Wiedza i Życie 05/2012
W numerze m.in.:

Medycyna
Częste mycie skraca życie?; Maciej Chałubiński 
Wywiad
Zmora współczesnych czasów; Z alergologiem, dr Ewą Willak-Janc z Akademii Medycznej we Wrocławiu, rozmawia Olga Orzyłowska-Śliwińska
Astronomia
Kosmiczna ruletka; Wiesław B. Pietrzak
Biologia
W kleszczach strachu; Renata Welc-Falęciak
Pustynie
Wielki zielony mur; Andrzej Hołdys

W pierwszej połowie XIX w. John Bostock, lekarz i geolog z Liverpoolu, po raz pierwszy opisał objawy choroby alergicznej – kataru siennego. Ponad pół wieku później Charles Blackley, brytyjski lekarz, zidentyfikował ...
W porównaniu z fizyką literatura znajduje się w komfortowej sytuacji: nie musi szukać swej teorii ostatecznej. Krytycy uważają, że poza dzieło „Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a nie da się wykroczyć, jego autor zaś bywa nazywany Einsteinem literatury.
Ma mieć szerokość 15 km i długość ponad 7500 km. Powstaje, aby zatrzymać sunącą na południe Saharę. W zachodniej Afryce ruszyło tworzenie gigantycznej strefy drzew. To największy taki projekt w historii kontynentu.
Przyglądając się współczesnej architekturze, dostrzegamy ogromną różnorodność, która wydaje się czymś oczywistym. Czy rzeczywiście jest oczywista? A może trzeba było dużej desperacji, aby przełamać obowiązujące schematy…
Aktualne numery
09/2017
10/2017
Kalendarium
Wrzesień
24
W 1960 r. zwodowano USS Enterprise (CVN-65), pierwszy amerykański lotniskowiec o napędzie atomowym.
Warto przeczytać
Grafika komputerowa zazwyczaj kojarzy się z wyretuszowanymi zdjęciami modeli i modelek. W rzeczywistości daje nam o wiele większe możliwości.
Piksele, wektory i inne stwory to wprowadzenie do grafiki komputerowej dla dzieci i nie tylko.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Tomasz Jagielski | dodano: 2012-06-01
Zbyt doskonały zabójca


Pojawia się znikąd. Uderza niespodziewanie i równie szybko znika, pozostawiając za sobą setki zabitych. Biologiczna broń nowego typu zbiera śmiertelne żniwo od 40 lat, ale dopiero teraz naukowcom udało się wynaleźć przeciw niej skuteczną tarczę.


W połowie ubiegłego wieku, dzięki antybiotykom i powszechnym szczepieniom ochronnym zaczęto odnosić znaczące sukcesy w walce z zarazkami. W związku z tym zrodziło się złudzenie, że dzięki takim metodom człowiek wkrótce zapanuje nad wszystkimi chorobami.

Kolejne lata pokazały, w jak wielkim byliśmy błędzie. Drobnoustroje nie tylko nie odstąpiły człowieka, lecz w "wyścigu zbrojeń" zaczęły zyskiwać nad nim coraz większą przewagę. Po II wojnie światowej nastąpił prawdziwy wysyp nowych, groźnych infekcji. Szczególnie licznie objawiły się one na obszarach tropikalnych lasów i sawann Ameryki Południowej, Azji i Afryki.



Czarny Kontynent stał się kolebką najbardziej zabójczych dla człowieka chorób - wirusowych gorączek krwotocznych. Najbardziej znaną jest niewątpliwie gorączka Ebola, której pierwsze epidemie opisano w 1976 roku w Su- danie i Zairze. Jednak już dziewięć lat wcześniej, latem 1967 roku w niemiec- kim mieście Marburg pojawił się inny, równie niebezpieczny wirus.

Wśród pracowników jednego z tamtejszych laboratoriów odnotowano przy- padki ciężkiej gorączki krwotocznej. Niemal w tym samym czasie identyczne objawy pojawiły się u chorych we Frankfurcie i Belgradzie. Łącznie zachoro- wały 32 osoby, a siedem zmarło. Winnym okazał się nieznany dotąd wirus, który dotarł do Europy z transportem zielonych koczkodanów (Cercopi- thecus aethiops) z Ugandy. Małpy przeznaczone do eksperymentów medy- cznych okrutnie zemściły się na badaczach.

Od tamtego czasu wirus, nazwany od miejsca pierwszej epidemii - Marburg, to pojawiał się, to znikał. Przedostatnia epidemia w Republice Konga do końca 2000 roku pochłonęła życie 128 osób. Po pięciu latach milczenia mikroskopijny najeźdźca ponownie dał o sobie znać.

Jak oceniają eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), epidemia, która wybuchła w marcu 2005 roku, jest najtragiczniejsza w historii. Mimo natychmiastowej reakcji świata, obejmującej organizowanie służb medycznych, rozbudowę infrastruktury sanitarnej, aprowizacyjnej, łączności i informacji, Marburg zebrał krwawe żniwo. Według angolskiego ministerstwa zdrowia i WHO do września 2005 roku odnotowano co najmniej 374 przypadki zachorowań i 329 zgonów. Śmiertelność w epicentrum epidemii - prowincji Uige - sięgała 90%. To więcej niż podczas najgroź- niejszych epidemii Eboli. Nic dziwnego, do niedawna nikt nie dysponował skutecznymi metodami leczenia. Można było jedynie próbować łagodzić objawy choroby (gorączkę, zaburzenia krzepnięcia, niewydolność krążenia i oddychania), a jedynym sposobem zapobiegania kolejnym zakażeniom była izolacja chorych i zachowanie rygorystycznego reżimu sanitarnego. Teraz jest szansa, że to się wreszcie zmieni.