człowiek
Autor: Jarosław Włodarczyk | dodano: 2012-06-06
Nauka po anielsku

W tradycji chrześcijańskiej wieść o narodzeniu Jezusa przynieśli pastuszkom aniołowie. Istoty te miały również swój udział w rozwoju nauk przyrodniczych.


W 1624 roku kardynał Federico Borromeo wyjaśniał w swoim traktacie "O malarstwie religijnym" sposób przedstawiania aniołów:

Otrzymują skrzydła, które oznaczają prędkość, szaty dla zachowania skromności, ludzkie oblicze, gdyż nie ma nic doskonalszego, oraz młodzieńcze ciało, ukazujące siłę i potęgę nietknięte przez upływ czasu. Anioły są także przedstawiane nago, albowiem powinny być wolne od wszelkiej skazy spowodowanej rzeczami doczesnymi, bose stopy zaś pokazują, że anioły są gotowe na każde boskie skinienie.

Kwestia wizerunku aniołów była istotna, gdyż w 1215 roku na Soborze Laterańskim IV uchwalono, że są one istotami niezniszczalnymi, nieśmiertelnymi oraz... bezcielesnymi i niewidzialnymi. W sztuce średniowiecza zastępy aniołów prezentowały się w dostojnych szatach i z eleganckimi, długimi skrzydłami, ale w sztuce renesansu, a później baroku pojawiało się coraz więcej skrzydlatych bobasów. Jeśli nie były one w oczywisty sposób obsadzone przez artystów w roli amorków, wywodzących się z tradycji antycznej, musiały przynależeć do rodziny aniołów. Ma się rozumieć, do aniołów najniższego szczebla, bo tylko one mogły w sposób bezpośredni służyć ludziom.

Na początku XV wieku rozpoczęła się prawdziwa inwazja uskrzydlonych nagich chłopców w sztuce. Znajdziemy ich na płótnach największych artystów tamtych czasów - dość wymienić Rafaela, Michała Anioła, Leonarda da Vinci czy Tycjana. Na obrazach mistrzów aniołki, zwane niekiedy puttami (od włoskiego putto, czyli chłopczyk), podtrzymywały krzyże, unosiły wieńce, ciągnęły baranka, a czasami po prostu trwały w głębokim zamyśleniu. Jednakże do dzieł naukowych putta zaczęły trafiać dopiero na progu XVII stulecia, a do ich sukcesu przyczynił się sławny malarz flamandzki Peter Paul Rubens.

Rubens bowiem był także doskonałym grafikiem i owocnie współpracował z wydawcami z Antwerpii, projektując strony tytułowe książek. Do przyjaciół artysty należał antwerpski drukarz Balthazar Moretus, w którego oficynie w 1613 roku ukazał się traktat optyczny "Opticorum libri sex" profesora François de Aguilóna. Rubens ozdobił początek każdej z sześciu ksiąg dzieła rycinami, które zapowiadały ich treść.

Dla zilustrowania części poświęconej zasadom perspektywy, oświetlenia i rzutowania zatrudnił na przykład trzy aniołki. Jeden z nich unosi się z pochodnią ponad klęczącym Atlasem, który dźwiga sferę armilarną. Cienie pierścieni padają na płaską powierzchnię gruntu, ukazując w ten sposób, jak sferę można zrzutować na płaszczyznę - umiejętność przydatną zarówno w kartografii Ziemi, jak i nieba. Nad tym problemem medytują dwa pozostałe aniołki; jeden z nich wykonuje nawet pomiary cyrklem.

Pierwsze szlify

Uczeni szybko znaleźli uzasadnienie dla zatrudniania aniołków przy pomiarach i demonstracjach naukowych. Już w 1614 roku, a więc wkrótce po naukowym debiucie puttów, Robert Bellarmin, kardynał i bodaj najbardziej wpływowy człowiek Kościoła katolickiego swoich czasów, napisał: Anioł w mgnieniu oka intuicyjnie pojmuje obiekt i jednocześnie dostrzega jego przyczyny oraz wynikające zeń efekty. A wszechstronny niemiecki uczony Athanasius Kircher utrzymywał w swoim opublikowanym w 1641 roku traktacie poświęconym magnetyzmowi, że jeśli chcemy, by jakaś obserwacja została przeprowadzona dokładnie, bezbłędnie i zgodnie z prawdziwym stanem rzeczy, musimy ją powierzyć aniołowi. Nie bez znaczenia były również takie cechy tych istot, jak nadnaturalna wytrzymałość i odporność na zmęczenie czy nawet zdolność do unoszenia się w powietrzu.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 12/2006 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2020
11/2020
Kalendarium
Listopad
29
W 1951 r. na Poligonie Nevada przeprowadzono pierwszą amerykańską podziemną próbę jądrową.
Warto przeczytać
Fizyka kwantowa jest dziwna. Reguły świata kwantowego, według których działa świat na poziomie atomów i cząstek subatomowych, nie są tymi samymi regułami, które obowiązują w dobrze znanym nam świecie codziennych doświadczeń - regułami, które kojarzymy ze zdrowym rozsądkiem.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jarosław Włodarczyk | dodano: 2012-06-06
Nauka po anielsku

W tradycji chrześcijańskiej wieść o narodzeniu Jezusa przynieśli pastuszkom aniołowie. Istoty te miały również swój udział w rozwoju nauk przyrodniczych.


W 1624 roku kardynał Federico Borromeo wyjaśniał w swoim traktacie "O malarstwie religijnym" sposób przedstawiania aniołów:

Otrzymują skrzydła, które oznaczają prędkość, szaty dla zachowania skromności, ludzkie oblicze, gdyż nie ma nic doskonalszego, oraz młodzieńcze ciało, ukazujące siłę i potęgę nietknięte przez upływ czasu. Anioły są także przedstawiane nago, albowiem powinny być wolne od wszelkiej skazy spowodowanej rzeczami doczesnymi, bose stopy zaś pokazują, że anioły są gotowe na każde boskie skinienie.

Kwestia wizerunku aniołów była istotna, gdyż w 1215 roku na Soborze Laterańskim IV uchwalono, że są one istotami niezniszczalnymi, nieśmiertelnymi oraz... bezcielesnymi i niewidzialnymi. W sztuce średniowiecza zastępy aniołów prezentowały się w dostojnych szatach i z eleganckimi, długimi skrzydłami, ale w sztuce renesansu, a później baroku pojawiało się coraz więcej skrzydlatych bobasów. Jeśli nie były one w oczywisty sposób obsadzone przez artystów w roli amorków, wywodzących się z tradycji antycznej, musiały przynależeć do rodziny aniołów. Ma się rozumieć, do aniołów najniższego szczebla, bo tylko one mogły w sposób bezpośredni służyć ludziom.

Na początku XV wieku rozpoczęła się prawdziwa inwazja uskrzydlonych nagich chłopców w sztuce. Znajdziemy ich na płótnach największych artystów tamtych czasów - dość wymienić Rafaela, Michała Anioła, Leonarda da Vinci czy Tycjana. Na obrazach mistrzów aniołki, zwane niekiedy puttami (od włoskiego putto, czyli chłopczyk), podtrzymywały krzyże, unosiły wieńce, ciągnęły baranka, a czasami po prostu trwały w głębokim zamyśleniu. Jednakże do dzieł naukowych putta zaczęły trafiać dopiero na progu XVII stulecia, a do ich sukcesu przyczynił się sławny malarz flamandzki Peter Paul Rubens.

Rubens bowiem był także doskonałym grafikiem i owocnie współpracował z wydawcami z Antwerpii, projektując strony tytułowe książek. Do przyjaciół artysty należał antwerpski drukarz Balthazar Moretus, w którego oficynie w 1613 roku ukazał się traktat optyczny "Opticorum libri sex" profesora François de Aguilóna. Rubens ozdobił początek każdej z sześciu ksiąg dzieła rycinami, które zapowiadały ich treść.

Dla zilustrowania części poświęconej zasadom perspektywy, oświetlenia i rzutowania zatrudnił na przykład trzy aniołki. Jeden z nich unosi się z pochodnią ponad klęczącym Atlasem, który dźwiga sferę armilarną. Cienie pierścieni padają na płaską powierzchnię gruntu, ukazując w ten sposób, jak sferę można zrzutować na płaszczyznę - umiejętność przydatną zarówno w kartografii Ziemi, jak i nieba. Nad tym problemem medytują dwa pozostałe aniołki; jeden z nich wykonuje nawet pomiary cyrklem.

Pierwsze szlify

Uczeni szybko znaleźli uzasadnienie dla zatrudniania aniołków przy pomiarach i demonstracjach naukowych. Już w 1614 roku, a więc wkrótce po naukowym debiucie puttów, Robert Bellarmin, kardynał i bodaj najbardziej wpływowy człowiek Kościoła katolickiego swoich czasów, napisał: Anioł w mgnieniu oka intuicyjnie pojmuje obiekt i jednocześnie dostrzega jego przyczyny oraz wynikające zeń efekty. A wszechstronny niemiecki uczony Athanasius Kircher utrzymywał w swoim opublikowanym w 1641 roku traktacie poświęconym magnetyzmowi, że jeśli chcemy, by jakaś obserwacja została przeprowadzona dokładnie, bezbłędnie i zgodnie z prawdziwym stanem rzeczy, musimy ją powierzyć aniołowi. Nie bez znaczenia były również takie cechy tych istot, jak nadnaturalna wytrzymałość i odporność na zmęczenie czy nawet zdolność do unoszenia się w powietrzu.