Strona główna

Zakurzony świat

Numer 12/2020
Kurz domowy z półki w salonie. Kolory nadane sztucznie. Kurz domowy z półki w salonie. Kolory nadane sztucznie. Indigo
Koniec roku to często pora wielkiego sprzątania. Czym tak naprawdę jest kurz i skąd się bierze w domu? Jak z nim walczyć i czy można tę walkę ostatecznie wygrać?
Filtr wielowarstwowy. Wirusy – kolor ­różowy i fioletowy, składniki czystego powietrza – jasnoniebieski.Shutterstock Filtr wielowarstwowy. Wirusy – kolor ­różowy i fioletowy, składniki czystego powietrza – jasnoniebieski.
Kolonie grzybów, które wyrosły z próbek pobranych na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.JPL/NASA Kolonie grzybów, które wyrosły z próbek pobranych na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Rybik cukrowy.Shutterstock Rybik cukrowy.
Zaleszczotek książkowy.Shutterstock Zaleszczotek książkowy.
Skórożarłoczek skryty – foto­grafia spod mikroskopu skaningowego, kolory nadane sztucznie.Indigo Skórożarłoczek skryty – foto­grafia spod mikroskopu skaningowego, kolory nadane sztucznie.
Fragment naskórka ludzkiego obecnego w kurzu – fotografia spod mikroskopu skaningowego.Indigo Fragment naskórka ludzkiego obecnego w kurzu – fotografia spod mikroskopu skaningowego.
Alergeny w tchawicy. Pyłki (­pomarańczowe) i drobiny ­kurzu (brązowe). Fotografia spod mikroskopu skaningowego.Indigo Alergeny w tchawicy. Pyłki (­pomarańczowe) i drobiny ­kurzu (brązowe). Fotografia spod mikroskopu skaningowego.
Kurz domowy pod mikroskopem: sierść kota (pomarańczowe elementy) i psa (ciemnobrązowe), pyłek (żółte), włókna pochodzenia roślinnego (zielone) i syntetyczne (fioletowe, różowe, niebieskie), pajęczyna (turkusowe), pozlepiany naskórek (brązowe).Indigo Kurz domowy pod mikroskopem: sierść kota (pomarańczowe elementy) i psa (ciemnobrązowe), pyłek (żółte), włókna pochodzenia roślinnego (zielone) i syntetyczne (fioletowe, różowe, niebieskie), pajęczyna (turkusowe), pozlepiany naskórek (brązowe).

Od czasu, gdy cały świat zmaga się z pandemią, wielu ludzi zaczęło zwracać większą uwagę na kwestie związane z czystością. Trzeba powiedzieć, że to jest akurat pozytywny aspekt tej trudnej dla wszystkich sytuacji. Jednym z problemów związanych z utrzymaniem naszych siedzib w czystości jest wszechobecny kurz.

Średnio w każdym mieszkaniu zbiera się 20 kg kurzu rocznie. Jest to spora ilość, ale zwykle tego nie zauważamy, ponieważ większość ludzi jednak regularnie sprząta swoje domy. Za to, że znajdujemy go na półkach, podłodze, dywanie i w wielu innych miejscach, odpowiada po prostu fizyka. Żadne mieszkanie nie jest do końca szczelne, a więc ruch powietrza na zewnątrz powoduje, że powoli, ale systematycznie wnika do środka wraz z nim sporo różnych drobinek – mineralnych, ale też organicznych, takich jak pyłki roślin, bakterie czy pleśnie. Także i my sami nieco brudzimy – złuszcza się nam naskórek (w niektórych przypadkach stanowi on nawet 50% masy kurzu!), wypadają włosy, z ubrań odpadają maleńkie fragmenty włókien. Sporo też wnosimy na butach, nawet jeśli dokładnie je wycieramy przed wejściem. Tę masę uzupełnia często to, czego pozbywają się nasze zwierzęta domowe, czyli głównie sierść i naskórek. A dalej mamy już działanie klasycznych zjawisk fizycznych. Najmniejsze drobinki pyłów nie pozostają tam, gdzie upadły – są na tyle lekkie, że konwekcja powoduje, że mogą długo unosić się w powietrzu. Część z tych drobnych elementów zyskuje w tym czasie ładunek elektryczny (tu można sobie przypomnieć, jak „strzelają” np. swetry wykonane z tworzyw sztucznych, gdy je z siebie zdejmujemy, a to zjawisko jest wszechobecne). Siła przyciągania elektrostatycznego powoduje, że drobiny łączą się – i powstaje kurz widoczny już gołym okiem. W niektórych miejscach mamy do czynienia z tworzeniem się znacznie większych struktur – każdy zapewne miał kiedyś okazję wymiatać spod mebli czy innych zakamarków tzw. koty, czyli kłęby kurzu, które czasami osiągają imponujące rozmiary.

Walka z kurzem jest niestety permanentna. Nie ma żadnego sposobu, by nie pojawiał się w mieszkaniach. Są oczywiście na rynku preparaty antystatyczne, ale wszystkie one najwyżej ograniczają jego osiadanie na meblach. Żaden z nich nie jest w stanie zagwarantować, że kurzu w ogóle nie będzie.

Są jednak miejsca, w których kurz nie osiada. Jednym z nich jest pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Nie oznacza to jednak, że tam go nie ma. On oczywiście istnieje (pochodzi choćby ze złuszczającego się naskórka i fragmentów włókien z odzieży), ale ze względu na brak grawitacji nie osadza się na powierzchniach, tylko cały czas pozostaje w powietrzu jako aerozol. Stanowi to poważny problem dla astronautów, ponieważ może m.in. wywoływać reakcje alergiczne. Badania wykonane kilka lat temu pokazały, że mikrobiom wyizolowany z kurzu na stacji kosmicznej jest całkiem bogaty i różnorodny. Dlatego też niezbędne jest ciągłe wymuszone oczyszczanie powietrza przy użyciu wysokowydajnych filtrów, tzw. HEPA. Jak więc widać, nawet poza Ziemią nie uciekniemy od problemu kurzu.

Oczywiście można stworzyć przestrzeń, w której praktycznie go nie będzie (np. w montowniach urządzeń elektronicznych), ale podstawowy warunek jest taki, że nie można do takich miejsc wchodzić, bo obecność człowieka powoduje od razu generowanie zanieczyszczeń.

Żywe składniki kurzu

Kurz domowy zawiera wystarczająco wiele składników organicznych, by być pożywieniem dla rozmaitych niewielkich stworzeń. Dlatego jest to idealne środowisko, aby mogły się w nim rozwijać roztocze. Tu drobna uwaga językowa (przepraszam prof. Bralczyka, że wchodzę do jego ogródka). Pajęczak należący do rzędu roztoczy to słowo rodzaju męskiego, a więc jest to ten roztocz (l.mn. roztocze). Jeśli natomiast mówimy o mikrokonsumentach cudzożywnych (głównie bakterie i grzyby) nazywanych roztoczami, to mamy do czynienia ze słowem rodzaju nijakiego (to roztocze, l.mn. roztocza). Wróćmy jednak do tych stworzeń, z którymi, chcąc nie chcąc, dzielimy domy. Zwykle nie zwracamy na nie uwagi, ponieważ trudno je dostrzec. Są niewielkie – zwykle mają 0,1–0,5 mm, a do tego są niemal przezroczyste. Dotychczas odkryto i opisano niemal 50 tys. gatunków tych pajęczaków. Ich głównym pożywieniem jest naskórek ludzki i zwierzęcy, którego pod dostatkiem znajdują w drobinkach kurzu, jak też w pościeli. Co ciekawe, mają też naturalnych wrogów – są pożywieniem niezbyt przez nas lubianych, a dość szeroko rozpowszechnionych rybików cukrowych oraz zaleszczotków.

Podstawowym gatunkiem spotykanym w naszych domach jest pajęczak o uroczej nazwie skórożarłoczek skryty. Warunki panujące w domu są dla niego idealne, natomiast nie znosi niskich temperatur. Jeśli chcemy się go pozbyć np. z pościeli, wystarczy wystawić ją zimą na mróz (nawet łagodny). Podobnie rzecz się ma z pluszakami – pakujemy je w woreczek foliowy i umieszczamy na kilka godzin w lodówce lub zamrażarce. Jeśli jest to możliwe, można też takie zabawki po prostu wyprać. Warto to robić regularnie. Ponieważ pajęczaki te bardzo lubią wysoką wilgotność, jeżeli zadbamy, by spadła ona poniżej 50%, w ten sposób też pozbędziemy się większości roztoczy. Jest to szczególnie ważne w przypadku osób z alergią (np. wysypkami skórnymi), astmą oraz innymi chorobami płuc.

Do rozwoju alergii przyczyniają się obecne w odchodach roztoczy białka, przede wszystkim enzym o nazwie endopeptydaza 1. Zależność między endopeptydazą 1 a uczuleniem zauważono po raz pierwszy pod koniec XX w. Wtedy właśnie enzym ten wyizolowano i oczyszczono, co pozwoliło na rozpoczęcie badań nad mechanizmem reakcji uczuleniowej. Co ciekawe, struktura tego związku jest podobna do papainy (enzym zawarty w melonowcu właściwym, znanym też jako papaja) oraz do ludzkiego enzymu trawiennego – pepsyny.

Kurz pod mikroskopem detektywa

Mogłoby się wydawać, że kurz to kurz, nic niezwykłego. A jednak gdy przeanalizuje się precyzyjnie jego składniki, można uzyskać niesamowitą ilość informacji o ludziach, którzy są też w jakimś sensie generatorami niektórych substancji. W tym celu zazwyczaj bada się kurz z półek czy innych przedmiotów. Jest on bardziej jednolity niż ten na podłodze. Ten ostatni zawiera więcej składników mineralnych, np. krzemionki pochodzącej z piasku, ponieważ unosi się ona w powietrzu znacznie słabiej.

Co takiego możemy znaleźć w kurzu? Przede wszystkim jest tam sporo ludzkiego naskórka. Człowiek przeciętnie traci go dziennie 1,5 g (rocznie nawet do 0,5 kg!). Znajdziemy tam też drobne fragmenty ludzkich i zwierzęcych włosów, włókna naturalne i syntetyczne pochodzące z odzieży, drobne cząstki jedzenia, fragmenty ciał owadów i wiele, wiele innych. Precyzyjna analiza może powiedzieć sporo o osobie mieszkającej w danym miejscu. Dowiemy się m.in., na co choruje (i jakie leki przyjmuje), co najczęściej je, czy używa narkotyków albo innych nielegalnych substancji. Dzięki analizie mikroskopowej ustala się, skąd pochodzą włosy, czy np. z głowy, czy z rąk i nóg. Bez problemu można też rozróżnić włosy Europejczyka, Afrykańczyka lub Azjaty. Podobnie jest z włóknami z odzieży – już analiza mikroskopowa połączona z badaniem współczynnika refrakcji pozwala na praktycznie jednoznaczne zidentyfikowanie rodzaju materiału.

Precyzyjna analiza kurzu stała się też nieodzownym elementem badania miejsca przestępstwa. Dostępne są konkretne jej metody, a wyniki mogą być rozstrzygające. Dlatego też, mimo że zbieranie oraz analiza próbek wymagają sporo czasu, dużej cierpliwości i multidyscyplinarnej wiedzy, coraz częściej jest to jedno ze standardowych działań techników kryminalistycznych.

Sprzątanie i czyszczenie? ok, ale nie dajmy się zwariować

Od razu uprzedzam – absolutnie nie zamierzam namawiać czytelników do życia w brudzie. W kurzu domowym czy błocie wnoszonym na butach jest sporo składników, które mogą być niebezpieczne dla zdrowia ludzi. W większości są to alergeny, ale zdarzają się też drobnoustroje chorobotwórcze. Dlatego też trzeba regularnie sprzątać, odkurzać i wietrzyć mieszkania. Warto jednak zachować rozsądek. Jeśli pomieszczenia, w których żyjemy, byłyby dokładnie odkażone, to i tak nie uniknęlibyśmy kontaktu z patogenami – zaraz po wyjściu z domu. Owszem, wiele mikroorganizmów działa na nas negatywnie, ale – paradoksalnie – jest to często dla nas zdrowe i niezbędne. Dlaczego? Tu sprawa jest prosta: kontakt z obecnymi w środowisku mikrobami chorobotwórczymi wywołuje odpowiedź immunologiczną. Mówiąc językiem popularnym: wystawiając się na atak, uczymy nasz organizm walczyć z zagrożeniem, podobnie jak armia jest przygotowana do poważnych działań wojennych, jeśli regularnie ćwiczy swoje umiejętności.

Na marginesie warto stwierdzić, że przesada jest szkodliwa nie tylko przy walce z kurzem, ale też np. w kwestii higieny osobistej. Branie prysznica kilka razy dziennie czy wielokrotne odkażanie rąk w ciągu dnia to nie jest dobry pomysł. W ten sposób pozbawiamy skórę niezbędnej warstwy ochronnej, a do tego niszczymy tylko te bakterie, które są mniej odporne. Mikroby bardziej odporne na środki dezynfekcyjne czy nawet zwykłe mydło pozostają na powierzchni skóry i nie mając konkurentów, mogą się spokojnie namnażać, a w rezultacie mogą się stać przyczyną poważnych problemów zdrowotnych. Okazuje się więc, że w prześmiewczym powiedzeniu „częste mycie skraca życie” może też być ziarenko prawdy.

Powyższe uwagi dotyczą jednak tylko sytuacji, gdy w mieszkaniu przebywają osoby zdrowe. Jeśli natomiast ktoś z domowników jest alergikiem, cierpi na mukowiscydozę, POChP czy inne poważne schorzenia autoimmunologiczne, musimy zdecydowanie bardziej zadbać o czystość w domu. Tu warto też nadmienić, że dość paradoksalnie brzmi słowo „odkurzacz”. Jeśli dysponujemy klasycznym urządzeniem tego typu, to w zasadzie niczego ono nie odkurza – większość najmniejszych drobinek bez problemu przelatuje przez filtr i po prostu zmienia swoje położenie w domu. Dlatego w sytuacji, w której musimy zadbać o zdrowie osób w mieszkaniu, warto znaleźć odkurzacz z filtrem wodnym albo też z filtrem HEPA.

dr n. chem. Mirosław Dworniczak

Dziennikarz naukowy – freelancer, współpracujący z „Wiedzą i Życiem” oraz „Tygodnikiem Powszechnym”, dawniej także z „Magazynem Internet” i „PC World”. Z wykształcenia chemik, uzyskał doktorat z fizykochemii organicznej.

***

Z czego się składa kurz domowy

Z czysto chemicznego punktu widzenia składniki kurzu domowego można podzielić na dwie zasadnicze grupy – są to związki nieorganiczne oraz organiczne. Wśród nieorganicznych podstawowym składnikiem jest krzemionka (dwutlenek krzemu, SiO2). Jest to dość oczywiste, ponieważ związek ten jest głównym budulcem piasku, którego niewielkie drobinki bez problemu unoszą się w powietrzu i przenikają do naszych domów. Część minerałów wnosimy też na butach i odzieży. Precyzyjne analizy chemiczne pokazały, że w składzie pierwiastkowym najczęściej są obecne: krzem, glin, magnez, potas, wapń, siarka i żelazo. W zależności od miejsca, które było badane, można też spotkać arsen oraz różne metale ciężkie.

Z kolei związki organiczne pochodzą głównie z komórek naskórka, stanowiących czasami nawet 50% kurzu domowego. A skoro mamy związki organiczne, bez problemu mogą się w kurzu rozwinąć mikroorganizmy, takie jak bakterie czy grzyby (głównie pleśnie). Te ostatnie kolonizują nasze mieszkania całkiem szybko, ale tylko wtedy, gdy panuje w nich duża wilgotność. Badania przeprowadzone w duńskich urzędach wykazały obecność ponad 100 tys. mikroorganizmów w 1 g kurzu oraz 70–90 tys. mikrogrzybów.

01.12.2020 Numer 12/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną