Wiedza i Życie 05/2018
W numerze m.in.:
Wynalazki
Fantazja składania; Justyna Jońca

Fizyka
Promieniotwórczość zdradza wiek; Mirosław Dworniczak

Ratowanie bezcennych zabytków
Wenecja kontra morze; Andrzej Hołdys

Historia
Tabory pełne uprzedzeń; Kamil Nadolski

Psychologia
Śmiech to zdrowie; Paulina Kłos-Wojtczak  
Pływające po oceanach ogromne jednostki transportowe coraz bardziej zatruwają środowisko. Inżynierowie, chcąc powstrzymać tę degradację, pracują nad doskonalszymi kadłubami czy silnikami. Proponują też mniej typowe rozwiązania, takie jak sztywne żagle, obrotowe cylindry i latawce.
Człowiek od zawsze instynktownie omijał jadowite zwierzęta. Teraz  okazuje się, że mogą się one przyczynić do odkrycia remedium na śmiertelne choroby.
Przewiduje się, że na polu walki przyszłości będzie mniej żołnierzy, a więcej bezzałogowych i w różnym zakresie autonomicznych maszyn, które zastąpią człowieka w wielu zadaniach – od transportu i ochrony strategicznych obiektów po samodzielne wykonywanie operacji uderzeniowych.
Aktualne numery
07/2018
06/2018
Kalendarium
Lipiec
16
W 1439 r. z powodu epidemii dżumy w Anglii zakazano pocałunków.
Warto przeczytać
Przybywając do Polski, musiały pokonać nie tylko barierę językową, lecz także obyczajową, a nawet religijną. Praktycznie uzależnione były od nowego otoczenia, najczęściej niechętnego obcej. Niektóre wywoływały wręcz istną furię wśród dostojników królewskich świeckich i kościelnych. Głównie dlatego, że przewyższały ich wykształceniem.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Krzysztof Szymborski | dodano: 2012-06-28
Więcej niż hipoteza

Według wierzeń amerykańskich Komanczów, zamieszkujących niegdyś prerie dzisiejszego Teksasu, "pewnego dnia Wielki Duch zebrał garstki pyłu niesionego przez wiatr z czterech stron świata i stworzył z nich ludzi. Owe utworzone z ziemskiego prochu istoty ludzkie były obdarzone siłą równą potężnym sztormom. Na nieszczęście, zmieniający swój kształt demon także przypadkowo pojawił się na świecie i zaczął ludzi nękać. Wielki Duch strącił demona w bezdenną otchłań. Aby się pomścić, zły demon znalazł schronienie w kłach i żądłach jadowitych stworzeń i nadal prześladuje ludzi".

Niemal każda ludzka kultura ma własny mit stworzenia i jest on zwykle integralną częścią wyznawanej przez jej członków religii. Prawdy wiary nie są, z zasady, przedmiotem negocjacji czy krytycznej analizy mającej za cel osiągnięcie uniwersalnej, ogólnoludzkiej zgody. Mity Apaczów czy Czirokezów są odmienne i takimi zapewne na zawsze pozostaną. Zupełnie inny jest status prawdy naukowej - choć samo słowo "prawda" jest w tym kontekście problematyczne i wymagałoby dodatkowej filozoficznej rozprawy, na którą nie ma tu miejsca. Owa prawda naukowa jest, z jednej strony, jakby bardziej "demokratyczna" i może być otwarcie kwestionowana przez każdego. Nie jest prawdą absolutną, i każda naukowa teoria powinna być, zdaniem większości filozofów i metodologów nauki, uważana za prowizoryczną propozycję czekającą na dalsze uściślenie bądź odrzucenie (czyli, jak określił to Karl Popper, falsyfikację).

Naukowym opisem otaczających nas zjawisk steruje pewnego rodzaju "poznawczy totalitaryzm" polegający na tym, że sytuacja współistnienia dwu naukowych twierdzeń pozostających ze sobą w sprzeczności jest uważana za sytuację kryzysową i naukowcy dokładają wszelkich starań, aby osiągnąć w każdej kwestii zgodność. Powyższe spostrzeżenia są oczywiście dalekie od zadowalającego opisu zarówno natury religii, jak i nauki, lecz mogą stanowić punkt wyjścia do - także z konieczności dość wstępnych - rozważań na temat ich wzajemnych relacji. A dokładniej na temat relacji między darwinowską teorią ewolucji a tzw. naukowym kreacjonizmem.

Teistyczna ewolucja

najogólniejszym sensie za kreacjonizm uważać można pogląd, że Wszechświat, Ziemia, życie i człowiek zostały stworzone przez boga lub bóstwa. "Kreacjonistami", w tym rozumieniu, są zatem wszyscy wyznawcy judaizmu, chrześcijaństwa, islamu i większości innych światowych religii. W sensie nieco węższym, w którym termin ten jest częściej używany, jest to przekonanie, że zostały one stworzone w swej pierwotnej formie i nie ulegały od chwili swych narodzin zasadniczym przemianom. Jest to przekonanie niezgodne z naukowym poglądem na świat i ma charakter religijny i filozoficzny. Jako takie - zdaniem wielu uczonych, jak np. zmarły w 2002 roku znany amerykański paleontolog i publicysta naukowy Stephen Jay Gould - może współistnieć z naukowym poznaniem rzeczywistości jako dwa odmienne "magisteria".

W swojej książce "Skały wieków. Nauka i religia w pełni życia", w której głosi możliwość harmonijnej rekoncyliacji wiary i nauki, a w szczególności teorii biologicznej ewolucji, pisze on, że "Magisterium nauki zajmuje się rzeczywistością empiryczną: z czego wszechświat jest zrobiony (fakty) oraz dlaczego działa tak, a nie inaczej (teorie). Magisterium religii dotyczy kwestii ostatecznego sensu, znaczenia oraz wartości moralnych. Owe dwa magisteria ani się nie pokrywają, ani nie wyczerpują wszystkich dziedzin (wystarczy wspomnieć magisterium sztuki lub sens piękna). By zacytować stare powiedzenie: nauka zajmuje się wiekiem skał, religia - skałą wieków; nauka studiuje, w jaki sposób niebo chodzi, religia - jak dojść do nieba".

(Na zdjęciu: Stephen Jay Gould, zmarły w 2002 roku wybitny amerykański paleontolog, ewolucjonista i popularyzator nauki, w książce "Skały wieków" starał się uzasadnić tezę, że nauka i religia mogą we współczesnym świecie współistnieć bezkonfliktowo, ponieważ sfery ich działania są rozłączne. Choć pogląd ten wielu uważa za uproszczony, a nawet naiwny, przemawia przezeń słuszna intencja - stosowną relacją pomiędzy nimi powinna być niezależność i wzajemny respekt)

Rzeczywistość kulturowa i społeczno-polityczna jest jednak bardziej złożona, niż pragnąłby tego Gould i inni podobnie myślący ludzie. Istnieje wiele odmian kreacjonizmu, którego wyznawcy są przekonani, że ich poglądy mają status prawd naukowych i jako takie są niezgodne z "wyznawaną" przez przeważającą większość naukowców teorią ewolucji gatunków drogą doboru naturalnego - stanowiąc dla niej pełnoprawną naukową alternatywę. Tym "naukowym kreacjonizmem" czy kreacjonizmami - z reguły, choć nie zawsze, odwołującymi się do takiej bądź innej doktryny teologicznej - właśnie się zajmę.

Na wstępie wypada podkreślić, że popularny niegdyś pogląd, jakoby wiara i nauka znajdowały się w permanentnym stanie wojny (głoszony w XIX wieku przez takich amerykańskich intelektualistów jak John William Draper i Andrew Dickson White), nie jest już dziś przekonujący. Coraz powszechniejsza jest opinia, że nauka - która zrodziła się w kręgu kultury judeochrześcijańskiej - wiele zawdzięcza religii i może być wręcz traktowana jako jej "dziecko". Niejednokrotnie, jak w przypadku sprawy Galileusza, znalazły się one w konflikcie, lecz generalnie Kościół katolicki odegrał raczej rolę opiekuna, a nie wroga nauki. To opiekuńcze współistnienie było możliwe m.in. dzięki temu, że Kościół dopuszczał alegoryczną interpretację Pisma Świętego. Żyjący w XIII wieku, jeden z najwybitniejszych "doktorów Kościoła", Tomasz z Akwinu, pisał, że "ponieważ Pismo Święte może być interpretowane na wiele sposobów, nie należy przywiązywać się do jakiegokolwiek szczególnego wyjaśnienia, jedynie w tej mierze, aby być gotowym do jego porzucenia, kiedy z pewnością okaże się fałszywe".

Zasadzie tej Kościół katolicki pozostał wierny, co nie oznacza bynajmniej, że entuzjastycznie zaakceptował darwinowską teorię ewolucji, kiedy została ona ogłoszona w 1859 roku. Zastrzeżenia teologów katolickich budziła przede wszystkim ewolucjonistyczna implikacja, że człowiek jest po prostu "udoskonalonym zwierzęciem", natomiast literalna interpretacja biblijnego przekazu nie stanowiła istotnej kwestii. Próby pogodzenia teorii ewolucji z duchem chrześcijaństwa podejmowane przez niektórych katolickich uczonych - takich jak angielski biolog St. George Jackson Mivart (1827-1900) czy francuski jezuita i paleontolog Pierre Teilhard de Chardin (1881-1955) - zostały początkowo przez Kościół odrzucone i dzieła obu badaczy znalazły się na watykańskim indeksie ksiąg zakazanych. W szczególności Mivarta, który był krytyczny wobec ortodoksyjnego darwinizmu i twierdził, że ludzka dusza nie mogła być stworzona drogą ewolucji z niższych form umysłowości, Kościół katolicki usiłował przekonać do idei teistycznej ewolucji, zgodnie z którą biologiczna ewolucja została użyta przez Boga jako narzędzie stworzenia. Podkreślić należy, że zarówno w przypadku Mivarta, jak i de Chardina, oficjalną przyczyną potępienia ich poglądów przez Watykan nie było ich poparcie dla idei ewolucji. Być może wyciągając nauki ze sprawy Galileusza, Kościół nigdy oficjalnie nie odrzucił ewolucjonizmu. Teistyczna ewolucja jest dziś akceptowaną przezeń doktryną.

Decyzje za "Spiżową Bramą" są podejmowane bez pośpiechu i początkowa nieufność Watykanu wobec teorii ewolucji może być traktowana jako gra na zwłokę - czy też oczekiwanie na bardziej przekonujące naukowe dowody jej słuszności. W 1950 roku papież Pius XII w encyklice Humani Generis stwierdził, że teoria sugerująca, że jeden gatunek może ewoluować w inny - nawet jeśli gatunkiem tym jest człowiek - nie stoi w sprzeczności z jakimkolwiek elementem doktryny katolickiej. W 1996 roku, trzy lata po oficjalnej rehabilitacji Galileusza, Jan Paweł II w liście do Papieskiej Akademii Nauk napisał: "Dziś, prawie pół wieku po ogłoszeniu encykliki, nowa wiedza doprowadziła do uznania, iż teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą".

Kiedy w 2005 roku wiedeński kardynał Christoph Schoenborn wyraził się krytycznie o współczesnych koncepcjach ewolucyjnych w liście do "New York Timesa" (w którym pisał, że "ewolucja w sensie wspólnego pochodzenia może być prawdziwa, lecz ewolucja w neodarwinowskim znaczeniu - jako niekierowany, niezaplanowany proces przypadkowych zmian i naturalnej selekcji - nie jest"), niektórzy komentatorzy odczytali to jako zapowiedź zmiany stanowiska Watykanu wobec teorii ewolucji na bardziej krytyczną. Obawa ta okazała się nieuzasadniona. W marcu 2009 roku Watykan zorganizował konferencję naukową dla uczczenia 150 rocznicy publikacji dzieła Darwina "O powstawaniu gatunków", na którą nie został zaproszony żaden "naukowy kreacjonista", a jeden z jej organizatorów, arcybiskup Gianfranco Ravasi, szef Papieskiej Rady Kultury, oświadczył przy tej okazji, że idee ewolucyjne nie były obce już św. Augustynowi i św. Tomaszowi z Akwinu.