technika
Autor: Dorota Gut | dodano: 2012-06-06
Pomocne biurko, czyli humor z helpdesku

O problemach w komunikowaniu się pracowników serwisu z użytkownikami komputerów krążą legendy.
W tych opowieściach jest sporo prawdy.


Po jednej stronie userzy (z angielskiego "user" - użytkownik), po drugiej ludzie z helpdesku - działu wsparcia technicz- nego. Pierwsi dzwonią i mejlują, bo coś się stało z komputerem, drudzy usiłują dociec, jaka jest przyczyna awarii i ją usunąć. Ich dialogi, często bardzo zabawne, są skrzętnie gromadzone w internetowych serwisach.
- Proszę nacisnąć na "Mój komputer", po lewej stronie ekranu - prosi informatyk. I słyszy: - Po lewej u mnie czy u pana?

- Pani hasło brzmi: małe "a" i duże "V" oraz liczba 7. - 7 duże czy małe? - dopytuje się klientka.

Ktoś inny tłumaczy, że hasło jest na pewno poprawne, bo takie samo wpisał wcześniej kolega i zadziałało.
- Czyli jakie? - docieka fachowiec. - Pięć gwiazdek - oznajmia klient (to przykłady z listy mejlowej "humor").

Z drobną pomocą informatyków userzy dokonują czasem zaskakujących odkryć. Pani zgłaszająca, że nie może wydobyć dyskietki z napędu komputera, ku swemu zdziwieniu odkryła, że jej tam wcale nie włożyła. Osoba skarżąca się na niedziałającą klawiaturę zauważyła po chwili, że dzierży niewłaściwy sprzęt - ta właściwa jest podłączona i działa.

Wiele takich opowieści zebrał serwis Rinkworks. Niektórym osobom kłopot sprawia nie tylko klawiatura, ale także myszka. Tak jak ta, która chodziła tylko w prawo i lewo, w górę i w dół już nie. Jak się okazało, górę i dół user potrak- tował dosłownie, unosząc i opuszczając mysz nad biurkiem.

Serwisy przytaczają też pytania wprawiające serwisantów w zdumienie np.: - Jak mogę wydrukować moją pocztę głosową? Czy może pan przyjść i przypisać mój dysk C do tej laserowej drukarki?

I wprawiające w zdumienie odpowiedzi:
- Czy to jest drukarka lokalna czy sieciowa? - Jest na moim biurku - dumnie odpowiada klient.

- To mysz optyczna czy kulkowa? - dopytuje się informatyk, wywołując konsternację u zagadniętego. - Ma światełko czy kulkę? - precyzuje pracownik helpdesku. - Ma światełko na górze - pada odpowiedź. - Jak to na górze? - Było na dole, ale tak wygląda lepiej - oświadcza klient.

I gdzie te kolory?

Halo, tu Ewa. Nie mogę drukować. Za każdym razem, jak klikam na drukarkę w Wordzie, otrzymuję komunikat: Drukarki nie znaleziono. To niemożliwe, drukarka stoi na biurku obok komputera, ja widzę ją doskonale, a komputer jej nie widzi? (z listy mejlowej humor.aramin.net).

Drukarki są zmorą pracowników. Ku ich irytacji wypuszczają np. tylko czarno-białe strony. - Zadzwoniła nowa pracowniczka z pytaniem, dlaczego nie może drukować na kolorowo. Powiedziałam, że ma czarno-białą laserową drukarkę, na co ona, że przecież program zapewnił ją, że "what you see is what you get" [dostajesz to, co widzisz na ekranie - DG] - wspomina Steve Bass, publicysta, niegdyś pracujący w dziale wsparcia technicznego "pewnej firmy, która raczej wolałaby zachować anonimowość". Bass miał więcej takich przygód, podzielił się tymi opowieściami w serwisie Winners Windows Users. Wspominał m.in. pracownika, który krzyczał do słuchawki, że nie może wydrukować swojego arkusza kalkulacyjnego - ignorując fakt, że sprzęt był wyłączony. Jego ulubiona opowieść dotyczy firmy, w której zainstalowano wadliwy program zarządzający drukowaniem.

Aby rozwiązać ten problem na odległość, informatycy musieli połączyć się zdalnie z komputerem klienta, odblokować tworzący się tam zator i poprosić o uruchomienie "łatki" usuwającej błąd w programie. I oto pod koniec dnia dzwoni rozzłoszczony pracownik, że wszystkie te działania nie przyniosły rezultatu. Informatycy zaczęli więc mozolną procedurę, po chwili jeden z nich prosi o podejście do drukarki i sprawdzenie, czy świeci się dioda przy napisie on line.

- Nie świeci się - raportuje klient. - Proszę włączyć drukarkę - mówi informatyk i słyszy w słuchawce: - Niesamowita rzecz, wyszedł raport! Dobra robota! Dzięki.

- I to jest powód, dla którego większość firm nie ma działów pomocy technicznej na miejscu. Wiedzą, że nie można zabić przez telefon - puentuje Bass.

Między nami jaskiniowcami

Podobne opowieści przytacza także serwis The Humor Bin. Prócz nich gromadzi też zabawne porady. Wymienia np. symptomy kłopotliwego zgłoszenia. Jeśli klient zaczyna: Szef chce, żebym zrobił..., Nie ma osoby, która zazwyczaj obsługuje ten program, więc..., lepiej przygotować się na koszmar. Serwis radzi też, jak postępować z klientami. Chcąc wydusić informacje o posiadanym sprzęcie i oprogramowaniu, nie należy zaczynać od fachowych pytań.

- Ma pan 8 mega RAM-u? - Tak - zapewnia klient. Dwadzieścia minut później informatyk pyta: - Dlaczego nie powiedział mi pan, że jest tylko 2 mega RAM-u? - A co to jest RAM? - słyszy. Serwis radzi, żeby szukać zawsze najprostszych rozwiązań (często chodzi po prostu o włączenie urządzenia lub włożenie papieru do drukarki).

Na deser serwis przytacza anegdotę o "pionierskich czasach pomocy technicznej", czyli potencjalnym dialogu dwóch jaskiniowców.

- Pomoc ogniowa. Słuchać. - Ratunku. Ogień się nie palić. - Masz krzemienie? - Uhu. - Uderzasz je o siebie? - Uhu. - Co się dzieje? - Ogień się nie palić. - Są iskry? - Nie być iskier, nie być ognia. - Zmieniałeś kamień? - Ja nic nie zmieniać. - Na pewno? - Ja zrobić jedna rzecz. Kamień być gorący i parzyć w rękę, więc ja go zanurzyć w strumyku. Anegdota kończy się tym, że "pomoc techniczna" bierze maczugę i idzie do jaskini "usera". A po chwili słychać stamtąd łomot.
Cóż, w tamtych czasach nie znano jeszcze przecież telefonów.

Pytanie usera

Dzień dobry, chcę skopiować film na dyskietkę; gdy dam "kopiuj", pojawia się komunikat, że na dysku A nie ma wystarczającej ilości miejsca. Potem daję "skopiuj skrót" i wtedy film mieści się na dyskietce. Problem jednak powstaje, gdy chcę go uruchomić na innym komputerze, dlatego że pojawia się komunikat "skrót nie został znaleziony", a na moim komputerze ten film uruchamiam bez kłopotu. Co z tym mogę zrobić?

Odpowiedź z helpdesku

Droga użytkowniczko, do torebki nie zmieści Pani futra. Karteczka z tym, że futro ma Pani w szafie, do torebki się jednak zmieści. Tak więc dopóki jest Pani w domu, a przeczyta Pani karteczkę z torebki, że futro jest w szafie, bez problemu je Pani tam znajdzie. Gorzej, gdy będąc u przyjaciółki, wyciągnie Pani karteczkę z torebki i przeczyta, że Pani futro jest w szafie. W szafie u przyjaciółki swojego futra nie znajdzie Pani na pewno.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 11/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
01/2020
12/2019
Kalendarium
Styczeń
19
7 lat temu Amerykańska sonda kosmiczna New Horizons została pomyślnie wystrzelona w kierunku Plutona.
Warto przeczytać
Czy matematyka w szkole wydawała Ci się trudna? Nudna? Przerażająca?
A może wręcz przeciwnie uwielbiasz matematykę? Niezależnie od odpowiedzi na te pytania, "Matematyka, jakiej nie znacie" jest książką dla Ciebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Dorota Gut | dodano: 2012-06-06
Pomocne biurko, czyli humor z helpdesku

O problemach w komunikowaniu się pracowników serwisu z użytkownikami komputerów krążą legendy.
W tych opowieściach jest sporo prawdy.


Po jednej stronie userzy (z angielskiego "user" - użytkownik), po drugiej ludzie z helpdesku - działu wsparcia technicz- nego. Pierwsi dzwonią i mejlują, bo coś się stało z komputerem, drudzy usiłują dociec, jaka jest przyczyna awarii i ją usunąć. Ich dialogi, często bardzo zabawne, są skrzętnie gromadzone w internetowych serwisach.
- Proszę nacisnąć na "Mój komputer", po lewej stronie ekranu - prosi informatyk. I słyszy: - Po lewej u mnie czy u pana?

- Pani hasło brzmi: małe "a" i duże "V" oraz liczba 7. - 7 duże czy małe? - dopytuje się klientka.

Ktoś inny tłumaczy, że hasło jest na pewno poprawne, bo takie samo wpisał wcześniej kolega i zadziałało.
- Czyli jakie? - docieka fachowiec. - Pięć gwiazdek - oznajmia klient (to przykłady z listy mejlowej "humor").

Z drobną pomocą informatyków userzy dokonują czasem zaskakujących odkryć. Pani zgłaszająca, że nie może wydobyć dyskietki z napędu komputera, ku swemu zdziwieniu odkryła, że jej tam wcale nie włożyła. Osoba skarżąca się na niedziałającą klawiaturę zauważyła po chwili, że dzierży niewłaściwy sprzęt - ta właściwa jest podłączona i działa.

Wiele takich opowieści zebrał serwis Rinkworks. Niektórym osobom kłopot sprawia nie tylko klawiatura, ale także myszka. Tak jak ta, która chodziła tylko w prawo i lewo, w górę i w dół już nie. Jak się okazało, górę i dół user potrak- tował dosłownie, unosząc i opuszczając mysz nad biurkiem.

Serwisy przytaczają też pytania wprawiające serwisantów w zdumienie np.: - Jak mogę wydrukować moją pocztę głosową? Czy może pan przyjść i przypisać mój dysk C do tej laserowej drukarki?

I wprawiające w zdumienie odpowiedzi:
- Czy to jest drukarka lokalna czy sieciowa? - Jest na moim biurku - dumnie odpowiada klient.

- To mysz optyczna czy kulkowa? - dopytuje się informatyk, wywołując konsternację u zagadniętego. - Ma światełko czy kulkę? - precyzuje pracownik helpdesku. - Ma światełko na górze - pada odpowiedź. - Jak to na górze? - Było na dole, ale tak wygląda lepiej - oświadcza klient.

I gdzie te kolory?

Halo, tu Ewa. Nie mogę drukować. Za każdym razem, jak klikam na drukarkę w Wordzie, otrzymuję komunikat: Drukarki nie znaleziono. To niemożliwe, drukarka stoi na biurku obok komputera, ja widzę ją doskonale, a komputer jej nie widzi? (z listy mejlowej humor.aramin.net).

Drukarki są zmorą pracowników. Ku ich irytacji wypuszczają np. tylko czarno-białe strony. - Zadzwoniła nowa pracowniczka z pytaniem, dlaczego nie może drukować na kolorowo. Powiedziałam, że ma czarno-białą laserową drukarkę, na co ona, że przecież program zapewnił ją, że "what you see is what you get" [dostajesz to, co widzisz na ekranie - DG] - wspomina Steve Bass, publicysta, niegdyś pracujący w dziale wsparcia technicznego "pewnej firmy, która raczej wolałaby zachować anonimowość". Bass miał więcej takich przygód, podzielił się tymi opowieściami w serwisie Winners Windows Users. Wspominał m.in. pracownika, który krzyczał do słuchawki, że nie może wydrukować swojego arkusza kalkulacyjnego - ignorując fakt, że sprzęt był wyłączony. Jego ulubiona opowieść dotyczy firmy, w której zainstalowano wadliwy program zarządzający drukowaniem.

Aby rozwiązać ten problem na odległość, informatycy musieli połączyć się zdalnie z komputerem klienta, odblokować tworzący się tam zator i poprosić o uruchomienie "łatki" usuwającej błąd w programie. I oto pod koniec dnia dzwoni rozzłoszczony pracownik, że wszystkie te działania nie przyniosły rezultatu. Informatycy zaczęli więc mozolną procedurę, po chwili jeden z nich prosi o podejście do drukarki i sprawdzenie, czy świeci się dioda przy napisie on line.

- Nie świeci się - raportuje klient. - Proszę włączyć drukarkę - mówi informatyk i słyszy w słuchawce: - Niesamowita rzecz, wyszedł raport! Dobra robota! Dzięki.

- I to jest powód, dla którego większość firm nie ma działów pomocy technicznej na miejscu. Wiedzą, że nie można zabić przez telefon - puentuje Bass.

Między nami jaskiniowcami

Podobne opowieści przytacza także serwis The Humor Bin. Prócz nich gromadzi też zabawne porady. Wymienia np. symptomy kłopotliwego zgłoszenia. Jeśli klient zaczyna: Szef chce, żebym zrobił..., Nie ma osoby, która zazwyczaj obsługuje ten program, więc..., lepiej przygotować się na koszmar. Serwis radzi też, jak postępować z klientami. Chcąc wydusić informacje o posiadanym sprzęcie i oprogramowaniu, nie należy zaczynać od fachowych pytań.

- Ma pan 8 mega RAM-u? - Tak - zapewnia klient. Dwadzieścia minut później informatyk pyta: - Dlaczego nie powiedział mi pan, że jest tylko 2 mega RAM-u? - A co to jest RAM? - słyszy. Serwis radzi, żeby szukać zawsze najprostszych rozwiązań (często chodzi po prostu o włączenie urządzenia lub włożenie papieru do drukarki).

Na deser serwis przytacza anegdotę o "pionierskich czasach pomocy technicznej", czyli potencjalnym dialogu dwóch jaskiniowców.

- Pomoc ogniowa. Słuchać. - Ratunku. Ogień się nie palić. - Masz krzemienie? - Uhu. - Uderzasz je o siebie? - Uhu. - Co się dzieje? - Ogień się nie palić. - Są iskry? - Nie być iskier, nie być ognia. - Zmieniałeś kamień? - Ja nic nie zmieniać. - Na pewno? - Ja zrobić jedna rzecz. Kamień być gorący i parzyć w rękę, więc ja go zanurzyć w strumyku. Anegdota kończy się tym, że "pomoc techniczna" bierze maczugę i idzie do jaskini "usera". A po chwili słychać stamtąd łomot.
Cóż, w tamtych czasach nie znano jeszcze przecież telefonów.

Pytanie usera

Dzień dobry, chcę skopiować film na dyskietkę; gdy dam "kopiuj", pojawia się komunikat, że na dysku A nie ma wystarczającej ilości miejsca. Potem daję "skopiuj skrót" i wtedy film mieści się na dyskietce. Problem jednak powstaje, gdy chcę go uruchomić na innym komputerze, dlatego że pojawia się komunikat "skrót nie został znaleziony", a na moim komputerze ten film uruchamiam bez kłopotu. Co z tym mogę zrobić?

Odpowiedź z helpdesku

Droga użytkowniczko, do torebki nie zmieści Pani futra. Karteczka z tym, że futro ma Pani w szafie, do torebki się jednak zmieści. Tak więc dopóki jest Pani w domu, a przeczyta Pani karteczkę z torebki, że futro jest w szafie, bez problemu je Pani tam znajdzie. Gorzej, gdy będąc u przyjaciółki, wyciągnie Pani karteczkę z torebki i przeczyta, że Pani futro jest w szafie. W szafie u przyjaciółki swojego futra nie znajdzie Pani na pewno.