Wiedza i Życie 06/2014
W numerze m.in.:
Astronomia
Wpływowe siły pływowe; Paweł Ziemnicki
Botanika
Roślinny internet; Martyna Dominiak, Paweł Piszczałka, Marlena Lembicz
Biotechnologia
Człowiek genetycznie zmodyfikowany; Adam Wawrzyński
Oceanografia

Laboratoria w głębinach; Kamil Nadolski
Społeczeństwo
Być singlem; Adam Gwiazda
     
Pełny spis treści

Obalamy mity medyczne

Z archiwum „Wiedzy i Życia”

Inne spojrzenie
Kosmiczny plener; Weronika Śliwa

Sygnały

Na końcu języka
Płomienie nienawiści; Jerzy Bralczyk

TEMAT MIESIĄCA

Paleoantropologia
Przyspieszona ewolucja; Marcin Ryszkiewicz

Astronomia
Życiorysy gwiazd; Przemek Berg

Astronomia
Wpływowe siły pływowe; Paweł Ziemnicki

Botanika
Roślinny internet; Martyna Dominiak, Paweł Piszczałka, Marlena Lembicz

Ludzie
7 pytań do Jerzego Krzciuka, kluczborskiego morsa; Maciej Piotrowski

Zdjęcie miesiąca
Niemiecki olbrzym patrzy na wschód; Andrzej Hołdys

Biotechnologia
Człowiek genetycznie zmodyfikowany; Adam Wawrzyński

Entomofagia
Apetyt na owady; Andrzej Hołdys

Oceanografia
Laboratoria w głębinach; Kamil Nadolski

Historia
200 lat Muzeum Przyrodniczego we wrocławiu; Paweł Jałoszyński, Marek Wanat

Społeczeństwo
Być singlem; Adam Gwiazda

Społeczeństwo
Miłość do hejtowania; Magdalena Nowicka

Uczeni w anegdocie
Ale rodzina!;  Andrzej Kajetan Wróblewski

Rzeczy do rzeczy

Chichot zza wielkiej wody
Ilość czy jakość?, Krzysztof Szymborski

Recenzje

Laboratorium
Powracająca puszka; Hanna Męczyńska

Głowa do góry
Obserwatorium, które wzniosło wahadłowiec; Weronika Śliwa

Listy czytelników

Aktualne numery
06/2020
05/2020
Kalendarium
Czerwiec
5
W 1866 r. według obliczeń Pluton osiągnął aphelium swojej orbity. Następne takie zdarzenie będzie miało miejsce w sierpniu 2113 roku.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2012-06-13
Zajrzeć pod wulkan

Choć wygląda niewinnie i spokojnie, a turyści kochają się na niego wspinać, nadal uchodzi za jeden z najniebezpieczniejszych wulkanów świata. Czy słusznie? A może Wezuwiusz najbardziej burzliwe czasy ma już za sobą?

To, że w przeszłości Wezuwiuszowi zdarzało się raz na jakiś czas gwałtownie eksplodować, nie byłoby takie istotne, gdyby wulkan znajdował się w innym miejscu. Wszak pełno jest na Ziemi takich ziejących ogniem gór. "Problem w tym, że w promieniu 10 km od tej beczki z prochem mieszka dziś ponad milion ludzi" - mówi Peter Baxter z Cambridge University. Nie jest on wulkanologiem, lecz profesorem medycyny. Jego specjalnością są badania nad tym, jak wulkany zabijają ludzi. Uczestniczy w kilku międzynarodowych programach, których celem jest ograniczenie liczby rannych i zabitych podczas erupcji. Jeden z takich projektów, o nazwie Exploris, sfinansowany przez Unię Europejską, dotyczył czterech stożków wulkanicznych: Wezuwiusza we Włoszech, Teide na Wyspach Kanaryjskich, Sete Cidades na Azorach oraz Soufriere Hills na należącej do Wielkiej Brytanii karaibskiej wyspie Montserrat. Ta ostatnia mocno ucierpiała podczas eksplozji w grudniu 1997 roku.

Baxter pojawia się tam, gdzie erupcja wulkanu spowodowała ofiary w ludziach. Przygląda się ich obrażeniom, studiuje rany, próbuje ustalić bezpośrednią przyczynę zgonu. Pojechał oczywiście na Montserrat. Wybuch, który tam nastąpił, przypominał ten, który niemal 2 tys. lat temu, w 79 roku n.e., zniszczył Pompeje i Herkulanum. Był gwałtowny, połączony z uwolnieniem się dużej ilości gazów oraz wyrzuceniem w powietrze popiołu wulkanicznego. Lawy wylało się stosunkowo niewiele. W dół runęła za to gorąca mieszanina gazów, popiołów i okruchów skalnych. Na szczęście tym razem ludzie wykazali się roztropnością. Kiedy wulkanolodzy ostrzegli, że stożki Soufriere Hills mogą wybuchnąć z dużą mocą, gubernator wyspy podjął decyzję o ewakuacji 8 tys. ludzi. Opuszczona została nawet stolica Plymouth. Wybuch rzeczywiście nastąpił i zniszczył wiele miejscowości, lecz zginęło tylko około 20 osób. Dla porównania, podczas równie gwałtownej eksplozji wulkanu Mount Pelee na niedalekiej Martynice w 1902 roku chmura gazów i pyłów rozgrzanych do 800 °C zabiła 30 tys. ludzi.

Czerwona strefa

Również w przypadku Wezuwiusza największe zagrożenie stanowi nie wylewająca się z niego lawa, ale chmury gazów i spływy nasączonych wodą deszczową popiołów. Baxter zbadał 80 ciał wykopanych w ruinach Herkulanum. Doszedł do wniosku, że ludzi tych uśmierciła fala termiczna o temperaturze około 500 °C. Wielu innych jednak wulkan udusił popiołem, który zatykał płuca.

Doświadczenia zdobyte na Montserrat próbuje się obecnie wykorzystać do opracowania planów ewakuacji terenów wokół Wezuwiusza. Na karaibskiej wyspie wulkanolodzy przygotowali kilka scenariuszy przebiegu erupcji, oszacowując prawdopodobieństwo każdego wariantu i przypuszczalną liczbę ofiar, a następnie na podstawie tych informacji zdecydowano o skali ewakuacji. Przeprowadzenie podobnej operacji u podnóży włoskiego wulkanu nie byłoby takie łatwe. W promieniu 20 km od stożka mieszkają 3 mln ludzi. Jedna czwarta z nich żyje w tzw. czerwonej strefie, obejmującej 18 miast w odległości do 7 km od Wezuwiusza. Plany ewakuacyjne dla aglomeracji Neapolu zakładają, że mieliby oni tydzień na opuszczenie domostw.

Jak byłoby w praktyce, trudno oczywiście przewidzieć. Siedem dni to bardzo mało czasu na wysiedlenie około 700 tys. ludzi. Każdy, kto był pod Wezuwiuszem, miał okazję zobaczyć, jak gęsto i chaotycznie zabudowany jest obszar pomiędzy wulkanem a Zatoką Neapolitańską. To szczególnie ryzykowne miejsce do życia. Tu znajdują się ruiny Pompei i Herkulanum.

Niestety, istnieje też ryzyko, że od momentu ogłoszenia alarmu do chwili eksplozji upłynie mniej czasu, niż zakładano. Wezuwiusz jest wprawdzie jednym z najlepiej zbadanych i najpilniej obserwowanych wulkanów świata, ale i jego erupcji nie da się przewidzieć co do godziny. Zarazem nie można ryzykować ogłaszania fałszywych lub przedwczesnych alarmów, które paraliżowałyby życie wielkiego miasta i osłabiały czujność ludzi. (...)

Pobudka co dwa tysiące lat

Na razie zwiastunów wielkiej erupcji nie widać, co nie znaczy, że nie mogą się one wkrótce pojawić. Mastrolorenzo, Neri i inni badacze zwracają uwagę, że Wezuwiusz, zazwyczaj cichy, ma zwyczaj potężnie eksplodować mniej więcej co 2 tys. lat. Po erupcji z epoki brązu następna była ta z 79 roku. Dramat, jaki wtedy rozegrał się w Pompejach, leżących w odległości 9 km na południe od wulkanu, zrekonstruowała Lucia Gurioli z zespołem (obecnie pracuje na Uniwersytecie Hawajskim). Na rzymskie miasto opadł gęsty i drobny pył, pokrywając je 2,5-metrową warstwą, a chwilę potem zostało ono zalane przez potoki popiołów o temperaturze około 300 °C. Ci, których nie udusił pył, usmażyli się w wulkanicznym błocie ("Geology", 2005).

Kolejna większa erupcja Wezuwiusza nastąpiła w 1631 roku. Zginęło wówczas 4 tys. ludzi, a wybuch przebiegał podobnie jak dwa poprzednie, tyle że był słabszy. Jeśli jednak erupcja z 1631 roku nie była właściwym przebudzeniem, trzeba się liczyć z tym, że może do tego dojść w najbliższym czasie.