wszechświat
Autor: Weronika Śliwa | dodano: 2012-06-05
Porządki w układzie

Sierpniowa decyzja Międzynarodowej Unii Astronomicznej spowoduje zmiany podręczników i encyklopedii oraz... rozłam w społeczności astrologów.

Planeta jaka jest, każdy widzi. Tak przynajmniej było do 1781 roku, kiedy do grona obiegających Słońce, znanych od starożytności globów - Merkurego, Wenus, Ziemi, Marsa, Jowisza i Saturna - dołączył Uran. Po jakimś czasie, 1 stycznia 1801 roku, odkryto kolejną, ósmą planetę. Była nią Ceres, niemal tysiąckilometrowy obiekt, którego orbita mieści się pomiędzy torami Marsa i Jowisza. Układ Słoneczny wydawał się wówczas w pełni zbadany. W dodatku znane planety idealnie spełniały regułę Titusa-Bodego, empiryczne prawo opisujące ich odległość od Słońca. Na cześć obu nowych planet nazwano właśnie odkryte pierwiastki: uran i cer (ten zwyczaj stał się zresztą później tradycją). Komplikacje pojawiły się wraz z odkryciem kolejnych ciał zbliżonych orbitą do Ceres. I choć z rozpędu miano planety i kolejny pierwiastek dostały się też Pallas, już w połowie XIX wieku oba ciała utraciły swój status. Ósmą planetą ostatecznie został odkryty w 1846 roku Neptun. Do jego znalezienia przyczyniła się analiza zakłóceń, jakie wprowa- dzał do ruchu Urana.

Problemy z dziewiątką

Wkrótce okazało się, że i ruch Neptuna podlega jakimś tajemniczym zakłóceniom. Reszta wieku XIX i początek wieku XX upłynęły pod znakiem poszukiwań planety transneptunowej. Ale dopiero w 1930 roku, w miejscu wskazanym przez Percivala Lowella, Clyde Tombaugh odkrył kolejną, dziewiątą planetę Układu Słonecznego -Plutona. Jego odnale- zienie wydawało się rozwiązywać wszelkie zagadki. Niestety, nie na długo.

Wkrótce okazało się, że i orbita Plutona jest zakłócana przez jakieś inne ciała. Co więcej, obecnością samego Plutona, zbyt małego i lekkiego, nie da się wyjaśnić zakłócenia ruchu znacznie potężniejszych Neptuna i Urana. Wielu astro- nomów było skłonnych uznać odkrycie Plutona za zwykły przypadek. Znalezienie kolejnej masywnej, dziesiątej planety Układu Słonecznego, planety X, wydawało się kwestią czasu. Tymczasem dwudziesty wiek upływał, doskonaliły się metody badawcze, powstawały coraz potężniejsze teleskopy, a transplutonowa planeta wciąż pozostawała w sferze domysłów i przypuszczeń.

Pas planet?

W 1951 roku holenderski astronom Gerard Kuiper wystąpił z hipotezą, że gdzieś za orbitą Neptuna istnieje pas drobnych ciał, skał i lodowych planetoid, odpadków z okresu powstawania Układu Słonecznego. Z tego pasa miałyby też pochodzić niektóre krótkookresowe komety. Obecnie znamy ponad 1000 obiektów z pasa Kuipera. Astronomowie uważają, że rozciąga się on w odległości od 30 do 50 j.a. od Słońca. Większość to stosunkowo niewielkie, skalisto-lodowe bryły, ale o ich cechach charakterystycznych na podstawie naziemnych obserwacji niewiele da się powiedzieć. Niektóre tworzą układy podwójne lub nawet wielokrotne. Od czasu odkrycia pasa Kuipera w społeczności astronomów coraz częściej pojawiały się postulaty zdegradowania Plutona z pozycji planety do roli największego ze znanych obiektów pasa. Wzmogły się one jeszcze po zeszłorocznym odkryciu 2003 UB313 - obiektu, którego rozmiary z pewnością przewyższają plutonowe. Czy odnaleziono kolejną, dziesiątą planetę i należy czekać na następne odkrycia w pasie Kuipera? A może zdetronizować Plutona i inne niewielkie, lodowo-skalne globy? Wahania trwały kilka lat.

Planeta na miarę

Porządek w Układzie Słonecznym zaprowadzono dopiero w tym roku na sierpniowym posiedzeniu Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Po długich i burzliwych obradach ustalono definicję "klasycznej" planety naszego układu, a do astronomicznej nomen- klatury wprowadzono nową kategorię planet karłowatych, niebędących jednak formalnie planetami. Zgodnie z ustaleniami za planetę będzie się uważało okrążające Słońce ciało o masie wystarczającej, aby pod wpływem własnej grawitacji przybrało kształt zbliżony do kuli.

W przypadku obiektów o typowej dla planet gęstości oznacza to masę około 5•1020 kg i średnicę co najmniej 800 km. Dodatkowy, wprowadzony w ostatniej chwili warunek wymaga, aby planeta była w stanie "wyczyścić" okolice swej orbity z innych ciał. O ile pierwszą część warunków spełniają w naszym układzie zarówno znane dotąd planety (wraz z Plutonem), jak i Ceres, 2003 UB313 i najprawdopodobniej kilka innych obiektów, o tyle ostatnie zastrzeżenie Unii wyklucza z planetarnego grona wszystkie globy poza Merkurym, Wenus, Ziemią, Marsem, Jowiszem, Saturnem, Uranem i Neptunem. Na osłodę po stracie Plutona Unia wprowadziła do astronomicznej nomenklatury nową kategorię planet, a mianowicie planety karłowate, które spełniają tylko dwa pierwsze punkty definicji planety: krążą wokół Słońca i są dostatecznie masywne, aby przybrać kształt kulisty. Takimi planetami-karzełkami są więc z pewnością Pluton, 2003 UB313 i... Ceres, która po niemal dwóch wiekach degradacji doczekała się tej, wprawdzie niepełnej, rehabilitacji. Planet karłowatych z pewnością będzie jednak więcej: w kolejce na dokładniejsze ustalenie rozmiarów i kształtu czekają już największe planetoidy: Westa, Pallas i Hygieja, a także Sedna, Quaoar i kilka innych obiektów z pasa Kuipera.

Walka o Plutona

Choć lista planet według nowej rozszerzonej definicji może się wkrótce znacząco powiększyć, jedno pozostaje faktem: prawdziwych, klasycznych planet mamy od sierpnia tylko osiem. Detronizacja Plutona spowodowała nie tylko konieczność zmian w podręcznikach i encyklopediach. Wywołała też wiele emocjonujących polemik ze strony zwolenników dotychczasowych reguł. Szczególnie dużo jest ich w Stanach Zjednoczonych, ojczyźnie odkrywców Plutona i 2003 UB313, który przecież przez jakiś czas miał szansę na status prawdziwej, dziesiątej planety.

Oprócz zawiedzionych nagłymi zmianami amatorów do przeciwników nowej definicji dołączyło też wielu zawodowych astronomów. Przekonują oni, że nowe ustalenia nie są wystarczająco precyzyjne. I tak, wątpliwości budzi stopień, w jakim kandydatka na planetę powinna się upodobnić do kuli. Inne zastrzeżenie dotyczy konieczności wyczyszczenia orbity z innych ciał. Pomijając już to, że orbity każdej planety przecinają się z torami komet, warunku tego w pewnym stopniu nie spełnia sam Neptun, którego orbita przecina się z orbitą sporego przecież Plutona.

Nowa definicja odnosi się zresztą tylko do planet naszego układu. W przypadku obiektów okrążających inne gwiazdy trzeba ją będzie zapewne znacznie zmodyfikować. Dotyczy to szczególnie układów młodych, w których nawet prawdziwe, duże planety nie miały dość czasu, aby wyczyścić okolice swych orbit z innych, drobniejszych obiektów. Wszystkie te trudności są jednak tylko bladym odbiciem kłopotów, których opinia Unii nastręczyła... astrologom. Dotychczas uznawali oni Plutona za pełnoprawną planetę, teraz muszą zdecydować, czy wycofują uwzględniające ten obiekt prognozy, czy też w horoskopach zaczynają brać pod uwagę pogardzane dotąd Ceres i 2003 UB313. Być może miłośnicy czytania z gwiazd powinni na jakiś czas wstrzymać się z odwiedzaniem astrologicznych gabinetów?

Kosmiczne porządki

Przed astronomami stoi dziś kilka nowych zadań. Już wkrótce Międzynarodowa Unia Astronomiczna powinna znacznie precyzyjniej ustalić kryteria, za pomocą których będzie się odróżniało planety karłowate od mniejszych od nich planetoid. Niewykluczone, że pojawią się też nowe kryteria dotyczące nadawania nazw kolejnym takim globom. Na decyzję czeka już obiekt 2003 UB313, dotychczas nieoficjalnie zwany Xeną, a także kilka innych brył z obszaru pasa Kuipera. A kiedy dowiemy się już, ile planet karłowatych krąży po naszym układzie, przyjdzie czas na ustalenie definicji planety pozasłonecznej. Jej najtrudniejszą częścią będzie wówczas jednoznaczne wytyczenie granicy pomiędzy "prawdziwymi" planetami a brązowymi karłami - gazowymi kulami, którym do zostania gwiazdą tylko nieznacznie zabrakło masy.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 10/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2019
08/2019
Kalendarium
Wrzesień
15
W 1857 r. niemiecki astronom Karl Theodor Robert Luther odkrył planetoidę (47) Aglaja.
Warto przeczytać
Mistrz opowieści o zwierzętach, niemiecki etolog Vitus B. Dröscher powraca. W swojej książce "Ludzkie oblicze zwierząt" pokazuje, że w świecie zwierzęcym istnieją zjawiska, które zwykliśmy uważać za właściwe wyłącznie ludziom.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Weronika Śliwa | dodano: 2012-06-05
Porządki w układzie

Sierpniowa decyzja Międzynarodowej Unii Astronomicznej spowoduje zmiany podręczników i encyklopedii oraz... rozłam w społeczności astrologów.

Planeta jaka jest, każdy widzi. Tak przynajmniej było do 1781 roku, kiedy do grona obiegających Słońce, znanych od starożytności globów - Merkurego, Wenus, Ziemi, Marsa, Jowisza i Saturna - dołączył Uran. Po jakimś czasie, 1 stycznia 1801 roku, odkryto kolejną, ósmą planetę. Była nią Ceres, niemal tysiąckilometrowy obiekt, którego orbita mieści się pomiędzy torami Marsa i Jowisza. Układ Słoneczny wydawał się wówczas w pełni zbadany. W dodatku znane planety idealnie spełniały regułę Titusa-Bodego, empiryczne prawo opisujące ich odległość od Słońca. Na cześć obu nowych planet nazwano właśnie odkryte pierwiastki: uran i cer (ten zwyczaj stał się zresztą później tradycją). Komplikacje pojawiły się wraz z odkryciem kolejnych ciał zbliżonych orbitą do Ceres. I choć z rozpędu miano planety i kolejny pierwiastek dostały się też Pallas, już w połowie XIX wieku oba ciała utraciły swój status. Ósmą planetą ostatecznie został odkryty w 1846 roku Neptun. Do jego znalezienia przyczyniła się analiza zakłóceń, jakie wprowa- dzał do ruchu Urana.

Problemy z dziewiątką

Wkrótce okazało się, że i ruch Neptuna podlega jakimś tajemniczym zakłóceniom. Reszta wieku XIX i początek wieku XX upłynęły pod znakiem poszukiwań planety transneptunowej. Ale dopiero w 1930 roku, w miejscu wskazanym przez Percivala Lowella, Clyde Tombaugh odkrył kolejną, dziewiątą planetę Układu Słonecznego -Plutona. Jego odnale- zienie wydawało się rozwiązywać wszelkie zagadki. Niestety, nie na długo.

Wkrótce okazało się, że i orbita Plutona jest zakłócana przez jakieś inne ciała. Co więcej, obecnością samego Plutona, zbyt małego i lekkiego, nie da się wyjaśnić zakłócenia ruchu znacznie potężniejszych Neptuna i Urana. Wielu astro- nomów było skłonnych uznać odkrycie Plutona za zwykły przypadek. Znalezienie kolejnej masywnej, dziesiątej planety Układu Słonecznego, planety X, wydawało się kwestią czasu. Tymczasem dwudziesty wiek upływał, doskonaliły się metody badawcze, powstawały coraz potężniejsze teleskopy, a transplutonowa planeta wciąż pozostawała w sferze domysłów i przypuszczeń.

Pas planet?

W 1951 roku holenderski astronom Gerard Kuiper wystąpił z hipotezą, że gdzieś za orbitą Neptuna istnieje pas drobnych ciał, skał i lodowych planetoid, odpadków z okresu powstawania Układu Słonecznego. Z tego pasa miałyby też pochodzić niektóre krótkookresowe komety. Obecnie znamy ponad 1000 obiektów z pasa Kuipera. Astronomowie uważają, że rozciąga się on w odległości od 30 do 50 j.a. od Słońca. Większość to stosunkowo niewielkie, skalisto-lodowe bryły, ale o ich cechach charakterystycznych na podstawie naziemnych obserwacji niewiele da się powiedzieć. Niektóre tworzą układy podwójne lub nawet wielokrotne. Od czasu odkrycia pasa Kuipera w społeczności astronomów coraz częściej pojawiały się postulaty zdegradowania Plutona z pozycji planety do roli największego ze znanych obiektów pasa. Wzmogły się one jeszcze po zeszłorocznym odkryciu 2003 UB313 - obiektu, którego rozmiary z pewnością przewyższają plutonowe. Czy odnaleziono kolejną, dziesiątą planetę i należy czekać na następne odkrycia w pasie Kuipera? A może zdetronizować Plutona i inne niewielkie, lodowo-skalne globy? Wahania trwały kilka lat.

Planeta na miarę

Porządek w Układzie Słonecznym zaprowadzono dopiero w tym roku na sierpniowym posiedzeniu Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Po długich i burzliwych obradach ustalono definicję "klasycznej" planety naszego układu, a do astronomicznej nomen- klatury wprowadzono nową kategorię planet karłowatych, niebędących jednak formalnie planetami. Zgodnie z ustaleniami za planetę będzie się uważało okrążające Słońce ciało o masie wystarczającej, aby pod wpływem własnej grawitacji przybrało kształt zbliżony do kuli.

W przypadku obiektów o typowej dla planet gęstości oznacza to masę około 5•1020 kg i średnicę co najmniej 800 km. Dodatkowy, wprowadzony w ostatniej chwili warunek wymaga, aby planeta była w stanie "wyczyścić" okolice swej orbity z innych ciał. O ile pierwszą część warunków spełniają w naszym układzie zarówno znane dotąd planety (wraz z Plutonem), jak i Ceres, 2003 UB313 i najprawdopodobniej kilka innych obiektów, o tyle ostatnie zastrzeżenie Unii wyklucza z planetarnego grona wszystkie globy poza Merkurym, Wenus, Ziemią, Marsem, Jowiszem, Saturnem, Uranem i Neptunem. Na osłodę po stracie Plutona Unia wprowadziła do astronomicznej nomenklatury nową kategorię planet, a mianowicie planety karłowate, które spełniają tylko dwa pierwsze punkty definicji planety: krążą wokół Słońca i są dostatecznie masywne, aby przybrać kształt kulisty. Takimi planetami-karzełkami są więc z pewnością Pluton, 2003 UB313 i... Ceres, która po niemal dwóch wiekach degradacji doczekała się tej, wprawdzie niepełnej, rehabilitacji. Planet karłowatych z pewnością będzie jednak więcej: w kolejce na dokładniejsze ustalenie rozmiarów i kształtu czekają już największe planetoidy: Westa, Pallas i Hygieja, a także Sedna, Quaoar i kilka innych obiektów z pasa Kuipera.

Walka o Plutona

Choć lista planet według nowej rozszerzonej definicji może się wkrótce znacząco powiększyć, jedno pozostaje faktem: prawdziwych, klasycznych planet mamy od sierpnia tylko osiem. Detronizacja Plutona spowodowała nie tylko konieczność zmian w podręcznikach i encyklopediach. Wywołała też wiele emocjonujących polemik ze strony zwolenników dotychczasowych reguł. Szczególnie dużo jest ich w Stanach Zjednoczonych, ojczyźnie odkrywców Plutona i 2003 UB313, który przecież przez jakiś czas miał szansę na status prawdziwej, dziesiątej planety.

Oprócz zawiedzionych nagłymi zmianami amatorów do przeciwników nowej definicji dołączyło też wielu zawodowych astronomów. Przekonują oni, że nowe ustalenia nie są wystarczająco precyzyjne. I tak, wątpliwości budzi stopień, w jakim kandydatka na planetę powinna się upodobnić do kuli. Inne zastrzeżenie dotyczy konieczności wyczyszczenia orbity z innych ciał. Pomijając już to, że orbity każdej planety przecinają się z torami komet, warunku tego w pewnym stopniu nie spełnia sam Neptun, którego orbita przecina się z orbitą sporego przecież Plutona.

Nowa definicja odnosi się zresztą tylko do planet naszego układu. W przypadku obiektów okrążających inne gwiazdy trzeba ją będzie zapewne znacznie zmodyfikować. Dotyczy to szczególnie układów młodych, w których nawet prawdziwe, duże planety nie miały dość czasu, aby wyczyścić okolice swych orbit z innych, drobniejszych obiektów. Wszystkie te trudności są jednak tylko bladym odbiciem kłopotów, których opinia Unii nastręczyła... astrologom. Dotychczas uznawali oni Plutona za pełnoprawną planetę, teraz muszą zdecydować, czy wycofują uwzględniające ten obiekt prognozy, czy też w horoskopach zaczynają brać pod uwagę pogardzane dotąd Ceres i 2003 UB313. Być może miłośnicy czytania z gwiazd powinni na jakiś czas wstrzymać się z odwiedzaniem astrologicznych gabinetów?

Kosmiczne porządki

Przed astronomami stoi dziś kilka nowych zadań. Już wkrótce Międzynarodowa Unia Astronomiczna powinna znacznie precyzyjniej ustalić kryteria, za pomocą których będzie się odróżniało planety karłowate od mniejszych od nich planetoid. Niewykluczone, że pojawią się też nowe kryteria dotyczące nadawania nazw kolejnym takim globom. Na decyzję czeka już obiekt 2003 UB313, dotychczas nieoficjalnie zwany Xeną, a także kilka innych brył z obszaru pasa Kuipera. A kiedy dowiemy się już, ile planet karłowatych krąży po naszym układzie, przyjdzie czas na ustalenie definicji planety pozasłonecznej. Jej najtrudniejszą częścią będzie wówczas jednoznaczne wytyczenie granicy pomiędzy "prawdziwymi" planetami a brązowymi karłami - gazowymi kulami, którym do zostania gwiazdą tylko nieznacznie zabrakło masy.