Wiedza i Życie 09/2016
W numerze m.in.:
Telemedycyna
Medycyna przyszłości; Mirosław Dworniczak

Technologie
Mroczna strona sieci; Kamil Nadolski

Zoologia
Perłowe Eldorado w Sudetach; Joanna Potocka

Zoologia
Jadowita niby-mysz; Radosław Kożuszek

Archeologia
Złoty fallus; Bartosz Nowacki
Pełny spis treści

Obalamy mity medyczne

Słowo od redakcji

Inne spojrzenie
Korozja; Mirosław Dworniczak

Sygnały

Na końcu języka
Pożądana nierdzewność; Jerzy Bralczyk

Temat miesiąca

Telemedycyna
Medycyna przyszłości; Mirosław Dworniczak

Technika
Współczesne metody diagnostyki obrazowej; Mirosław Dworniczak

Technologie
Mroczna strona sieci; Kamil Nadolski

Społeczeństwo
Bioniczne igrzyska; Paweł Franczak

Ludzie
7 pytań do Krzysztofa Sośnicy, geodety planetarnego; Renata Bubrowiecka

Energetyka
Słońce na ziemi; Wiesław B. Pietrzak

Sport
Piłkarze w dołku; Wiktoria Jaciubek

Zoologia
Perłowe Eldorado w Sudetach; Joanna Potocka

Geochemia
Zagadka ciepłej Ziemi; Andrzej Hołdys

Zoologia
Jadowita niby-mysz; Radosław Kożuszek

Kultura arabska
Polka wśród Emiratczyków; Z Aleksandrą Chrobak rozmawia Renata Bubrowiecka

Archeologia
Złoty fallus; Bartosz Nowacki

Uczeni w anegdocie
Ja jestem mój brat!; Andrzej Kajetan Wróblewski

Rzeczy do rzeczy

Chichot zza wielkiej wody
Pod państwowym mecenatem; Krzysztof Szymborski

Recenzje

Laboratorium
Dwoje oczu, trzy wymiary; Zasław Adamaszek

Głowa do góry
Pierwotna planeta; Weronika Śliwa

Listy czytelników

Aktualne numery
10/2020
09/2020
Kalendarium
Październik
24

W 1929 r. tzw. Czarny Czwartek - krach na giełdzie nowojorskiej - zapoczątkował wielki kryzys.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Agnieszka Krzemińska | dodano: 2012-06-13
Uzupełnianie przeszłości

(Fot. Zdjęcie lotnicze pokazujące zarysy słonowickich drewniano-ziemnych gigantów)

Archeolog jest jak dziecko, któremu trafiło się pudełko z układanką pozbawioną większości części. W dodatku są tam elementy z innych układanek, niepasujące do całości i utrudniające ułożenie obrazka. Nasza wiedza historyczna jest dziurawa jak sito, a przeszłość znacznie bardziej tajemnicza i niejednoznaczna, niż uczymy się w szkole.

Badacze epok, w których posługiwano się już pismem, są w trochę lepszej sytuacji niż pradziejowcy, skazani na wyciąganie wniosków z tego, co uda się znaleźć w ziemi. Ale również badania archeologów zajmujących się epokami historycznymi mogą mnóstwo zmienić - w końcu zachowane teksty bywają przesiąknięte propagandą, nie wyjawiają całej prawdy albo ją wykoślawiają. Wykopaliska mogą weryfikować teksty, dostarczać nowych szczegółów i uzupełniać.

Często słyszymy o kolejnych sensacyjnych odkryciach - czasami mają one znaczenie lokalne, innym razem globalne. Przy próbie wybrania tych "najważniejszych" bardzo trudno znaleźć obiektywne kryteria. W zasadzie każdy archeolog może mieć swój własny ranking. My postanowiliśmy przedstawić te badania polskich archeologów z ostatnich lat, które z różnych względów stały się kamieniami milowymi w badaniach historii i punktami odniesienia dla reszty naukowego świata. (...)

Przełom IV i III tysiąclecia p.n.e. - polska Dolina Królów

Nie zawsze najważniejsze wykopaliska ociekają złotem. Oczywiście wzbudzają one największe zainteresowanie, ale czasami większe znaczenie mają odkrycia nieco skromniejsze. Najlepiej widać to na przykładzie badań archeologów w Polsce. No bo kto by pomyślał, że zwykłe plamy w ziemi i przebarwienia mogą prowadzić do tak daleko idących wniosków, do jakich doszedł dr Krzysztof Tunia z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, który badał neolityczne stanowisko w Słonowicach koło Kazimierzy Wielkiej. Gdy rozpoczynał tam w 1979 roku wykopaliska, nie spodziewał się, że odkryje "polską Dolinę Królów" o 1500 lat starszą niż ta egipska w Tebach Zachodnich. Na początku badacz nie miał pojęcia, czym jest skomplikowany układ rowów i palisad, które ukazały się po zdjęciu humusu. Dopiero w trzecim sezonie znaleziska ceramiczne pozwoliły zorientować się, że stanowisko należy datować na przełom IV i III tysiąclecia p.n.e. i wiązać z neolityczną kulturą pucharów lejkowatych. Do wykazania, czym jest ta plątanina plam i przebarwień w ziemi, przyczyniły się badania geofizyczne, prowadzone przez Tomasza Herbicha z IAE PAN i Joerga Fassbinndera z Urzędu Konserwatorskiego w Monachium.

Wszystko stało się jasne - rowy i palisady okazały się gigantycznymi, ponadstumetrowymi grobowcami z czasów, gdy w Europie dominowała idea megalityczna, a w Egipcie jeszcze nie myślano o budowie piramid. Ponieważ jednak w żyznej okolicy lessowej nie było wystarczających źródeł kamienia, małopolscy konstruktorzy musieli radzić sobie inaczej. W Słonowicach zbudowano wielkie drewniano-ziemne konstrukcje, które miały kształt wydłużonych trapezów. Ich ściany wykonano z drewnianych belek, wnętrze - z wyjątkiem części przy wyjściu - wypełniono ziemią. Do dziś zachowały się jedynie równe rzędy rowów ze śladami po drewnianych słupach (o średnicy 30 cm), które są pozostałościami palisadowych ścian. Wzdłuż dwóch największych grobowców (z sześciu odkopanych) wykopano głębokie na 3 i szerokie na 5 m rowy, z których pobierano ziemię na nasypy. Znajdująca się od strony wschodniej część czołowa największego z grobowców miała szerokość 10 m, a wysokość nasypu mogła dochodzić do 5 m. Niedaleko od wejścia pochowano trzy osoby (tak było tylko w tym grobie, w pozostałych chowano po jednej). Same groby nie były bogato wyposażone, jakby już sama budowa grobowca była wystarczającym darem dla zmarłych. Z pewnością osoby tu pochowane były kimś ważnym. Szkoda, że źle zachowane kości uniemożliwiają wykonanie badań DNA w celu ustalenia pokrewieństwa.

Po 100 latach od powstania gigantycznych megaksylonów (mega - wielki, ksylos - drewno) przed i pomiędzy nimi zaczęto chować zmarłych w zwykłych płaskich grobach, jakby w owym czasie cmentarzysko stało się miejscem świętym. Co ciekawe, głowy tych zmarłych (których kości zachowały się trochę lepiej) uniesione były w kierunku wschodzącego słońca, co wiązać się mogło z jakąś religią solarną. Archeolodzy natrafili też na tajemniczy, całkowicie pusty plac - być może o funkcjach ceremonialnych, przeznaczony do zgromadzeń większej grupy ludzi. Przylegał on do największego z grobowców, a z trzech innych stron był otoczony wałami ziemnymi. Nadal nie wiadomo, gdzie mieszkali budowniczowie tego drewniano--ziemnego założenia, gdyż w pobliżu natrafiono tylko na pozostałości osad współczesnych cmentarzysku grobów płaskich. Z pewnością ci, którzy podjęli się tego przedsięwzięcia, musieli być dobrze zorganizowani, gdyż wymagało ono mnóstwa pracy przy kopaniu rowów, ścinaniu drzew i transporcie ogromnych ilości drewna.

Po 20 latach prac okazało się, że słonowickie założenie ma fundamentalne znaczenie dla okresu neolitu na ziemiach polskich, ponieważ dowodzi, że zjawisko megalityzmu istniało daleko poza centrum tej idei (Europa Zachodnia). Bo chociaż wiadomo, że również na Śląsku, Sandomierszczyźnie i Lubelszczyźnie wznoszono konstrukcje megalityczne, to Słonowice - jako stanowisko najlepiej przebadane i najprecyzyjniej wydatowane - pozostają punktem odniesienia dla badaczy neolitu w Polsce i Europie. Mimo to nadal nie wiadomo, skąd idea budowy takich megaksylonów przywędrowała do Małopolski (najbliższe budowle tego typu są znane z południowych Niemiec), nie wiadomo też, czy te drewniano-ziemne giganty były tylko grobami, czy może pełniły i inne funkcje. Doktor Tunia nie spoczął na laurach. Przez ostatnie dwa lata prowadzi prace w Rudnie Górnym niedaleko Krakowa. "Mamy tam miniaturkę Słonowic" - mówi. "Dotychczas odsłoniliśmy trzy grobowce mające od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów długości, z których jeden jest otoczony małymi kamieniami. Wydawało się, że megaksylony słonowickie były czymś wyjątkowym, tymczasem badania w Rudnie pokazują, co innego - najprawdopodobniej była to dość powszechna forma pochówków w owym czasie, z tym że dla archeologów niezwykle trudna do znalezienia, zidentyfikowania i opracowania". Grobowce w Rudnie wyglądają jak naśladownictwo Słonowic. Nic dziwnego, w końcu była tam lokalna, małopolska Dolina Królów.