technika
Autor: Wiesław B. Pietrzak | dodano: 2013-04-24
Wojny robotów

Żołnierzy z krwi i kości mogą wkrótce zastąpić wojownicy o kevlarowych pancerzach, posługujący się sztuczną inteligencją.

Pomysł, by roboty wyposażyć w prawdziwą broń, wzbudza obawy natury moralnej oraz strach przed nieznanym. Na jak daleko idącą niezależność można pozwolić myślącym maszynom? Czy samouczące się urządzenia mogą się wyrwać spod kontroli ludzi? Czy grożą nam wojny z robotami, tak jak w filmie „Terminator”? To wcale nie są pytania retoryczne. Na naszych oczach dokonuje się rewolucja w wojskowości – żołnierzy na polu walki coraz częściej zastępują roboty. Roboty pozbawione są ludzkich słabości i ograniczeń. Nie potrzebują pożywienia, odpoczynku ani snu, nie odczuwają strachu. Najważniejszy jest jednak fakt, że o ich „życie” nie trzeba się troszczyć tak jak o ludzkie.

Zrobotyzowane maszyny najpierw pojawiły się w przestworzach, gdzie nic nie zakłóca ich poruszania się, a ryzyko natknięcia się na przeszkodę jest minimalne. Pierwsze samoloty bez pilotów wykorzystywano do zadań obserwacyjno-szpiegowskich, a maszyny latały po wcześniej zaprogramowanej trasie. Z czasem, dzięki zebranym doświadczeniom, przyszła pora na latające roboty wyręczające ludzi w walce.

Pierwszy bojowy samolot bez pilota na pokładzie (bsl – bezzałogowy statek latający) przetestowano z potrzeby chwili, a eksperyment przeprowadziła CIA. Podczas operacji prowadzonych w Afganistanie i Pakistanie jej agenci wykorzystywali bezzałogowce (m.in. bsl Predator) do obserwacji terenu i wykrywania zagrożenia ze strony bojowników islamskich. Ktoś wpadł na pomysł uzbrojenia Predatorów w pociski rakietowe, aby samoloty te mogły reagować natychmiast po wykryciu przeciwnika. Idea sprawdziła się wyśmienicie. Uzbrojone ad hoc Predatory przenosiły zaledwie dwie rakiety, ale już skonstruowany na ich bazie Reaper był pierwszym bezzałogowcem typu hunter-killer. MQ-9 Reaper przenosi pod skrzydłami 14 rakiet Hellfire lub bomb Paveway i nie potrzebuje naprowadzania z samolotu zwiadowczego, gdyż sam jest wyposażony w radar, kamery i dalmierz laserowy.

Do tej pory, mimo iż samoloty wykonywały część zadania autonomicznie, stale nadzorował je człowiek – i to on autoryzował użycie broni. To jednak się zmienia – nadchodzą maszyny drugiej generacji, takie jak X-45C i X-47B. To najnowsze bojowe bezpilotowce, zdolne do samodzielnego podejmowania większości decyzji, projektowane już od początku do przenoszenia broni i budowane z wykorzystaniem technologii stealth. W przeciwieństwie do poprzedników nowe drony napędzane są silnikami odrzutowymi.

X-45C Phantom Ray, efekt wspólnego programu USAF, agencji zaawansowanych projektów obronnych DARPA i Boeinga, przypomina miniaturową wersję niewidzialnego bombowca B-2 i jest pierwszym bezzałogowym statkiem powietrznym od podstaw zaprojektowanym do prowadzenia powietrznych działań bojowych. Maszyna na bieżąco analizuje sytuację na polu bitwy i stosownie do niej podejmuje decyzję o sposobie, w jaki wykona zadanie. W X-45C zastosowano najnowsze rozwiązania techniki stealth, dzięki czemu będzie on mógł zaatakować wroga i oddalić się, unikając wykrycia przez radary. Na razie to tylko prototyp służący przetestowaniu wielu nowych rozwiązań, jednak Boeing wiele sobie po nim obiecuje.

Northrop Grumman i US Navy finansują wspólnie konstrukcję bombowca X-47B Pegasus. Prototyp lata całkowicie autonomicznie, człowiek planuje jedynie trasę lotu i wysyła maszynę w przestworza. Za resztę odpowiada program komputerowy, który prowadzi samolot z lotniskowca do celu i z powrotem, łącznie z lądowaniem. Trwające obecnie testy X-47B obejmują autonomiczne starty i lądowania oraz automatyczną wymianę danych pomiędzy dronem a okrętem. Na 2014 r. zaplanowano serię prób tankowania w powietrzu. Później nadejdzie czas na naukę samodzielnego wyboru celów i podejmowanie decyzji o ataku.

Taifun to pierwszy uderzeniowy bezpilotowiec produkcji niemieckiej. Właściwie jest to latający pocisk przeznaczony do poszukiwania i niszczenia szczególnie ważnych celów. Poruszany śmigłem 160-kilogramowy robot, szukając celu, przemieszcza się z prędkością 150 km/h (w locie nurkowym nawet 500 km/h). Jego śmiertelny ładunek to 12-kilogramowa głowica kumulacyjno-odłamkowa. Nadzór nad misją sprawuje trzech operatorów, a za ostateczny wybór celu odpowiada dowódca zespołu. Taifuna kieruje się ku wcześniej wykrytemu obiektowi lub też wydaje polecenie samoczynnego jego odszukania po wprowadzeniu odpowiedniego obrazu do pokładowej pamięci. Po wykryciu celu statek zawiadamia stację kontroli lotu, a jej dowódca uruchamia sekwencję ataku lub ponawia rozkaz poszukiwania.

Izraelski Harop to samobójczy bsl ze śmigłem w części ogonowej. Można wystrzeliwać go z dowolnej platformy: wyrzutni naziemnej, okrętu lub samolotu. Dron ważący 23 kg jest w stanie dyżurować w powietrzu przez sześć godzin. Pierwotnie przeznaczony był do niszczenia stacji radiolokacyjnych – po wykryciu wrogiej emisji miał się kierować w stronę źródła sygnału i niszczyć radar przenoszonym ładunkiem wybuchowym. Obecnie, po wyposażeniu w głowicę elektrooptyczną, Haropa można naprowadzać ze stanowiska naziemnego na dowolny cel.

W ogniu walki

Rozwiązania techniczne są już na tyle zaawansowane, że wykorzystanie bezpilotowców uwzględniają w doktrynach wojennych kolejne państwa. Maszyny, w których nie ma pilota, będzie można bez skrupułów posyłać przed samolotami załogowymi. Podstawowym zadaniem bezpilotowców będzie więc zapewne niszczenie wyrzutni rakiet i stacji radiolokacyjnych.

Skomputeryzowane bsl przenosić będą także coraz „inteligentniejszą” broń. Na ich pokładach znajdą się bomby samoczynnie kierujące się na cel, np. bomby SDB, z korpusem wykonanym z utwardzonej stali węglowej, co umożliwia im wejście w żelbeton na głębokość 1,8 m. Bomba kieruje się nad cel, korzystając najpierw z różnicowego GPS, a w drugiej fazie lotu z głowicy samonaprowadzającej z lokalizatorem laserowym (to tzw. ladar lub lidar, czyli laserowy radar) lub radarem milimetrowym. Dokładność naprowadzania jest na tyle wysoka, że bomba trafia nie dalej niż 3 m od wyznaczonego punktu. Dzięki dołączanym rozkładanym skrzydłom SDB szybują na odległość ponad 90 km. Jeden ze wspomnianych już dronów nowej generacji, X-45C, może przenosić osiem takich bomb.

Do niszczenia obiektów mobilnych autonomiczne bezzałogowce będą też wykorzystywać samonaprowadzające się pociski z elektroniczną pamięcią. W tej roli mogą wystąpić: Northrop Grumman Viper Strike i Lockheed Martin Vought Systems LOCAAS.

Viper Strike to bomba szybująca, potrafiąca uwzględnić ukształtowanie terenu i odpowiednio do niego dostosować tor swojego lotu. Zrzucana kilkanaście kilometrów od celu, dzięki nawigacji satelitarnej GPS oraz celownikowi laserowemu, uderza bardzo precyzyjnie. Niewielka głowica bojowa pozwala na ograniczenie liczby potencjalnych ofiar wśród cywilów. 38-kilogramowy LOCAAS odbywa lot po zaprogramowanej wstępnie trasie na wysokości 250 m, wyszukując wyrzutni rakiet balistycznych, stacji radarowych, czołgów, transporterów. Oprogramowanie zainstalowane w systemie samonaprowadzania powoduje, że samoczynnie wybierany jest najważniejszy cel z wykazu wprowadzonego do pamięci pocisku przed lotem. Jeżeli nie odnajdzie on celu w ciągu pół godziny, ulega samozniszczeniu.

Zawsze spadają na cztery koła

Robotyzacja w lotnictwie rozwija się znakomicie, ale terenu nie zdobywa się samolotami – do tego potrzebni są żołnierze i wspierające ich pojazdy. Tu także roboty zyskują na znaczeniu.

Pierwsze współczesne wojskowe roboty lądowe służyły przede wszystkim do rozbrajania pól minowych. W czasie wojny na Bałkanach armia amerykańska stosowała dwa ich typy. Pierwszy, Pantera, powstał ze zdalnie sterowanego podwozia czołgu M60 i przyczepionych do niego walców detonujących miny przeciwczołgowe. Wieżę z działem zastąpiono w nim kamerą wideo. Za pomocą zdalnego sterowania można było z łatwością przejść Panterą przez zaminowany teren, czyszcząc jednorazowo pas o szerokości 5 m.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 05/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2018
06/2018
Kalendarium
Lipiec
16
W 1969 r. z Przylądka Canaveral na Florydzie wystrzelono statek kosmiczny Apollo 11 z pierwszą misją załogową na Księżyc.
Warto przeczytać
Mechanika kwantowa jest piękną, precyzyjną i logiczną konstrukcją matematyczną, doskonale opisująca Naturę. Z tym że właściwie nikt nie wie, jak należy ją rozumieć.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Wiesław B. Pietrzak | dodano: 2013-04-24
Wojny robotów

Żołnierzy z krwi i kości mogą wkrótce zastąpić wojownicy o kevlarowych pancerzach, posługujący się sztuczną inteligencją.

Pomysł, by roboty wyposażyć w prawdziwą broń, wzbudza obawy natury moralnej oraz strach przed nieznanym. Na jak daleko idącą niezależność można pozwolić myślącym maszynom? Czy samouczące się urządzenia mogą się wyrwać spod kontroli ludzi? Czy grożą nam wojny z robotami, tak jak w filmie „Terminator”? To wcale nie są pytania retoryczne. Na naszych oczach dokonuje się rewolucja w wojskowości – żołnierzy na polu walki coraz częściej zastępują roboty. Roboty pozbawione są ludzkich słabości i ograniczeń. Nie potrzebują pożywienia, odpoczynku ani snu, nie odczuwają strachu. Najważniejszy jest jednak fakt, że o ich „życie” nie trzeba się troszczyć tak jak o ludzkie.

Zrobotyzowane maszyny najpierw pojawiły się w przestworzach, gdzie nic nie zakłóca ich poruszania się, a ryzyko natknięcia się na przeszkodę jest minimalne. Pierwsze samoloty bez pilotów wykorzystywano do zadań obserwacyjno-szpiegowskich, a maszyny latały po wcześniej zaprogramowanej trasie. Z czasem, dzięki zebranym doświadczeniom, przyszła pora na latające roboty wyręczające ludzi w walce.

Pierwszy bojowy samolot bez pilota na pokładzie (bsl – bezzałogowy statek latający) przetestowano z potrzeby chwili, a eksperyment przeprowadziła CIA. Podczas operacji prowadzonych w Afganistanie i Pakistanie jej agenci wykorzystywali bezzałogowce (m.in. bsl Predator) do obserwacji terenu i wykrywania zagrożenia ze strony bojowników islamskich. Ktoś wpadł na pomysł uzbrojenia Predatorów w pociski rakietowe, aby samoloty te mogły reagować natychmiast po wykryciu przeciwnika. Idea sprawdziła się wyśmienicie. Uzbrojone ad hoc Predatory przenosiły zaledwie dwie rakiety, ale już skonstruowany na ich bazie Reaper był pierwszym bezzałogowcem typu hunter-killer. MQ-9 Reaper przenosi pod skrzydłami 14 rakiet Hellfire lub bomb Paveway i nie potrzebuje naprowadzania z samolotu zwiadowczego, gdyż sam jest wyposażony w radar, kamery i dalmierz laserowy.

Do tej pory, mimo iż samoloty wykonywały część zadania autonomicznie, stale nadzorował je człowiek – i to on autoryzował użycie broni. To jednak się zmienia – nadchodzą maszyny drugiej generacji, takie jak X-45C i X-47B. To najnowsze bojowe bezpilotowce, zdolne do samodzielnego podejmowania większości decyzji, projektowane już od początku do przenoszenia broni i budowane z wykorzystaniem technologii stealth. W przeciwieństwie do poprzedników nowe drony napędzane są silnikami odrzutowymi.

X-45C Phantom Ray, efekt wspólnego programu USAF, agencji zaawansowanych projektów obronnych DARPA i Boeinga, przypomina miniaturową wersję niewidzialnego bombowca B-2 i jest pierwszym bezzałogowym statkiem powietrznym od podstaw zaprojektowanym do prowadzenia powietrznych działań bojowych. Maszyna na bieżąco analizuje sytuację na polu bitwy i stosownie do niej podejmuje decyzję o sposobie, w jaki wykona zadanie. W X-45C zastosowano najnowsze rozwiązania techniki stealth, dzięki czemu będzie on mógł zaatakować wroga i oddalić się, unikając wykrycia przez radary. Na razie to tylko prototyp służący przetestowaniu wielu nowych rozwiązań, jednak Boeing wiele sobie po nim obiecuje.

Northrop Grumman i US Navy finansują wspólnie konstrukcję bombowca X-47B Pegasus. Prototyp lata całkowicie autonomicznie, człowiek planuje jedynie trasę lotu i wysyła maszynę w przestworza. Za resztę odpowiada program komputerowy, który prowadzi samolot z lotniskowca do celu i z powrotem, łącznie z lądowaniem. Trwające obecnie testy X-47B obejmują autonomiczne starty i lądowania oraz automatyczną wymianę danych pomiędzy dronem a okrętem. Na 2014 r. zaplanowano serię prób tankowania w powietrzu. Później nadejdzie czas na naukę samodzielnego wyboru celów i podejmowanie decyzji o ataku.

Taifun to pierwszy uderzeniowy bezpilotowiec produkcji niemieckiej. Właściwie jest to latający pocisk przeznaczony do poszukiwania i niszczenia szczególnie ważnych celów. Poruszany śmigłem 160-kilogramowy robot, szukając celu, przemieszcza się z prędkością 150 km/h (w locie nurkowym nawet 500 km/h). Jego śmiertelny ładunek to 12-kilogramowa głowica kumulacyjno-odłamkowa. Nadzór nad misją sprawuje trzech operatorów, a za ostateczny wybór celu odpowiada dowódca zespołu. Taifuna kieruje się ku wcześniej wykrytemu obiektowi lub też wydaje polecenie samoczynnego jego odszukania po wprowadzeniu odpowiedniego obrazu do pokładowej pamięci. Po wykryciu celu statek zawiadamia stację kontroli lotu, a jej dowódca uruchamia sekwencję ataku lub ponawia rozkaz poszukiwania.

Izraelski Harop to samobójczy bsl ze śmigłem w części ogonowej. Można wystrzeliwać go z dowolnej platformy: wyrzutni naziemnej, okrętu lub samolotu. Dron ważący 23 kg jest w stanie dyżurować w powietrzu przez sześć godzin. Pierwotnie przeznaczony był do niszczenia stacji radiolokacyjnych – po wykryciu wrogiej emisji miał się kierować w stronę źródła sygnału i niszczyć radar przenoszonym ładunkiem wybuchowym. Obecnie, po wyposażeniu w głowicę elektrooptyczną, Haropa można naprowadzać ze stanowiska naziemnego na dowolny cel.

W ogniu walki

Rozwiązania techniczne są już na tyle zaawansowane, że wykorzystanie bezpilotowców uwzględniają w doktrynach wojennych kolejne państwa. Maszyny, w których nie ma pilota, będzie można bez skrupułów posyłać przed samolotami załogowymi. Podstawowym zadaniem bezpilotowców będzie więc zapewne niszczenie wyrzutni rakiet i stacji radiolokacyjnych.

Skomputeryzowane bsl przenosić będą także coraz „inteligentniejszą” broń. Na ich pokładach znajdą się bomby samoczynnie kierujące się na cel, np. bomby SDB, z korpusem wykonanym z utwardzonej stali węglowej, co umożliwia im wejście w żelbeton na głębokość 1,8 m. Bomba kieruje się nad cel, korzystając najpierw z różnicowego GPS, a w drugiej fazie lotu z głowicy samonaprowadzającej z lokalizatorem laserowym (to tzw. ladar lub lidar, czyli laserowy radar) lub radarem milimetrowym. Dokładność naprowadzania jest na tyle wysoka, że bomba trafia nie dalej niż 3 m od wyznaczonego punktu. Dzięki dołączanym rozkładanym skrzydłom SDB szybują na odległość ponad 90 km. Jeden ze wspomnianych już dronów nowej generacji, X-45C, może przenosić osiem takich bomb.

Do niszczenia obiektów mobilnych autonomiczne bezzałogowce będą też wykorzystywać samonaprowadzające się pociski z elektroniczną pamięcią. W tej roli mogą wystąpić: Northrop Grumman Viper Strike i Lockheed Martin Vought Systems LOCAAS.

Viper Strike to bomba szybująca, potrafiąca uwzględnić ukształtowanie terenu i odpowiednio do niego dostosować tor swojego lotu. Zrzucana kilkanaście kilometrów od celu, dzięki nawigacji satelitarnej GPS oraz celownikowi laserowemu, uderza bardzo precyzyjnie. Niewielka głowica bojowa pozwala na ograniczenie liczby potencjalnych ofiar wśród cywilów. 38-kilogramowy LOCAAS odbywa lot po zaprogramowanej wstępnie trasie na wysokości 250 m, wyszukując wyrzutni rakiet balistycznych, stacji radarowych, czołgów, transporterów. Oprogramowanie zainstalowane w systemie samonaprowadzania powoduje, że samoczynnie wybierany jest najważniejszy cel z wykazu wprowadzonego do pamięci pocisku przed lotem. Jeżeli nie odnajdzie on celu w ciągu pół godziny, ulega samozniszczeniu.

Zawsze spadają na cztery koła

Robotyzacja w lotnictwie rozwija się znakomicie, ale terenu nie zdobywa się samolotami – do tego potrzebni są żołnierze i wspierające ich pojazdy. Tu także roboty zyskują na znaczeniu.

Pierwsze współczesne wojskowe roboty lądowe służyły przede wszystkim do rozbrajania pól minowych. W czasie wojny na Bałkanach armia amerykańska stosowała dwa ich typy. Pierwszy, Pantera, powstał ze zdalnie sterowanego podwozia czołgu M60 i przyczepionych do niego walców detonujących miny przeciwczołgowe. Wieżę z działem zastąpiono w nim kamerą wideo. Za pomocą zdalnego sterowania można było z łatwością przejść Panterą przez zaminowany teren, czyszcząc jednorazowo pas o szerokości 5 m.