człowiek
Autor: Małgorzata T. Załoga | dodano: 2012-06-06
Zdrowo i po polsku

Zdrowe, pełnowartościowe pożywienie nie musi drenować nam kieszeni ani przyprawiać o zgagę. Świadomy konsument docenia wartość produktów, które od wieków goszczą na naszych stołach.

Wiele się dziś mówi o epidemii chorób cywilizacyjnych związanych z niewłaściwym odżywianiem. Cukrzyca, miażdżyca czy nadciśnienie tętnicze atakują coraz więcej mieszkańców nie tylko krajów wysokorozwiniętych, ale i tych rozwijających się. Eksperci podkreślają od dawna, że prawidłowa dieta jest tańsza od garści pastylek, które musielibyśmy łykać, by zapewnić naszemu organizmowi homeostazę. Tyle że poglądy na to, co jest prawidłową dietą, zmieniają się niemal w takim tempie, jak zawartość naszych lodówek. Kiedyś odsądzano od czci i wiary jaja z powodu wysokiej zawartości cholesterolu w żółtkach. Dziś badacze twierdzą, że można je jeść, byle z umiarem, ponieważ i tak 3/4 cholesterolu, który krąży w naszych żyłach, powstaje w wątrobie, a ten zjadany z pożywieniem stanowi jedynie niewielki dodatek. Co więcej, w kilku próbach klinicznych wykazano, że wątroba dostosowuje swoją produkcję do tego, co zjadamy. Ograniczenie cholesterolu w jadłospisie może zatem co najwyżej zmusić ją do cięższej pracy.

Podobnie było z tłuszczami zwierzęcymi, które przed laty chciano wyrugować z diety jako źródło zbyt wielu kalorii, a przede wszystkim powodującego miażdżycę cholesterolu, co za tym idzie - jako przyczyniające się do zawałów serca czy udarów mózgu.

Tymczasem z niedawnych badań na małpach wynika, że najniebez- pieczniejsze dla naszego zdrowia są tłuszcze roślinne - utwardzone tak, by przypominały wyglądem masło. Podczas utwardzania powstają bowiem tzw. izomery trans kwasów tłuszczowych, które, jak się okazuje, szybciej prowadzą do miażdżycy naczyń i o 30% bardziej przyczyniają się do otyłości niż nasycone kwasy tłuszczowe obecne np. w słoninie i smalcu.

Jeśli zaś chodzi o źródła kalorii, to zwolennicy diety opartej na węglowodanach (złożonych) do dziś spierają się o jej wyższość zdrowotną z wyznawcami diety białkowo-tłuszczowej. Ci pierwsi argumentują, że węglowodany są najmniej "gęstą kalorycznie" grupą pokarmów, a ponadto jedzone w najbardziej zalecanej postaci warzyw i owoców zawierają mnóstwo witamin i mikroelementów. Ci drudzy twierdzą jednak, że ograniczanie białka i tłuszczu w diecie sprawia, że bardziej chce nam się jeść, a wtedy sięgamy nie po zdrowe marchewki, lecz po bułki i ciastka. Przetworzone cukry zaś to najpotężniejszy stymulator wydzielania insuliny. Posiłek węglowodanowy syci więc na krótko, a po nim jeszcze bardziej chce się jeść, co sprzyja otyłości i cukrzycy.

Pomarańcza czy kiszony ogórek

Obecnie triumfy święci dieta śródziemnomorska z mnóstwem sałaty, pomidorów, cukinii i innych warzyw, a także cytrusów i wina. Zaobserwowano bowiem, że w krajach, gdzie od wieków stosuje się taką dietę, zapadalność na choroby układu krążenia jest stosunkowo niska i rzadsze są problemy z nadwagą. Tyle że to samo można by powiedzieć o Eskimosach, którzy przez większą część roku odżywiali się kiedyś foczym tłuszczem, a z warzyw znali głównie mchy i porosty.

W wielu krajach eksperci od żywienia coraz częściej postulują, by to, co jemy, było przede wszystkim urozmaicone i dopasowane do miejsca, w którym żyjemy. Większość mieszkańców naszego globu musi się przecież, choćby ze względów ekonomicznych, zadowalać tym, co wyhoduje koło domu. Trudno namawiać ich, by za duże pieniądze (których nie mają) sprowadzali żywność z obcych krajów. Czy jednak oznacza to, że ryzykują zdrowie? Czy do zdrowego odżywiania potrzebna nam oliwa, bakłażany i cytrusy? A może wystarczy swojski ziemniak, pietruszka i smalec?

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 12/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2020
11/2020
Kalendarium
Listopad
29
W 1951 r. na Poligonie Nevada przeprowadzono pierwszą amerykańską podziemną próbę jądrową.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Małgorzata T. Załoga | dodano: 2012-06-06
Zdrowo i po polsku

Zdrowe, pełnowartościowe pożywienie nie musi drenować nam kieszeni ani przyprawiać o zgagę. Świadomy konsument docenia wartość produktów, które od wieków goszczą na naszych stołach.

Wiele się dziś mówi o epidemii chorób cywilizacyjnych związanych z niewłaściwym odżywianiem. Cukrzyca, miażdżyca czy nadciśnienie tętnicze atakują coraz więcej mieszkańców nie tylko krajów wysokorozwiniętych, ale i tych rozwijających się. Eksperci podkreślają od dawna, że prawidłowa dieta jest tańsza od garści pastylek, które musielibyśmy łykać, by zapewnić naszemu organizmowi homeostazę. Tyle że poglądy na to, co jest prawidłową dietą, zmieniają się niemal w takim tempie, jak zawartość naszych lodówek. Kiedyś odsądzano od czci i wiary jaja z powodu wysokiej zawartości cholesterolu w żółtkach. Dziś badacze twierdzą, że można je jeść, byle z umiarem, ponieważ i tak 3/4 cholesterolu, który krąży w naszych żyłach, powstaje w wątrobie, a ten zjadany z pożywieniem stanowi jedynie niewielki dodatek. Co więcej, w kilku próbach klinicznych wykazano, że wątroba dostosowuje swoją produkcję do tego, co zjadamy. Ograniczenie cholesterolu w jadłospisie może zatem co najwyżej zmusić ją do cięższej pracy.

Podobnie było z tłuszczami zwierzęcymi, które przed laty chciano wyrugować z diety jako źródło zbyt wielu kalorii, a przede wszystkim powodującego miażdżycę cholesterolu, co za tym idzie - jako przyczyniające się do zawałów serca czy udarów mózgu.

Tymczasem z niedawnych badań na małpach wynika, że najniebez- pieczniejsze dla naszego zdrowia są tłuszcze roślinne - utwardzone tak, by przypominały wyglądem masło. Podczas utwardzania powstają bowiem tzw. izomery trans kwasów tłuszczowych, które, jak się okazuje, szybciej prowadzą do miażdżycy naczyń i o 30% bardziej przyczyniają się do otyłości niż nasycone kwasy tłuszczowe obecne np. w słoninie i smalcu.

Jeśli zaś chodzi o źródła kalorii, to zwolennicy diety opartej na węglowodanach (złożonych) do dziś spierają się o jej wyższość zdrowotną z wyznawcami diety białkowo-tłuszczowej. Ci pierwsi argumentują, że węglowodany są najmniej "gęstą kalorycznie" grupą pokarmów, a ponadto jedzone w najbardziej zalecanej postaci warzyw i owoców zawierają mnóstwo witamin i mikroelementów. Ci drudzy twierdzą jednak, że ograniczanie białka i tłuszczu w diecie sprawia, że bardziej chce nam się jeść, a wtedy sięgamy nie po zdrowe marchewki, lecz po bułki i ciastka. Przetworzone cukry zaś to najpotężniejszy stymulator wydzielania insuliny. Posiłek węglowodanowy syci więc na krótko, a po nim jeszcze bardziej chce się jeść, co sprzyja otyłości i cukrzycy.

Pomarańcza czy kiszony ogórek

Obecnie triumfy święci dieta śródziemnomorska z mnóstwem sałaty, pomidorów, cukinii i innych warzyw, a także cytrusów i wina. Zaobserwowano bowiem, że w krajach, gdzie od wieków stosuje się taką dietę, zapadalność na choroby układu krążenia jest stosunkowo niska i rzadsze są problemy z nadwagą. Tyle że to samo można by powiedzieć o Eskimosach, którzy przez większą część roku odżywiali się kiedyś foczym tłuszczem, a z warzyw znali głównie mchy i porosty.

W wielu krajach eksperci od żywienia coraz częściej postulują, by to, co jemy, było przede wszystkim urozmaicone i dopasowane do miejsca, w którym żyjemy. Większość mieszkańców naszego globu musi się przecież, choćby ze względów ekonomicznych, zadowalać tym, co wyhoduje koło domu. Trudno namawiać ich, by za duże pieniądze (których nie mają) sprowadzali żywność z obcych krajów. Czy jednak oznacza to, że ryzykują zdrowie? Czy do zdrowego odżywiania potrzebna nam oliwa, bakłażany i cytrusy? A może wystarczy swojski ziemniak, pietruszka i smalec?