człowiek
Autor: Magdalena Gawin | dodano: 2012-07-09
O kawiarniach, czyli sojusz małej czarnej z literaturą i polityką

Wnętrze kawiarni „Ziemiańska", Józef Rapacki, 1926, fot. E. Pawlak, obraz ze zbiorów Muzeum Historycznego m.st. Warszawy.


Na słynnym zdjęciu Henriego Cartiera-Bressona sędziwa czytelniczka „Le Figaro" w staromodnym kapelusiku i kostiumie od Coco Chanel z dezaprobatą taksuje wzrokiem dziewczynę zatopioną w lekturze „Le Monde". Dziewczyna jest reprezentantką buntowniczego pokolenia przełomu lat 60. i 70. - z rozpuszczonymi włosami, w kusej sukience przypomina bohaterki „Powiększenia" lub „Zabriskie Point" Antonioniego. Kobiety symbolizują spotkanie dwóch epok - XIX-wiecznej kultury, z jej surowością, niezachwianą wiarą w przyzwoitość i rozsądek, z wiekiem XX, który z taką łatwością te wartości odrzucił. Miejscem tej szczególnej konfrontacji jest kawiarnia. Ze świeżymi rogalikami, aromatyczną kawą i gazetą. Kawiarnia - wielki wynalazek europejskich metropolii.

Żeby docenić polityczny i społeczny wymiar kawiarni w kulturze polskiej, trzeba się cofnąć do czasów saskich i stanisławowskich. Polacy rozsmakowali się w aromatycznym płynie na przełomie XVII i XVIII wieku. Jędrzej Kitowicz w „Opisie obyczajów za panowania Augusta III" notował:

Gdy zaś nastała kawa i rozeszła się po wszystkich domach pańskich, szlachty majętniejszej i bogatszych mieszczan, dawano ją naprzód z rana z mlekiem i cukrem, po której pijano wódkę, a herbatę, jako sprawującą suchoty i oziębiającą żołądek, wcale zarzucono; policzono ją w liczbę lekarstw przeciw gorączce i do wypłukania gardła po ejekcjach, mianowicie z gwałtownego pijaństwa pochodzących. (...) Tym trunkiem najulubieńszym raczyły się kobiety najwięcej, tak z rana, jako też po obiedzie i po wieczerzy, osobliwie gdy w kompanii jakiej albo podczas tańców długo w noc dosiadywały. (...) Kawa od ludzi majętnych przeszła nareszcie do całego pospólstwa, podniosły się po miastach kafenhauzy: szewcy, krawcy, przekupnie, tragarze i najostatniejszy motłoch udał się do kawy. (...)

„Cesarska", „Suchy Las", „Honoratka"...
Prawdziwy rozkwit kultura kawiarniana przeżyła jednak w okresie konstytucyjnym Królestwa Kongresowego, czyli w latach 1815-1830. W Warszawie w latach 20. liczba kawiarni wzrosła do 80. Najpopularniejszymi były: „Cesarska", „Królestwa Polskiego" (naprzeciw Zamku), „Wojskowa", „Narodowa", „Słowiańska" (przy Powązkowskiej, z ogrodem), „Pod Kopciuszkiem", „Paryska", Lourse'a na Miodowej, znana ze znakomitej kawy i likworów. W kawiarni „Suchy Las" przy ulicy Długiej spotykała się śmietanka towarzyska Warszawy, przesiadywał w niej młody Fryderyk Chopin, Maurycy Mochnacki, Franciszek Karpiński (autor m.in. „Kiedy ranne wstają zorze", „Wszystkie nasze dzienne sprawy", „Bóg się rodzi, moc truchleje"), znani aktorzy i dziennikarze. Kawiarnie „Tyrolska", „Wiejska" czy Rozengartowej przy ul. Rymarskiej skupiały dużą, wierną publiczność obojga płci. (...)

Opozycyjna młodzież, głównie studenteria, zbierała się w „Honoratce" na rogu Kapitulnej i Miodowej oraz „Gospodzie akademickiej", „Pod Saturnem" i „Pod Barankiem". Wśród kawiarnianych gości zdarzali się agenci-denuncjatorzy. Pewnego dnia studenci pobili i wyrzucili jednego z agentów z gospody, młodzież aresztowano, a kilku studentów relegowano z uczelni. Wtedy właśnie zamiast mundurów studenckich zaczęto nosić czamarki, a na głowach - białe konfederatki, które powróciły do łask w II Rzeczypospolitej. Idolem tej wesołej, rozkrzyczanej młodzieży był Kościuszko. Jego wizerunek umieszczano na guzikach kamizelek, po wewnętrznej stronie kapeluszy i konfederatek. Młodzież z Kongresówki radykalizowała się w szybkim tempie, na murach pojawiły się antyrosyjskie napisy, a po kawiarniach niosły się patriotyczne pieśni wymieszane z „Gaudeamus igitur".

Po przegranej wojnie z Rosją w 1831 roku skończyła się złota epoka kawiarni. (...)

Między stolikami „Ziemiańskiej"
(...) U progu niepodległości w Warszawie powstała kawiarnia „Pod Pikadorem", usytuowana najpierw na Nowym Świecie, potem w Hotelu Europejskim, w której huczny debiut ogłosili poeci Skamandra. Na Nowym Świecie otwarto kawiarnię „Kresy", do której wpadali aktorzy: Jadzia Andrzejewska, Stefan Jaracz i Aleksander Zelwerowicz, politycy: Mieczysław Limanowski, Stanisław Dubois, Mieczysław Niedziałkowski, poeci Julian Tuwim, Władysław Broniewski i Kazimierz Przerwa-Tetmajer. (...) jak nigdzie i nigdy - pisał Stanisław Saliński - spotykały się oko w oko, stolik przy stoliku kolejne pokolenia - wstecz, aż do czasów Młodej Polski, naprzód - aż ku dniom dzisiejszym.

„Pod Pikadorem" i „Kresy" były zaledwie skromnym preludium do słynnej „Małej Ziemiańskiej" mieszczącej się przy ulicy Mazowieckiej w sąsiedztwie Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. „Ziemiańska", choć chadzali do niej wszyscy, przeszła do historii jako kawiarnia Skamandrytów, „Wiadomości Literackich" i zaprzyjaźnionego z nimi środowiska piłsudczyków. Tylko na pozór była egalitarna, w rzeczywistości rządziły nią twarde prawa hierarchii. „Parter" zajmowała stawiająca pierwsze kroki w literaturze młodzież i studenci. „Pierwsze piętro" lewicowa inteligencja, „poeci proletariatu", surrealiści, marksiści, wszyscy ci, którzy nawykli patrzeć na świat pod kątem ucisku i emancypacji; następne piętro stanowiły już „nazwiska" - znani autorzy, artyści stojący tuż przed progiem sławy, a na samym szczycie, wśród obłoków papierosowego dymu znajdował się parnas - osławiona górka na półpiętrze, czyli stolik Skamandrytów z Antonim Słonimskim, Jarosławem Iwaszkiewiczem, Kazimierzem Wierzyńskim, Janem Lechoniem, redaktorem Mieczysławem Grydzewskim oraz „honorowym skamandrytą" pułkownikiem Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim. „Na górce" zasiadali też inni współpracownicy Marszałka: Józef Beck, Adam Koc, Walery Sławek.

Na półpiętro Skamandrytów zwykli śmiertelnicy nie mieli prawa wstępu. Rolę strażnika odgrywał Jan Lechoń. Jeśli jakiś zbłąkany lub zuchwały gość wdrapał się na pięterko, Lechoń zjadliwą uwagą lub morderczym dowcipem strącał intruza w czeluść, czyli w tłum na niższe piętro. Aby sięgnąć rozkoszy parnasu, należało zaistnieć w literaturze lub - co było niewątpliwie prostsze - przyjść w charakterze osoby towarzyszącej. (...)

To w „Ziemiańskiej" Mieczysław Grydzewski wpadł na pomysł wydawania „Wiadomości Literackich": Wolno sądzić - wspominał - że w opinii szerokiego ogółu czytelników założenie „Wiadomości Literackich" poprzedziły długie prace przygotowawcze, narady i konferencje, czujna mobilizacja współpracowników. W istocie rzeczy było inaczej i krócej. I lekkomyślniej. „Wiadomości" powstały pomiędzy dwoma stolikami w „Małej Ziemiańskiej" na Mazowieckiej w czasie przelotnej rozmowy pomiędzy śp. Antonim Bormanem a mną. (...)

Matematyczne zagadki w „Szkockiej"
W latach 30. pewien zapracowany kelner w kawiarni „Szkocka" we Lwowie opowiadał: Przychodzi ich tutaj paru, a szczególnie jeden taki chudy i wysoki. Siedzi czasem w bezruchu, popija małą czarną, wzrok utkwiony w dal... Raptem wzdryga się i rzuca do pisania. Cóż, na tego akurat narzekać nie mogę, bo używa ołówka, ale ten, co poplamił marmur atramentem, to już chyba był poeta. A profesor, choć ołówkiem, smaruje gęsto i cały stół potrafi zaczernić. Niepoprawnym dryblasem w czarnym garniturze był profesor matematyki Stefan Banach (1892-1945), jeden z najwybitniejszych przedstawicieli lwowskiej szkoły matematycznej, specjalista w zakresie analizy funkcjonalnej, twórca aksjomatycznej definicji przestrzeni, tzw. przestrzeni Banacha.

Pan profesor miał kilka pasji: matematykę, mocną czarną kawę i taniec. Krążyły opowieści o tym, że rano rozpoczynał wykłady na uniwersytecie w lakierkach i fraku, prosto z parkietów nocnych lokali. W dzień profesor Banach oddawał się innej pasji, godzinami przesiadywał w „Szkockiej" razem ze swoimi kolegami, profesorami - słynnym Hugonem Steinhausem, Juliuszem Schauderem, Stanisławem Ulamem, Władysławem Orliczem, Stanisławem Mazurem, filozofami Kazimierzem Ajdiukiewiczem, Leonem Chwistkiem. Widok tego towarzystwa musiał być niezwykły, profesorowie, żywo rozmawiając i popijając kawę, zapisywali na blacie stolika zawiłe matematyczne operacje. Po kilku godzinach marmurowy blacik stolika pokryty był tajemniczymi znakami, cyframi i zygzakami. Następnego dnia sprzątaczki przykrywały blacik obrusem i cierpliwie czekały na zjawienie się studentów, którzy przepisywali gąszcz cyfr do zeszytów.

Któregoś dnia żona profesora Banacha - Łucja - podarowała mężowi gruby brulion. W taki sposób powstała słynna Księga Szkocka, w której profesorowie skrupulatnie zapisywali nierozwiązany na miejscu problem matematyczny, zostawiając miejsce na ewentualne jego rozwiązanie. Dla zachęty autor zadania ustalał specjalną nagrodę, niekiedy dość dziwną. Pewne zadanie matematyczne wymyślone przez profesora Mazura w 1936 roku, oznaczone numerem 153, rozwiązał dopiero w 1972 roku młody szwedzki matematyk Per Enflö. Profesor Mazur osobiście wręczył mu wyznaczoną 36 lat wcześniej nagrodę: kosz z... elegancką żywą gęsią, wystrojoną na tę specjalną okazję w spódniczkę w kwiatki. (...)

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 06/2011 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2017
10/2017
Kalendarium
Wrzesień
25
W 1906 r. urodził się Dymitr Szostakowicz, rosyjski kompozytor, uznawany za jednego z najwybitniejszych symfoników XX w.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Gawin | dodano: 2012-07-09
O kawiarniach, czyli sojusz małej czarnej z literaturą i polityką

Wnętrze kawiarni „Ziemiańska", Józef Rapacki, 1926, fot. E. Pawlak, obraz ze zbiorów Muzeum Historycznego m.st. Warszawy.


Na słynnym zdjęciu Henriego Cartiera-Bressona sędziwa czytelniczka „Le Figaro" w staromodnym kapelusiku i kostiumie od Coco Chanel z dezaprobatą taksuje wzrokiem dziewczynę zatopioną w lekturze „Le Monde". Dziewczyna jest reprezentantką buntowniczego pokolenia przełomu lat 60. i 70. - z rozpuszczonymi włosami, w kusej sukience przypomina bohaterki „Powiększenia" lub „Zabriskie Point" Antonioniego. Kobiety symbolizują spotkanie dwóch epok - XIX-wiecznej kultury, z jej surowością, niezachwianą wiarą w przyzwoitość i rozsądek, z wiekiem XX, który z taką łatwością te wartości odrzucił. Miejscem tej szczególnej konfrontacji jest kawiarnia. Ze świeżymi rogalikami, aromatyczną kawą i gazetą. Kawiarnia - wielki wynalazek europejskich metropolii.

Żeby docenić polityczny i społeczny wymiar kawiarni w kulturze polskiej, trzeba się cofnąć do czasów saskich i stanisławowskich. Polacy rozsmakowali się w aromatycznym płynie na przełomie XVII i XVIII wieku. Jędrzej Kitowicz w „Opisie obyczajów za panowania Augusta III" notował:

Gdy zaś nastała kawa i rozeszła się po wszystkich domach pańskich, szlachty majętniejszej i bogatszych mieszczan, dawano ją naprzód z rana z mlekiem i cukrem, po której pijano wódkę, a herbatę, jako sprawującą suchoty i oziębiającą żołądek, wcale zarzucono; policzono ją w liczbę lekarstw przeciw gorączce i do wypłukania gardła po ejekcjach, mianowicie z gwałtownego pijaństwa pochodzących. (...) Tym trunkiem najulubieńszym raczyły się kobiety najwięcej, tak z rana, jako też po obiedzie i po wieczerzy, osobliwie gdy w kompanii jakiej albo podczas tańców długo w noc dosiadywały. (...) Kawa od ludzi majętnych przeszła nareszcie do całego pospólstwa, podniosły się po miastach kafenhauzy: szewcy, krawcy, przekupnie, tragarze i najostatniejszy motłoch udał się do kawy. (...)

„Cesarska", „Suchy Las", „Honoratka"...
Prawdziwy rozkwit kultura kawiarniana przeżyła jednak w okresie konstytucyjnym Królestwa Kongresowego, czyli w latach 1815-1830. W Warszawie w latach 20. liczba kawiarni wzrosła do 80. Najpopularniejszymi były: „Cesarska", „Królestwa Polskiego" (naprzeciw Zamku), „Wojskowa", „Narodowa", „Słowiańska" (przy Powązkowskiej, z ogrodem), „Pod Kopciuszkiem", „Paryska", Lourse'a na Miodowej, znana ze znakomitej kawy i likworów. W kawiarni „Suchy Las" przy ulicy Długiej spotykała się śmietanka towarzyska Warszawy, przesiadywał w niej młody Fryderyk Chopin, Maurycy Mochnacki, Franciszek Karpiński (autor m.in. „Kiedy ranne wstają zorze", „Wszystkie nasze dzienne sprawy", „Bóg się rodzi, moc truchleje"), znani aktorzy i dziennikarze. Kawiarnie „Tyrolska", „Wiejska" czy Rozengartowej przy ul. Rymarskiej skupiały dużą, wierną publiczność obojga płci. (...)

Opozycyjna młodzież, głównie studenteria, zbierała się w „Honoratce" na rogu Kapitulnej i Miodowej oraz „Gospodzie akademickiej", „Pod Saturnem" i „Pod Barankiem". Wśród kawiarnianych gości zdarzali się agenci-denuncjatorzy. Pewnego dnia studenci pobili i wyrzucili jednego z agentów z gospody, młodzież aresztowano, a kilku studentów relegowano z uczelni. Wtedy właśnie zamiast mundurów studenckich zaczęto nosić czamarki, a na głowach - białe konfederatki, które powróciły do łask w II Rzeczypospolitej. Idolem tej wesołej, rozkrzyczanej młodzieży był Kościuszko. Jego wizerunek umieszczano na guzikach kamizelek, po wewnętrznej stronie kapeluszy i konfederatek. Młodzież z Kongresówki radykalizowała się w szybkim tempie, na murach pojawiły się antyrosyjskie napisy, a po kawiarniach niosły się patriotyczne pieśni wymieszane z „Gaudeamus igitur".

Po przegranej wojnie z Rosją w 1831 roku skończyła się złota epoka kawiarni. (...)

Między stolikami „Ziemiańskiej"
(...) U progu niepodległości w Warszawie powstała kawiarnia „Pod Pikadorem", usytuowana najpierw na Nowym Świecie, potem w Hotelu Europejskim, w której huczny debiut ogłosili poeci Skamandra. Na Nowym Świecie otwarto kawiarnię „Kresy", do której wpadali aktorzy: Jadzia Andrzejewska, Stefan Jaracz i Aleksander Zelwerowicz, politycy: Mieczysław Limanowski, Stanisław Dubois, Mieczysław Niedziałkowski, poeci Julian Tuwim, Władysław Broniewski i Kazimierz Przerwa-Tetmajer. (...) jak nigdzie i nigdy - pisał Stanisław Saliński - spotykały się oko w oko, stolik przy stoliku kolejne pokolenia - wstecz, aż do czasów Młodej Polski, naprzód - aż ku dniom dzisiejszym.

„Pod Pikadorem" i „Kresy" były zaledwie skromnym preludium do słynnej „Małej Ziemiańskiej" mieszczącej się przy ulicy Mazowieckiej w sąsiedztwie Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. „Ziemiańska", choć chadzali do niej wszyscy, przeszła do historii jako kawiarnia Skamandrytów, „Wiadomości Literackich" i zaprzyjaźnionego z nimi środowiska piłsudczyków. Tylko na pozór była egalitarna, w rzeczywistości rządziły nią twarde prawa hierarchii. „Parter" zajmowała stawiająca pierwsze kroki w literaturze młodzież i studenci. „Pierwsze piętro" lewicowa inteligencja, „poeci proletariatu", surrealiści, marksiści, wszyscy ci, którzy nawykli patrzeć na świat pod kątem ucisku i emancypacji; następne piętro stanowiły już „nazwiska" - znani autorzy, artyści stojący tuż przed progiem sławy, a na samym szczycie, wśród obłoków papierosowego dymu znajdował się parnas - osławiona górka na półpiętrze, czyli stolik Skamandrytów z Antonim Słonimskim, Jarosławem Iwaszkiewiczem, Kazimierzem Wierzyńskim, Janem Lechoniem, redaktorem Mieczysławem Grydzewskim oraz „honorowym skamandrytą" pułkownikiem Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim. „Na górce" zasiadali też inni współpracownicy Marszałka: Józef Beck, Adam Koc, Walery Sławek.

Na półpiętro Skamandrytów zwykli śmiertelnicy nie mieli prawa wstępu. Rolę strażnika odgrywał Jan Lechoń. Jeśli jakiś zbłąkany lub zuchwały gość wdrapał się na pięterko, Lechoń zjadliwą uwagą lub morderczym dowcipem strącał intruza w czeluść, czyli w tłum na niższe piętro. Aby sięgnąć rozkoszy parnasu, należało zaistnieć w literaturze lub - co było niewątpliwie prostsze - przyjść w charakterze osoby towarzyszącej. (...)

To w „Ziemiańskiej" Mieczysław Grydzewski wpadł na pomysł wydawania „Wiadomości Literackich": Wolno sądzić - wspominał - że w opinii szerokiego ogółu czytelników założenie „Wiadomości Literackich" poprzedziły długie prace przygotowawcze, narady i konferencje, czujna mobilizacja współpracowników. W istocie rzeczy było inaczej i krócej. I lekkomyślniej. „Wiadomości" powstały pomiędzy dwoma stolikami w „Małej Ziemiańskiej" na Mazowieckiej w czasie przelotnej rozmowy pomiędzy śp. Antonim Bormanem a mną. (...)

Matematyczne zagadki w „Szkockiej"
W latach 30. pewien zapracowany kelner w kawiarni „Szkocka" we Lwowie opowiadał: Przychodzi ich tutaj paru, a szczególnie jeden taki chudy i wysoki. Siedzi czasem w bezruchu, popija małą czarną, wzrok utkwiony w dal... Raptem wzdryga się i rzuca do pisania. Cóż, na tego akurat narzekać nie mogę, bo używa ołówka, ale ten, co poplamił marmur atramentem, to już chyba był poeta. A profesor, choć ołówkiem, smaruje gęsto i cały stół potrafi zaczernić. Niepoprawnym dryblasem w czarnym garniturze był profesor matematyki Stefan Banach (1892-1945), jeden z najwybitniejszych przedstawicieli lwowskiej szkoły matematycznej, specjalista w zakresie analizy funkcjonalnej, twórca aksjomatycznej definicji przestrzeni, tzw. przestrzeni Banacha.

Pan profesor miał kilka pasji: matematykę, mocną czarną kawę i taniec. Krążyły opowieści o tym, że rano rozpoczynał wykłady na uniwersytecie w lakierkach i fraku, prosto z parkietów nocnych lokali. W dzień profesor Banach oddawał się innej pasji, godzinami przesiadywał w „Szkockiej" razem ze swoimi kolegami, profesorami - słynnym Hugonem Steinhausem, Juliuszem Schauderem, Stanisławem Ulamem, Władysławem Orliczem, Stanisławem Mazurem, filozofami Kazimierzem Ajdiukiewiczem, Leonem Chwistkiem. Widok tego towarzystwa musiał być niezwykły, profesorowie, żywo rozmawiając i popijając kawę, zapisywali na blacie stolika zawiłe matematyczne operacje. Po kilku godzinach marmurowy blacik stolika pokryty był tajemniczymi znakami, cyframi i zygzakami. Następnego dnia sprzątaczki przykrywały blacik obrusem i cierpliwie czekały na zjawienie się studentów, którzy przepisywali gąszcz cyfr do zeszytów.

Któregoś dnia żona profesora Banacha - Łucja - podarowała mężowi gruby brulion. W taki sposób powstała słynna Księga Szkocka, w której profesorowie skrupulatnie zapisywali nierozwiązany na miejscu problem matematyczny, zostawiając miejsce na ewentualne jego rozwiązanie. Dla zachęty autor zadania ustalał specjalną nagrodę, niekiedy dość dziwną. Pewne zadanie matematyczne wymyślone przez profesora Mazura w 1936 roku, oznaczone numerem 153, rozwiązał dopiero w 1972 roku młody szwedzki matematyk Per Enflö. Profesor Mazur osobiście wręczył mu wyznaczoną 36 lat wcześniej nagrodę: kosz z... elegancką żywą gęsią, wystrojoną na tę specjalną okazję w spódniczkę w kwiatki. (...)