człowiek
Autor: Jerzy Besala | dodano: 2012-06-06
Potop moskiewski

(na zdjęciu: car Aleksy I Romanow)

Henryk Sienkiewicz, pisząc "Potop", odmalował walkę Polaków z najazdem szwedzkim. Mimochodem wspomniał, że Kmicic podchodził Chowańskiego i walczył z Septentrionami północy, skąd wrócił srogo postrzelony wprost w ramiona Oleńki. Mało kto jednak wiedział, kim był ów Chowański i Septentrionowie.

Rzeczpospolita była wówczas pod zaborami i Sienkiewicz nie mógł wprost napisać, że Kmicic walczył także z najazdami moskiewskimi. Nie zezwoliłaby na to carska cenzura. Jedyne dzieło o tych sprawach, w świetnym stylu, napisał na przełomie XIX i XX wieku Ludwik Kubala. Ale pod austriackim zaborem.

Potop moskiewski nie przedostał się więc szerzej do świadomości narodowej. Nawet zawodowi historycy niewiele wiedzieli o niewiadomoj wajnie, jak ją nazwał niedawno białoruski historyk Genadż Saganowicz, autor książki pod takim właśnie tytułem. A nieznana wojna to czasy dramatycznej napaści wojsk sąsiadów na mocarstwową Rzeczpospolitą, odwracającej bieg dziejów i sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Konsekwencje tego stanu odczuwamy do dziś.
Polska wplątała się w wojny z Wielkim Księstwem Moskiewskim od chwili zawarcia unii z Litwą w 1385 roku. Dlatego też niektórzy historycy są skłonni traktować unię polsko-litewską jako rodzaj dopustu Bożego, przesuwającego punkt ciężkości państwa polskiego na wschód z fatalną konsekwencją dziejową. Stroną zwycięską w licznych wojnach z Moskwą była początkowo Rzeczpospolita. Wszystko to zrodziło nad Wołgą ogromną chęć odwetu, wynikłą nie tylko z racji politycznych, ale i przekonania, że carowie są spadkobiercami potęgi cesarzy bizantyjskich oraz "zbieraczami wszystkich ziem ruskich".

Zawarty w Polanowie w 1634 roku "pokój wieczysty" między Moskwą a Rzecząpospolitą został przerwany wybuchem buntu kozackiego w roku 1648. Jednakże car Aleksy nie skorzystał z okazji, by wspomóc Kozaków, choć Chmielnicki o to prosił. Dopiero klęski polskie w starciach z Kozakami w 1648 i 1649 roku zmieniły orientację pobożnego cara. Wysłane rok później do Warszawy poselstwo braci Puszkinów zażądało za uchybienia w tytulaturze cara kaźni księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, zwrotu Smoleńska, pół miliona złotych odszkodowania i spalenia ksiąg sławiących triumfy Zygmunta III i Władysława IV nad Moskwą.

W tych to dniach protoplaści Rosjan, których carowie w 1611 roku korzyli się przed polskim królem w Warszawie, poznawali moc traktowania sąsiadów z pozycji siły. To wtedy, jak się wydaje, nabrali przekonania, że "prawda", nawet kłamliwa, jest po ich stronie. Odtąd zawsze będą tak czynić wobec słabszych, wykorzystując podstęp, manipulacje, kłamstwa, przeinaczenia, żądania nie do spełnienia. Najgorsze, że dyplomacja rosyjska przez wieki uznawała to za normalny repertuar uprawiania polityki, co zdaje się trwać do dziś.

Nie tak miało być

Gdy polskie zwycięstwo nad Kozakami pod Beresteczkiem w 1651 roku nie zakończyło domowej wojny polsko-kozackiej, 20 stycznia 1654 roku wysłannik Aleksego, bojar Wasyl Buturlin w Perejasławiu przyjął Ukrainę pod władzę Moskwy. Niebawem skonfundowany Chmielnicki rozpaczał po pijacku nad niewolą u "grubych Moskali", powtarzając: Nie tego chciałem, nie tak miało być.

Przyjęcie Ukrainy pod władzę Moskwy oznaczało dla Rzeczypospolitej nową wojnę. Na nieszczęście w Polsce panował niezwykle chwiejny emocjonalnie król Jan Kazimierz, który wplątał się w bezsensowny spór z potężnym magnatem Januszem Radziwiłłem. Tymczasem car zbroił się i modernizował swą armię na wzór polsko-niemiecki. Moskiewskie wojska "nowego stroju" stanowiły aż 70% armii carskiej. W hramocie Aleksy "Najspokojniejszy" dowodził, że wkracza do Polski i Litwy, by bronić "świętej wiary prawosławnej" gnębionej przez Polaków.

Nad granicami Rzeczypospolitej Moskwa skoncentrowała trzy wielkie armie: od północy z rejonu Wielkich Łuk nacierał na Połock korpus Wasyla Szeremietiewa, z Wiaźmy na Smoleńsk szła główna armia cara, a z rejonu Briańska, od południowego zachodu atakował Białoruś kniaź Aleksy Trubecki.
Armie carskie uderzyły na przełomie maja i czerwca 1654 roku.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 01/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
04/2020
03/2020
Kalendarium
Kwiecień
10
W 1849 r. Amerykanin Walter Hunt opatentował agrafkę
Warto przeczytać
Ta książka to praktyczny poradnik jak mniej marnować. Możesz wyrzucać aż o 80 procent mniej rzeczy, wydawać mniej pieniędzy - i pełniej żyć! To także refleksja nad tym, w jaki sposób można zacząć działać na rzecz środowiska

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jerzy Besala | dodano: 2012-06-06
Potop moskiewski

(na zdjęciu: car Aleksy I Romanow)

Henryk Sienkiewicz, pisząc "Potop", odmalował walkę Polaków z najazdem szwedzkim. Mimochodem wspomniał, że Kmicic podchodził Chowańskiego i walczył z Septentrionami północy, skąd wrócił srogo postrzelony wprost w ramiona Oleńki. Mało kto jednak wiedział, kim był ów Chowański i Septentrionowie.

Rzeczpospolita była wówczas pod zaborami i Sienkiewicz nie mógł wprost napisać, że Kmicic walczył także z najazdami moskiewskimi. Nie zezwoliłaby na to carska cenzura. Jedyne dzieło o tych sprawach, w świetnym stylu, napisał na przełomie XIX i XX wieku Ludwik Kubala. Ale pod austriackim zaborem.

Potop moskiewski nie przedostał się więc szerzej do świadomości narodowej. Nawet zawodowi historycy niewiele wiedzieli o niewiadomoj wajnie, jak ją nazwał niedawno białoruski historyk Genadż Saganowicz, autor książki pod takim właśnie tytułem. A nieznana wojna to czasy dramatycznej napaści wojsk sąsiadów na mocarstwową Rzeczpospolitą, odwracającej bieg dziejów i sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Konsekwencje tego stanu odczuwamy do dziś.
Polska wplątała się w wojny z Wielkim Księstwem Moskiewskim od chwili zawarcia unii z Litwą w 1385 roku. Dlatego też niektórzy historycy są skłonni traktować unię polsko-litewską jako rodzaj dopustu Bożego, przesuwającego punkt ciężkości państwa polskiego na wschód z fatalną konsekwencją dziejową. Stroną zwycięską w licznych wojnach z Moskwą była początkowo Rzeczpospolita. Wszystko to zrodziło nad Wołgą ogromną chęć odwetu, wynikłą nie tylko z racji politycznych, ale i przekonania, że carowie są spadkobiercami potęgi cesarzy bizantyjskich oraz "zbieraczami wszystkich ziem ruskich".

Zawarty w Polanowie w 1634 roku "pokój wieczysty" między Moskwą a Rzecząpospolitą został przerwany wybuchem buntu kozackiego w roku 1648. Jednakże car Aleksy nie skorzystał z okazji, by wspomóc Kozaków, choć Chmielnicki o to prosił. Dopiero klęski polskie w starciach z Kozakami w 1648 i 1649 roku zmieniły orientację pobożnego cara. Wysłane rok później do Warszawy poselstwo braci Puszkinów zażądało za uchybienia w tytulaturze cara kaźni księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, zwrotu Smoleńska, pół miliona złotych odszkodowania i spalenia ksiąg sławiących triumfy Zygmunta III i Władysława IV nad Moskwą.

W tych to dniach protoplaści Rosjan, których carowie w 1611 roku korzyli się przed polskim królem w Warszawie, poznawali moc traktowania sąsiadów z pozycji siły. To wtedy, jak się wydaje, nabrali przekonania, że "prawda", nawet kłamliwa, jest po ich stronie. Odtąd zawsze będą tak czynić wobec słabszych, wykorzystując podstęp, manipulacje, kłamstwa, przeinaczenia, żądania nie do spełnienia. Najgorsze, że dyplomacja rosyjska przez wieki uznawała to za normalny repertuar uprawiania polityki, co zdaje się trwać do dziś.

Nie tak miało być

Gdy polskie zwycięstwo nad Kozakami pod Beresteczkiem w 1651 roku nie zakończyło domowej wojny polsko-kozackiej, 20 stycznia 1654 roku wysłannik Aleksego, bojar Wasyl Buturlin w Perejasławiu przyjął Ukrainę pod władzę Moskwy. Niebawem skonfundowany Chmielnicki rozpaczał po pijacku nad niewolą u "grubych Moskali", powtarzając: Nie tego chciałem, nie tak miało być.

Przyjęcie Ukrainy pod władzę Moskwy oznaczało dla Rzeczypospolitej nową wojnę. Na nieszczęście w Polsce panował niezwykle chwiejny emocjonalnie król Jan Kazimierz, który wplątał się w bezsensowny spór z potężnym magnatem Januszem Radziwiłłem. Tymczasem car zbroił się i modernizował swą armię na wzór polsko-niemiecki. Moskiewskie wojska "nowego stroju" stanowiły aż 70% armii carskiej. W hramocie Aleksy "Najspokojniejszy" dowodził, że wkracza do Polski i Litwy, by bronić "świętej wiary prawosławnej" gnębionej przez Polaków.

Nad granicami Rzeczypospolitej Moskwa skoncentrowała trzy wielkie armie: od północy z rejonu Wielkich Łuk nacierał na Połock korpus Wasyla Szeremietiewa, z Wiaźmy na Smoleńsk szła główna armia cara, a z rejonu Briańska, od południowego zachodu atakował Białoruś kniaź Aleksy Trubecki.
Armie carskie uderzyły na przełomie maja i czerwca 1654 roku.