Wiedza i Życie 01/2012
W numerze m.in.:
Fizyka
Nobel za zagadkę; Weronika Śliwa
Teologia kosmologiczna
Nawet ziarnka piasku nie poznamy do końca; Z ojcem prof. Jackiem Salijem, teologiem, rozmawia Marek Oramus
Efekt Mössbauera
Podróż do wnętrza materii; Tomasz Pikula
Medycyna
Leki z żyjących fabryk; Maciej Chałubiński
Biologia
Mistrz przetrwania; Olga Orzyłowska-Śliwińska
Paleontologia
Latający smok z Cambridgeshire; Marcin Machalski
Pełny spis treści

Pytania czytelników

Z archiwum „Wiedzy i Życia”

Inne spojrzenie
Plusk!; Adam Wawrzyński

Sygnały

Extrema

Na końcu języka
Co by to było, gdyby nie zagadki?; Jerzy Bralczyk

Temat miesiąca
Fizyka

Nobel za zagadkę; Weronika Śliwa

Teologia kosmologiczna
Nawet ziarnka piasku nie poznamy do końca; Z ojcem prof. Jackiem Salijem, teologiem, rozmawia Marek Oramus

Efekt Mössbauera
Podróż do wnętrza materii; Tomasz Pikula

Medycyna
Leki z żyjących fabryk; Maciej Chałubiński

Zdjęcie miesiąca
Odbite w mirażu

Biologia
Mistrz przetrwania; Olga Orzyłowska-Śliwińska

Paleontologia
Latający smok z Cambridgeshire; Marcin Machalski

Środowisko
Woda na wagę życia; Adam Gwiazda

Internet
Wikipedia jak Britannica; Z Pawłem Jochymem rozmawia Marcin Matuzik

Historia
Virtus, czyli o emancypacji według Marii Konopnickiej; Magdalena Gawin

Wyprawy polarne
Gdzie jest Amundsen?; Andrzej Hołdys

Rzeczy do rzeczy

Uczeni w anegdocie
Więzienie za Nobla; Andrzej Kajetan Wróblewski

Recenzje książek

Laboratorium
Skok hydrauliczny; Hanna Męczyńska

Głowa do góry
Ciekawość – pierwszy stopień do Marsa; Weronika Śliwa

Chichot zza wielkiej wody
Samice Alfa; Krzysztof Szymborski

Listy czytelników

Aktualne numery
06/2020
05/2020
Kalendarium
Czerwiec
5
W 1866 r. według obliczeń Pluton osiągnął aphelium swojej orbity. Następne takie zdarzenie będzie miało miejsce w sierpniu 2113 roku.
Warto przeczytać
Ta książka to praktyczny poradnik jak mniej marnować. Możesz wyrzucać aż o 80 procent mniej rzeczy, wydawać mniej pieniędzy - i pełniej żyć! To także refleksja nad tym, w jaki sposób można zacząć działać na rzecz środowiska

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Adam Leszczyński | dodano: 2012-05-28
Supermarket - sztuka sprzedawania

O tym, że w budowie i działaniu supermarketu nie ma nic oczywistego, przekonałem się kilka lat temu w Addis Abebie, stolicy Etiopii. W kraju tym - jednym z najbiedniejszych na świecie - handel na wsi często jeszcze odbywa się drogą wymiany, a w miastach różne przydatne drobiazgi (od gazet po śrubokręty) sprzedają uliczni handlarze.

W Addis Abebie był wówczas jeden supermarket i wypełniały go w całości towary importowane. Wystrój był też z importu - zaczynając od półek, a kończąc na kasach. Kasy jednak były atrapami, bo właścicielowi wygodniej było liczyć pieniądze ręcznie, a kupującemu nie wolno było wziąć do ręki koszyka. Sklep zatrudniał kilkanaście może dziesięcioletnich dziewczynek, których jedynym zadaniem było noszenie za klientami koszyków i wkładanie do nich wskazanych palcem towarów. Krok w krok za dziewczynką podążał strażnik z kałasz- nikowem w ręku, pilnując, żeby klient niczego nie ukradł.

Czas i pieniądze

Dlaczego etiopski supermarket działał w taki sposób? Bo sprzedawał towary dla ogromnej większości mieszkańców Addis Abeby luksusowe, a praca w Etiopii - zwłaszcza praca dzieci - jest bardzo tania. Tymczasem supermarkety wymyślono właśnie dlatego, żeby zaoszczędzić na pracy i czasie - przede wszystkim sprzedawców, ale także kupujących. Ponadto - dzięki umiejętnemu zorganizowaniu przestrzeni sklepu - skłonić klientów do kupienia większej ilości towaru.

Pierwszy supermarket - "Piggly Wiggly" - otworzył 6 września 1916 roku w Memphis w stanie Tennesee Amerykanin Clarence Saunders. Był on samoukiem - zakończył edukację w wieku 14 lat i rozpoczął pracę jako sprzedawca. Po wielu latach doszedł do wniosku, że tradycyjny sposób sprzedaży jest mało wydajny i drogi. Recepta Saundersa była prosta: niech klienci sami biorą z półek to, co chcą kupić. Sklep będzie mógł zatrudniać mniej osób, towary będą tańsze, a niższe ceny przyciągną klientów.

Saunders wprowadził wiele rowiązań, z których część jest do dziś fundamentem działania supermarketów. "Piggly Wiggly" było zorganizowane na wzór labiryntu - po kupieniu np. mleka klient nie mógł pójść od razu do kasy - musiał przejść przez cały sklep, wzdłuż wszystkich półek z towarami. Wynalazca, słusznie zresztą, uważał, że klientowi po drodze może wpaść coś w oko i zdecyduje się na zakup, o którym wcześniej nie myślał (dziś podobny system stosuje np. Ikea). Każdy towar był też opatrzony ceną co było nowością. Towary łatwo psujące się leżały w przeszklonych lodówkach. Niepełnowartościowe były przeceniane i trafiały do kosza ustawionego blisko kasy. Przy wejściu klient musiał wziąć do ręki koszyk. Wszystkie te zasady Saunders opisał w swoim wniosku patentowym.

Jego pierwszy sklep miał też kilka wad. Była w nim np. tylko jedna kasa, przed którą tworzyły się kolejki; dopiero po kilku latach - w nowym patencie złożonym na początku lat 20. - Saunders uwzględnił kilka równoległych "alejek" z kasami. "Piggly Wiggly" odniosły ogromny sukces. Do 1922 roku - a więc w ciągu sześciu lat! - sieć rozrosła się do 1200 sklepów w 29 amerykańskich stanach. W 1932 roku było ich już ponad 2,6 tys., a łączne obroty przekroczyły 180 mln dol. (paczka płatków śniadaniowych kosztowała wówczas 2 centy). Saunders stał się bardzo bogaty i zaczął budować w Memphis ogromny pałac z różowego marmuru. W wyniku nieudanych operacji giełdowych szybko jednak stracił fortunę i kontrolę nad firmą. Przegrał także w sądzie spór patentowy, dzięki czemu konkurenci mogli zacząć budować supermarkety. Kiedy umierał w 1953 roku robiła już w nich zakupy większość Amerykanów.

Supermarket w PRL

W Europie Zachodniej sklepy samoobsługowe zaczęły pojawiać się już w latach 30. Polacy musieli na nie czekać o 20 lat dłużej. Pierwszym dużym supermarketem w Warszawie był Supersam na pl. Unii Lubelskiej, zbudowany w roku 1962 według projektu wybitnych polskich architektów - Jerzego Hryniewieckiego oraz Macieja i Ewy Krasińskich. Jego historia to dobry przykład, że sprzedaż samoobsługowa jest nieodłącznie związana z kapitalizmem, w którym obfitości towarów towarzyszy brak czasu i nieustanne dążenie do coraz większej wydajności pracy.

Supersam - w odróżnieniu od większości zachodnich supermarketów, bezkształtnych hal z tandetnych materiałow - był architektonicznym i inżynierskim osiągnięciem. Chwalono łukowato wygięty, wiszący dach i przeszklone ściany. Do polakierowania sufitu z deseczek świerkowych użyto po raz pierwszy wyprodukowanego w Polsce bezbarwnego ognio- odpornego lakieru. Nowatorska była także aluminiowa ślusarka ścian i drzwi oraz szyby lustrzane o grubości 16 mm i powierzchni 8 m2. Warszawski tygodnik "Stolica" (nr 23 z 1962 roku) zachwycał się kawiarnią i barem "Frykas" o 175 miejscach, wyposażonym we własną piekarnię i cukiernię.

W dniu otwarcia milicja nie poradziła sobie z naporem warszawiaków, którzy dali posłuch plotce, że w Supersamie "rzucą" cytryny - wówczas towar na wagę złota. Skończyło się przepychankami i wyzwiskami, a w nowiutkim sklepie poleciały szyby. Kiedy jako dziecko robiłem tam zakupy w połowie lat 80., Supersam był już tylko jedną z wielu placówek "uspołecznionego handlu" - brudną, ponurą i z pustymi półkami.

Nikt też w ówczesnym Supersamie nie przejmował się subtelną sztuką orga- nizowania przestrzeni sklepu - bo klienci i tak wypatrzyli i kupili wszystko. Inaczej wyglądało to na Zachodzie. Od czasów Saundersa socjolodzy i specjaliści od marketingu zajmowali się obserwacją zachowań klienta - oczywiście po to, żeby mu jak najwięcej sprzedać. Bardzo szybko odkryto, że najczęściej kupowane towary, np. mleko i pieczywo, warto umieścić na przeciwległych końcach supermarketu. Klienci, chcąc je kupić, będą musieli przemierzyć cały sklep i być może po drodze włożą do koszyka coś jeszcze. To jednak abecadło. Specjaliści zbadali zachowania klientów znacznie dokładniej.

(fot. lyzadanger/Wikipedia)