Wiedza i Życie 01/2012
W numerze m.in.:
Fizyka
Nobel za zagadkę; Weronika Śliwa
Teologia kosmologiczna
Nawet ziarnka piasku nie poznamy do końca; Z ojcem prof. Jackiem Salijem, teologiem, rozmawia Marek Oramus
Efekt Mössbauera
Podróż do wnętrza materii; Tomasz Pikula
Medycyna
Leki z żyjących fabryk; Maciej Chałubiński
Biologia
Mistrz przetrwania; Olga Orzyłowska-Śliwińska
Paleontologia
Latający smok z Cambridgeshire; Marcin Machalski
We wrześniu 1910 r. Roald Amundsen nieoczekiwanie ogłosił, że zamierza jako pierwszy zdobyć biegun południowy. I zniknął bez wieści. Półtora roku później jego statek zawinął do Hobart na Tasmanii, a norweski polarnik oznajmił światu, że...
Skamieniały czubek pyska należał do największego uzębionego gada, jaki kiedykolwiek krążył w przestworzach. W paleontologii, podobnie jak w życiu, liczy się ilość albo jakość. W złożach skamieniałości typu konserwacyjnego, takich jak...
Gdy w 1921 r. Frederick Banting i Charles Best wstrzykiwali chłopcu choremu na cukrzycę wyciąg trzustkowy, nie przypuszczali, że zapoczątkowują nowy dział medycyny. Dziś leki biologiczne kompletnie zmieniają terapie wielu chorób.
Nagroda w zamierzeniu fundatora miała być przyznawana za najważniejsze odkrycie lub wynalazek w dziedzinie fizyki. W ostatnich latach stosunkowo często otrzymują ją badacze największego z istniejących obiektów - całego...
Aktualne numery
09/2018
08/2018
Kalendarium
Wrzesień
23
W 1806 r. zakończyła się ekspedycja M. Lewisa i W. Clarka, pierwsza, która drogą lądową na zachód poprzez kontynent amerykański dotarła do wybrzeża Pacyfiku.
Warto przeczytać
Od czasów bomby atomowej nie było technologii, która zaalarmowałaby wynalazców do tego stopnia, że zdecydowali się ostrzec świat przed jej wykorzystaniem. Nie było aż do wiosny 2015 roku, kiedy biolożka Jennifer Doudna wezwała do ogłoszenia światowego moratorium na stosowanie CRISPR, nowego narzędzia do edycji genów - rewolucyjnej technologii, którą sama pomagała stworzyć, umożliwiającej wprowadzanie dziedzicznych zmian w ludzkich zarodkach.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Adam Leszczyński | dodano: 2012-05-28
Supermarket - sztuka sprzedawania

O tym, że w budowie i działaniu supermarketu nie ma nic oczywistego, przekonałem się kilka lat temu w Addis Abebie, stolicy Etiopii. W kraju tym - jednym z najbiedniejszych na świecie - handel na wsi często jeszcze odbywa się drogą wymiany, a w miastach różne przydatne drobiazgi (od gazet po śrubokręty) sprzedają uliczni handlarze.

W Addis Abebie był wówczas jeden supermarket i wypełniały go w całości towary importowane. Wystrój był też z importu - zaczynając od półek, a kończąc na kasach. Kasy jednak były atrapami, bo właścicielowi wygodniej było liczyć pieniądze ręcznie, a kupującemu nie wolno było wziąć do ręki koszyka. Sklep zatrudniał kilkanaście może dziesięcioletnich dziewczynek, których jedynym zadaniem było noszenie za klientami koszyków i wkładanie do nich wskazanych palcem towarów. Krok w krok za dziewczynką podążał strażnik z kałasz- nikowem w ręku, pilnując, żeby klient niczego nie ukradł.

Czas i pieniądze

Dlaczego etiopski supermarket działał w taki sposób? Bo sprzedawał towary dla ogromnej większości mieszkańców Addis Abeby luksusowe, a praca w Etiopii - zwłaszcza praca dzieci - jest bardzo tania. Tymczasem supermarkety wymyślono właśnie dlatego, żeby zaoszczędzić na pracy i czasie - przede wszystkim sprzedawców, ale także kupujących. Ponadto - dzięki umiejętnemu zorganizowaniu przestrzeni sklepu - skłonić klientów do kupienia większej ilości towaru.

Pierwszy supermarket - "Piggly Wiggly" - otworzył 6 września 1916 roku w Memphis w stanie Tennesee Amerykanin Clarence Saunders. Był on samoukiem - zakończył edukację w wieku 14 lat i rozpoczął pracę jako sprzedawca. Po wielu latach doszedł do wniosku, że tradycyjny sposób sprzedaży jest mało wydajny i drogi. Recepta Saundersa była prosta: niech klienci sami biorą z półek to, co chcą kupić. Sklep będzie mógł zatrudniać mniej osób, towary będą tańsze, a niższe ceny przyciągną klientów.

Saunders wprowadził wiele rowiązań, z których część jest do dziś fundamentem działania supermarketów. "Piggly Wiggly" było zorganizowane na wzór labiryntu - po kupieniu np. mleka klient nie mógł pójść od razu do kasy - musiał przejść przez cały sklep, wzdłuż wszystkich półek z towarami. Wynalazca, słusznie zresztą, uważał, że klientowi po drodze może wpaść coś w oko i zdecyduje się na zakup, o którym wcześniej nie myślał (dziś podobny system stosuje np. Ikea). Każdy towar był też opatrzony ceną co było nowością. Towary łatwo psujące się leżały w przeszklonych lodówkach. Niepełnowartościowe były przeceniane i trafiały do kosza ustawionego blisko kasy. Przy wejściu klient musiał wziąć do ręki koszyk. Wszystkie te zasady Saunders opisał w swoim wniosku patentowym.

Jego pierwszy sklep miał też kilka wad. Była w nim np. tylko jedna kasa, przed którą tworzyły się kolejki; dopiero po kilku latach - w nowym patencie złożonym na początku lat 20. - Saunders uwzględnił kilka równoległych "alejek" z kasami. "Piggly Wiggly" odniosły ogromny sukces. Do 1922 roku - a więc w ciągu sześciu lat! - sieć rozrosła się do 1200 sklepów w 29 amerykańskich stanach. W 1932 roku było ich już ponad 2,6 tys., a łączne obroty przekroczyły 180 mln dol. (paczka płatków śniadaniowych kosztowała wówczas 2 centy). Saunders stał się bardzo bogaty i zaczął budować w Memphis ogromny pałac z różowego marmuru. W wyniku nieudanych operacji giełdowych szybko jednak stracił fortunę i kontrolę nad firmą. Przegrał także w sądzie spór patentowy, dzięki czemu konkurenci mogli zacząć budować supermarkety. Kiedy umierał w 1953 roku robiła już w nich zakupy większość Amerykanów.

Supermarket w PRL

W Europie Zachodniej sklepy samoobsługowe zaczęły pojawiać się już w latach 30. Polacy musieli na nie czekać o 20 lat dłużej. Pierwszym dużym supermarketem w Warszawie był Supersam na pl. Unii Lubelskiej, zbudowany w roku 1962 według projektu wybitnych polskich architektów - Jerzego Hryniewieckiego oraz Macieja i Ewy Krasińskich. Jego historia to dobry przykład, że sprzedaż samoobsługowa jest nieodłącznie związana z kapitalizmem, w którym obfitości towarów towarzyszy brak czasu i nieustanne dążenie do coraz większej wydajności pracy.

Supersam - w odróżnieniu od większości zachodnich supermarketów, bezkształtnych hal z tandetnych materiałow - był architektonicznym i inżynierskim osiągnięciem. Chwalono łukowato wygięty, wiszący dach i przeszklone ściany. Do polakierowania sufitu z deseczek świerkowych użyto po raz pierwszy wyprodukowanego w Polsce bezbarwnego ognio- odpornego lakieru. Nowatorska była także aluminiowa ślusarka ścian i drzwi oraz szyby lustrzane o grubości 16 mm i powierzchni 8 m2. Warszawski tygodnik "Stolica" (nr 23 z 1962 roku) zachwycał się kawiarnią i barem "Frykas" o 175 miejscach, wyposażonym we własną piekarnię i cukiernię.

W dniu otwarcia milicja nie poradziła sobie z naporem warszawiaków, którzy dali posłuch plotce, że w Supersamie "rzucą" cytryny - wówczas towar na wagę złota. Skończyło się przepychankami i wyzwiskami, a w nowiutkim sklepie poleciały szyby. Kiedy jako dziecko robiłem tam zakupy w połowie lat 80., Supersam był już tylko jedną z wielu placówek "uspołecznionego handlu" - brudną, ponurą i z pustymi półkami.

Nikt też w ówczesnym Supersamie nie przejmował się subtelną sztuką orga- nizowania przestrzeni sklepu - bo klienci i tak wypatrzyli i kupili wszystko. Inaczej wyglądało to na Zachodzie. Od czasów Saundersa socjolodzy i specjaliści od marketingu zajmowali się obserwacją zachowań klienta - oczywiście po to, żeby mu jak najwięcej sprzedać. Bardzo szybko odkryto, że najczęściej kupowane towary, np. mleko i pieczywo, warto umieścić na przeciwległych końcach supermarketu. Klienci, chcąc je kupić, będą musieli przemierzyć cały sklep i być może po drodze włożą do koszyka coś jeszcze. To jednak abecadło. Specjaliści zbadali zachowania klientów znacznie dokładniej.

(fot. lyzadanger/Wikipedia)