człowiek
Autor: Andrzej Zieliński | dodano: 2017-11-22
Polskie władczynie łoża i tronu

Przyjeżdżały do Polski w wyniku politycznych ustaleń, traktatów, sojuszy, aby zapewnić tutejszemu władcy następcę tronu, ewentualnie gwarantować jakiś układ militarny i… dostarczyć posag. Żony władców. Królowe i księżne. Więcej od nich w zasadzie nie wymagano. W średniowieczu poza rodzeniem dzieci obarczano je niekiedy zajmowaniem się gospodarką księstwa czy królestwa. Bo małżonek przecież wojował, prowadził mniej lub bardziej udane kampanie, czasem wymierzone w ojczyznę własnej żony, zmuszając ją wtedy, aby radośnie witała zwycięzcę swojego ojca czy brata lub koiła rany i frustracje po klęsce zadanej przez jej najbliższych.

Na ogół owe cudzoziemskie żony były zdecydowanie młodsze od swoich mężów. Niekiedy były nastoletnimi dziewczynkami. Szybko musiały wejść w swoją rolę żony i matki, ale udawało się im też zostać powierniczką i doradczynią męża, co skutkowało dworskimi intrygami. Jadwiga z Andechs, niespełna 14-letnia w dniu ślubu, była prawie dwukrotnie młodsza od swojego męża, Henryka Brodatego. Dzieckiem w dzisiejszym rozumieniu była również 12-letnia koronowana na króla Polski Jadwiga Andegaweńska, zmuszona do małżeństwa z 34-letnim Władysławem Jagiełłą. Ale nawet najstarsza w dniu ślubu z polskich królowych, Ludwika Maria Gonzaga (miała wtedy 38 lat), była o 12 lat młodsza od swojego męża, Władysława IV Wazy. Ekstremalnym przypadkiem, nieodosobnionym wtedy w Europie, było małżeństwo sponsalia de futuro (skonsumowanie odroczone do 12. roku życia) pięcioletniej królewny węgierskiej Kunegundy, znanej w Polsce jako Kinga, z krakowskim księciem Bolesławem Wstydliwym.

Wśród zagranicznych żon naszych królów i książąt senioralnych najwięcej było Niemek i Austriaczek, a potem Węgierek, Litwinek oraz Rusinek… Dwie królowe były Francuzkami, jedna Włoszką. Polki w tym gronie reprezentowane były skromie przez Konstancję Opolską, pierwszą żonę Henryka IV Probusa, Jadwigę Kaliską, żonę Władysława Łokietka, Elżbietę Granowską, trzecią żonę Władysława Jagiełły, i Katarzynę Opalińską, żonę Stanisława Leszczyńskiego.

Przybywając do kraju męża, miały do pokonania nie tylko barierę językową, lecz także obyczajową, a niekiedy nawet religijną. Praktycznie uzależnione były od nowego otoczenia, najczęściej niechętnego obcej. Zwłaszcza że niektóre wykształceniem zdecydowanie przerastały swych koronowanych partnerów, a także ich doradców. Polscy władcy nie grzeszyli bowiem nadmiarem wykształcenia, wielu z nich ledwie potrafiło się podpisać, a sprawy gospodarcze ich nudziły. Dlatego te, których podstawowym obowiązkiem było dzielenie łoża z panującym, zapewnienie mu męskich dziedziców królewskich czy książęcych tronów, starały się, za mężowskim przyzwoleniem, podejmować polityczne i gospodarcze inicjatywy. Nie zawsze kończyło się to sukcesem. I to nie tylko w pierwszych wiekach naszej państwowości.

Tron i wykształcone kobiety

To się na ogół nie mieściło w głowach osób skupionych wokół władzy królewskiej. Tolerowano Jadwigę, z jej wiedzą zdobytą na węgierskim dworze, bo… żyła i panowała krótko. Nie wzbudzała także żadnych oporów Elżbieta Rakuszanka, gdyż oficjalnie nie próbowała w niczym zastępować Kazimierza Jagiellończyka. Ale już Bona Sforza czy Ludwika Maria Gonzaga wywoływały istną furię u wielu dostojników królewskich świeckich i kościelnych. Jak one śmiały? Jakim prawem były mądrzejsze i bardziej oczytane nie tylko od mężów, ale i od nich? Dlaczego zabierały głos w sprawach, o których dotychczas decydowali wyłącznie mężczyźni? I co najgorsze, podejmowały skuteczne działania.

Popatrzmy na dokonania trzech najbardziej zasłużonych dla Polski królowych. Wysoką polityczną pozycję Królestwa Polskiego w Europie w XV w. zbudowała… Elżbieta Habsburżanka, małżonka Kazimierza Jagiellończyka, postać niezwykła, nie tylko fizycznie. W XX w. po otwarciu jej sarkofagu stwierdzono, że z powodu silnego skrzywienia kręgosłupa miała nieproporcjonalnie długie ręce w porównaniu z resztą tułowia i głowę przechyloną wyraźnie w prawą stronę. Oprócz skoliozy cierpiała także na zapadnięcie klatki piersiowej. Poza tym miała wadę zgryzu, górne siekacze wystawały jej stale spomiędzy warg, z których dolna była typowa dla Habsburgów, czyli obwisła. Taką ją także zobaczył pierwszy raz Kazimierz Jagiellończyk i nic dziwnego, że po tym spotkaniu natychmiast zwołał swoich doradców, aby „radę mu dali, bo jej za małżonkę mieć nie chce”.

Argument, którym przekonano króla, dotyczył korzyści, jakie wynikały dla samego monarchy i dla całego domu jagiellońskiego w przyszłości ze ślubu z córką króla niemieckiego i wnuczką cesarza rzymskiego, bez względu na jej urodę. Małżeństwo zawarte z przyczyn politycznych ku powszechnemu zaskoczeniu stało się także małżeństwem z miłości. Być może dlatego, że polski król również nie grzeszył urodą. Królowa górująca nad mężem wykształceniem (jak twierdzili złośliwi, król ledwie podpisać się umiał) zdaniem współczesnych w sposób taktowny potrafiła przekonać go, aby akceptował jej pomysły dotyczące gruntownego wykształcenia synów i córek czy też plany polityczne.

38 lat ich małżeństwa stanowiło okres budowania prestiżu Królestwa Polskiego w Europie. Nie bez znaczenia były tu koneksje rodzinne. Kazimierz i Elżbieta doczekali się licznego potomstwa – aż 13 dzieci. Czterech synów nosiło królewskie korony, a córki wychodziły za przedstawicieli ważnych rodów europejskich, do dziś rządzących wieloma królestwami. Nie przypadkiem Elżbietę już za życia nazwano matką królów.

To jej zasługą było utworzenie „małej Europy jagiellońskiej”, w której skład wchodziły Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Wołyń, Podole, Pomorze Gdańskie z ziemią pomorską, chełmińską i michałowską, księstwo głogowskie, Węgry oraz Czechy wraz ze Śląskiem i Łużycami Dolnymi. W zamyśle Elżbiety ta „mała Europa” powinna się systematycznie powiększać dzięki kolejnym udanym mariażom Jagiellonów. Miała w ten sposób powstać nowa potężna europejska dynastia, właśnie na miarę, najlepiej jej znanej, dynastii habsburskiej.

Włoszczyzna i… trucizna

Do ambitnych zamierzeń Elżbiety Habsburżanki próbowała nawiązać Bona Maria Sforza d’Aragona, żona Zygmunta Starego. Nad teściową górowała nie tylko urodą, lecz także starannym wszechstronnym wykształceniem. Znała się na sztuce, ale i na polityce czy gospodarce. Tego nie mogło jej darować królewskie otoczenie. Wkrótce naraziła się też hierarchom, uzyskując dzięki swoim włoskim koneksjom od papieża Leona X prawo do decydowania o obsadzie beneficjów kościelnych. Nie dość, że przywilej ten był tak bardzo szeroki, to otrzymała go osoba świecka, a w dodatku kobieta! Po chwilowej euforii, jaką wywołały jej uroda i… posag, szybko stała się obiektem nienawiści dużej części otoczenia królewskiego, magnatów i szlachty. Ta nienawiść rzutuje na jej obraz do czasów obecnych.

Jedynie takie skojarzenia ma przeciętny Polak z Boną Marią Sforzą. To prawda, zadziwiała w Królestwie Polskim niemal każdego, „jedząc to, co się koniowi albo li kozie należy”. Ale przecież nie można jej zasług sprowadzać wyłącznie do prób przekonania Polaków do walorów diety warzywnej, o czym za chwilę. Jej życie przerwała trucizna już po powrocie w ojczyste strony. I choć może to wyglądać na ironię losu, bo jej własny syn Zygmunt August oskarżał ją o otrucie Barbary Radziwiłłówny, to przecież powszechnie już wtedy wiadomo było, że to ostre stadium choroby wenerycznej stało za jej przedwczesną śmiercią, a książęta mazowieccy Stanisław i Janusz III, których również Bona miała rzekomo otruć, także zeszli z tego świata w sposób naturalny.

Za co jej najbardziej nie lubiano? Za to, że miała rację. To właśnie w imieniu jej stronnictwa przedstawiona została królowi najkorzystniejsza dla Polski propozycja – przygotowana przez prymasa Jana Łaskiego, a wcześniej w pełni zaaprobowana także przez Senat –  rozwiązania zakonu krzyżackiego lub przeniesienia go gdzieś na kresy Królestwa Polskiego. Prusy natomiast w całości włączone powinny zostać do Korony, podobnie jak ziemie zakonu inflanckiego. Miało się to odbyć poprzez wyeksmitowanie Krzyżaków do Mołdawii, aby tam prowadzili walki z zagrażającymi Europie Turkami i Tatarami. Niestety, Senat zmienił zdanie i zalecił negocjacje z Krzyżakami, chociaż polskie wojska stały już w tym czasie pod Królewcem. Obawiano się, że propozycja Łaskiego wzmocniłaby stronnictwo Bony. Wynegocjowano więc podział ziem zakonnych na Prusy Królewskie oraz Książęce, jako lenno polskie, z wszystkimi późniejszymi konsekwencjami historycznymi. Znamienne, że wbrew temu, co namalował Jan Matejko, Bona nie wzięła udziału w uroczystości złożenia hołdu przez Albrechta Hohenzollerna na krakowskim rynku.

Królowa miała też pomysł powrotu Śląska do Polski. W 1527 r. zaproponowała Habsburgom wymianę Śląska na należące do niej księstwa Bari i Rossano na południu Włoch. Żadna z polskich królowych nie zdobyła się na podobny gest wobec swojej nowej ojczyzny. A gdy to się jej nie powiodło, powróciła raz jeszcze do sprawy Śląska w 1544 r. Za trzy księstwa – głogowskie, opolskie i raciborskie – zaoferowała cesarzowi Siedmiogród. Niestety, również bezskutecznie. Nie uzyskała wsparcia ze strony króla i jego otoczenia, urażonego chyba tym, że o polskie ziemie starała się kobieta, a w dodatku cudzoziemka.

Podstawowy cel polityczny Bony stanowiło wzmocnienie pozycji króla i ustanowienie dziedzicznego tronu jako fundamentu sprawowania władzy dynastycznej. Największym jej sukcesem w polityce wewnętrznej, co zresztą obróciło się przeciwko niej, było doprowadzenie w 1530 r. – mimo głośnego sprzeciwu części szlachty – do koronacji Zygmunta Augusta w wyniku tzw. elekcji vivente rege, czyli jeszcze za życia panującego Zygmunta Starego, jego ojca. Wprawdzie Zygmunt Stary został zmuszony do wydania później dwóch statutów regulujących elekcje królewskie jako skutek wolnego powszechnego wyboru, i to po śmierci lub abdykacji władcy, ale nie obowiązywały one wstecz i tym samym Bona wraz z mężem zapewniła tron synowi jeszcze za swojego życia.

Najwięcej grzechów, tych szczególnie bulwersujących Polaków, przypisano jej w sprawach gospodarczych, choć świetnie się w nich orientowała. Przede wszystkim starała się jak najwięcej ziemi utrzymać w swoich lub króla rękach, uważając, że fundamentem władzy są stałe i pokaźne dochody, a te powinny być przynoszone właśnie przez tzw. królewszczyzny. Udało jej się też skończyć, a co najmniej bardzo poważnie ukrócić, rozdawnictwo ziemi jako nagrody za zasługi. Zlikwidowała także ostatecznie dotychczasową daninę w naturze, zastępując ją opłatami pieniężnymi, a w pobliżu kilku wsi założyła miasteczka, pomyślane jako lokalne centra targowe.

Mimo wielu jej wad (jak apodyktyczność, przekupstwo, nadmierna duma) należy pamiętać zasługi Bony dla przybranej ojczyzny. To ona pierwsza sprowadziła na Wawel arrasy, ściągała do Polski czołowych europejskich artystów i architektów, a jednocześnie fundowała polskiej młodzieży studia zagraniczne. Wyraźnie podkreślała, że do prawidłowego funkcjonowania państwa niezbędne jest wzmocnienie władzy królewskiej, przede wszystkim poprzez dostęp do wysokich środków finansowych. Doceniając talent do zarządzania Bony, król Zygmunt Stary powierzył jej reformę celną na Litwie, którą przeprowadziła nader sprawnie i w sposób dostarczający Królestwu ogromne dochody. Dzisiaj nazwalibyśmy ją bardzo dobrym ministrem gospodarki. Ale wtedy Królestwo Polskie nie było gotowe na taką królową. Zaczęliśmy ją doceniać dopiero kilka stuleci później.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 12/2017 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2017
11/2017
Kalendarium
Grudzień
16
W 1910 r. na lotnisku we francuskim Issy-les-Moulineaux swój pierwszy i jedyny lot odbył pierwszy na świecie samolot z silnikiem odrzutowym Coandă 1910.
Warto przeczytać
Grafika komputerowa zazwyczaj kojarzy się z wyretuszowanymi zdjęciami modeli i modelek. W rzeczywistości daje nam o wiele większe możliwości.
Piksele, wektory i inne stwory to wprowadzenie do grafiki komputerowej dla dzieci i nie tylko.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Zieliński | dodano: 2017-11-22
Polskie władczynie łoża i tronu

Przyjeżdżały do Polski w wyniku politycznych ustaleń, traktatów, sojuszy, aby zapewnić tutejszemu władcy następcę tronu, ewentualnie gwarantować jakiś układ militarny i… dostarczyć posag. Żony władców. Królowe i księżne. Więcej od nich w zasadzie nie wymagano. W średniowieczu poza rodzeniem dzieci obarczano je niekiedy zajmowaniem się gospodarką księstwa czy królestwa. Bo małżonek przecież wojował, prowadził mniej lub bardziej udane kampanie, czasem wymierzone w ojczyznę własnej żony, zmuszając ją wtedy, aby radośnie witała zwycięzcę swojego ojca czy brata lub koiła rany i frustracje po klęsce zadanej przez jej najbliższych.

Na ogół owe cudzoziemskie żony były zdecydowanie młodsze od swoich mężów. Niekiedy były nastoletnimi dziewczynkami. Szybko musiały wejść w swoją rolę żony i matki, ale udawało się im też zostać powierniczką i doradczynią męża, co skutkowało dworskimi intrygami. Jadwiga z Andechs, niespełna 14-letnia w dniu ślubu, była prawie dwukrotnie młodsza od swojego męża, Henryka Brodatego. Dzieckiem w dzisiejszym rozumieniu była również 12-letnia koronowana na króla Polski Jadwiga Andegaweńska, zmuszona do małżeństwa z 34-letnim Władysławem Jagiełłą. Ale nawet najstarsza w dniu ślubu z polskich królowych, Ludwika Maria Gonzaga (miała wtedy 38 lat), była o 12 lat młodsza od swojego męża, Władysława IV Wazy. Ekstremalnym przypadkiem, nieodosobnionym wtedy w Europie, było małżeństwo sponsalia de futuro (skonsumowanie odroczone do 12. roku życia) pięcioletniej królewny węgierskiej Kunegundy, znanej w Polsce jako Kinga, z krakowskim księciem Bolesławem Wstydliwym.

Wśród zagranicznych żon naszych królów i książąt senioralnych najwięcej było Niemek i Austriaczek, a potem Węgierek, Litwinek oraz Rusinek… Dwie królowe były Francuzkami, jedna Włoszką. Polki w tym gronie reprezentowane były skromie przez Konstancję Opolską, pierwszą żonę Henryka IV Probusa, Jadwigę Kaliską, żonę Władysława Łokietka, Elżbietę Granowską, trzecią żonę Władysława Jagiełły, i Katarzynę Opalińską, żonę Stanisława Leszczyńskiego.

Przybywając do kraju męża, miały do pokonania nie tylko barierę językową, lecz także obyczajową, a niekiedy nawet religijną. Praktycznie uzależnione były od nowego otoczenia, najczęściej niechętnego obcej. Zwłaszcza że niektóre wykształceniem zdecydowanie przerastały swych koronowanych partnerów, a także ich doradców. Polscy władcy nie grzeszyli bowiem nadmiarem wykształcenia, wielu z nich ledwie potrafiło się podpisać, a sprawy gospodarcze ich nudziły. Dlatego te, których podstawowym obowiązkiem było dzielenie łoża z panującym, zapewnienie mu męskich dziedziców królewskich czy książęcych tronów, starały się, za mężowskim przyzwoleniem, podejmować polityczne i gospodarcze inicjatywy. Nie zawsze kończyło się to sukcesem. I to nie tylko w pierwszych wiekach naszej państwowości.

Tron i wykształcone kobiety

To się na ogół nie mieściło w głowach osób skupionych wokół władzy królewskiej. Tolerowano Jadwigę, z jej wiedzą zdobytą na węgierskim dworze, bo… żyła i panowała krótko. Nie wzbudzała także żadnych oporów Elżbieta Rakuszanka, gdyż oficjalnie nie próbowała w niczym zastępować Kazimierza Jagiellończyka. Ale już Bona Sforza czy Ludwika Maria Gonzaga wywoływały istną furię u wielu dostojników królewskich świeckich i kościelnych. Jak one śmiały? Jakim prawem były mądrzejsze i bardziej oczytane nie tylko od mężów, ale i od nich? Dlaczego zabierały głos w sprawach, o których dotychczas decydowali wyłącznie mężczyźni? I co najgorsze, podejmowały skuteczne działania.

Popatrzmy na dokonania trzech najbardziej zasłużonych dla Polski królowych. Wysoką polityczną pozycję Królestwa Polskiego w Europie w XV w. zbudowała… Elżbieta Habsburżanka, małżonka Kazimierza Jagiellończyka, postać niezwykła, nie tylko fizycznie. W XX w. po otwarciu jej sarkofagu stwierdzono, że z powodu silnego skrzywienia kręgosłupa miała nieproporcjonalnie długie ręce w porównaniu z resztą tułowia i głowę przechyloną wyraźnie w prawą stronę. Oprócz skoliozy cierpiała także na zapadnięcie klatki piersiowej. Poza tym miała wadę zgryzu, górne siekacze wystawały jej stale spomiędzy warg, z których dolna była typowa dla Habsburgów, czyli obwisła. Taką ją także zobaczył pierwszy raz Kazimierz Jagiellończyk i nic dziwnego, że po tym spotkaniu natychmiast zwołał swoich doradców, aby „radę mu dali, bo jej za małżonkę mieć nie chce”.

Argument, którym przekonano króla, dotyczył korzyści, jakie wynikały dla samego monarchy i dla całego domu jagiellońskiego w przyszłości ze ślubu z córką króla niemieckiego i wnuczką cesarza rzymskiego, bez względu na jej urodę. Małżeństwo zawarte z przyczyn politycznych ku powszechnemu zaskoczeniu stało się także małżeństwem z miłości. Być może dlatego, że polski król również nie grzeszył urodą. Królowa górująca nad mężem wykształceniem (jak twierdzili złośliwi, król ledwie podpisać się umiał) zdaniem współczesnych w sposób taktowny potrafiła przekonać go, aby akceptował jej pomysły dotyczące gruntownego wykształcenia synów i córek czy też plany polityczne.

38 lat ich małżeństwa stanowiło okres budowania prestiżu Królestwa Polskiego w Europie. Nie bez znaczenia były tu koneksje rodzinne. Kazimierz i Elżbieta doczekali się licznego potomstwa – aż 13 dzieci. Czterech synów nosiło królewskie korony, a córki wychodziły za przedstawicieli ważnych rodów europejskich, do dziś rządzących wieloma królestwami. Nie przypadkiem Elżbietę już za życia nazwano matką królów.

To jej zasługą było utworzenie „małej Europy jagiellońskiej”, w której skład wchodziły Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Wołyń, Podole, Pomorze Gdańskie z ziemią pomorską, chełmińską i michałowską, księstwo głogowskie, Węgry oraz Czechy wraz ze Śląskiem i Łużycami Dolnymi. W zamyśle Elżbiety ta „mała Europa” powinna się systematycznie powiększać dzięki kolejnym udanym mariażom Jagiellonów. Miała w ten sposób powstać nowa potężna europejska dynastia, właśnie na miarę, najlepiej jej znanej, dynastii habsburskiej.

Włoszczyzna i… trucizna

Do ambitnych zamierzeń Elżbiety Habsburżanki próbowała nawiązać Bona Maria Sforza d’Aragona, żona Zygmunta Starego. Nad teściową górowała nie tylko urodą, lecz także starannym wszechstronnym wykształceniem. Znała się na sztuce, ale i na polityce czy gospodarce. Tego nie mogło jej darować królewskie otoczenie. Wkrótce naraziła się też hierarchom, uzyskując dzięki swoim włoskim koneksjom od papieża Leona X prawo do decydowania o obsadzie beneficjów kościelnych. Nie dość, że przywilej ten był tak bardzo szeroki, to otrzymała go osoba świecka, a w dodatku kobieta! Po chwilowej euforii, jaką wywołały jej uroda i… posag, szybko stała się obiektem nienawiści dużej części otoczenia królewskiego, magnatów i szlachty. Ta nienawiść rzutuje na jej obraz do czasów obecnych.

Jedynie takie skojarzenia ma przeciętny Polak z Boną Marią Sforzą. To prawda, zadziwiała w Królestwie Polskim niemal każdego, „jedząc to, co się koniowi albo li kozie należy”. Ale przecież nie można jej zasług sprowadzać wyłącznie do prób przekonania Polaków do walorów diety warzywnej, o czym za chwilę. Jej życie przerwała trucizna już po powrocie w ojczyste strony. I choć może to wyglądać na ironię losu, bo jej własny syn Zygmunt August oskarżał ją o otrucie Barbary Radziwiłłówny, to przecież powszechnie już wtedy wiadomo było, że to ostre stadium choroby wenerycznej stało za jej przedwczesną śmiercią, a książęta mazowieccy Stanisław i Janusz III, których również Bona miała rzekomo otruć, także zeszli z tego świata w sposób naturalny.

Za co jej najbardziej nie lubiano? Za to, że miała rację. To właśnie w imieniu jej stronnictwa przedstawiona została królowi najkorzystniejsza dla Polski propozycja – przygotowana przez prymasa Jana Łaskiego, a wcześniej w pełni zaaprobowana także przez Senat –  rozwiązania zakonu krzyżackiego lub przeniesienia go gdzieś na kresy Królestwa Polskiego. Prusy natomiast w całości włączone powinny zostać do Korony, podobnie jak ziemie zakonu inflanckiego. Miało się to odbyć poprzez wyeksmitowanie Krzyżaków do Mołdawii, aby tam prowadzili walki z zagrażającymi Europie Turkami i Tatarami. Niestety, Senat zmienił zdanie i zalecił negocjacje z Krzyżakami, chociaż polskie wojska stały już w tym czasie pod Królewcem. Obawiano się, że propozycja Łaskiego wzmocniłaby stronnictwo Bony. Wynegocjowano więc podział ziem zakonnych na Prusy Królewskie oraz Książęce, jako lenno polskie, z wszystkimi późniejszymi konsekwencjami historycznymi. Znamienne, że wbrew temu, co namalował Jan Matejko, Bona nie wzięła udziału w uroczystości złożenia hołdu przez Albrechta Hohenzollerna na krakowskim rynku.

Królowa miała też pomysł powrotu Śląska do Polski. W 1527 r. zaproponowała Habsburgom wymianę Śląska na należące do niej księstwa Bari i Rossano na południu Włoch. Żadna z polskich królowych nie zdobyła się na podobny gest wobec swojej nowej ojczyzny. A gdy to się jej nie powiodło, powróciła raz jeszcze do sprawy Śląska w 1544 r. Za trzy księstwa – głogowskie, opolskie i raciborskie – zaoferowała cesarzowi Siedmiogród. Niestety, również bezskutecznie. Nie uzyskała wsparcia ze strony króla i jego otoczenia, urażonego chyba tym, że o polskie ziemie starała się kobieta, a w dodatku cudzoziemka.

Podstawowy cel polityczny Bony stanowiło wzmocnienie pozycji króla i ustanowienie dziedzicznego tronu jako fundamentu sprawowania władzy dynastycznej. Największym jej sukcesem w polityce wewnętrznej, co zresztą obróciło się przeciwko niej, było doprowadzenie w 1530 r. – mimo głośnego sprzeciwu części szlachty – do koronacji Zygmunta Augusta w wyniku tzw. elekcji vivente rege, czyli jeszcze za życia panującego Zygmunta Starego, jego ojca. Wprawdzie Zygmunt Stary został zmuszony do wydania później dwóch statutów regulujących elekcje królewskie jako skutek wolnego powszechnego wyboru, i to po śmierci lub abdykacji władcy, ale nie obowiązywały one wstecz i tym samym Bona wraz z mężem zapewniła tron synowi jeszcze za swojego życia.

Najwięcej grzechów, tych szczególnie bulwersujących Polaków, przypisano jej w sprawach gospodarczych, choć świetnie się w nich orientowała. Przede wszystkim starała się jak najwięcej ziemi utrzymać w swoich lub króla rękach, uważając, że fundamentem władzy są stałe i pokaźne dochody, a te powinny być przynoszone właśnie przez tzw. królewszczyzny. Udało jej się też skończyć, a co najmniej bardzo poważnie ukrócić, rozdawnictwo ziemi jako nagrody za zasługi. Zlikwidowała także ostatecznie dotychczasową daninę w naturze, zastępując ją opłatami pieniężnymi, a w pobliżu kilku wsi założyła miasteczka, pomyślane jako lokalne centra targowe.

Mimo wielu jej wad (jak apodyktyczność, przekupstwo, nadmierna duma) należy pamiętać zasługi Bony dla przybranej ojczyzny. To ona pierwsza sprowadziła na Wawel arrasy, ściągała do Polski czołowych europejskich artystów i architektów, a jednocześnie fundowała polskiej młodzieży studia zagraniczne. Wyraźnie podkreślała, że do prawidłowego funkcjonowania państwa niezbędne jest wzmocnienie władzy królewskiej, przede wszystkim poprzez dostęp do wysokich środków finansowych. Doceniając talent do zarządzania Bony, król Zygmunt Stary powierzył jej reformę celną na Litwie, którą przeprowadziła nader sprawnie i w sposób dostarczający Królestwu ogromne dochody. Dzisiaj nazwalibyśmy ją bardzo dobrym ministrem gospodarki. Ale wtedy Królestwo Polskie nie było gotowe na taką królową. Zaczęliśmy ją doceniać dopiero kilka stuleci później.