człowiek
Autor: Olga Orzyłowska-Śliwińska | dodano: 2013-07-24
Skóra na wakacjach

Fot. Haveseen/Dreamstime.com

Z prof. Waldemarem Plackiem, kierownikiem Katedry i Kliniki Dermatologii, Chorób Przenoszonych Drogą Płciową i Immunologii Klinicznej, i jego zespołem rozmawia Olga Orzyłowska-Śliwińska

Różnimy się tempem opalania i kolorem opalenizny. Dlaczego?

Wszystko przez melanocyty, czyli komórki naskórka wytwarzające pigment melaninę, rozmieszczone na całej powierzchni ciała z wyjątkiem dłoni i podeszew stóp. Znajdują się w warstwie podstawnej skóry – najgłębszej warstwie naskórka – pomiędzy keratynocytami, którym przekazują za pomocą wypustek dendrytycznych ziarna melaniny zamknięte w organellach zwanych melanosomami. Keratynocyty z melaniną migrują potem z warstwy podstawnej do warstwy rogowej – czyli od najbardziej wewnętrznej do zewnętrznej. W zdrowej skórze trwa to 28 dni.

Osoby z mniejszą liczbą melanocytów będą więc mniej opalone. Trzeba pamiętać, że liczba tych komórek jest większa w rejonach skóry narażonych na częste działanie promieni słonecznych i wraz z wiekiem się zmniejsza. Pod wpływem promieniowania ultrafioletowego melanocyty wytwarzają większe ilości melaniny.

Istnieją dwa rodzaje reakcji na promieniowanie słoneczne, dlatego mówi się o pigmentacji natychmiastowej i późnej. Pigmentacja natychmiastowa zależy głównie od promieniowania UVA. Dochodzi wtedy do utleniania już wcześniej wytworzonych substancji prekursorowych melaniny. Osoby z dużą liczbą melanocytów pod wpływem tego promieniowania bardzo szybko stają się opalone. Drugi rodzaj pigmentacji – późny, pojawia się po 48–72 godz. od ekspozycji i wynika głównie z działania promieniowania UVB.

Od czego zależy powstawanie melaniny?

Jest uwarunkowane genetycznie. Na podstawie reakcji skóry na działanie światła Thomas Fitzpatrick wyodrębnił w 1975 r. sześć fototypów skóry. Najbardziej wrażliwi na promieniowanie słoneczne są ludzie z I i II fototypem. Zazwyczaj są to osoby o tzw. jasnej karnacji, mające włosy blond lub rude. Afroamerykanie należą do VI fototypu. Liczba melanocytów jest ustalona w momencie narodzin, ale funkcjonowanie i produkcja melanin rozwija się powoli – to dlatego skóra niemowląt rasy negroidalnej ciemnieje dopiero po kilku miesiącach od narodzin.

Sam proces syntezy melaniny jest dość skomplikowany. To ciąg reakcji chemicznych, na skutek których tyrozyna lub hydroksyalanina są przekształcane w różne postacie melaniny: brązową eumelaninę i czerwoną feomelaninę. Pigmentację pobudzają mediatory wytwarzane w skórze pod wpływem działania promieniowania UV (m.in. bFGF, endotelina-1, produkowany przez przysadkę hormon melanotropowy, prostaglandyny i leukotrieny).

Przedstawiciele rasy celtyckiej – czyli o bardzo jasnej skórze, mający blond lub rude włosy – wytwarzają głównie feomelaninę, która nie zapewnia ochrony przed promieniowaniem UV. Przedstawiciele rasy czarnej wytwarzają wyłącznie eumelaninę. U albinosów nie dochodzi do syntezy melaniny.

Różnimy się też szybkością blednięcia skóry…

Gdy keratynocyty z melaniną dotrą do warstwy rogowej, ulegają złuszczeniu. Wtedy bledniemy. Osoby nieeksponowane na słońce także bledną, co jest skutkiem regeneracji naskórka.

Czy skóra Afrykańczyka lub Azjaty bardzo różni się od naszej liczbą melanocytów?

Nie, chociaż tak się powszechnie uważa. U wszystkich „ras” jest ona mniej więcej stała. Karnacja zależy od aktywności melanocytów, większej u osób o ciemniejszym kolorze skóry. U takich ludzi zawierające melaninę keratynocyty są rozproszone we wszystkich warstwach skóry, a u rasy kaukaskiej („białej”) skupiają się w warstwie podstawnej. U rasy białej i czarnej występują również znaczne różnice w rozmieszczeniu melanosomów w obrębie keratynocytów. Keratynocyt u przedstawiciela rasy czarnej najczęściej zawiera znacznie więcej melanosomów, są one również znacznie większe i częściej występują pojedynczo, nie w grupach.

To już wszystkie odmienności?

Pozostałe cechy skóry, takie jak np. liczba gruczołów łojowych i potowych, są zbliżone. Ale np. pH skóry czarnej jest nieco niższe niż białej. Skóra taka złuszcza się 2,5 raza szybciej, co nadaje jej „zakurzony” wygląd. Z wiekiem staje się też podatna na nierównomierne zabarwienie, a to objawia się występowaniem odbarwionych plam w następstwie nawet najmniejszego zadrapania. Naturalne zabarwienie też nie jest jednolite.

A skąd biorą się na skórze przebarwienia? Czy za to także odpowiada melanina?

Przebarwienia są ograniczonymi zmianami zabarwienia skóry w postaci plam lub plamek znacznie ciemniejszych niż kolor otaczającej, zdrowej skóry. Wynikają z nadmiernego nagromadzenia melaniny powstającej wskutek działania światła UV. Najczęstszą ich formą jest tzw. ostuda, czyli melasma. Nęka głównie kobiety. Przebarwienia pojawiają się na skórze twarzy w okolicy skroni, czoła, policzków i górnej wargi. Mają brązową barwę i są dobrze odgraniczone od otaczającej je skóry. Na ich powstawanie wpływają główne hormony żeńskie, światło słoneczne i skłonności genetyczne.

Ostuda często pojawia się u kobiet w ciąży, z zaburzeniami miesiączkowania, chorobami tarczycy oraz przyjmujących leki antykoncepcyjne. Dodatkowo jej powstawaniu może sprzyjać przyjmowanie leków o działaniu światłouczulającym (np. niektórych leków przeciwbólowych, środków przeciwbakteryjnych i uspokajających). Zdarzają się także światłouwrażliwiające kosmetyki, są to głównie te silnie pachnące. Klasycznym przykładem ich działania są przebarwienia bocznych powierzchni szyi u mężczyzn stosujących niektóre wody po goleniu.

A piegi?

To również przebarwienia powstające pod wpływem światła słonecznego. Pojawiają się we wczesnym dzieciństwie na skórze twarzy lub kończyn. Predyspozycje do ich powstawania są uwarunkowane genetycznie i zwykle dotyczą osób o bardzo jasnej karnacji, włosach jasnych bądź rudych.

Jak pozbyć się przebarwień?

Ich leczenie jest zwykle długotrwałe i może trwać wiele miesięcy. Obecnie dostępnych jest kilka metod. Można kupić w aptece preparaty wybielające z hydrochinonem, kwasem azelainowym lub kwasem kojowym. Można też zastosować peeling, laser (IPL, neodymowo-yagowy) albo krioterapię. Oczywiście najlepszym sposobem na uniknięcie przebarwień jest ochrona skóry przed światłem słonecznym, czyli noszenie odpowiedniej odzieży, kapeluszy oraz stosowanie kremów z filtrem chroniącym zarówno przed promieniowaniem UVA, jak i UVB.

A jak to jest z kremami zawierającymi filtry przeciwsłoneczne? Czy bardziej pomagają, chroniąc nas przed nowotworami skóry, czy bardziej szkodzą, bo zawierają różne związki chemiczne przenikające do krwiobiegu?

Ze względu na dziurę ozonową bardziej niż kiedykolwiek jesteśmy narażeni na niekorzystne działanie promieniowania słonecznego. Warto więc chronić się przed działaniem ultrafioletu i kremy jednak stosować – przynajmniej takie są obecne zalecenia. Zwłaszcza dotyczy to dzieci i osób o jasnym (I i II) fototypie skóry, skłonnej do oparzeń.

Dopuszczone obecnie do użytku w kremach nowoczesne związki chemiczne nie przekraczają bariery skóry i nie przenikają do krwiobiegu. Bywają jednak źródłem reakcji alergicznych indukowanych przez promienie UV. Często też miesza się kilka filtrów, by uzyskać pokrycie widma promieniowania UVA i UVB. Niebezpieczne jest dodawanie środków przeciwzapalnych do preparatów, gdyż mniejszy rumień powoduje, że dłużej przebywamy na słońcu. Filtry o szerokim spektrum absorpcji, dające ochronę przeciwko UVA i UVB, to drometrizol trisiloksanu metyleno-bis-benzotriazolu, tetrametylobutylofenol, triazyna i benzofenony (dopuszczone do stosowania w kosmetykach są benzofenony 3, 4 i 5). Dobrze, gdy są połączone z filtrami mineralnymi, np. tlenkiem cynku lub dwutlenkiem tytanu.

Niektórzy twierdzą, że kremy ochronne blokują u dzieci zachodzącą w skórze syntezę aktywnych postaci witaminy D3, co ponoć grozi rozwojem krzywicy.

Niesłusznie. Większość badań eksperymentalnych potwierdza bowiem, że już kilkuminutowa ekspozycja skóry na działanie słońca w ciągu dnia wystarcza do powstania odpowiednich ilości tej ważnej dla okresu wzrostu witaminy.

Mamy wakacje, podczas których częściej korzystamy z miejskich basenów. Można tam „coś złapać”?

Woda w basenach jest siedliskiem całej gamy niebezpiecznych zarazków. Bakterie, wirusy i pasożyty to ogromne zagrożenie przede wszystkim dla skóry i układu moczowo-płciowego. Najczęściej atakuje nas grzybica stóp, na którą cierpi około 30% populacji. Zakażenie atakującymi stopy grzybami z rodzaju dermatofitów w niektórych środowiskach (np. wśród sportowców) może sięgać nawet 75% osób. Grzyby występują w miejscach ciepłych i wilgotnych – na nagrzanych słońcem płytkach wokół basenu, na podłodze pod prysznicem, w brodzikach, na sprzętach w szatni. Kolonizacji i osiedlaniu się grzybów na stopach sprzyjają rany na skórze, otarcia naskórka, a także obniżona odporność i cukrzyca.

Jeśli chodzi o stopy, to muszę wspomnieć o brodawkach podeszwowych. Jest to jedna z najbardziej zaraźliwych form brodawek. Szczególnie łatwo o infekcję w miejscach ciepłych i wilgotnych, jak właśnie basen czy sauna. Wirusy najłatwiej przenikają przez zmacerowaną i uszkodzoną skórę. Brodawki podeszwowe mogą występować jako zmiany pojedyncze lub mnogie, niekiedy są bolesne. Ponadto często tworzą się tzw. nagniotki, odczuwane jako ciało obce („kamień w bucie”). Niestety, zmiany te bywają oporne na wszelkie leczenie i potrafią utrzymywać się przez długie lata, często również nawracają.

A infekcje intymne?

Również się zdarzają. Można się np. zarazić rzęsistkiem, pierwotniakiem przenoszącym się na ogół podczas kontaktów seksualnych. Ponieważ drobnoustrój ten lubi wilgoć, dobrze się czuje także w basenie. Z kolei zapalenie bakteryjne lub drożdżakowe pochwy i sromu po kąpieli w basenie często jest skutkiem zachwiania równowagi flory bakteryjnej pochwy, a nie inwazji drobnoustrojów z wody. Chlor podrażnia miejsca intymne, a zabijając różne mikroorganizmy, niszczy też bakterie kwasu mlekowego z rodzaju Lactobacillus, będące barierą dla bakterii i grzybów.

Na coś jeszcze powinniśmy uważać?

Możemy np. narazić się na zapalenie pęcherza moczowego. Najczęściej chorobę wywołuje bakteria kałowa Escherichia coli. Możemy albo złapać obce bakterie czy grzyby znajdujące się w wodzie, albo dać szansę własnym, bytującym w okolicach cewki moczowej. Te ostatnie atakują przy spadku odporności spowodowanym m.in. kąpielą w zimnej wodzie.

Z kolei w ciepłej, mało chlorowanej wodzie czyha na nas powszechna pałeczka ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa folliculitis), która może wywołać zapalenie mieszków włosowych. Sprzyjającymi schorzeniu czynnikami są otarcia i maceracja naskórka, zwłaszcza w okolicy ujść mieszków włosowych – stają się one wrotami infekcji P. aeruginosa. Choroba objawia się swędzącymi, zapalnymi, powierzchownymi wykwitami grudkowymi i krostkowymi, bardziej nasilonymi w miejscach przylegania do skóry kostiumu kąpielowego. Dzieci chorują częściej niż osoby dorosłe, gdyż chętniej korzystają z basenów. Zmiany mogą ustępować samoistnie bez leczenia w ciągu 5–14 dni, chociaż bywają nawroty.

Jest jeszcze jedna przyczyna wakacyjnych obaw – cellulit. Czy to defekt kosmetyczny, czy choroba?

Cellulit nie jest chorobą. Obecnie uważa się go za naturalne zjawisko. Dotyczy głównie kobiet, ponieważ jego rozwój wiąże się z działaniem estrogenów. Najczęściej pojawia się na udach i pośladkach, czyli tam, gdzie łatwiej odkłada się tkanka tłuszczowa. Jak go rozpoznać? Otóż skóra ujęta w fałd przypomina wyglądem skórkę pomarańczową. Nie ma skuteczniejszej metody „leczenia” cellulitu niż schudnięcie oraz wysiłek fizyczny. Naukowego uzasadnienia nie znajdują ani masaże, ani ultradźwięki, ani preparaty do stosowania miejscowego.

Drugą zmorą kobiet są rozstępy. Czy ich pojawianie się jest jedynie wynikiem rozciągania się tkanek wskutek tycia?

Przyczyną rozstępów jest szybki i znaczny przyrost masy ciała. Dochodzi wtedy do nadmiernego rozciągania skóry i zerwania sieci włókien kolagenowych. Jednak nie są to jedyne czynniki wpływające na powstawanie tych szpecących zmian. Rolę odgrywają też zburzenia hormonalne. Rozstępy mogą się pojawić podczas przyjmowania środków anabolicznych mających rozwijać masę mięśniową – zatem i u mężczyzn – albo u osób z hiperkortyzolemią, czyli zwiększonym stężeniem kortyzolu w surowicy krwi. Rolę w patogenezie odgrywają też czynniki genetyczne, ciąża oraz zaburzenia funkcjonowania tkanki łącznej.

Czy można coś zrobić z rozstępami?

Nie istnieją stuprocentowo skuteczne metody zapobiegania rozstępom. Trochę pomagają masaże oraz kremy i preparaty zawierające antyutleniacze. Natomiast gdy już zmiany się pojawią, pozostaje jedynie zmniejszyć ich widoczność przez stosowanie masaży, mezoterapii oraz lasera frakcyjnego. Nie zapewnia to jednak powrotu skóry do stanu przed pojawieniem się rozstępów.

Z kolei panów częściej dotyka łysienie…

Łysienie dotyka w różnym stopniu każdego mężczyznę. Do jego głównych czynników etiologicznych zaliczyć można predyspozycję genetyczną – czynniki rodzinne, rasowe – oraz poziom androgenów, czyli męskich hormonów płciowych. Oczywiście najważniejszą rolę odgrywają czynniki genetyczne. Prawdopodobieństwo utraty włosów można ocenić na podstawie liczby łysych krewnych pierwszego i drugiego stopnia. Już sam Arystoteles zastanawiał się, dlaczego androgeny pobudzają wzrost włosów na tułowiu i brodzie, a jednocześnie przyczyniają się do ich utraty na głowie. Naukowcy do tej pory nie znaleźli odpowiedzi na to pytanie. Obecnie wiadomo, że kluczowym enzymem w metabolizmie testosteronu jest enzym 5-alfa-reduktaza, która przekształca testosteron do dwuhydrotestosteronu (DHT), a ten dzięki różnym białkom i receptorom jest przenoszony do jądra komórkowego, gdzie wpływa na ekspresję genów. Pod wpływem androgenów wrażliwe genetycznie mieszki włosowe przechodzą metamorfozę regresyjną. Wraz z kolejnymi cyklami wytwarzania włosa dochodzi do jego skrócenia i ścieńczenia oraz utraty pigmentacji. Kończy się to zamieraniem mieszków włosowych i utratą włosów.    

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 08/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2020
11/2020
Kalendarium
Listopad
29
W 1951 r. na Poligonie Nevada przeprowadzono pierwszą amerykańską podziemną próbę jądrową.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Olga Orzyłowska-Śliwińska | dodano: 2013-07-24
Skóra na wakacjach

Fot. Haveseen/Dreamstime.com

Z prof. Waldemarem Plackiem, kierownikiem Katedry i Kliniki Dermatologii, Chorób Przenoszonych Drogą Płciową i Immunologii Klinicznej, i jego zespołem rozmawia Olga Orzyłowska-Śliwińska

Różnimy się tempem opalania i kolorem opalenizny. Dlaczego?

Wszystko przez melanocyty, czyli komórki naskórka wytwarzające pigment melaninę, rozmieszczone na całej powierzchni ciała z wyjątkiem dłoni i podeszew stóp. Znajdują się w warstwie podstawnej skóry – najgłębszej warstwie naskórka – pomiędzy keratynocytami, którym przekazują za pomocą wypustek dendrytycznych ziarna melaniny zamknięte w organellach zwanych melanosomami. Keratynocyty z melaniną migrują potem z warstwy podstawnej do warstwy rogowej – czyli od najbardziej wewnętrznej do zewnętrznej. W zdrowej skórze trwa to 28 dni.

Osoby z mniejszą liczbą melanocytów będą więc mniej opalone. Trzeba pamiętać, że liczba tych komórek jest większa w rejonach skóry narażonych na częste działanie promieni słonecznych i wraz z wiekiem się zmniejsza. Pod wpływem promieniowania ultrafioletowego melanocyty wytwarzają większe ilości melaniny.

Istnieją dwa rodzaje reakcji na promieniowanie słoneczne, dlatego mówi się o pigmentacji natychmiastowej i późnej. Pigmentacja natychmiastowa zależy głównie od promieniowania UVA. Dochodzi wtedy do utleniania już wcześniej wytworzonych substancji prekursorowych melaniny. Osoby z dużą liczbą melanocytów pod wpływem tego promieniowania bardzo szybko stają się opalone. Drugi rodzaj pigmentacji – późny, pojawia się po 48–72 godz. od ekspozycji i wynika głównie z działania promieniowania UVB.

Od czego zależy powstawanie melaniny?

Jest uwarunkowane genetycznie. Na podstawie reakcji skóry na działanie światła Thomas Fitzpatrick wyodrębnił w 1975 r. sześć fototypów skóry. Najbardziej wrażliwi na promieniowanie słoneczne są ludzie z I i II fototypem. Zazwyczaj są to osoby o tzw. jasnej karnacji, mające włosy blond lub rude. Afroamerykanie należą do VI fototypu. Liczba melanocytów jest ustalona w momencie narodzin, ale funkcjonowanie i produkcja melanin rozwija się powoli – to dlatego skóra niemowląt rasy negroidalnej ciemnieje dopiero po kilku miesiącach od narodzin.

Sam proces syntezy melaniny jest dość skomplikowany. To ciąg reakcji chemicznych, na skutek których tyrozyna lub hydroksyalanina są przekształcane w różne postacie melaniny: brązową eumelaninę i czerwoną feomelaninę. Pigmentację pobudzają mediatory wytwarzane w skórze pod wpływem działania promieniowania UV (m.in. bFGF, endotelina-1, produkowany przez przysadkę hormon melanotropowy, prostaglandyny i leukotrieny).

Przedstawiciele rasy celtyckiej – czyli o bardzo jasnej skórze, mający blond lub rude włosy – wytwarzają głównie feomelaninę, która nie zapewnia ochrony przed promieniowaniem UV. Przedstawiciele rasy czarnej wytwarzają wyłącznie eumelaninę. U albinosów nie dochodzi do syntezy melaniny.

Różnimy się też szybkością blednięcia skóry…

Gdy keratynocyty z melaniną dotrą do warstwy rogowej, ulegają złuszczeniu. Wtedy bledniemy. Osoby nieeksponowane na słońce także bledną, co jest skutkiem regeneracji naskórka.

Czy skóra Afrykańczyka lub Azjaty bardzo różni się od naszej liczbą melanocytów?

Nie, chociaż tak się powszechnie uważa. U wszystkich „ras” jest ona mniej więcej stała. Karnacja zależy od aktywności melanocytów, większej u osób o ciemniejszym kolorze skóry. U takich ludzi zawierające melaninę keratynocyty są rozproszone we wszystkich warstwach skóry, a u rasy kaukaskiej („białej”) skupiają się w warstwie podstawnej. U rasy białej i czarnej występują również znaczne różnice w rozmieszczeniu melanosomów w obrębie keratynocytów. Keratynocyt u przedstawiciela rasy czarnej najczęściej zawiera znacznie więcej melanosomów, są one również znacznie większe i częściej występują pojedynczo, nie w grupach.

To już wszystkie odmienności?

Pozostałe cechy skóry, takie jak np. liczba gruczołów łojowych i potowych, są zbliżone. Ale np. pH skóry czarnej jest nieco niższe niż białej. Skóra taka złuszcza się 2,5 raza szybciej, co nadaje jej „zakurzony” wygląd. Z wiekiem staje się też podatna na nierównomierne zabarwienie, a to objawia się występowaniem odbarwionych plam w następstwie nawet najmniejszego zadrapania. Naturalne zabarwienie też nie jest jednolite.

A skąd biorą się na skórze przebarwienia? Czy za to także odpowiada melanina?

Przebarwienia są ograniczonymi zmianami zabarwienia skóry w postaci plam lub plamek znacznie ciemniejszych niż kolor otaczającej, zdrowej skóry. Wynikają z nadmiernego nagromadzenia melaniny powstającej wskutek działania światła UV. Najczęstszą ich formą jest tzw. ostuda, czyli melasma. Nęka głównie kobiety. Przebarwienia pojawiają się na skórze twarzy w okolicy skroni, czoła, policzków i górnej wargi. Mają brązową barwę i są dobrze odgraniczone od otaczającej je skóry. Na ich powstawanie wpływają główne hormony żeńskie, światło słoneczne i skłonności genetyczne.

Ostuda często pojawia się u kobiet w ciąży, z zaburzeniami miesiączkowania, chorobami tarczycy oraz przyjmujących leki antykoncepcyjne. Dodatkowo jej powstawaniu może sprzyjać przyjmowanie leków o działaniu światłouczulającym (np. niektórych leków przeciwbólowych, środków przeciwbakteryjnych i uspokajających). Zdarzają się także światłouwrażliwiające kosmetyki, są to głównie te silnie pachnące. Klasycznym przykładem ich działania są przebarwienia bocznych powierzchni szyi u mężczyzn stosujących niektóre wody po goleniu.

A piegi?

To również przebarwienia powstające pod wpływem światła słonecznego. Pojawiają się we wczesnym dzieciństwie na skórze twarzy lub kończyn. Predyspozycje do ich powstawania są uwarunkowane genetycznie i zwykle dotyczą osób o bardzo jasnej karnacji, włosach jasnych bądź rudych.

Jak pozbyć się przebarwień?

Ich leczenie jest zwykle długotrwałe i może trwać wiele miesięcy. Obecnie dostępnych jest kilka metod. Można kupić w aptece preparaty wybielające z hydrochinonem, kwasem azelainowym lub kwasem kojowym. Można też zastosować peeling, laser (IPL, neodymowo-yagowy) albo krioterapię. Oczywiście najlepszym sposobem na uniknięcie przebarwień jest ochrona skóry przed światłem słonecznym, czyli noszenie odpowiedniej odzieży, kapeluszy oraz stosowanie kremów z filtrem chroniącym zarówno przed promieniowaniem UVA, jak i UVB.

A jak to jest z kremami zawierającymi filtry przeciwsłoneczne? Czy bardziej pomagają, chroniąc nas przed nowotworami skóry, czy bardziej szkodzą, bo zawierają różne związki chemiczne przenikające do krwiobiegu?

Ze względu na dziurę ozonową bardziej niż kiedykolwiek jesteśmy narażeni na niekorzystne działanie promieniowania słonecznego. Warto więc chronić się przed działaniem ultrafioletu i kremy jednak stosować – przynajmniej takie są obecne zalecenia. Zwłaszcza dotyczy to dzieci i osób o jasnym (I i II) fototypie skóry, skłonnej do oparzeń.

Dopuszczone obecnie do użytku w kremach nowoczesne związki chemiczne nie przekraczają bariery skóry i nie przenikają do krwiobiegu. Bywają jednak źródłem reakcji alergicznych indukowanych przez promienie UV. Często też miesza się kilka filtrów, by uzyskać pokrycie widma promieniowania UVA i UVB. Niebezpieczne jest dodawanie środków przeciwzapalnych do preparatów, gdyż mniejszy rumień powoduje, że dłużej przebywamy na słońcu. Filtry o szerokim spektrum absorpcji, dające ochronę przeciwko UVA i UVB, to drometrizol trisiloksanu metyleno-bis-benzotriazolu, tetrametylobutylofenol, triazyna i benzofenony (dopuszczone do stosowania w kosmetykach są benzofenony 3, 4 i 5). Dobrze, gdy są połączone z filtrami mineralnymi, np. tlenkiem cynku lub dwutlenkiem tytanu.

Niektórzy twierdzą, że kremy ochronne blokują u dzieci zachodzącą w skórze syntezę aktywnych postaci witaminy D3, co ponoć grozi rozwojem krzywicy.

Niesłusznie. Większość badań eksperymentalnych potwierdza bowiem, że już kilkuminutowa ekspozycja skóry na działanie słońca w ciągu dnia wystarcza do powstania odpowiednich ilości tej ważnej dla okresu wzrostu witaminy.

Mamy wakacje, podczas których częściej korzystamy z miejskich basenów. Można tam „coś złapać”?

Woda w basenach jest siedliskiem całej gamy niebezpiecznych zarazków. Bakterie, wirusy i pasożyty to ogromne zagrożenie przede wszystkim dla skóry i układu moczowo-płciowego. Najczęściej atakuje nas grzybica stóp, na którą cierpi około 30% populacji. Zakażenie atakującymi stopy grzybami z rodzaju dermatofitów w niektórych środowiskach (np. wśród sportowców) może sięgać nawet 75% osób. Grzyby występują w miejscach ciepłych i wilgotnych – na nagrzanych słońcem płytkach wokół basenu, na podłodze pod prysznicem, w brodzikach, na sprzętach w szatni. Kolonizacji i osiedlaniu się grzybów na stopach sprzyjają rany na skórze, otarcia naskórka, a także obniżona odporność i cukrzyca.

Jeśli chodzi o stopy, to muszę wspomnieć o brodawkach podeszwowych. Jest to jedna z najbardziej zaraźliwych form brodawek. Szczególnie łatwo o infekcję w miejscach ciepłych i wilgotnych, jak właśnie basen czy sauna. Wirusy najłatwiej przenikają przez zmacerowaną i uszkodzoną skórę. Brodawki podeszwowe mogą występować jako zmiany pojedyncze lub mnogie, niekiedy są bolesne. Ponadto często tworzą się tzw. nagniotki, odczuwane jako ciało obce („kamień w bucie”). Niestety, zmiany te bywają oporne na wszelkie leczenie i potrafią utrzymywać się przez długie lata, często również nawracają.

A infekcje intymne?

Również się zdarzają. Można się np. zarazić rzęsistkiem, pierwotniakiem przenoszącym się na ogół podczas kontaktów seksualnych. Ponieważ drobnoustrój ten lubi wilgoć, dobrze się czuje także w basenie. Z kolei zapalenie bakteryjne lub drożdżakowe pochwy i sromu po kąpieli w basenie często jest skutkiem zachwiania równowagi flory bakteryjnej pochwy, a nie inwazji drobnoustrojów z wody. Chlor podrażnia miejsca intymne, a zabijając różne mikroorganizmy, niszczy też bakterie kwasu mlekowego z rodzaju Lactobacillus, będące barierą dla bakterii i grzybów.

Na coś jeszcze powinniśmy uważać?

Możemy np. narazić się na zapalenie pęcherza moczowego. Najczęściej chorobę wywołuje bakteria kałowa Escherichia coli. Możemy albo złapać obce bakterie czy grzyby znajdujące się w wodzie, albo dać szansę własnym, bytującym w okolicach cewki moczowej. Te ostatnie atakują przy spadku odporności spowodowanym m.in. kąpielą w zimnej wodzie.

Z kolei w ciepłej, mało chlorowanej wodzie czyha na nas powszechna pałeczka ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa folliculitis), która może wywołać zapalenie mieszków włosowych. Sprzyjającymi schorzeniu czynnikami są otarcia i maceracja naskórka, zwłaszcza w okolicy ujść mieszków włosowych – stają się one wrotami infekcji P. aeruginosa. Choroba objawia się swędzącymi, zapalnymi, powierzchownymi wykwitami grudkowymi i krostkowymi, bardziej nasilonymi w miejscach przylegania do skóry kostiumu kąpielowego. Dzieci chorują częściej niż osoby dorosłe, gdyż chętniej korzystają z basenów. Zmiany mogą ustępować samoistnie bez leczenia w ciągu 5–14 dni, chociaż bywają nawroty.

Jest jeszcze jedna przyczyna wakacyjnych obaw – cellulit. Czy to defekt kosmetyczny, czy choroba?

Cellulit nie jest chorobą. Obecnie uważa się go za naturalne zjawisko. Dotyczy głównie kobiet, ponieważ jego rozwój wiąże się z działaniem estrogenów. Najczęściej pojawia się na udach i pośladkach, czyli tam, gdzie łatwiej odkłada się tkanka tłuszczowa. Jak go rozpoznać? Otóż skóra ujęta w fałd przypomina wyglądem skórkę pomarańczową. Nie ma skuteczniejszej metody „leczenia” cellulitu niż schudnięcie oraz wysiłek fizyczny. Naukowego uzasadnienia nie znajdują ani masaże, ani ultradźwięki, ani preparaty do stosowania miejscowego.

Drugą zmorą kobiet są rozstępy. Czy ich pojawianie się jest jedynie wynikiem rozciągania się tkanek wskutek tycia?

Przyczyną rozstępów jest szybki i znaczny przyrost masy ciała. Dochodzi wtedy do nadmiernego rozciągania skóry i zerwania sieci włókien kolagenowych. Jednak nie są to jedyne czynniki wpływające na powstawanie tych szpecących zmian. Rolę odgrywają też zburzenia hormonalne. Rozstępy mogą się pojawić podczas przyjmowania środków anabolicznych mających rozwijać masę mięśniową – zatem i u mężczyzn – albo u osób z hiperkortyzolemią, czyli zwiększonym stężeniem kortyzolu w surowicy krwi. Rolę w patogenezie odgrywają też czynniki genetyczne, ciąża oraz zaburzenia funkcjonowania tkanki łącznej.

Czy można coś zrobić z rozstępami?

Nie istnieją stuprocentowo skuteczne metody zapobiegania rozstępom. Trochę pomagają masaże oraz kremy i preparaty zawierające antyutleniacze. Natomiast gdy już zmiany się pojawią, pozostaje jedynie zmniejszyć ich widoczność przez stosowanie masaży, mezoterapii oraz lasera frakcyjnego. Nie zapewnia to jednak powrotu skóry do stanu przed pojawieniem się rozstępów.

Z kolei panów częściej dotyka łysienie…

Łysienie dotyka w różnym stopniu każdego mężczyznę. Do jego głównych czynników etiologicznych zaliczyć można predyspozycję genetyczną – czynniki rodzinne, rasowe – oraz poziom androgenów, czyli męskich hormonów płciowych. Oczywiście najważniejszą rolę odgrywają czynniki genetyczne. Prawdopodobieństwo utraty włosów można ocenić na podstawie liczby łysych krewnych pierwszego i drugiego stopnia. Już sam Arystoteles zastanawiał się, dlaczego androgeny pobudzają wzrost włosów na tułowiu i brodzie, a jednocześnie przyczyniają się do ich utraty na głowie. Naukowcy do tej pory nie znaleźli odpowiedzi na to pytanie. Obecnie wiadomo, że kluczowym enzymem w metabolizmie testosteronu jest enzym 5-alfa-reduktaza, która przekształca testosteron do dwuhydrotestosteronu (DHT), a ten dzięki różnym białkom i receptorom jest przenoszony do jądra komórkowego, gdzie wpływa na ekspresję genów. Pod wpływem androgenów wrażliwe genetycznie mieszki włosowe przechodzą metamorfozę regresyjną. Wraz z kolejnymi cyklami wytwarzania włosa dochodzi do jego skrócenia i ścieńczenia oraz utraty pigmentacji. Kończy się to zamieraniem mieszków włosowych i utratą włosów.