roku Famine Early Warning System ostrzegł, że z powodu niskich zeszłorocznych zbiorów aż 11 mln mieszkańców Sahelu będzie się w najbliższych miesiącach borykać z niedoborem żywności. Kryzys będzie trwał co najmniej do września – miesiąca zbiorów. Wszyscy modlą się, by ten rok był lepszy od poprzedniego. 

Drugą przyczyną obecnego kryzysu żywnościowego są szybko rosnące ceny zbóż na świecie. Kraje Sahelu stały się w ostatnich latach ich importerami. Wyjałowiona kraina nie może wyżywić wszystkich swoich mieszkańców. Nawet w latach wilgotnych wielu ludzi, szczególnie dzieci, było chronicznie niedożywionych. Kraje takie jak Niger, Mali, Czad czy Etiopia należą do najbiedniejszych na świecie. Nie są odporne nawet na najmniejsze kaprysy pogody. Przypominają osłabionego chorobą człowieka, dla którego groźna jest każda infekcja.

Sahel mógłby bez trudu wyżywić swoich mieszkańców, korzystając z zasobów naturalnych sawanny na południu. Na globie zamieszkałym już teraz przez 7 mld ludzi samowystarczalność jest wręcz konieczna. Optymiści (wciąż są tacy) zauważają, że skoro to człowiek odpowiada za degradację tej krainy, również on może ją podnieść z upadku, ponownie ją zadrzewiając i zazieleniając. Dlatego powstaje Zielony Mur. 

Roślinne obietnice

Pomysł został zgłoszony w 2005 r. podczas szczytu Wspólnoty Państw Sahelu i Sahary. Już w latach 70., gdy Sahel gnębiły kolejne straszliwe susze, naukowcy zastanawiali się, czy ratunkiem nie byłyby masowe zalesienia. Podjęto nawet takie próby, ale rychło się okazało, że nikt nie jest specjalnie zainteresowany pielęgnowaniem sadzonek. W tych czasach drzewa raczej masowo wycinano – na opał i aby zyskać nowe tereny pod pola uprawne i pastwiska. Siedem lat temu pomysł jednak powrócił. Najwyraźniej przypomniano sobie, że naturalna roślinność może być sprzymierzeńcem, a nie wrogiem rolnika.

Do programu zgłosiły się: Senegal, Mauretania, Mali, Burkina Faso, Niger, Nigeria, Czad, Sudan, Etiopia, Erytrea i Dżibuti. W 2007 r. poparła go Unia Afrykańska, przeznaczając niewielkie fundusze na badania. Z grubsza wytyczono linię przyszłych zalesień. Założono, że Zielony Mur powinien biec w odległości około 100 km od Sahary. Bliżej szansa na przetrwanie dużej liczby drzew jest niewielka – koszty pielęgnacji młodników byłyby olbrzymie, a ryzyko porażki – znaczne. Poza tym pas zieleni docelowo ma stanowić nie tyle rubież obronną, ile północną granicę strefy zadrzewionej i użytkowanej rolniczo. 

Eksperci zrobili swoje, lecz jedenaście biednych krajów afrykańskich nie miało większych szans na samodzielną realizację śmiałego planu. Jej koszt wstępnie oszacowano na kilka miliardów dolarów. Zdecydowanie za dużo jak na państwa, z których większość znajduje się w ostatniej dwudziestce pod względem poziomu PKB na osobę. To nie Chiny, które od trzech dekad tworzą swój własny zielony mur na południe od pustyni Gobi i obsadziły drzewami już pół miliona kilometrów kwadratowych, a do 2020 r. chcą podwoić ten obszar. To także nie Izrael, który w ciągu pół wieku zalesił tysiące hektarów na obrzeżach pustyni Negew. To nawet nie Kenia, gdzie ponad 30 lat temu Wangari Maathai, zmarła w zeszłym roku laureatka pokojowej Nagrody Nobla, zainicjowała ruch ekologiczny Green Belt Movement, którego wolontariusze posadzili 45 mln drzew, zalesiając kenijską zdegradowaną sawannę.

Jednak w lutym zeszłego roku sprawy ruszyły do przodu. Na spotkaniu sygnatariuszy Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zwalczania pustynnienia pojawił się przedstawiciel Globalnego Funduszu Środowiskowego (GEF, ang. Global Environmental Facility). Jest to sprzymierzona z Bankiem Światowym międzyrządowa organizacja wspierająca inwestycje proekologiczne. Wysłannik GEF ogłosił, że Wielki Zielony Mur otrzyma dotację w wysokości 115 mln dolarów. Wkrótce pojawiły się też niezobowiązujące deklaracje ze strony innych organizacji międzynarodowych, a także niektórych państw i prywatnych fundacji. Łącznie zadeklarowano już 3 mld dolarów. 

Czas pokaże, ile z tych obietnic zostanie spełnionych.