Wiedza i Życie 03/2020
W numerze m.in.:
Technologie
Moje cyfrowe ciało; Jakub Chabik

Społeczeństwo
Globalne wyludnienie; Kamil Nadolski
Astrofizyka
Sekrety wielkiej spirali; Przemek Berg

Arachnologia
Intymne życie pająków; Marek Żabka
Wzbogacone w ołów szkło kryształowe jak żadne inne załamuje promienie światła. Moda na kryształy nieustannie wraca, a ich ponadczasowy charakter sprawia, że z łatwością wpisują się w aranżacje oraz wnętrza tradycyjne i nowoczesne.
Czynne wulkany zawsze przyciągały gapiów, ale dziś takich, którzy wdrapują się na nie, zaglądają do ich gorących kraterów, licząc na ekscytujące wrażenia, są dziesiątki tysięcy. Nowe zjawisko nazwano turystyką wulkaniczną.
Aktualne numery
12/2020
11/2020
Kalendarium
Listopad
30
W 1609 r. Galileusz rozpoczął obserwację teleskopową Księżyca oraz szkicowanie jego powierzchni.
Warto przeczytać
Sztuczna inteligencja to kolejna publikacja wydana wz oksfordzkiej serii „Krótkie Wprowadzenie”, która w zwięzły i przystępny sposób prezentuje wybrane zagadnienia.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Adrian Markowski | dodano: 2012-07-04
O przeszłości opowiadają emocje

Odkrywanie pochówku pokawałkowanego szkieletu gockiej kobiety z III wieku po Chrystusie (Gródek nad Bugiem).


Od 1977 roku bada Pan ślady Gotów, którzy w okresie rzymskim zamieszkiwali Kotlinę Hrubieszowską. Co wykopaliska mogą powiedzieć nam o przeszłości, o której nie mówią źródła pisane?
Powiedzą tylko tyle, ile podyktuje nam nasza własna wyobraźnia. To od niej zależy, jak odczytamy to, co wydobędziemy w ziemi. Przeciętnemu zjadaczowi chleba garść glinianych skorup nie mówi zupełnie nic. Może nawet wydawać mu się śmieszne, że ktoś się nad nimi pochyla i próbuje się czegoś w ten sposób dowiedzieć.
Archeolog najpierw tworzy sobie system odniesień, a potem próbuje do niego dopasować to, co uda mu się znaleźć. Zarówno chronologia, jak i typologia - najważniejsze narzędzia w pracy naukowej archeologa - to w moim mniemaniu także lista niespełnionych, pobożnych życzeń. Znajdujemy na przykład jakieś naczynie datowane na któryś wiek po Chrystusie, do którego człowiek dolepił wizerunek, dajmy na to, jelonka, i już wyobrażamy sobie, że miał jakieś głęboko filozoficzne intencje. Ale to są tylko nasze pomysły.
Dla takich pomysłów szukamy poparcia w faktach. Na przykład, rozglądamy się, czy gdzieś w okolicy są podobne naczynia, czy występują tylko na określonym terenie i czy do nich też dolepiano jelonki. I jeśli tak właśnie jest, to uważamy, że ludzi na tym terenie łączyła forma wytwarzanych naczyń i że ich kształt był jakąś manifestacją ich tożsamości. Zakładamy, że tym, czym dla nas jest wizerunek białego orła w koronie, tym dla kultury łużyckiej była ceramika z guzami na brzuścu, że łączyła ona tych ludzi w jedną grupę pod względem kulturowym, ekonomicznym i politycznym.

To oznacza, że pod naszym dzisiejszym pojęciem takiej czy innej kultury archeologicznej, kryje się przede wszystkim katalog znalezisk - a niekoniecznie jakakolwiek rzeczywiście kiedyś istniejąca społeczność.
Naprawdę nie wiemy, czy ludzie, których określamy dziś jako należących do kultury łużyckiej, chcieli, by ich ze sobą utożsamiać. Nie mamy pojęcia, na ile łączyły ich jakieś wspólne obyczaje, religia, czy przestrzegali jakichś wspólnych reguł, które dyktowały im podobny sposób życia albo myślenia. Pojęcie kultury archeologicznej jest zupełnie sztuczne. To wynik naszych założeń. Jego źródłem jest wyobraźnia archeologa.
Archeolog nagle dochodzi do wniosku: mam tu całkiem spory zbiór zabytków, wydobytych z ziemi, dobrze byłoby je jakoś zdefiniować. I ogłasza, że nadaje ich twórcom takie a takie miano. Ja na przykład nazwałem moich Gotów "grupą masłomęcką". To właściwie brzmi absurdalnie. Co ma niby mieć wspólnego jakaś "grupa masłomęcka" z historią Gotów? Ano tylko tyle, że najpierw znalazłem ich ślady w Masłomęczu.

Innymi słowy, archeologii tak samo blisko do nauki, jak i do sztuki. Do sztuki może nawet nieco bliżej.
Powiem więcej: archeologia to nic innego, jak malarstwo i rzeźba. Jeśli nie umiemy rozpoznać funkcji jakiegoś znalezionego przedmiotu, najczęściej określamy go jako "magiczny" albo "kultowy". Archeolog kreuje obrazy tak samo, jak artysta. Tworzy je na podobieństwo własnej wyobraźni.
Bardzo drażnią mnie, ostatnio bardzo modne, dyskusje moich kolegów, dotyczące na przykład symboliki grobu. Dlaczego ustawiono naczynie po lewej, a nie po prawej stronie głowy? Pewnie dlatego, że tam jest wschód, a więc... i tu następuje cała lawina wniosków. Rozwodzą się nad takimi rzeczami, rozważają, tworzą ideologie, które w moim przekonaniu nie mają nic wspólnego ze starożytną rzeczywistością. To, że postawiono garnek w tym, a nie innym miejscu, może mieć całkiem trywialne wyjaśnienie. Ktoś stał akurat z tamtej strony i postawił, bo tak było mu wygodnie. Kiedy chowano mojego dziadka, ojciec w ostatniej chwili wsunął mu do kieszeni paczkę kubańskich cygaretek. Zrobił to dlatego, że dziadek te cygaretki bardzo lubił, właściwie się z nimi nie rozstawał. Ojciec nie miał zamiaru dokumentować w ten sposób związku kulturowego z Kubą. To całkiem indywidualne zachowanie. My często usiłujemy takie właśnie, indywidualne zachowania generalizować. Czy dodanie jednej kreski w ornamencie na garnkach może oznaczać, że przyszła jakaś nowa ludność i nakazała, by tak właśnie zdobiono garnki? Tego rodzaju problemy niearcheologów śmieszą, ale budzą także mój niepokój. Zatracamy się w analizowaniu materii archeologicznej, a przecież o czasach opowiadają ludzkie emocje. Na przeszłość trzeba patrzeć tak, jak patrzy się na nasze współczesne realia.

W książkach nader często odwołuje się Pan do emocji. Próbuje Pan je odtworzyć i dociec, kim byli ci, nad których grobami pochyla się dziś archeolog. Archeologia to wspaniałe pole dla wyobraźni, szczególnie, że nasze wizje zmieniają się często niemal z dnia na dzień, pod wypływem nowych znalezisk.
Archeologia jest pod tym względem najbardziej romantyczną dziedziną. W każdym momencie może pojawić się coś, co wywróci naszą obecną wiedzę do góry nogami, każdy sezon wykopaliskowy może obalić najpiękniejszą teorię.
Do niedawna nikomu nie przyszło na myśl, że Goci w ogóle mogli być w Polsce południowej. Tak uczepiono się informacji Jordanesa, który pisał, że w drodze nad Morze Czarne przedzierali się przez poleskie bagna, że nikt nawet nie dopuszczał możliwości, że mogło być inaczej. Kiedy w 1979 roku, jako początkujący archeolog, zasugerowałem to profesorowi Godłowskiemu, chwycił się za głowę.
- To niemożliwe!
- Ale ja mam gockie zabytki...
- W takim razie te zabytki nie są gockie. Tam Gotów nie było i być nie mogło!
Ale nie tylko nowe odkrycia wywracają wszystko do góry nogami. Także nowe metody badawcze. Do niedawna sądzono, że słowiańskie grodziska zaczęły powstawać przynajmniej w V wieku po Chrystusie. Za najstarsze uznawano grodzisko Chodlik na Lubelszczyźnie. A dlaczego uchodziło za najstarsze? Bo tak wyobrażał sobie profesor Gardawski. A kiedy wykonano badania dendrologiczne resztek drewna w konstrukcji wałów, to się okazało, że koniec VII wieku jest wątpliwy, początek VIII w miarę prawdopodobny, a naprawdę bezpieczna data to dopiero połowa VIII wieku. Przesunięcie o 300 lat!

Spróbujmy przeprowadzić mały eksperyment myślowy. Zapomnijmy o źródłach pisanych i wyobraźmy sobie, czego mógłby dowiedzieć się o nas archeolog z jakiejś dość odległej przyszłości. Dokopie się do naszych cmentarzy, odnajdzie pochówki szkieletowe i niewielką liczbę przedmiotów. Czy stworzy rozbudowaną typologię medalików ze świętymi, podobnie jak my dziś tworzymy typologię fibul?
Z całą pewnością taka typologia powstanie. Wydobyty materiał zostanie uporządkowany, archeolog opracuje chronologię i typologię, próbując ustalić, czy jakiś typ medalika miał wpływ na rozwój jakiegoś innego typu medalika. Być może medaliki z różnymi świętymi zasugerują mu, że ma do czynienia z zamieszkującymi ten sam obszar, różnymi społecznościami, oddającymi cześć różnym bóstwom. To brzmi całkiem prawdopodobnie. Przecież będzie próbował nadać znaczenie wyizolowanemu materiałowi. Umknie mu wszystko, co w naszym życiu naprawdę ważne. Nie dowie się niczego o naszych związkach rodzinnych, codziennych rozmowach, spotkaniach towarzyskich.

Skwapliwie zapełni tę lukę pojęciami "kultury zelówek z materiału organicznego", z których nic nie zostało i "kultury zelówek z tworzyw sztucznych", które zachowały się w znakomitym stanie.
Dokładnie tak. Może nawet dojdzie do wniosku, że te lepsze zelówki przynieśli nam tu jacyś przybysze. Jeśli, nie daj Boże, gdzieś zachowa się napis Made in China, natychmiast pojawi się teza, dotycząca pobytu Chińczyków nad Wisłą. Przecież jeszcze w latach 60. w odniesieniu do importów rzymskich panowała teza, że jak gdzieś był rzymski przedmiot, to musiał być i Rzymianin. Nie brano w ogóle pod uwagę dalekosiężnego handlu. Dziś wiemy, że istniało wprost gigantyczne pośrednictwo, hurtownie. (...)
Jeśli jakiś archeolog za kilka tysięcy lat dokopie się do pozostałości po naszej cywilizacji, będzie musiał - tak, jak my dziś - używać wyobraźni i co chwila weryfikować poglądy. Będzie próbował odtworzyć nasze emocje na podstawie kapsli, monet, guzików, medalików i zelówek. Będzie skazany na dociekania, opierając się na takich faktach, jak wyparcie zegarków mechanicznych przez elektroniczne.