ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-04-24
Kosmiczne stacje polarne

Gdzie na świecie znajdują się najbardziej ekstremalne budynki? Tam, gdzie panują szczególnie ekstremalne warunki do życia – na obszarach polarnych.

Pierwszą stałą budowlę na Antarktydzie zbudowali uczestnicy wyprawy kierowanej przez norweskiego polarnika Carstena Borchgrevinka. W 1899 r. postawili dwie chaty na wąskim półwyspie Adare, wyglądającym jak palec wymierzony w odległą o 2 tys. km Nową Zelandię. Borchgrevink i jego ludzie przywieźli ze sobą sosnowe panele, by złożyć z nich domy. Byli pierwszymi ludźmi, którzy przezimowali na Antarktydzie. Kontynent opuścili w marcu 1900 r. Ich chaty stoją do dziś na półwyspie Adare, co świadczy o mistrzostwie budowniczych – cieśli z miasteczka Strømmen pod Oslo.

Przenośne moduły

Od tamtych czasów minęło ponad 100 lat. W XX w. na Antarktydzie założono kilka tuzinów baz polarnych – część na kontynencie, część na sąsiadujących z nim archipelagach. W ciągu lata liczba mieszkańców Białego Lądu wzrasta do 3–4 tys., zimą zmniejsza się do mniej niż 500. Większość stacji antarktycznych liczy 20–30 lat, jednak wciąż powstają nowe. Te wzniesione w kilku ostatnich latach to prawdzie cuda techniki i architektury polarnej. Oferują pracującym w nich ludziom komfort, o którym Borchgrevink i jego ludzie nie mogli nawet marzyć.

Zbudowane na końcu świata budowle są niczym olbrzymie, samotne bazy kosmiczne. Niektóre z nich nawet tak wyglądają. Najnowszym, niezwykłym przykładem jest otwarta przez Brytyjczyków w lutym tego roku supernowoczesna stacja polarna Halley VI. Z daleka przypomina podzieloną na wiele segmentów gąsienicę. Latem jej wnętrze mieści 70 osób, zimą – kilkanaście. Twórcy czerpali inspirację z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, także składającej się z modułów.

Halley VI powstała w wyniku konkursu ogłoszonego w połowie ubiegłego dziesięciolecia przez Brytyjską Służbę Antarktyczną (BAS). Stacja miała być: ekologiczna, wygodna i niezawodna. Wygrało londyńskie biuro architektoniczne Hugh Broughton Architects. Zwycięski projekt zakładał, że Halley VI będzie się składać z ośmiu członów stojących na stalowych nogach, do których zostaną doczepione olbrzymie płozy. Dzięki temu poszczególne segmenty stacji będą mogły przesuwać się po lodzie niczym sanki i łączyć w dowolne konfiguracje.

Rok temu stacja była już prawie gotowa, musiała jednak zdać najtrudniejszy test – przetrwać samodzielnie surową antarktyczną zimę. Grupa wybrańców sprawdzała, jak wszystkie systemy i urządzenia radzą sobie z temperaturami spadającymi poniżej –50°C i wichurami regularnie przekraczającymi 100 km/h. Test wypadł doskonale. Pierwsza na Antarktydzie mobilna stacja polarna to nie widzimisię badaczy, lecz konieczność. Halley VI stoi nie na twardej skale, lecz na lodowcu szelfowym unoszącym się na wodzie. Choć ma on grubość 200 m, jest niestabilny – pęka i przesuwa się z prędkością 400 m na rok.

Brytyjczycy po raz pierwszy pojawili się tu w 1956 r. podczas Międzynarodowego Roku Geofizycznego. Założyli niewielką bazę, którą po kilkunastu latach zasypał śnieg. Na jej miejscu zbudowali kolejną. Taka sytuacja powtarzała się czterokrotnie. W 1992 r. ustawiono stację oznaczoną numerem V. Już dekadę później lód pod nią zaczął się kruszyć. Ponieważ nie miała płozów, nie można jej było przesunąć w nowe miejsce. Wtedy zapadła decyzja o budowie kolejnej, szóstej stacji.

Halley VI ma łącznie 1510 m2 powierzchni użytkowej. Składa się z modułu centralnego liczącego 480 m2 i siedmiu modułów mieszkalno-badawczych mających po 152 m2. W każdym takim segmencie znajdują się pokoje do spania, laboratoria, jest też sieć komputerowa i centralka do łączności z bazą. Po podłączeniu do małego bloku technicznego, w którym umieszczono m.in. generator prądu, a także szambo gromadzące i częściowo oczyszczające ścieki, poszczególne moduły mogą funkcjonować niezależnie od siebie.

Nowa baza ma posłużyć 20 lat. Jeśli lód pod nią zrobi się niestabilny, zostanie przepchnięta w bezpieczniejsze miejsce. Gdyby z jakichś względów wymagała podzielenia na dwie mniejsze, wtedy ciągnik w parę tygodni upora się z zadaniem. Moduły z podpiętymi nartami powędrują po lodzie wraz z naukowcami.

Jednak na co dzień Halley VI będzie tworzyć całość skupioną wokół największego modułu centralnego. Waży on 120 ton i jest podzielony na dwa piętra. Znajduje się tu centrum dowodzenia bazą polarną i sala konferencyjna. Tu również umieszczono jadalnię, siłownię, gabinet lekarski oraz salę do spotkań towarzyskich. Zaprojektowano nawet salę do światłoterapii i małą oranżerię. Wszystko po to, by w tym odizolowanym od świata miejscu ludzie czuli się jak najlepiej.

Tymczasem firma architektoniczna Hugh Broughton wygrywa kolejne konkursy na bazy polarne. Dwa lata temu Hiszpanie wybrali jej projekt, by stworzyć stację im. Juana Carlosa I na Wyspie Livingstone’a, w archipelagu Szetlandów Południowych. W ubiegłym roku tej samej pracowni zaufali też Amerykanie, powierzając jej zaprojektowanie całorocznego obserwatorium meteorologicznego. Już niedługo ma ono stanąć w najwyższym punkcie lądolodu grenlandzkiego zwanym Summit Station znajdującym się na wysokości 3225 m n.p.m. Zimą temperatury spadają tu do –60°C. Konstrukcja, ustawiona na szczudłowatych nogach i podobna do małej bazy kosmicznej, ma być gotowa w 2015 r.

Gigant i latający talerz

Wróćmy na Antarktydę. Kosmiczne inspiracje wykorzystano już przy budowie niemieckiej stacji Neumayer III, oddanej do użytku w 2009 r. Podobnie jak Halley VI stoi ona na lodowcu szelfowym, który unosi się na wodzie i powoli przesuwa ku oceanowi. Podczas projektowania tej olbrzymiej bazy, składającej się z ponad setki pomieszczeń o łącznej powierzchni 1800 m2, skorzystano z wyników projektu SpaceHouse prowadzonego przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Jego celem było opracowanie koncepcji siedziby ludzkiej, która mogłaby stanąć na innym globie. Pomysł następnie zmodyfikowano do warunków ziemskich, najpierw projektując dom odporny na wstrząsy sejsmiczne, a potem bazę antarktyczną.

 Kosmiczne skojarzenia budzi też belgijska stacja im. Księżniczki Elżbiety. Usadowiona jest na grani granitowego grzbietu wystającego ponad lądolód Antarktydy Wschodniej. Przypomina latający talerz Marsjan. Przed porywami wiatru osiągającymi prędkość 300 km/h osłania ją specjalny pancerz. On też nie dopuszcza do ucieczki ciepła. Stacja jest samowystarczalna energetycznie dzięki ogniwom fotowoltaicznym, kilkunastu wiatrakom oraz inteligentnemu systemowi zarządzania energią. W komfortowych warunkach może tu mieszkać 20–30 osób. Równie dobrze mogłaby stać na Księżycu.

To samo dotyczy francusko-włoskiej Concordii, zbudowanej we wnętrzu Antarktydy, w odległości ponad 1000 km od oceanu. Stoi ona na wysokości ponad 3 km n.p.m. To jedno z najchłodniejszych miejsc na Ziemi. Zanotowano tu –84°C. Od 2005 r. w Concordii zimuje co roku 15 naukowców – przez 10 miesięcy w roku odizolowanych od świata i zdanych tylko na siebie. ESA prowadzi tu wiele badań medycznych i psychologicznych, których wyniki zamierza wykorzystać podczas planowania przyszłej misji marsjańskiej. Architektura arktyczna wkroczyła w XXI w. – i stała się poletkiem doświadczalnym dla architektury kosmicznej.       

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 05/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
03/2020
02/2020
Kalendarium
Luty
21
W 1936 r. uruchomiono kolej linową na Kasprowy Wierch
Warto przeczytać
Firma Topf & Söhne produkuje urządzenia browarnicze i krematoria, a także instalacje do komór gazowych. Jej klientami są browary w wielu krajach na całym świecie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-04-24
Kosmiczne stacje polarne

Gdzie na świecie znajdują się najbardziej ekstremalne budynki? Tam, gdzie panują szczególnie ekstremalne warunki do życia – na obszarach polarnych.

Pierwszą stałą budowlę na Antarktydzie zbudowali uczestnicy wyprawy kierowanej przez norweskiego polarnika Carstena Borchgrevinka. W 1899 r. postawili dwie chaty na wąskim półwyspie Adare, wyglądającym jak palec wymierzony w odległą o 2 tys. km Nową Zelandię. Borchgrevink i jego ludzie przywieźli ze sobą sosnowe panele, by złożyć z nich domy. Byli pierwszymi ludźmi, którzy przezimowali na Antarktydzie. Kontynent opuścili w marcu 1900 r. Ich chaty stoją do dziś na półwyspie Adare, co świadczy o mistrzostwie budowniczych – cieśli z miasteczka Strømmen pod Oslo.

Przenośne moduły

Od tamtych czasów minęło ponad 100 lat. W XX w. na Antarktydzie założono kilka tuzinów baz polarnych – część na kontynencie, część na sąsiadujących z nim archipelagach. W ciągu lata liczba mieszkańców Białego Lądu wzrasta do 3–4 tys., zimą zmniejsza się do mniej niż 500. Większość stacji antarktycznych liczy 20–30 lat, jednak wciąż powstają nowe. Te wzniesione w kilku ostatnich latach to prawdzie cuda techniki i architektury polarnej. Oferują pracującym w nich ludziom komfort, o którym Borchgrevink i jego ludzie nie mogli nawet marzyć.

Zbudowane na końcu świata budowle są niczym olbrzymie, samotne bazy kosmiczne. Niektóre z nich nawet tak wyglądają. Najnowszym, niezwykłym przykładem jest otwarta przez Brytyjczyków w lutym tego roku supernowoczesna stacja polarna Halley VI. Z daleka przypomina podzieloną na wiele segmentów gąsienicę. Latem jej wnętrze mieści 70 osób, zimą – kilkanaście. Twórcy czerpali inspirację z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, także składającej się z modułów.

Halley VI powstała w wyniku konkursu ogłoszonego w połowie ubiegłego dziesięciolecia przez Brytyjską Służbę Antarktyczną (BAS). Stacja miała być: ekologiczna, wygodna i niezawodna. Wygrało londyńskie biuro architektoniczne Hugh Broughton Architects. Zwycięski projekt zakładał, że Halley VI będzie się składać z ośmiu członów stojących na stalowych nogach, do których zostaną doczepione olbrzymie płozy. Dzięki temu poszczególne segmenty stacji będą mogły przesuwać się po lodzie niczym sanki i łączyć w dowolne konfiguracje.

Rok temu stacja była już prawie gotowa, musiała jednak zdać najtrudniejszy test – przetrwać samodzielnie surową antarktyczną zimę. Grupa wybrańców sprawdzała, jak wszystkie systemy i urządzenia radzą sobie z temperaturami spadającymi poniżej –50°C i wichurami regularnie przekraczającymi 100 km/h. Test wypadł doskonale. Pierwsza na Antarktydzie mobilna stacja polarna to nie widzimisię badaczy, lecz konieczność. Halley VI stoi nie na twardej skale, lecz na lodowcu szelfowym unoszącym się na wodzie. Choć ma on grubość 200 m, jest niestabilny – pęka i przesuwa się z prędkością 400 m na rok.

Brytyjczycy po raz pierwszy pojawili się tu w 1956 r. podczas Międzynarodowego Roku Geofizycznego. Założyli niewielką bazę, którą po kilkunastu latach zasypał śnieg. Na jej miejscu zbudowali kolejną. Taka sytuacja powtarzała się czterokrotnie. W 1992 r. ustawiono stację oznaczoną numerem V. Już dekadę później lód pod nią zaczął się kruszyć. Ponieważ nie miała płozów, nie można jej było przesunąć w nowe miejsce. Wtedy zapadła decyzja o budowie kolejnej, szóstej stacji.

Halley VI ma łącznie 1510 m2 powierzchni użytkowej. Składa się z modułu centralnego liczącego 480 m2 i siedmiu modułów mieszkalno-badawczych mających po 152 m2. W każdym takim segmencie znajdują się pokoje do spania, laboratoria, jest też sieć komputerowa i centralka do łączności z bazą. Po podłączeniu do małego bloku technicznego, w którym umieszczono m.in. generator prądu, a także szambo gromadzące i częściowo oczyszczające ścieki, poszczególne moduły mogą funkcjonować niezależnie od siebie.

Nowa baza ma posłużyć 20 lat. Jeśli lód pod nią zrobi się niestabilny, zostanie przepchnięta w bezpieczniejsze miejsce. Gdyby z jakichś względów wymagała podzielenia na dwie mniejsze, wtedy ciągnik w parę tygodni upora się z zadaniem. Moduły z podpiętymi nartami powędrują po lodzie wraz z naukowcami.

Jednak na co dzień Halley VI będzie tworzyć całość skupioną wokół największego modułu centralnego. Waży on 120 ton i jest podzielony na dwa piętra. Znajduje się tu centrum dowodzenia bazą polarną i sala konferencyjna. Tu również umieszczono jadalnię, siłownię, gabinet lekarski oraz salę do spotkań towarzyskich. Zaprojektowano nawet salę do światłoterapii i małą oranżerię. Wszystko po to, by w tym odizolowanym od świata miejscu ludzie czuli się jak najlepiej.

Tymczasem firma architektoniczna Hugh Broughton wygrywa kolejne konkursy na bazy polarne. Dwa lata temu Hiszpanie wybrali jej projekt, by stworzyć stację im. Juana Carlosa I na Wyspie Livingstone’a, w archipelagu Szetlandów Południowych. W ubiegłym roku tej samej pracowni zaufali też Amerykanie, powierzając jej zaprojektowanie całorocznego obserwatorium meteorologicznego. Już niedługo ma ono stanąć w najwyższym punkcie lądolodu grenlandzkiego zwanym Summit Station znajdującym się na wysokości 3225 m n.p.m. Zimą temperatury spadają tu do –60°C. Konstrukcja, ustawiona na szczudłowatych nogach i podobna do małej bazy kosmicznej, ma być gotowa w 2015 r.

Gigant i latający talerz

Wróćmy na Antarktydę. Kosmiczne inspiracje wykorzystano już przy budowie niemieckiej stacji Neumayer III, oddanej do użytku w 2009 r. Podobnie jak Halley VI stoi ona na lodowcu szelfowym, który unosi się na wodzie i powoli przesuwa ku oceanowi. Podczas projektowania tej olbrzymiej bazy, składającej się z ponad setki pomieszczeń o łącznej powierzchni 1800 m2, skorzystano z wyników projektu SpaceHouse prowadzonego przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Jego celem było opracowanie koncepcji siedziby ludzkiej, która mogłaby stanąć na innym globie. Pomysł następnie zmodyfikowano do warunków ziemskich, najpierw projektując dom odporny na wstrząsy sejsmiczne, a potem bazę antarktyczną.

 Kosmiczne skojarzenia budzi też belgijska stacja im. Księżniczki Elżbiety. Usadowiona jest na grani granitowego grzbietu wystającego ponad lądolód Antarktydy Wschodniej. Przypomina latający talerz Marsjan. Przed porywami wiatru osiągającymi prędkość 300 km/h osłania ją specjalny pancerz. On też nie dopuszcza do ucieczki ciepła. Stacja jest samowystarczalna energetycznie dzięki ogniwom fotowoltaicznym, kilkunastu wiatrakom oraz inteligentnemu systemowi zarządzania energią. W komfortowych warunkach może tu mieszkać 20–30 osób. Równie dobrze mogłaby stać na Księżycu.

To samo dotyczy francusko-włoskiej Concordii, zbudowanej we wnętrzu Antarktydy, w odległości ponad 1000 km od oceanu. Stoi ona na wysokości ponad 3 km n.p.m. To jedno z najchłodniejszych miejsc na Ziemi. Zanotowano tu –84°C. Od 2005 r. w Concordii zimuje co roku 15 naukowców – przez 10 miesięcy w roku odizolowanych od świata i zdanych tylko na siebie. ESA prowadzi tu wiele badań medycznych i psychologicznych, których wyniki zamierza wykorzystać podczas planowania przyszłej misji marsjańskiej. Architektura arktyczna wkroczyła w XXI w. – i stała się poletkiem doświadczalnym dla architektury kosmicznej.