Wiedza i Życie 02/2020
W numerze m.in.:
Wojskowość
Wojna sieciocentryczna; Robert Czulda

Epidemie

Życie z piętnem; Kamil Nadolski

Fizyka
Poszukiwania ciemnej materii; Mikhail Padniuk i Szymon Pustelny

Socjologia
Czy geny wpływają na pozycję społeczną?; Robert Kościelny
Pełny spis treści

Słowo od redakcji

Chichot zza wielkiej wody
Poznaj samego siebie; Krzysztof Szymborski

Inne spojrzenie
Efektowne miejsca widokowe; Mirosław Dworniczak

Sygnały

Ewolucja
Największa małpa w naszej rodzinie; Andrzej Hołdys

Wojskowość
Wojna sieciocentryczna; Robert Czulda

Zoologia
Zimnowodne rafy koralowe; Radosław Żbikowski

Fizyka
Izotopy promieniotwórcze w medycynie; Mirosław Dworniczak

Epidemie
Życie z piętnem; Kamil Nadolski

Fizyka
Poszukiwania ciemnej materii; Mikhail Padniuk i Szymon Pustelny

Geografia
Błoto; Mirosław Dworniczak

Fizjologia
Kwiaty z popiołów; Mariola Rabska

Historia
Architekci śmierci; Karen Bartlett

Botanika
Ziemniak nasz powszedni; Mirosław Dworniczak

Medycyna
Oszustwo irydologii; Łukasz Lamża

Socjologia
Czy geny wpływają na pozycję społeczną?; Robert Kościelny

Na końcu języka
Gdzie błoto, tam złoto; Jerzy Bralczyk

Uczeni w anegdocie
Noblowskie dziwy i skandale; Andrzej Kajetan Wróblewski

Nowinki techniczne

Recenzje

Laboratorium
Doskonała forma; Paweł Jedynak, Renata Szymańska

Głowa do góry
Maleńki gwiezdny wóz; Weronika Śliwa

Listy czytelników

Aktualne numery
03/2020
02/2020
Kalendarium
Luty
25
W 1972 r. radziecka sonda Łuna 20 po pobraniu 55 gramów gruntu księżycowego powróciła na Ziemię
Warto przeczytać
Raz na zawsze pozbądź się strachu przed matematyką. "Sposób na matmę" to sposób na lepsze stopnie! Czy matematyka spędza ci sen z powiek? Mnożenie, dzielenie, ułamki? Czy myśl o następnej klasówce z matmy przeraża cię bardziej niż upiorny klaun? Weź głęboki oddech… "Sposób na matmę" zaraz ci pomoże!

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Henryk Szczepański | dodano: 2012-07-04
Litymbrion znad Rawy

(Fot. S. I. Witkiewicz, Portret Edmunda Strążyskiego)

Dr Edmund Strążyski należał do kręgu najbliższych przyjaciół Witkacego, który cenił go jako rysownika i malarza, ale przede wszystkim człowieka. Staś Edzika nazywał Litymbrionem.

Urodził się w Katowicach 25 listopada 1889 roku jako pierworodny syn inżyniera Leona Rappaporta, absolwenta Wydziału Fizyki i Chemii Uniwersytetu w Lipsku, i Emmy Rappaport z domu Katz. Młodzi mieszkali w Zawierciu, gdzie Leon prowadził oddział międzynarodowej firmy swego teścia Ludwika. Śląsk od Zagłębia dzieliła wtedy rosyjsko-niemiecka granica rozbiorowa. Emma powiła Edmunda w katowickim domu swoich rodziców, położonym opodal ojcowskiej fabryki, przy Letohastrasse 10 (obecnie Damrota). Dawną posesję Katzów od dzisiejszego Muzeum Historii Katowic, a więc kamienicy, przed którą obecnie stoi jedyny na świecie pomnik Witkacego, dzieli niecałe 100 m. To jeszcze jeden zadziwiający zbieg okoliczności, wiążący ze sobą Stanisława z Edmundem.
Ludwik Katz na dobre zadomowił się w Katowicach w 1889 roku. Już wtedy były atrakcyjnym miastem zajmującym wysoką pozycję w rankingach gospodarczych cesarstwa wilhelmińskiego. Jego córka tutaj właśnie postanowiła wyjść za mąż i urodzić pierwsze dziecko. Ślub młodych Rappaportów odbył się w lutym, a w listopadzie wnieśli swego potomka do świątyni, gdzie został obrzezany. Obydwie uroczystości celebrowano w starej synagodze u zbiegu dzisiejszych ulic Słowackiego i 3 Maja. Obecna była najbliższa rodzina i grono przyjaciół czczących wydarzenia tradycyjnym kubkiem wina. Byli wśród nich dziadkowie Rappaportowie z Warszawy oraz dwaj katowiccy kupcy Isaac Frey i Hermann Dombrowski - rajcy miasta Katowice. Urząd rabina sprawował w tym czasie dr Jakub Cohn.

Pierwsze lata życia Edmund Strążyski spędził u babci Emilii Katzowej - biegał w pobliżu starej huty nad rozlewiskiem Rawy, swawolił z dzieciakami, spacerował z dziadkami obok wytwornych hoteli i restauracji bądź też chadzał na huczne jarmarki na katowickim Rynku. Zachwycał się ogromnymi parowozami posapującymi na pobliskim dworcu kolejowym, słuchał melodii z restauracyjnych ogródków. Trochę ze zgrozą, a trochę z ciekawością zerkał na ziejące ogniem i dymem fabryczne hale dziadkowej fabryki, w której snuły się cuchnące chmury szczypiących w oczy oparów.

Spotkanie z Polską
Gdy Edmund podrósł, z tatą i mamą zamieszkał w Zawierciu. Jego rodzice z urodzenia byli Izraelitami, ale w domu mówiło się po polsku. Należeli do grona ludzi zamożnych i wykształconych. Jeszcze w okresie dzieciństwa spędzonego w Warszawie przywykli do polskich zwyczajów i ulegli stopniowej asymilacji. Językiem polskim swobodnie posługiwali się także dziadkowie Edmunda.

Nad źródłami Warty dorastający Edmund, przez rodziców nazywany Edzikiem, zetknął się z Polakami. Nie po raz pierwszy, ale miał teraz okazję bliżej im się przyjrzeć. Być może te pierwsze ściślejsze związki z polskością wpłynęły na jego późniejszą decyzję o podjęciu studiów polonistycznych, w trakcie których przeszedł stopniową polonizację, a w konsekwencji przyjął nowe, polsko brzmiące nazwisko.

Już od najmłodszych lat rodzice dbali o staranne i wszechstronne wykształcenie Edmunda. Najpierw pobierał nauki u pedagogów domowych. Dopiero pod koniec lata 1902 roku po przeprowadzce do mieszkających w Warszawie dziadków Rappaportów (babcia Maria wywodziła się z Rawskich, dziadek Abraham był kupcem) rozpoczął naukę szkolną jako uczeń III klasy tamtejszego IV Gimnazjum Państwowego. W szkołach carskich obowiązywał wówczas język wykładowy rosyjski, a Polacy coraz gwałtowniej domagali się nauki w języku ojczystym. Uczniów karano rózgą i karcerem. Jednym słowem - wciąż było tak jak we "Wspomnieniach niebieskiego mundurka".

W 1904 roku Edmunda przeniesiono do Wrocławia w rodzinne strony jego babci Emilii, gdzie najpierw uczył się na kursie w Private höhere Lehranstalt Dr. Karl Mittelhaus (wyższej szkole przygotowawczej dr. Mittelhausa), a następnie w najstarszym w mieście ewangelickim gimnazjum św. Magdaleny mieszczącym się wówczas przy ulicy Szewskiej vis-a-vis monumentalnej gotyckiej świątyni. Tutaj w 1907 roku ukończył klasę VII.

W roku szkolnym 1907/1908 prawie osiemnastoletni Edmund znów znalazł się nad Wisłą, ale tym razem w Krakowie. Ostatnią gimnazjalną klasę kończył w słynnym "Nowodworku", czyli gimnazjum św. Anny, w którym kiedyś nauki pobierał Jan Sobieski - późniejszy król Polski. Po otrzymaniu świadectwa dojrzałości, zaraz po wakacjach 1908 roku jako słuchacz zwyczajny zapisał się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Kariera akademicka Edmunda była pełna niespodzianek i meandrycznych zwrotów. Przez cztery pierwsze semestry, podobnie jak ojciec i dziadek Ludwik, poświęcił się studiowaniu chemii. Dla zgłębienia sekretów tej nauki przeznaczył też piąty semestr, przez rok studiując na uniwersytecie w Lipsku. Potem wrócił w szacowne progi krakowskiej Alma Mater, ale po to, by przez ostatnie trzy semestry studiować historię literatury polskiej! Wykładał ją wtedy prof. Ignacy Chrzanowski, autor znakomitego podręcznika "Historia literatury niepodległej Polski", spowinowacony z Joachimem Lelewelem i Henrykiem Sienkiewiczem.

Pod kierunkiem prof. dr. Witolda Rubczyńskiego, etyka i historyka myśli filozoficznej, popularyzującego tezy filozofii pocieszycielskiej, a później aktywnie walczącego o polskość Śląska i kresów zachodnich - Edmund Rappaport przygotował dysertację zatytułowaną "Wacław Potocki jako satyryk". Zdał obowiązujące egzaminy z filozofii oraz historii i literatury polskiej i uzyskał promocję na stopień doktora filozofii. Stało się to 11 lipca 1914 roku - na parę tygodni przed wybuchem pierwszej wojny światowej.

Pisarz i poeta
Drukiem rozprawę doktorską Edmunda Rappaporta opublikowało Wydawnictwo Gebethnera i Wolfa; ukazała się już po zakończeniu działań wojennych - w serii "Prace Historyczno-Literackie" - w 1920 roku. Wcześniej w tym wyborze wyszły prace Stanisława Pigonia i innych wybitnych badaczy.

Studia nad twórczością satyryczną XVI-wiecznego pisarza, konwertyty, myśliciela, społecznika i polityka to nie sprawa przypadku. Potocki był bliski Rappaportowi temperamentem, rozległymi zainteresowaniami i nieszablonowym curriculum vitae. Cenił go za to, że zobiektywizował i "znakomicie wzbogacił" wiedzę o życiu Polaków z tamtego stulecia. Konfrontując jego twórczość satyryczną z utworami innych autorów, młody badacz zauważył: Potocki miał rozumu nie mniej, a serca bez żadnego porównania więcej. Najbardziej cenił Potockiego za to, że: umiał się Potocki oburzać i nieraz dawał swemu szczeremu, świętemu gniewowi patrjotycznemu wyraz bardzo silny; lecz umiał się także smucić, rzewnemi łzami płakać, a nawet rozpaczać; i właśnie ten ból, ból patriotyczny, stanowi najwybitniejsze piętno Potockiego, jako satyryka i najgłówniejszy pierwiastek wartości jego utworów satyrycznych; najcelniejsze z nich są zarazem elegjami patriotycznemi, pełnemi rzewnego, czasem nawet rozdzierającego bólu - na myśl, że wszystkie przestrogi na nic, że ukochana ojczyzna leci w przepaść.
Rozprawa o pisarstwie Potockiego nie była debiutem Rappaporta na półkach księgarskich. W 1911 roku, a więc w czasie gdy wciąż jeszcze słuchał przede wszystkim wykładów z chemii, również u Gebethnera i Wolfa wydał tom wierszy zatytułowany "Świt". Złożyły się na niego cztery cykle poetyckich refleksji: "Na rozdrożu", "Pieśń mojej doli", "Chrystus przeszedł" oraz "Świt". (...)

Publikacje zapomnianego literaturoznawcy i poety znajdują się w zbiorach większych polskich bibliotek. Jego wiersze zostały zapisane w młodopolskim stylu, można zauważyć podobieństwa do Asnyka i Wyspiańskiego. Są świadectwem nieprzeciętnej wrażliwości religijnej i etycznej autora, który we wspomnieniach najbliższych przetrwał jako człowiek o pogodnym usposobieniu i wielkiej wyrozumiałości dla słabostek bliźniego oraz jako erudyta rozmiłowany w literaturze staropolskiej.