Strona główna

Prawdziwe oblicze morskich ludojadów

Numer 12/2020
Znajdujące się na ­pysku ­rekina ampułki Lorenziniego (liczne zagłębienia) odbierają pole elektryczne potencjalnych ofiar. Znajdujące się na ­pysku ­rekina ampułki Lorenziniego (liczne zagłębienia) odbierają pole elektryczne potencjalnych ofiar. Caters News / Forum
Rekiny mimo przypiętej łatki nieobliczalnej bestii są dość ostrożnymi rybami, a człowiek nie należy do ich ulubionych dań.
Deska surfingowa ugryziona przez żarłacza białego zwanego rekinem ludojadem.BEW Deska surfingowa ugryziona przez żarłacza białego zwanego rekinem ludojadem.
Zęby rekinów (od lewej): żarłacza tygrysiego, białego, tępogłowego, ostronosa atlantyckiego, żarłacza białopłetwego.Shutterstock Zęby rekinów (od lewej): żarłacza tygrysiego, białego, tępogłowego, ostronosa atlantyckiego, żarłacza białopłetwego.
Parzyste nozdrza rekinów są niezwykle wrażliwe na zapachy otoczenia. Na zdj. rekin wąsaty.Shutterstock Parzyste nozdrza rekinów są niezwykle wrażliwe na zapachy otoczenia. Na zdj. rekin wąsaty.
Szpary skrzelowe rekina wielorybiego.Shutterstock Szpary skrzelowe rekina wielorybiego.
Długoszpar odżywia się głównie drobnymi organizmami.Shutterstock Długoszpar odżywia się głównie drobnymi organizmami.
Nurkowanie z rekinem ­wielorybim dostarcza niezapomnianych wrażeń.Shutterstock Nurkowanie z rekinem ­wielorybim dostarcza niezapomnianych wrażeń.
Foki i uchatki są ulubionym pokarmem żarłaczy białych.Caters News/Forum Foki i uchatki są ulubionym pokarmem żarłaczy białych.
Głowomłot może osiągnąć 6 m długości oraz prawie 600 kg masy.Stephen Kajiura Ph.D./Florida Atlantic University Głowomłot może osiągnąć 6 m długości oraz prawie 600 kg masy.
Zęby rekinów są wytworem ­skóry, czyli stwardniałymi łuskami plakoidalnymi.Shutterstock Zęby rekinów są wytworem ­skóry, czyli stwardniałymi łuskami plakoidalnymi.
Kosogon.BEW Kosogon.
Żarłacz gruby.Shutterstock Żarłacz gruby.
Żarłacz tępogłowy.Shutterstock Żarłacz tępogłowy.
Obdarzony złą sławą drapieżnik zwany żarłaczem białym, rekinem białym czy też rekinem ludojadem.Shutterstock Obdarzony złą sławą drapieżnik zwany żarłaczem białym, rekinem białym czy też rekinem ludojadem.
Odstraszacz rekinów emituje drażliwe dla tych ryb impulsy elek­tromagnetyczne, które tworzą bezpieczną strefę w odległości kilku metrów od płetwonurka.Getty Images Odstraszacz rekinów emituje drażliwe dla tych ryb impulsy elek­tromagnetyczne, które tworzą bezpieczną strefę w odległości kilku metrów od płetwonurka.
Samiec rekina podczas kopulacji trzyma mocno płetwę piersiową swej wybranki.Nature PL/BEW Samiec rekina podczas kopulacji trzyma mocno płetwę piersiową swej wybranki.
Samiec żarłacza ­białego. W okolicy płetw brzusznych widać narząd kopulacyjny.Shutterstock Samiec żarłacza ­białego. W okolicy płetw brzusznych widać narząd kopulacyjny.

Rekiny to ogólna nazwa drapieżnych ryb chrzęstnoszkieletowych (Chondrichthyes) z podgromady spodoustych (Elasmobranchii), których przeważająca liczba gatunków jest słonowodna. Pojawiły się w oceanach ok. 450 mln lat temu i od tamtego czasu niewiele zmienił się ich styl życia. Przeżyły kilka okresów masowego wymierania organizmów, a więc można powiedzieć, iż są doskonalsze od wielkich dinozaurów, które pojawiły się później, a na dodatek już dawno wyginęły. Cechami szczególnymi rekinów są wrzecionowate ciało, niesymetryczna płetwa ogonowa z górnym płatem większym od dolnego oraz utkwione w jamie gębowej ostre zęby. Tak naprawdę zęby – ten tak charakterystyczny oręż – są wytworem skóry, czyli stwardniałymi łuskami plakoidalnymi. Są umiejscowione w rzędach i jak na taśmie z czasem przesuwają się do przodu. W efekcie rekin w ciągu życia gubi tysiące zębów, mimo to jego arsenał bojowy jest zawsze sprawny. Dotychczas zidentyfikowano ok. 500 gatunków rekinów rekrutujących się zarówno spośród mikrusów, jak i gigantów. Najmniejszym jest dorastający do ok. 20 cm długości rekin karłowaty, a największym – rekin wielorybi, który osiąga 20 t masy oraz 12 m długości i jest największą rybą obecnie zamieszkującą oceany.

Czułe nosy

Rekiny można nazwać pływającymi nosami. Ich narząd węchu należy do najwrażliwszych w świecie zwierząt i zlokalizowany jest w przedniej części ciała. Na spodzie pyska widoczne są parzyste nozdrza, które wbrew pozorom nie służą do oddychania, lecz wąchania. Ich wnętrze wysłane jest chemoreceptorami, czyli komórkami analizującymi znajdujące się w wodzie substancje. Szczególnie wrażliwe są na krew – żarłacz biały potrafi wyczuć jej kroplę w basenie olimpijskim. To imponujące osiągnięcie, jednak w środowisku naturalnym wskutek falowania i prądów morskich krew jest szybko rozcieńczana, a więc zwykle rekiny są w stanie namierzyć ofiarę z odległości najwyżej 1 km. Dodatkowo parzyste nozdrza działają rozdzielnie i w pewnym sensie jak narząd słuchu, gdyż po intensywności bodźca pozwalają na dokładne określenie, skąd pochodzi zapach. Gdy do znajdującego się z lewej strony pyska otworu dociera silniejszy zapach niż do prawego, to rekin wie, że krwawiąca ofiara znajduje się gdzieś w oceanie po jego lewej stronie.

Jednak chyba bardziej zadziwiającą cechą rekinów jest zmysł elektryczny. Z przodu pyska na skórze znajdują się tysiące niewielkich jamek zwanych ampułkami Lorenziniego. Pod względem funkcjonowania przypominają one wrażliwą na drgania wody linię naboczną, jednak w przeciwieństwie do niej reagują na niewielkie impulsy elektryczne generowane przez mięśnie zwierząt. Elektroreceptory pozwalają na dobrą rejestrację impulsów w promieniu mniej więcej 1 m. W efekcie rekin może wykryć ofiarę przepływającą blisko w mrocznych głębiach oceanu lub zagrzebaną w piaszczystym dnie. Ponadto ten zmysł pozwala atakującemu drapieżcy śledzić kierunek ucieczki i uniki, jakie stosuje przerażone zwierzę. Dzięki temu, choć chwytający ofiarę żarłacz biały na moment staje się ślepy, gdyż w celu ochrony przed zranieniem wywraca oczy, to i tak lawinowo generowane przez ofiarę impulsy zdradzają jej zamiary. Jako że impulsy elektryczne emitowane są również przez wszelkie podwodne kamery, to właśnie one często wzbudzają szczególne zainteresowanie rekinów. Z tym zmysłem wiąże się niezwykły stan, w który można wprawić rekina. Gdy żarłacza pociera się od spodu pyska w miejscu pokrytym ampułkami Lorenziniego, wtedy często uspokaja się i czasem wpada w stan tzw. tonicznego bezruchu, który przypomina hipnozę. Podczas specyficznego transu rozluźniają się mięśnie i w takim stanie ryba może pozostawać do ok. 1 minuty, a czasem dłużej. Najwyraźniej rekinom głaskanie dolnej części pyska sprawia jakąś przyjemność, jednak nie wyłącza świadomości, gdyż w każdej chwili mogą odpłynąć podobnie jak znudzone głaskaniem koty. Takimi sztuczkami czasem popisują się niektórzy płetwonurkowie i tym samym narażają się na atak. Najwyraźniej zapominają, że rekin jest zwierzęciem dzikim, a więc po takim zabiegu wcale nie musi okazać wdzięczności. Wiadomo, że głaskanie również może sprawić przyjemność lwu leżącemu pod drzewem na afrykańskiej sawannie, lecz chyba nikt przy zdrowych zmysłach tego nie zrobi. Z tego względu wszelkie próby hipnotyzowania rekinów są wyjątkowo nieodpowiedzialne.

Wieczni pływacy

Większość gatunków rekinów przez całe życie pływa i jest w stanie ciągłej gotowości. Zamiast narządu wypornościowego, jakim zwykle u ryb kostnoszkieletowych jest pęcherz pławny, rekiny posiadają masywną i otłuszczoną wątrobę. Ta mniej doskonała w utrzymywaniu zanurzenia struktura sprawia, że rekiny żyjące w toni wody, aby nie zapaść się w głębiny oceanu, muszą stale pływać. Jednak to tylko niewielka niedogodność. Brak narządu wypełnionego gazem powoduje, że nie szkodzą im gwałtowne zmiany ciśnienia hydrostatycznego, a więc mogą błyskawicznie zmieniać głębokość w oceanie.

Kolejnym mankamentem wymuszającym pływanie jest budowa narządów oddechowych. Tlen z wody pobierają za pomocą znajdujących się za głową 5–7 szpar skrzelowych, umieszczonych po obu stronach głowy i przykrytych z zewnątrz luźnymi fałdami skórnymi. Brak umięśnionych i ruchomych pokryw skrzelowych, które zwykle wywołują przepływ natlenionej wody przez skrzela u ryb kostnoszkieletowych, sprawia, że gatunki żyjące w toni oceanu muszą być w ciągłym ruchu. Woda napływa wtedy do stale uchylonej jamy gębowej i omywa pobierające z niej tlen skrzela, a potem wydostaje się na zewnątrz. I dlatego takie rekiny schwytane w sieć rybacką cierpią na niedobór tlenu, co po dłuższym czasie często prowadzi do śmierci. Z kolei gatunki żyjące bliżej dna, np. rekin wąsaty, nie muszą się tym zbytnio martwić. Posiadają tuż za oczami dodatkowy otwór zwany tryskawką, który spełnia funkcję pompki tłoczącej wodę do skrzeli w czasie, gdy ryba leży nieruchomo na dnie i wypatruje zdobyczy.

Najciekawszą chyba jednak umiejętnością rekinów jest pływanie podczas snu. Ośrodek zarządzający ruchem ryby znajduje się nie w mózgu, ale w rdzeniu kręgowym. Dzięki temu rekin nie śpi w bezruchu jak człowiek, lecz ospale pływa, a czasem na krótko spoczywa na dnie. Przy czym w każdym momencie jest gotowy do szybkiej reakcji. Najprawdopodobniej podczas takiego odpoczynku wyłączona jest tylko część mózgu, a reszta jest aktywna podobnie jak w przypadku delfinów.

Strategia łowów

Rekiny są zaliczane do drapieżników szczytowych, które pomagają utrzymywać równowagę w środowisku wodnym. Często działają selektywnie, czyli wybierają osobniki stare, chore i ranne, będące łatwiejszą zdobyczą. Z natury są samotnikami, a więc rzadko polują w zorganizowanych grupach. Większość gatunków jest szczególnie aktywna rano albo o zmroku, gdyż wtedy – z powodu niewielkiej ilości światła – mogą niepostrzeżenie podpłynąć do zdobyczy. Podstawowym pokarmem większości gatunków są ryby, głowonogi, gady, ptaki oraz ssaki morskie. Jedynie trzy gatunki – rekin wielorybi, długoszpar i rekin wielkogębowy – są filtratorami, odżywiającymi się głównie zawieszonymi w wodzie niewielkimi skorupiakami oraz ikrą. Ich sposób połowu polega na zagarnianiu szeroko otwartą paszczą skupisk drobnych zwierząt, które następnie są odcedzane z wody na wyrostkach skrzelowych.

Ciekawym odmieńcem jest jedyny półwegetarianin wśród rekinów – młot tyburo. Jego dieta oprócz skorupiaków i głowonogów składa się również z traw morskich. Każdy gatunek ma swój sprawdzony sposób polowania. Rekin dywanowy ma doskonały kamuflaż, a więc leży nieruchomo na dnie i atakuje z zaskoczenia mniejsze od siebie ryby, które przepływają nad nim. Ciekawy sposób mają kosogony – szybko podpływają do ławicy, a następnie uderzają w nią przypominającym żeleźce kosy górnym płatem płetwy ogonowej. Wygląda to jak biczowanie, a jego efektem jest ogłuszenie i wybicie z ławicy ryb, które stają się łatwym łupem. Z kolei żarłacz gruby poluje zwykle nocą, systematycznie przeczesując zakamarki rafy koralowej w poszukiwaniu odpoczywających ryb.

Najbardziej zuchwały sposób stosuje rekin foremkowy. Wprawdzie dorasta jedynie do ok. 50 cm długości, jednak nie waha się napadać na znacznie większe od siebie ofiary, w tym rekiny i ssaki morskie. Gdy namierzy swą zdobycz, niepostrzeżenie do niej podpływa, po czym wgryza się w jej ciało ostrymi ząbkami. Po chwili wykonuje szybki obrót i wyrwawszy kawałek mięsa, szybko ucieka. Po tak podstępnym ataku zostają wklęsłe blizny o średnicy kilku centymetrów, które czasem widać na ciele fok i delfinów.

Bardziej honorowo i ostrożnie zachowują się owiane złą sławą żarłacze, w tym żarłacz biały, zwany potocznie ludojadem. Dorasta on do 6 m długości oraz 2 t masy, a więc zgodnie ze swymi gabarytami poluje na większą zdobycz w postaci delfinów, fok, ptaków i żółwi morskich. Jego strategia najczęściej opiera się na trzech zasadach: namierz, uderz i odpłyń. Rekin najpierw z pewnej odległości uważnie obserwuje ofiarę i ostrożnie zataczając wokół niej kręgi, ocenia, czy warto ją zaatakować. Jeśli test wypadnie pozytywnie, wtedy żwawo podpływa, a następnie jednym kłapnięciem szczęki wyrywa kawałek ciała i odpływa niedaleko. Siła nacisku szczęki rekina białego wynosi ok. 2 t/ cm2, co w połączeniu z ostrymi zębami daje doskonałe narzędzie do wyrywania kęsów. Wewnątrz pyska rekin posiada receptory smaku, dzięki którym ocenia, czy odcięty kawałek mięsa można przełknąć. Gdy po pierwszym ugryzieniu sprawdzającym zdobycz przypadnie żarłaczowi do gustu, wtedy zawraca i rozpoczyna ucztę, podczas której szarża, wyrwanie mięsa i odpłynięcie są powtarzane wielokrotnie. Często stosunkowo szybko do biesiady, zwabione wonią krwi, dołączają inne rekiny.

Przypadkowi ludobójcy

Peter Benchley, autor bestsellerowej powieści „Szczęki” (wyd. 1974 r.), na podstawie której stworzono wiele kasowych filmów, w jednym z wywiadów stwierdził, że gdyby wiedział, ile zła przyniesie rekinom jego dzieło, to nigdy by go nie napisał. Sam nawet stał się propagatorem wiedzy o nich i ich wielkim obrońcą. Ataki rekinów są zawsze nośne medialnie, a więc przykuwają uwagę szerokiej rzeszy ludzi i jeszcze bardziej utrwalają stereotyp bezdusznego zabójcy. I dlatego słowo „rekin” wywołuje często paniczny strach i kojarzy się z zębatą bestią, która pływając wzdłuż plaż, wypatruje okazji do upolowania bezbronnych ludzi. Nawet w żeglarstwie używa się substancji zwanej potocznie „proszkiem na rekiny”, która jednak wcale ich nie odstrasza, tylko barwi wodę na czerwono, co pozwala na lokalizację rozbitka z pokładu łodzi ratunkowej lub helikoptera.

W rzeczywistości spośród ok. 500 gatunków rekinów tylko ok. 30 jest niebezpiecznych dla człowieka. Liczba ta może wydawać się znaczna, lecz większość została uznana za groźne wskutek zaledwie jednego lub kilku potwierdzonych ataków na ludzi, do jakich doszło w ciągu wielu lat. Statystki wykazują, że ponad połowa spośród odnotowywanych incydentów jest prawdopodobnie dziełem trzech gatunków, tj. żarłacza tępogłowego, tygrysiego i białego. Prawdopodobnie, gdyż wprawdzie ich rysopis jest najczęściej podawany, jednak zwykle rekin po sprawdzającym ataku na człowieka szybko odpływa, co znacznie utrudnia właściwą identyfikację gatunkową. Celem większości takich zaczepek są osoby uprawiające surfing, co najprawdopodobniej związane jest ze specyfiką tego sportu. Surferzy zwykle łapią fale pod deskę z dala od brzegu, a tam znacznie częściej przebywają rekiny. Dodatkowo pluski wytwarzane wpadaniem ciała do wody wzmagają zainteresowanie drapieżników. Również opływowy kształt deski, który od strony głębi oceanu przypomina ich pokarm, czyli fokę lub żółwia morskiego, kusi je do ataku. Z tego względu najprawdopodobniej takie wydarzenia są raczej efektem pomyłek niż zamierzonych działań. Często po kontrolnym ugryzieniu człowieka drapieżnik – jakby zorientowawszy się, że to nie pokarm, który jest mu znany – natychmiast odpływa i nie wraca.

Wprawdzie ugryzienie rekina jest dla każdego człowieka traumatyczne, co dodatkowo potęgują paskudnie wyglądające rany na ciele, to w rzeczywistości takie zdarzenia są dość rzadkie. Pomimo milionów turystów masowo korzystających z kąpieli w oceanach na całym świecie rocznie notuje się 50–130 ataków, z których średnio 6 kończy się śmiercią człowieka. Pod tym względem najbardziej niebezpiecznymi rejonami są Morze Karaibskie, Zatoka Meksykańska oraz wybrzeża Australii i południowej Afryki. Liczba wypadków śmiertelnych spowodowanych przez rekiny jest niska. Dla porównania tylko w USA w ostatnich latach rokrocznie więcej osób ginie w wyniku pogryzienia przez psy, aligatory i od uderzeń piorunów. Dodatkowo szacuje się, że połowa odnotowywanych ugryzień przez rekiny jest wręcz prowokowana przez człowieka. Do nich zalicza się nieostrożne obchodzenie się ze złowionymi w sieć lub na wędkę rekinami. Częstym obiektem ataków są płetwonurkowie, którzy pragnąc mocnych wrażeń, zaczepiają rekina i podpływają zbyt blisko, aby go dotknąć lub zrobić mu zdjęcie. Niezbyt rozsądne jest zanurzanie się z łańcuszkami, bransoletami i zegarkami, które pobłyskując pod wodą, przypominają lśniące łuski ryb, a więc prowokują do ugryzienia. Wręcz proszą się o to podwodni łowcy próbujący schwytać drapieżnika po wcześniejszym zranieniu go bełtem kuszy. Ale takich niefortunnych spotkań człowieka z rekinem jest coraz mniej. Wynika to zwłaszcza z propagowania wiedzy o naturze tych zwierząt oraz stosowania różnego rodzaju zabezpieczeń w postaci krat i siatek ochronnych, rozstawianych z dala od brzegu w rejonach licznie odwiedzanych przez turystów. Istotną rolę odgrywają również masowe połowy tych ryb, które znacznie przetrzebiły ich światową populację.

Na ratunek rekinom

Wbrew pozorom rekiny w swym środowisku naturalnym nie mają łatwego życia. Mniejsze osobniki są chętnie zjadane przez inne rekiny, a także ośmiornice, ptaki i ssaki morskie, wliczając w to delfiny, foki, uchatki. Nawet masywne rekiny białe oraz wielorybie muszą się mieć na baczności, gdyż na nie chętnie polują orki oceaniczne. Oprócz tego zagrażają im pasożyty oraz wiele chorób. Wbrew mitowi rekiny również zapadają na raka. U niejednego osobnika zaobserwowano wyraźne zmiany nowotworowe, które w formie kalafiorowatych guzów tkwiły na powierzchni ciała, często w okolicy pyska. Jednak największym wrogiem tych zwierząt jest człowiek, który obecnie w celach konsumpcyjnych rokrocznie poławia średnio ok. 100 mln rekinów. W efekcie ich światowa populacja jest znacznie przetrzebiona, a wiele gatunków walczy o przetrwanie. Według raportu Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) spośród ok. 500 gatunków rekinów aż 79 jest zagrożonych wyginięciem, a 10 jest na granicy wymarcia. Na liście zagrożonych znajduje się nawet żarłacz biały oraz zwykle z natury niegroźny dla ludzi rekin wielorybi.

Rekiny są głównie pozyskiwane dla mięsa oraz płetw, które uważane są za przysmak w krajach azjatyckich. W tamtejszej kulturze zupa z płetwy rekina jest ekskluzywnym daniem, którego tradycja spożywania sięga setek lat. Hongkong jest światowym centrum handlu płetwami rekinów. Ceny są dość wysokie i osiągają średnio 600 dol. za kilogram płetwy, co potęguje chęć zarobku. Często rybacy po wciągnięciu rekina na pokład statku odcinają mu płetwy, a następnie żywego i okaleczonego wyrzucają za burtę. Intensywne połowy oraz biologia tych zwierząt powodują, że nadszedł dla nich bardzo trudny czas. Z natury rosną wolno, a osobniki wielu gatunków dojrzałość płciową osiągają po kilkunastu latach od przyjścia na świat. Przykładowo żarłacz biały do pierwszego rozrodu przystępuje dopiero w wieku ok. 20 lat. Z tego względu odbudowa ich populacji wymaga znacznie dłuższego czasu niż innych ryb.

Masowe połowy rekinów od lat wywołują protesty organizacji ekologicznych. Wskutek tego wiele państw zaczyna dostrzegać nabrzmiewający problem i wprowadza odpowiednie limity oraz całkowity zakaz importu płetw rekinów. Jednocześnie mięso to jest wycofywane z menu restauracji na świecie. Nawet władze Chin oficjalnie zakazały podawania zupy z płetw rekina na państwowych przyjęciach. Dodatkowo część krajów zaczyna dostrzegać korzyści z ekoturystyki, której elementem jest obserwowanie zwierząt w ich środowisku naturalnym. W tym celu tworzy się tzw. rekinie sanktuaria, czyli obszary, w których zakazane są połowy tych zwierząt. Najwięcej takich rezerwatów znajduje się na Pacyfiku oraz w rejonie Zatoki Meksykańskiej i Morza Karaibskiego. W 2015 r. wokół wysp Mikronezji utworzono obecnie największy obszar ochronny na świecie o powierzchni ok. 3 mln km2, czyli prawie 10 razy większy od terytorium Polski.

dr Radosław Żbikowski

Naukowiec, wykładowca akademicki, autor książek i artykułów z zakresu nauk o Ziemi.

***

Godowy szał

Rekiny rozmnażają się płciowo poprzez zapłodnienie wewnętrzne. Części płetw brzusznych samca są przekształcone w narząd kopulacyjny, umożliwiający wprowadzenie nasienia do otworu płciowego samicy. Podczas godów samce rekinów zachowują się bardzo brutalnie. Umizgi zwykle kończą się gwałtownym uchwyceniem zębami płetwy piersiowej wybranki, po którym następuje nerwowa szamotanina i próba kopulacji. Czasem w ten sposób jednocześnie okazuje swe względy kilku adoratorów, co zmienia akt miłosny w orgię wirujących w toni ciał. Jak się okazuje, to niejedyny sposób rozmnażania, gdyż u niektórych gatunków stwierdzono dzieworództwo. W 2001 r. w akwarium Henry Doorly Zoo w Omaha (USA) żyjąca od lat samotnie samica młota tyburo wydała na świat potomstwo o materiale genetycznym pozbawionym śladów samca.

01.12.2020 Numer 12/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną