Strona główna

Tajemnice ludzkiego ciała

Numer 1/2020
Candida auris to drożdżak, który ostatnio zaczął szybko rozprzestrzeniać się po świecie. Wywołuje zakażenia o ciężkim przebiegu. Candida auris to drożdżak, który ostatnio zaczął szybko rozprzestrzeniać się po świecie. Wywołuje zakażenia o ciężkim przebiegu. Kateryna Kon / Shutterstock
materiały prasowe

Interesują nas różne tajemnice i zagadki, m.in. kryminalne czy szpiegowskie, ale rzadko kiedy zauważamy, że jedną z większych zagadek może być nasze własne ciało. Taki np. świąd jest ograniczony do zewnętrznej warstwy skóry i kilku wilgotnych obszarów – oczu, gardła, nosa i odbytu. Bez względu na to, jak mocno cierpisz, nigdy nie zacznie cię swędzieć śledziona. Badania wykazały, że największą ulgę przynosi nam drapanie pleców, ale najprzyjemniejsze jest drapanie kostki. Przewlekłe swędzenie występuje we wszystkich rodzajach stanów chorobowych, takich jak guzy mózgu, udary, choroby autoimmunologiczne. Stanowi też efekt uboczny działania leków. Jednym z dziwniejszych zjawisk jest swędzenie fantomowe, które często występuje po amputacji i wiąże się z tym, że nie można zaspokoić potrzeby podrapania się. Ale najbardziej niezwykłym przypadkiem cierpienia z powodu świądu była pacjentka znana jako „M”, trzydziestoletnia kobieta z Massachusetts, u której po ataku półpaśca pojawiło się nieznośne swędzenie w górnej części czoła. Było ono tak silne, że kobieta nie mogła sobie z nim poradzić i zdarła sobie kawałek skóry na głowie o średnicy ok. 3,5 cm. Nie pomagały na to żadne leki. Szczególnie intensywnie pocierała sobie to miejsce podczas snu – tak bardzo, że pewnego ranka obudziła się i poczuła, że ma na twarzy płyn mózgowo-rdzeniowy. Okazało się, że przebiła się przez kości czaszki i podrapała się we własny mózg. Dziś, kilkadziesiąt lat po tym, podobno jest w stanie poradzić sobie z drapaniem tak, by nie wyrządzić sobie poważnej krzywdy, ale świąd nigdy nie zniknął. Najdziwniejsze jest to, że zniszczyła sobie prawie wszystkie włókna nerwowe w tym skrawku skóry, ale wciąż odczuwa tam doprowadzający ją do szaleństwa świąd.

A taki grzyb odpowiedzialny za pleśniawki, Candida albicans, aż do lat 50. ub.w. znajdowany był tylko w ustach i narządach płciowych, ale teraz czasami atakuje też głębsze partie ciała, np. serce. Podobnie Cryptococcys gattii, o którym przez lata sądzono, że występuje tylko w Kolumbii Brytyjskiej, w Kanadzie, głównie na drzewach lub w otaczającej je glebie, ale nigdy nie zaszkodził człowiekowi. W 1999 r. nagle wzrosła wirulencja, czyli zjadliwość, drobnoustrojów, która wywołała poważne infekcje płuc i mózgu u kilku osób, w rozproszeniu, w zachodniej Kanadzie i USA. Trudno określić dokładną ich liczbę, ponieważ choroba ta często jest błędnie diagnozowana i, co warto zauważyć, nie jest zgłaszana w Kalifornii, jednym z głównym miejsc występowania. Od 1999 r. odnotowano ponad 300 przypadków w zachodniej Ameryce Północnej, z czego ok. 1/3 było śmiertelnych. Znacznie więcej danych zebrano na temat kokcydioidomikozy, choroby znanej jako gorączka dolinowa i występującej na prawie całym obszarze Kalifornii, Arizony i Nevady. Grzyb zaraża 10– 15 tys. osób rocznie i doprowadza do śmierci ok. 12 z nich. Żyje w glebie, a ludzi atakuje, gdy dochodzi do jej naruszenia, np. w wyniku trzęsień ziemi i burz piaskowych.

Teraz o połykaniu. W Pensylwanii, w Muzeum Müttera w College of Physicians of Philadelphia, znajduje się największy na świecie zbiór rzeczy, które ludzie połknęli przez przypadek lub w wyniku innych dziwnych działań. Wśród przedmiotów wydobytych z przełyku osób żywych lub martwych są zegarek na rękę, krucyfiks z koralikami różańca, miniaturowa lornetka, mała kłódka, zabawkowa trąbka, spory szpikulec do mięsa, zawór grzejnikowy, kilka łyżek, żeton do pokera i medalion z napisem (może odrobinę ironicznym): „Noś mnie na szczęście”. Sporo szczęścia miał inżynier Isambard Kingdom Brunel, gdy przypadkowo połknął monetę, która utknęła mu u wejścia do tchawicy (działo się to w 1843 r.). Nie pomogły ani trzymanie go za kostki i energiczne potrząsanie, podczas gdy wisiał głową w dół, ani tracheotomia (nacięcie w gardle) bez znieczulenia. Ocaliła go własna pomysłowość. Skonstruował urządzenie, na którym podwiesił się do góry nogami i obracał po szerokim łuku w nadziei, że siła odśrodkowa i grawitacja sprawią, że moneta wypadnie. I udało mu się!

Innym problemem, jaki może uprzykrzyć życie, jest jąkanie. Dotyczy 1% dorosłych i 4% dzieci. Z nieznanych powodów 80% osób nim dotkniętych stanowią mężczyźni. Częściej występuje wśród leworęcznych niż praworęcznych, zwłaszcza tych, którzy byli zmuszani do pisania prawą ręką. U wielu osób jąkanie ustaje, gdy wyśpiewują swoje wypowiedzi, mówią w obcym języku lub rozmawiają sami ze sobą. Większość uwalnia się od jąkania na koniec okresu młodzieńczego. Kobietom, jak się wydaje, przychodzi to łatwiej niż mężczyznom. Nie ma skutecznego sposobu na jąkanie. Johann Dieffenbach, jeden z najwybitniejszych niemieckich chirurgów XIX w., uważał, że ta dolegliwość zależy od mięśni, i był przekonany, iż można ją wyleczyć, wycinając niektóre z nich. Choć metoda ta była nieskuteczna, przez pewien czas stosowano ją powszechnie w Europie i USA. Wielu pacjentów zmarło, a wszyscy okropnie cierpieli.

***

Więcej o tajemnicach ciała w książce Billa Brysona „Ciało. Instrukcja dla użytkowników”, Zysk i S-ka, Poznań 2019.

01.01.2020 Numer 1/2020

Czytaj także

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną