Wiedza i Życie 11/2018
W numerze m.in.:

Mikrobiologia
Życie w chmurach; Justyna Jońca

Fizjologia
Mózg na dopingu; Katarzyna Kornicka

Astronomia
Jocelyn Bell – pani od pulsarów; Przemek Berg

Zoologia
Gadatliwa bestia; Radosław Kożuszek

Materiały
Ceramika; Mirosław Dworniczak  

W oceanach od zarania dziejów przemieszczają się masy wody, a prądy te przypominają arterie żywego organizmu.
Tatrzańskie lawiny zabijają. Zazwyczaj ginie się w nich z uduszenia. 25% przypadków to jednak śmierć na skutek urazów odniesionych w trakcie spadania, co wynika z rzeźby terenu.
Trzy czwarte energii produkowanej na świecie ulatuje w powietrze jako ciepło. Gdyby zagospodarować ten marnotrawiony zasób, nagle okazałoby się, że energii mamy w bród.
Aktualne numery
11/2018
10/2018
Kalendarium
Listopad
18
W 1934 r. amerykański lotnik Richard Byrd odkrył wulkan Mount Sidley na Antarktydzie.
Warto przeczytać
Autor bestsellerowej "Przyszłości umysłu" wkracza na niezbadane obszary astrofizyki, sztucznej inteligencji i nowoczesnej techniki, by przedstawić zapierającą dech w piersiach wizję naszej przyszłości w kosmosie i ostatecznego celu ludzkości.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Gawin | dodano: 2012-07-04
Wymyślanie dzieciństwa

Pieter Bruegel - "Zabawy dziecięce" (1560). Na obrazie widzimy ponad 80 gier i zabaw dziecięcych, m.in. bieg z obręczą, fikanie koziołków, skoki przez kozła. Dzieci mają rysy twarzy i ubiory dorosłych. Są jedynie niskiego wzrostu.


Dzieci. Pulchne albo drobne. Z obwarzankami na rajstopkach, w batystowych sukienkach, w marynarskich ubrankach. Bezzębne i szczerbate. Z pudrowym cukrem na policzkach. Aż trudno uwierzyć, że dzieciństwo jako wyróżniony i doceniony etap życia człowieka jest wynalazkiem całkiem niedawnym. W kulturze europejskiej idea dzieciństwa na dobre zaistniała w epoce Oświecenia, a upowszechniła się dopiero w dwóch ubiegłych stuleciach.

Philippe Aries, autor znanej książki "Historia dzieciństwa" (Wydawnictwo Marabut, Gdańsk 1995), podkreśla, że średniowiecze w zasadzie nie znało pojęcia  dzieciństwa, a sztuka tego okresu całkowicie je ignorowała. Na miniaturze z ewangeliarza Ottona III widnieje biblijna scena: Jezus prosi, aby dopuścić do niego dzieci.

Tymczasem jest otoczony grupką mężczyzn, tyle że małych. Na innej miniaturze z XI wieku przedstawiającej wskrzeszenie dzieci przez św. Mikołaja widzimy znowu małych dorosłych. Nawet w tych wypadkach, kiedy dzieci zostały przedstawione nago, jak na psałterzu Ludwika Świętego, artysta obdarzał je muskulaturą dorosłego.

Dzieciństwo było dla ludzi średniowiecza okresem tak ulotnym, że nie przywiązywano do niego wagi. Stosunek do dzieci jako istot niedoskonałych, słabych i podatnych na śmierć zmieniał się bardzo wolno. W XIII wieku pojawiły się dwa nowe typy przedstawień: anioła i dziecka, 200 lat później doszedł do nich portret i putto. Od XIV wieku w malarstwie religijnym wizerunki małego Jezusa są już nasycone większym ciepłem. Aries przytacza charakterystyczną wypowiedź Michela de Montaigne

(1533-1592): "Nie mogę pojąć owej miłości, jaką ogrania się dzieci ledwie że urodzone, niemające jeszcze ani poruszeń duszy, ani wyraźnego kształtu ciała, rzeczy, które mogłyby stać się lube; niechętnie też cierpiałem, aby je wówczas hodowano w moim pobliżu".

Do XVII wieku przyrost naturalny w Europie Zachodniej regulowany był naturalnie, wysokiej dzietności odpowiadała wysoka śmiertelność noworodków i niemowląt. Mimo to w XVII stuleciu stosunek do dzieci się zmienił. We francuszczyźnie pojawiły się nowe pieszczotliwe słowa na określenie małego dziecka. Matki i opiekunki częściej okazywały swoje uczucia.

Dzieciństwo zostało w pełni docenione przez różne nurty Oświecenia. Powstały prace takie jak "Myśli o wychowaniu" (1693) Johna Locka czy "Emil, czyli o wychowaniu" (1764) Jean-Jacques'a Rousseau. Nowatorstwo tego ostatniego polegało na dostrzeżeniu autotelicznej, czyli samoistnej wartości dzieciństwa: "Nie znamy zupełnie dzieciństwa: wobec błędnych na nie poglądów im dalej się zapuszczamy, tym bardziej błądzimy. Najmądrzejsi przykładają się do tego, co człowiek powinien wiedzieć, nie zwracając uwagi na to, czego dziecko może się nauczyć. Szukają zawsze w dziecku człowieka, nie myśląc o tym, czym jest ono, zanim jeszcze stanie się człowiekiem" - pisał mistrz z Genewy.

W XVII-wiecznej Europie ukształtowały się dwie postawy wobec dziecka. Pierwsza przejawiała się w powściąganiu uczuć i uznawaniu prymatu dyscypliny w wychowaniu, druga wyrażała się w okazywaniu czułości. Te dwie postawy towarzyszą nam do czasów współczesnych. (...)

Czystość duchowa i skromność
Na początku XIX wieku reforma obyczajowa, która zdyscyplinowała mieszczańskie społeczeństwa Europy, nałożyła dodatkową kontrolę na wychowanie dziewczynek. Historyk Jadwiga Hoff analizująca poradniki i kodeksy obyczajowe w XIX wieku podkreśliła istnienie dwóch norm wychowawczych: luźniejszej dla chłopców, surowszej dla dziewcząt. Do 12 roku życia dzieci były traktowane jednakowo, później stosowano różne miary. Na przykład od lat 80. XIX wieku kodeksy kładły nacisk na poszanowanie autonomii dziecka wyrażającej się m.in. w przestrzeganiu tajemnicy korespondencji, z zasady tej jednak były wyłączone dorastające dziewczęta.

W rodzinach ziemiańskich i zamożnego mieszczaństwa oraz inteligencji pieczę nad wychowaniem dzieci obejmowały bony i nauczycielki. Od drugiej połowy XIX wieku wielką wagę zaczęto przykładać do czystości duchowej i skromności. Dziecko zostało uznane za istotę czystą i dlatego należało chronić je przed wszelkim brudem świata, przede wszystkim przed represjonowaną sferą seksualną. Urodzona w 1894 roku w arystokratycznej rodzinie Maria Czapska (siostra malarza Józefa Czapskiego, pisarka i eseistka) tak wspominała swoje wczesne dzieciństwo: "Z polecenia, zapewne, matki naszej ani w domu, ani w całym dworze nie miało być żadnej suczki, w obawie lekcji poglądowej. Stanowienie klaczy musiało się odbywać o tak rannym świcie, żeby nigdy nie było przez nikogo z nas dostrzeżone, zresztą do stajni chodzić nam nie było wolno. (...) Przewijanie młodszego ode mnie brata odbywało się za parawanem i nie wolno mi tam było zaglądać: kiedy przypadkiem raz dojrzałam jego ciałko z pieluszek wywinięte - to była rewelacja, ponieważ dotychczas pamiętam moje zdziwienie!" (...)

W zdrowym ciele zdrowy duch
Starszy od Czapskiej Benedykt Hertz (1872-1952), znany satyryk i bajkopisarz, notował, że jedną z najbardziej charakterystycznych cech jego dzieciństwa była popularyzacja zasad higieny. "Skok, jaki od owych czasów na tym polu uczyniono, zdaje się dystansować wszystkie inne" - pisał z uznaniem. W latach 90. XIX wieku powstało Warszawskie Towarzystwo Higieniczne, jakiś czas później Warszawskie Towarzystwo Higieny Praktycznej im. Bolesława Prusa. Stowarzyszenia zajmowały się propagowaniem czystości ciała i odzieży. Dzięki wysiłkom społeczników powstało wiele publicznych łaźni, do korzystania z których zachęcano dzieci z różnych warstw społecznych. Kolejki dzieci w wieku szkolnym przed łaźniami pokazują, że kąpiele uznano za zdrowe i higieniczne. Społecznicy i higieniści uczynili też wiele, aby dzieci zaczęły spędzać czas wolny na świeżym powietrzu. Ogród Saski nazywano "letnim salonem" Warszawy. Pod koniec XIX wieku organizowano już dla dzieci kolonie letnie.

Najczęściej jednak wakacje miały rodzinny charakter. Wyjeżdżała na nie niepracująca matka z dziećmi, służącymi i opiekunkami. Z dala od trujących wyziewów, rozgrzanych murów i miejskich deptaków dzieci zażywały świeżego powietrza i swobody. Hanna Korn-Żuławska tak wspominała swoje wakacje sprzed I wojny światowej: "Zabawa w wenglodę znana jest tylko dzieciom. I nikt dorosły nie może jej znać, bo zabroniliby. Najlepiej bawić się wieczorem, kiedy na kartoflach siedzi mokra rosa. Goni się jedno drugiego, a jak się go dogoni, dotknie i zdąży powiedzieć: wengloda, prowadzi się złapanego do kartoflanego zagonu i wrzuca do środka między kartoflane krzaki. (...) Oprócz wenglody są jeszcze taczki i wyścigi jednonogich. Najśmieszniejsze i najmilsze zabawy na świecie. Boli brzuch od śmiechu i leją się łzy z oczu".

Wakacje za miastem stały się symbolem zdrowego dzieciństwa, podobnie jak sport i gimnastyka. W Warszawie na początku XX wieku pojawiły się kursy gimnastyki, na które mogły uczęszczać również dziewczęta. Zakłady gimnastyczne dla dziewcząt Heleny Kuczalskiej czy Heleny Mieczyńskiej w Warszawie były zapowiedziami kultu sprawności fizycznej w kolejnych dziesięcioleciach. (...)

Bezstresowe wychowanie?
Wybuch II wojny światowej przerwał linearny proces wymyślania dzieciństwa. W całej Europie nastąpiło zjawisko medykalizacji tego okresu. Porody szpitalne wśród polskiej inteligencji upowszechniły się już w latach 30., ale kobiety rekrutujące się z warstw mieszczańskich i chłopskich skorzystały z wygody szpitala dopiero po II wojnie światowej. Wtedy również nastały sztywne pory karmienia piersią, wyśrubowane normy higieniczne obowiązujące w kontakcie z dzieckiem. Zachowanie wobec noworodka przed wojną było swobodną grą instynktu i doświadczenia matki, po wojnie zaczęło podlegać opracowanym naukowo prawidłom.

W Polsce po 1956 roku pojawiły się różne poradniki wychowania dzieci. Cechowała je naukowość i dążenie do chłodnego obiektywizmu. Autorzy kładli nacisk na pomysłowość i oszczędność w wychowaniu i uposażeniu dziecka, która w powojennych czasach była zrozumiała. W przestrzeni domowej dziecko zaczęło zajmować coraz więcej miejsca. Jego prawo do własnego pokoju lub, z braku przestrzeni, do własnego kącika z zabawkami, łóżeczkiem i półką, stało się normą.

W poradniku "Pani domu" z 1959 roku Janina Molska podkreślała konieczność wygospodarowania dla dziecka odrębnej przestrzeni, bo dzieci "również mają swe prawa". Radziła skracać nogi stolików i krzeseł, przerabiać stare szafy na półki na misie i książeczki, wszystko po to, aby zwiększyć komfort najmłodszych mieszkańców domu.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych w pedagogice w latach 50. i 60. pojawiła się tendencja wskazująca na zalety tzw. partnerskiego wychowania. Poradniki wychowawcze Benjamina Spocka zalecającego bezstresowe wychowanie biły rekordy popularności. Spock odszedł od kształtowania cnoty posłuszeństwa dzieci, ale nie zerwał z niektórymi rygorystycznymi zaleceniami sprzed wojny. Na przykład dziecko, które budzi się w nocy i wędruje do sypialni rodziców, pisał dr Spock, powinno być odprowadzane do swojego łóżka i tam pozostawiane. Rodzice powinni zamykać drzwi do sypialni, dziecko podświadomie bowiem dąży do separacji rodziców. Syn będzie walczył o matkę, a córka o ojca.