człowiek
Autor: Łukasz Malinowski | dodano: 2012-10-24
Strzeżcie się czarnej żółci

Czyli jak leczono w czasach, gdy najczęstszym rozpoznaniem była kara za grzechy.

Naczelnym lekarzem w średniowieczu był oczywiście Bóg. Niektórzy uczeni podważali nawet sens leczenia ciała, wierząc, że choroba (kara za grzechy) i uzdrowienie leży jedynie w gestii Najwyższego. Chorzy jednak nie zawsze podzielali ten pogląd. Celem wierzącego jest zbawienie (łac. salvation), czyli de facto uzdrowienie (łac. salus) ducha. W XIII w. po stronie pacjentów stanęli filozofowie. Uznali, że chociaż świat został stworzony przez Boga, to rządzą nim prawa natury (także stworzone przez Boga), w związku z czym leczenie chorych nie jest sprzeczne z wolą Najwyższego.

W dalszym ciągu Bóg był jednak pierwszy w hierarchii uzdrowicieli, a modlitwa najskuteczniejsza spośród lekarstw. Nic dziwnego więc, że rytuał leczniczy przywodził czasem na myśl ewangeliczne wyrzucanie złego ducha. Niekiedy liczono po prostu na cud. Nadzieje dawały średniowieczne żywoty świętych oraz sama Biblia, pełna opisów cudownych uzdrowień ciała, utożsamianych ze zbawieniem duszy (nawróceniem).

Podsycona chrześcijańskimi wierzeniami myśl medyczna wieków średnich opierała się na równowadze między czterema „humorami” (płynami): krwią, flegmą oraz żółtą i czerwoną żółcią. Lekarze kształceni przez scholastyków praktykowali medycynę wywodzącą się z antycznych wzorców, po trosze pomieszaną z germańskim i słowiańskim ziołolecznictwem oraz wzbogaconą o kilka „twórczych” średniowiecznych rozwiązań.

Równowaga ciała

Nie można zrozumieć średniowiecznej medycyny, nie wiedząc, czym dla ówczesnych ludzi było zdrowie. A było ono kwintesencją jednej z czterech cnót kardynalnych – umiarkowania.

„Uważa się, że nazwa medycyny (medicina) pochodzi od umiarkowania (modus), czyli odpowiedniej proporcji […]. Ponieważ natura boleje przez nadmiar – radując się z równowagi” – pisał Izydor z Sewilli (VI/VII w.).

Łatwo się więc domyślić, jaki był główny cel terapii: przywracanie naturalnych proporcji w organizmie. Co jednak tworzyło je w ciele człowieka? Nie sposób tego wyjaśnić bez odniesienia do alchemii i teorii o powszechnej równowadze wszechrzeczy. Rozwijając myśl antycznych filozofów, uważano powszechnie, że każdy przedmiot składa się z czterech elementów (np. naturą rządzą cztery żywioły: ogień, ziemia, woda, powietrze).

Jednak każda rzecz charakteryzuje się tylko dwiema spośród czterech właściwości: wilgoci, suchości, ciepła i zimna. Przeciwstawne cechy nie mogą występować razem (nie istnieje wszak sucha woda), dlatego możliwe są tylko cztery kombinacje. Podstawowa materia może więc być gorąca i sucha (jak ogień), gorąca i mokra (jak powietrze), zimna i sucha (jak ziemia) lub zimna i mokra (jak woda). Alchemicy byli przekonani, że zmiana proporcji pierwotnych elementów w danym przedmiocie może zaowocować jego przemianą w inny przedmiot – na przykład ołowiu w złoto. Prekursorzy dzisiejszych chemików poprawności swojej teorii dowodzili prostymi eksperymentami. Podgrzana woda (której zabrano właściwość zimna) zamienia się parę, a więc w powietrze (wilgotne jak woda, ale ciepłe). Natomiast schłodzone powietrze (któremu zabrano właściwość ciepła) skrapla się w wodę.

Ta alchemiczna teoria została przeniesiona na ciało człowieka, uważane za wszechświat w miniaturze.

Harmonia humorów

Równowagę w ciele tworzyły cztery płynny ustrojowe, odpowiadające czterem żywiołom. W ślad za antycznymi uczonymi, Hipokratesem i Galenem, nazywano je humorami. Wyróżniano krew (powietrze), flegmę (wodę), żółć żółtą lub czerwoną (ogień) oraz czarną żółć (ziemię). Tylko utrzymanie właściwego balansu między nimi gwarantowało zdrowie: „Wszystkie choroby biorą się z czterech humorów […]. Zdrowi ludzie są podtrzymywani przez nie, a chorzy cierpią z ich powodu. Jeśli którykolwiek z humorów wzrośnie poza poziom ustalony przez naturę, wywołuje choroby” – pisał wspomniany już wyżej Izydor z Sewilli. Objawy większości chorób potwierdzały tę teorię. Gorączka, dreszcze, poty lub suchy kaszel traktowano jako widomy znak dominacji ciepła, zimna, wilgotności lub suchości. Gdy któreś z nich przeważało przez dłuższy okres, człowiek umierał. Łatwo można było przy tym wyjaśnić przyczyny śmierci ze starości – z upływem lat suchość i zimno systematycznie biorą górę, aż ciało staje się „zimne jak trup”.

Każdy humor miał swoje właściwości i inaczej wpływał na zdrowie człowieka. Najważniejszym płynem ustrojowym była krew (łac. sanguis). Podczas swojej wędrówki po organizmie mogła być udoskonalana – u kobiet przekształcając się w mleko, a u mężczyzn w spermę.

Flegmą (łac. phlegma) nazywano każdy białawy (oprócz spermy i mleka kobiecego) lub bezbarwny płyn ciała (na przykład pot i ślinę). Uważano ją za niedoskonałą krew, która również roznosi pożywienie, będąc jednak w żyłach podrzędnym płynem. Główne źródło flegmy miało znajdować się w mózgu, choć w mniejszych ilościach zalegała też ona w nerkach, pod pęcherzem i w żołądku. Właściwościami żółtej żółci (łac. choler, zwanej też czerwoną żółcią) były gorąco i suchość. Żółć także uczestniczyła w odżywianiu organizmu, ale jej główną prerogatywą było rozrzedzanie krwi, by mogła docierać do najmniejszych zakamarków ciała oraz oczyszczać jelita. Uważano, że opary gorącej żółci dostają się do głowy i są powodem migreny, gorączki, bólu ucha i gardła oraz suchości języka.

Ostatnim i zarazem najniebezpieczniejszym płynem ustrojowym była czarna żółć (łac. melancholia). W średniowieczu tak nazywano krew żylną wypływająca ze śledziony, wyraźnie ciemniejszą od zwykłej. To właśnie pod śledzioną, a więc po lewej stronie ciała, miały znajdować się największe pokłady czarnej żółci. Jej właściwościami były zimno i suchość, powodujące zagęszczanie krwi. Czarna żółć przyczyniała się do występowania zaparć, bólu nerek oraz innych narządów. Pozytywnym aspektem jej działania miało być odżywianie kości.

Na brak równowagi między humorami wpływało wiele czynników. Kluczowe znaczenie miał wiek. Uważano, że u dzieci do lat 14 dominuje flegma, czego widomą oznaką u chłopców jest brak zarostu. Między 14 a 25 rokiem życia najważniejsza staje się czerwona żółć. To najbardziej burzliwy (choleryczny) okres życia człowieka, w którym żółć (dzisiaj mówi się o hormonach) nie pozwalała usiedzieć na miejscu. Potem do głosu miała dochodzić czarna żółć, która sprawiała, że człowiek się ustatkowuje i staje bardziej melancholijny. W dominacji tego „najniebezpieczniejszego” płynu ustrojowego widziano przyczynę wzrostu częstości zachorowań.

Wierzono, że na poziom humorów wpływ miały pory roku. W anonimowym dziełku „Mądrość sztuki medycznej” (VI w.) autor tak radził: „W marcu od 15 kalend kwietnia (od 18 marca) i później, burzą się wszystkie humory, a z nimi pojawiają się choroby i chorobliwe wydzieliny […]. Humory dominują do lipca. Po trzecich idach lipca (13 lipca) należy zaprzestać upuszczania krwi i przeczyszczeń, ponieważ dni psa [największe upały] się zaczynają, a upał tych dni trwa 73 dni. Po 3 idach sierpnia (11 sierpnia) wylewa się czerwona żółć oraz nadmiar flegmy, a ciało się ociepla. Jesień trwa 64 dni. W tym czasie powstrzymaj się od miłości bo to osłabia. Przed 3 kalendami grudnia (29 listopada) czarna żółć wypycha słoność i wilgotność, i wtedy powinno się uprawiać miłość”.

Natura dąży jednak do równowagi, uważano więc też, że ciało człowieka wykształciło własne metody utrzymywania właściwych proporcji między humorami. U kobiet, „z reguły” gorętszych i wilgotniejszych, sposobem wydalania nadmiaru płynów ustrojowych miało być miesiączkowanie. Także mężczyźni mieli swoje sposoby na radzenie sobie z burzą humorów. Wierzono, że równowagę osiągają dzięki obfitemu poceniu się (nadmiar flegmy), a także – co ciekawe – zarostowi (efekt nadmiaru krwi).

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 11/2012 »
Drukuj »
Komentarze
Dodany przez: lukmali | 2012-11-06
Aktualne numery
08/2017
07/2017
Kalendarium
Sierpień
20
W 1885 r. Ernst Hartwig w Estonii zaobserwował S Andromedae w Galaktyce Andromedy - pierwszą supernową odkrytą w innej galaktyce.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Łukasz Malinowski | dodano: 2012-10-24
Strzeżcie się czarnej żółci

Czyli jak leczono w czasach, gdy najczęstszym rozpoznaniem była kara za grzechy.

Naczelnym lekarzem w średniowieczu był oczywiście Bóg. Niektórzy uczeni podważali nawet sens leczenia ciała, wierząc, że choroba (kara za grzechy) i uzdrowienie leży jedynie w gestii Najwyższego. Chorzy jednak nie zawsze podzielali ten pogląd. Celem wierzącego jest zbawienie (łac. salvation), czyli de facto uzdrowienie (łac. salus) ducha. W XIII w. po stronie pacjentów stanęli filozofowie. Uznali, że chociaż świat został stworzony przez Boga, to rządzą nim prawa natury (także stworzone przez Boga), w związku z czym leczenie chorych nie jest sprzeczne z wolą Najwyższego.

W dalszym ciągu Bóg był jednak pierwszy w hierarchii uzdrowicieli, a modlitwa najskuteczniejsza spośród lekarstw. Nic dziwnego więc, że rytuał leczniczy przywodził czasem na myśl ewangeliczne wyrzucanie złego ducha. Niekiedy liczono po prostu na cud. Nadzieje dawały średniowieczne żywoty świętych oraz sama Biblia, pełna opisów cudownych uzdrowień ciała, utożsamianych ze zbawieniem duszy (nawróceniem).

Podsycona chrześcijańskimi wierzeniami myśl medyczna wieków średnich opierała się na równowadze między czterema „humorami” (płynami): krwią, flegmą oraz żółtą i czerwoną żółcią. Lekarze kształceni przez scholastyków praktykowali medycynę wywodzącą się z antycznych wzorców, po trosze pomieszaną z germańskim i słowiańskim ziołolecznictwem oraz wzbogaconą o kilka „twórczych” średniowiecznych rozwiązań.

Równowaga ciała

Nie można zrozumieć średniowiecznej medycyny, nie wiedząc, czym dla ówczesnych ludzi było zdrowie. A było ono kwintesencją jednej z czterech cnót kardynalnych – umiarkowania.

„Uważa się, że nazwa medycyny (medicina) pochodzi od umiarkowania (modus), czyli odpowiedniej proporcji […]. Ponieważ natura boleje przez nadmiar – radując się z równowagi” – pisał Izydor z Sewilli (VI/VII w.).

Łatwo się więc domyślić, jaki był główny cel terapii: przywracanie naturalnych proporcji w organizmie. Co jednak tworzyło je w ciele człowieka? Nie sposób tego wyjaśnić bez odniesienia do alchemii i teorii o powszechnej równowadze wszechrzeczy. Rozwijając myśl antycznych filozofów, uważano powszechnie, że każdy przedmiot składa się z czterech elementów (np. naturą rządzą cztery żywioły: ogień, ziemia, woda, powietrze).

Jednak każda rzecz charakteryzuje się tylko dwiema spośród czterech właściwości: wilgoci, suchości, ciepła i zimna. Przeciwstawne cechy nie mogą występować razem (nie istnieje wszak sucha woda), dlatego możliwe są tylko cztery kombinacje. Podstawowa materia może więc być gorąca i sucha (jak ogień), gorąca i mokra (jak powietrze), zimna i sucha (jak ziemia) lub zimna i mokra (jak woda). Alchemicy byli przekonani, że zmiana proporcji pierwotnych elementów w danym przedmiocie może zaowocować jego przemianą w inny przedmiot – na przykład ołowiu w złoto. Prekursorzy dzisiejszych chemików poprawności swojej teorii dowodzili prostymi eksperymentami. Podgrzana woda (której zabrano właściwość zimna) zamienia się parę, a więc w powietrze (wilgotne jak woda, ale ciepłe). Natomiast schłodzone powietrze (któremu zabrano właściwość ciepła) skrapla się w wodę.

Ta alchemiczna teoria została przeniesiona na ciało człowieka, uważane za wszechświat w miniaturze.

Harmonia humorów

Równowagę w ciele tworzyły cztery płynny ustrojowe, odpowiadające czterem żywiołom. W ślad za antycznymi uczonymi, Hipokratesem i Galenem, nazywano je humorami. Wyróżniano krew (powietrze), flegmę (wodę), żółć żółtą lub czerwoną (ogień) oraz czarną żółć (ziemię). Tylko utrzymanie właściwego balansu między nimi gwarantowało zdrowie: „Wszystkie choroby biorą się z czterech humorów […]. Zdrowi ludzie są podtrzymywani przez nie, a chorzy cierpią z ich powodu. Jeśli którykolwiek z humorów wzrośnie poza poziom ustalony przez naturę, wywołuje choroby” – pisał wspomniany już wyżej Izydor z Sewilli. Objawy większości chorób potwierdzały tę teorię. Gorączka, dreszcze, poty lub suchy kaszel traktowano jako widomy znak dominacji ciepła, zimna, wilgotności lub suchości. Gdy któreś z nich przeważało przez dłuższy okres, człowiek umierał. Łatwo można było przy tym wyjaśnić przyczyny śmierci ze starości – z upływem lat suchość i zimno systematycznie biorą górę, aż ciało staje się „zimne jak trup”.

Każdy humor miał swoje właściwości i inaczej wpływał na zdrowie człowieka. Najważniejszym płynem ustrojowym była krew (łac. sanguis). Podczas swojej wędrówki po organizmie mogła być udoskonalana – u kobiet przekształcając się w mleko, a u mężczyzn w spermę.

Flegmą (łac. phlegma) nazywano każdy białawy (oprócz spermy i mleka kobiecego) lub bezbarwny płyn ciała (na przykład pot i ślinę). Uważano ją za niedoskonałą krew, która również roznosi pożywienie, będąc jednak w żyłach podrzędnym płynem. Główne źródło flegmy miało znajdować się w mózgu, choć w mniejszych ilościach zalegała też ona w nerkach, pod pęcherzem i w żołądku. Właściwościami żółtej żółci (łac. choler, zwanej też czerwoną żółcią) były gorąco i suchość. Żółć także uczestniczyła w odżywianiu organizmu, ale jej główną prerogatywą było rozrzedzanie krwi, by mogła docierać do najmniejszych zakamarków ciała oraz oczyszczać jelita. Uważano, że opary gorącej żółci dostają się do głowy i są powodem migreny, gorączki, bólu ucha i gardła oraz suchości języka.

Ostatnim i zarazem najniebezpieczniejszym płynem ustrojowym była czarna żółć (łac. melancholia). W średniowieczu tak nazywano krew żylną wypływająca ze śledziony, wyraźnie ciemniejszą od zwykłej. To właśnie pod śledzioną, a więc po lewej stronie ciała, miały znajdować się największe pokłady czarnej żółci. Jej właściwościami były zimno i suchość, powodujące zagęszczanie krwi. Czarna żółć przyczyniała się do występowania zaparć, bólu nerek oraz innych narządów. Pozytywnym aspektem jej działania miało być odżywianie kości.

Na brak równowagi między humorami wpływało wiele czynników. Kluczowe znaczenie miał wiek. Uważano, że u dzieci do lat 14 dominuje flegma, czego widomą oznaką u chłopców jest brak zarostu. Między 14 a 25 rokiem życia najważniejsza staje się czerwona żółć. To najbardziej burzliwy (choleryczny) okres życia człowieka, w którym żółć (dzisiaj mówi się o hormonach) nie pozwalała usiedzieć na miejscu. Potem do głosu miała dochodzić czarna żółć, która sprawiała, że człowiek się ustatkowuje i staje bardziej melancholijny. W dominacji tego „najniebezpieczniejszego” płynu ustrojowego widziano przyczynę wzrostu częstości zachorowań.

Wierzono, że na poziom humorów wpływ miały pory roku. W anonimowym dziełku „Mądrość sztuki medycznej” (VI w.) autor tak radził: „W marcu od 15 kalend kwietnia (od 18 marca) i później, burzą się wszystkie humory, a z nimi pojawiają się choroby i chorobliwe wydzieliny […]. Humory dominują do lipca. Po trzecich idach lipca (13 lipca) należy zaprzestać upuszczania krwi i przeczyszczeń, ponieważ dni psa [największe upały] się zaczynają, a upał tych dni trwa 73 dni. Po 3 idach sierpnia (11 sierpnia) wylewa się czerwona żółć oraz nadmiar flegmy, a ciało się ociepla. Jesień trwa 64 dni. W tym czasie powstrzymaj się od miłości bo to osłabia. Przed 3 kalendami grudnia (29 listopada) czarna żółć wypycha słoność i wilgotność, i wtedy powinno się uprawiać miłość”.

Natura dąży jednak do równowagi, uważano więc też, że ciało człowieka wykształciło własne metody utrzymywania właściwych proporcji między humorami. U kobiet, „z reguły” gorętszych i wilgotniejszych, sposobem wydalania nadmiaru płynów ustrojowych miało być miesiączkowanie. Także mężczyźni mieli swoje sposoby na radzenie sobie z burzą humorów. Wierzono, że równowagę osiągają dzięki obfitemu poceniu się (nadmiar flegmy), a także – co ciekawe – zarostowi (efekt nadmiaru krwi).