człowiek
Autor: Agnieszka Krzemińska | dodano: 2013-08-26
Miasta w płomieniach

Fot. Biblioteka Kongresu

Przewrócona lampka, bryłka żaru, zapalone cygaro i kopnięta latarnia, a potem zaniedbania, pech i złe decyzje – oto przyczyny największych w historii pożarów miast.

Przez wieki ogień wzbudzał strach, co w polskiej tradycji wyraża modlitwa: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie”. Ale podczas gdy na pożary wywołane uderzeniem pioruna ludzie nie mieli wpływu, to odkąd nauczyli się rozniecać ogień, sami stali się głównymi podpalaczami własnych domów. W czasie wojny – w imię zniszczenia potęgi wroga i jego dóbr, podczas pokoju – najczęściej z nieuwagi i głupoty albo by zwrócić na siebie uwagę, jak szewc Herostrates, który w 356 p.n.e. spalił efeski Artemizjon, jeden z siedmiu cudów świata. Pożary bardziej zagrażały mieszkańcom północy, gdzie domy budowano z drewna, a zima wymuszała używanie w nich otwartego ognia. Jednak płonęły też budowane na południu domy z cegły mułowej z drewnianymi stropami i dachami pokrytymi łatwopalnymi materiałami. Oczywiście największym zagrożeniem było zagęszczenie domów w zamkniętych murami miastach.

Do wielu pożarów dochodziło w wyniku celowych podpaleń czy bombardowań. W czasie II wojny światowej w trakcie nalotów dywanowych spuszczano na miasta bomby zapalające, które wywoływały burzę ogniową. Najtragiczniejszy w skutkach był nalot na Drezno w lutym 1945 r., który zniszczył aż 60% miasta. Zdarzały się też pożary spowodowane kataklizmami, jak wywołany trzęsieniem ziemi z 18 kwietnia 1906 r. pożar w San Francisco, który strawił 70% miasta. Niektóre jednak wybuchały z powodów bardziej przyziemnych. Cztery z nich otrzymały miano „wielkich”, nie tyle ze względu na liczbę ofiar, bo ludzie zwykle mają czas, by uciec przed płomieniami, ile ze względu na straty materialne – spalone domy, zabytki, bezcenne zbiory – oraz znaczenie dla historii, jak w przypadku pożaru Rzymu.

Rzym A.D. 64

Rzym zapłonął w nocy z 18 na 19 lipca. Według Tacyta ogień pojawił się w jednym z kramów w arkadach Circus Maximus. Nie ustalono bezpośredniej przyczyny – może od wywróconej lampki oliwnej zajęły się łatwopalne towary w sklepikach. Wkrótce w ogniu stanął cyrk i okoliczne domy stojące w nieregularnych szeregach, rozdzielone wąskimi i krętymi uliczkami. Już wtedy pożar wymknął się spod kontroli, a na ulicach Rzymu zaczęły rozgrywać się dantejskie sceny.

Neron bawił w tym czasie w Ancjum. Wrócił do Rzymu dopiero na wieść, że ogień zagraża jego nowej rezydencji. Lecz ani pałacu, ani zabudowań Palatynu nie udało się już uratować. Szalejący przez sześć dni ogień opanowano dopiero po zburzeniu domów u stóp wzgórza Eskwilin, co zapobiegło rozprzestrzenianiu się płomieni. Kataklizm zniszczył 3 z 14 dzielnic, a w 7 wyrządził poważne szkody – spłonęły świątynia Westy i Luny oraz amfiteatr Statiliusza Taurusa. Rzymianie utracili bogactwa zdobyte w podbojach, arcydzieła literatury i sztuki greckiej zdobiące rezydencje oraz budowle publiczne, a także zabytki zbudowane jeszcze przez królów.

Mieszkańcy winą za pożar obciążyli Nerona, chociaż wbrew złej legendzie po powrocie do stolicy zachował się bardzo na miejscu – oddał do dyspozycji pogorzelców budynki na Polu Marsowym, w swoich ogrodach kazał zbudować dla nich baraki, obniżył podatki i zorganizował transport najpotrzebniejszych artykułów. Aby zapobiec pożarom w przyszłości, wydał nowe prawa dotyczące szerokości ulic, wysokości domów i rodzajów materiałów budowlanych dozwolonych w mieście. Rzymianie nie mogli mu jednak wybaczyć, że zatrzymał dla siebie 45 ha zniszczonych przez pożar gruntów między Palatynem a Eskwilinem, gdzie wzniósł dla siebie niezwykle luksusowy pałac zwany Domus Aurea (Dom Złoty).

Krążyły plotki, że cesarz polecił podpalić Rzym, by tanio pozyskać tereny pod budowę swojego pałacu i rozległego parku. Niektórzy twierdzili, iż Neron, patrząc na płonącą stolicę, śpiewał pieśń o pożarze Troi. Przerażonemu tymi pogłoskami cesarzowi zaufany zausznik Tygelinus podsunął pomysł, by oskarżyć o podpalenie miasta wyznawców nowej religii – chrześcijan. Za samą przynależność do gminy skazano potem na śmierć mnóstwo ludzi. Zrobiono z nich żywe pochodnie lub rzucono na pożarcie dzikim zwierzętom. Jednak nawet ta akcja propagandowa nie przekonała Rzymian o niewinności Nerona. Okrucieństwo wobec chrześcijan częściej wywoływało współczucie dla prześladowanych.

Londyn A.D. 1666

W średniowieczu i w czasach nowożytnych pożary miast nadal nie były czymś wyjątkowym, tym bardziej że w północnej Europie kamienne lub ceglane były jedynie fundamenty domów i rozdzielające parcele ściany ogniowe. Ściany frontowe i tylne miały drewniany szkielet. Ze względów bezpieczeństwa od XV w. zabraniano używać drewna, ale starych domów nie wyburzano, od podwórza zaś – gdzie reszta mieszkańców nie widziała, co się dzieje – wznoszono mur pruski, chcąc zaoszczędzić na materiałach. Skupienie na małej przestrzeni wielu łatwopalnych budynków sprawiało, że nawet niewielka iskra mogła wywołać pożar całego miasta. To dlatego poza mury miejskie wyrzucano kowali i odlewników, a piekarnie umieszczano na końcach ciągów kamienic, by ułatwić dostęp do nich strażakom.

Co z tego, skoro właśnie od banalnego pożaru piekarni rozpoczął się wielki pożar Londynu, który szalał od 2 do 5 września 1666 r., niszcząc brytyjską stolicę. Wybuchł o świcie w królewskiej piekarni Thomasa Farynora przy Pudding Lane. Piekarzowi i jego rodzinie udało się uciec, ale w płomieniach zginęła służąca. Chociaż ogień błyskawicznie rozprzestrzenił się na zachód, burmistrz Londynu początkowo zlekceważył zagrożenie i nie podjął zdecydowanych kroków zapobiegawczych. Gdy po południu pożar dotarł do położonych nad Tamizą składów olejów, drewna i węgla drzewnego, rozpętało się piekło.

Po trzech dniach dużą część miasta stanowiło morze wciąż płonących i dymiących zgliszczy. Pożar zniszczył cztery piąte zabudowań – 13 tys. domów i 87 kościołów (m.in. starą katedrę św. Pawła). O dziwo, w płomieniach zginęło zaledwie kilkanaście osób. Największym błędem było odwlekanie decyzji o burzeniu domów na granicach płonących obszarów. Na szczęście władze miasta w końcu się na to zdecydowały. Dzięki temu uratowano wiele ważnych budynków (np. londyńską Tower). Pożar ustał 7 września, ale Samuel Pepys (który opisał londyński pożar w swoim pamiętniku) twierdził, że w niektórych miejscach ogień tlił się jeszcze przez 10 dni. Miasto odbudowano wg planów architekta sir Christophera Wrena. W 1667 r. ukończono nową katedrę św. Pawła i monument, który stoi przy Pudding Lane, w miejscu gdzie wybuchł wielki pożar. Z ambitnych planów poszerzenia ulic Londynu nic nie wyszło ze względu na opór właścicieli gruntów. Nowy Londyn powielił plan średniowiecznego miasta, a jedynym plusem było to, że domy wznoszono wyłącznie z kamieni.

Hamburg A.D. 1842

Przyczyny wielkiego pożaru Hamburga, który między 5 a 8 maja 1842 r. strawił miasto, nie są znane. Wiadomo tylko, że zaczął się po północy w wytwórni cygar przy Deichstraße 44. Pierwsze płomienie zauważył strażnik. Wezwani strażacy nie zdołali jednak ugasić pożaru ani nie zapobiegli jego przeniesieniu się na sąsiednie magazyny bawełny, konopi i alkoholu, stanowiące doskonałą pożywkę dla płomieni. Ogień zajął dzielnicę Mikołaja. Można było go powstrzymać, wysadzając domy, ale, podobnie jak w Londynie, odrzucono to rozwiązanie.

Następnego dnia ogień szalał dalej. Katastrofalny w skutkach okazał się pomysł pewnego właściciela magazynu z alkoholem, który 350 beczek araku wylał do kanału, nie chcąc, by alkohol podsycił ogień. Niestety, nie wziął pod uwagę, że był właśnie odpływ i że z tego kanału strażacy czerpali wodę do gaszenia miasta. W ten sposób przez kilka godzin bezskutecznie walczono z pożarem rozcieńczonym alkoholem. Wreszcie żywioł dotarł do centrum miasta. Po południu spłonął kościół św. Mikołaja, a wieczorem płomienie zbliżały się do ratusza. Tym razem, po przeniesieniu dokumentów, podjęto decyzję o wysadzeniu gmachu 800 kg prochu strzelniczego. Zabieg powiódł się tylko częściowo…

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 09/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2020
05/2020
Kalendarium
Czerwiec
5
W 1981 r. Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób doniosło, że 5 homoseksualistów zapadło na rzadką odmianę zapalenia płuc. Był to pierwszy opis choroby, rok później nazwanej AIDS.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Agnieszka Krzemińska | dodano: 2013-08-26
Miasta w płomieniach

Fot. Biblioteka Kongresu

Przewrócona lampka, bryłka żaru, zapalone cygaro i kopnięta latarnia, a potem zaniedbania, pech i złe decyzje – oto przyczyny największych w historii pożarów miast.

Przez wieki ogień wzbudzał strach, co w polskiej tradycji wyraża modlitwa: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie”. Ale podczas gdy na pożary wywołane uderzeniem pioruna ludzie nie mieli wpływu, to odkąd nauczyli się rozniecać ogień, sami stali się głównymi podpalaczami własnych domów. W czasie wojny – w imię zniszczenia potęgi wroga i jego dóbr, podczas pokoju – najczęściej z nieuwagi i głupoty albo by zwrócić na siebie uwagę, jak szewc Herostrates, który w 356 p.n.e. spalił efeski Artemizjon, jeden z siedmiu cudów świata. Pożary bardziej zagrażały mieszkańcom północy, gdzie domy budowano z drewna, a zima wymuszała używanie w nich otwartego ognia. Jednak płonęły też budowane na południu domy z cegły mułowej z drewnianymi stropami i dachami pokrytymi łatwopalnymi materiałami. Oczywiście największym zagrożeniem było zagęszczenie domów w zamkniętych murami miastach.

Do wielu pożarów dochodziło w wyniku celowych podpaleń czy bombardowań. W czasie II wojny światowej w trakcie nalotów dywanowych spuszczano na miasta bomby zapalające, które wywoływały burzę ogniową. Najtragiczniejszy w skutkach był nalot na Drezno w lutym 1945 r., który zniszczył aż 60% miasta. Zdarzały się też pożary spowodowane kataklizmami, jak wywołany trzęsieniem ziemi z 18 kwietnia 1906 r. pożar w San Francisco, który strawił 70% miasta. Niektóre jednak wybuchały z powodów bardziej przyziemnych. Cztery z nich otrzymały miano „wielkich”, nie tyle ze względu na liczbę ofiar, bo ludzie zwykle mają czas, by uciec przed płomieniami, ile ze względu na straty materialne – spalone domy, zabytki, bezcenne zbiory – oraz znaczenie dla historii, jak w przypadku pożaru Rzymu.

Rzym A.D. 64

Rzym zapłonął w nocy z 18 na 19 lipca. Według Tacyta ogień pojawił się w jednym z kramów w arkadach Circus Maximus. Nie ustalono bezpośredniej przyczyny – może od wywróconej lampki oliwnej zajęły się łatwopalne towary w sklepikach. Wkrótce w ogniu stanął cyrk i okoliczne domy stojące w nieregularnych szeregach, rozdzielone wąskimi i krętymi uliczkami. Już wtedy pożar wymknął się spod kontroli, a na ulicach Rzymu zaczęły rozgrywać się dantejskie sceny.

Neron bawił w tym czasie w Ancjum. Wrócił do Rzymu dopiero na wieść, że ogień zagraża jego nowej rezydencji. Lecz ani pałacu, ani zabudowań Palatynu nie udało się już uratować. Szalejący przez sześć dni ogień opanowano dopiero po zburzeniu domów u stóp wzgórza Eskwilin, co zapobiegło rozprzestrzenianiu się płomieni. Kataklizm zniszczył 3 z 14 dzielnic, a w 7 wyrządził poważne szkody – spłonęły świątynia Westy i Luny oraz amfiteatr Statiliusza Taurusa. Rzymianie utracili bogactwa zdobyte w podbojach, arcydzieła literatury i sztuki greckiej zdobiące rezydencje oraz budowle publiczne, a także zabytki zbudowane jeszcze przez królów.

Mieszkańcy winą za pożar obciążyli Nerona, chociaż wbrew złej legendzie po powrocie do stolicy zachował się bardzo na miejscu – oddał do dyspozycji pogorzelców budynki na Polu Marsowym, w swoich ogrodach kazał zbudować dla nich baraki, obniżył podatki i zorganizował transport najpotrzebniejszych artykułów. Aby zapobiec pożarom w przyszłości, wydał nowe prawa dotyczące szerokości ulic, wysokości domów i rodzajów materiałów budowlanych dozwolonych w mieście. Rzymianie nie mogli mu jednak wybaczyć, że zatrzymał dla siebie 45 ha zniszczonych przez pożar gruntów między Palatynem a Eskwilinem, gdzie wzniósł dla siebie niezwykle luksusowy pałac zwany Domus Aurea (Dom Złoty).

Krążyły plotki, że cesarz polecił podpalić Rzym, by tanio pozyskać tereny pod budowę swojego pałacu i rozległego parku. Niektórzy twierdzili, iż Neron, patrząc na płonącą stolicę, śpiewał pieśń o pożarze Troi. Przerażonemu tymi pogłoskami cesarzowi zaufany zausznik Tygelinus podsunął pomysł, by oskarżyć o podpalenie miasta wyznawców nowej religii – chrześcijan. Za samą przynależność do gminy skazano potem na śmierć mnóstwo ludzi. Zrobiono z nich żywe pochodnie lub rzucono na pożarcie dzikim zwierzętom. Jednak nawet ta akcja propagandowa nie przekonała Rzymian o niewinności Nerona. Okrucieństwo wobec chrześcijan częściej wywoływało współczucie dla prześladowanych.

Londyn A.D. 1666

W średniowieczu i w czasach nowożytnych pożary miast nadal nie były czymś wyjątkowym, tym bardziej że w północnej Europie kamienne lub ceglane były jedynie fundamenty domów i rozdzielające parcele ściany ogniowe. Ściany frontowe i tylne miały drewniany szkielet. Ze względów bezpieczeństwa od XV w. zabraniano używać drewna, ale starych domów nie wyburzano, od podwórza zaś – gdzie reszta mieszkańców nie widziała, co się dzieje – wznoszono mur pruski, chcąc zaoszczędzić na materiałach. Skupienie na małej przestrzeni wielu łatwopalnych budynków sprawiało, że nawet niewielka iskra mogła wywołać pożar całego miasta. To dlatego poza mury miejskie wyrzucano kowali i odlewników, a piekarnie umieszczano na końcach ciągów kamienic, by ułatwić dostęp do nich strażakom.

Co z tego, skoro właśnie od banalnego pożaru piekarni rozpoczął się wielki pożar Londynu, który szalał od 2 do 5 września 1666 r., niszcząc brytyjską stolicę. Wybuchł o świcie w królewskiej piekarni Thomasa Farynora przy Pudding Lane. Piekarzowi i jego rodzinie udało się uciec, ale w płomieniach zginęła służąca. Chociaż ogień błyskawicznie rozprzestrzenił się na zachód, burmistrz Londynu początkowo zlekceważył zagrożenie i nie podjął zdecydowanych kroków zapobiegawczych. Gdy po południu pożar dotarł do położonych nad Tamizą składów olejów, drewna i węgla drzewnego, rozpętało się piekło.

Po trzech dniach dużą część miasta stanowiło morze wciąż płonących i dymiących zgliszczy. Pożar zniszczył cztery piąte zabudowań – 13 tys. domów i 87 kościołów (m.in. starą katedrę św. Pawła). O dziwo, w płomieniach zginęło zaledwie kilkanaście osób. Największym błędem było odwlekanie decyzji o burzeniu domów na granicach płonących obszarów. Na szczęście władze miasta w końcu się na to zdecydowały. Dzięki temu uratowano wiele ważnych budynków (np. londyńską Tower). Pożar ustał 7 września, ale Samuel Pepys (który opisał londyński pożar w swoim pamiętniku) twierdził, że w niektórych miejscach ogień tlił się jeszcze przez 10 dni. Miasto odbudowano wg planów architekta sir Christophera Wrena. W 1667 r. ukończono nową katedrę św. Pawła i monument, który stoi przy Pudding Lane, w miejscu gdzie wybuchł wielki pożar. Z ambitnych planów poszerzenia ulic Londynu nic nie wyszło ze względu na opór właścicieli gruntów. Nowy Londyn powielił plan średniowiecznego miasta, a jedynym plusem było to, że domy wznoszono wyłącznie z kamieni.

Hamburg A.D. 1842

Przyczyny wielkiego pożaru Hamburga, który między 5 a 8 maja 1842 r. strawił miasto, nie są znane. Wiadomo tylko, że zaczął się po północy w wytwórni cygar przy Deichstraße 44. Pierwsze płomienie zauważył strażnik. Wezwani strażacy nie zdołali jednak ugasić pożaru ani nie zapobiegli jego przeniesieniu się na sąsiednie magazyny bawełny, konopi i alkoholu, stanowiące doskonałą pożywkę dla płomieni. Ogień zajął dzielnicę Mikołaja. Można było go powstrzymać, wysadzając domy, ale, podobnie jak w Londynie, odrzucono to rozwiązanie.

Następnego dnia ogień szalał dalej. Katastrofalny w skutkach okazał się pomysł pewnego właściciela magazynu z alkoholem, który 350 beczek araku wylał do kanału, nie chcąc, by alkohol podsycił ogień. Niestety, nie wziął pod uwagę, że był właśnie odpływ i że z tego kanału strażacy czerpali wodę do gaszenia miasta. W ten sposób przez kilka godzin bezskutecznie walczono z pożarem rozcieńczonym alkoholem. Wreszcie żywioł dotarł do centrum miasta. Po południu spłonął kościół św. Mikołaja, a wieczorem płomienie zbliżały się do ratusza. Tym razem, po przeniesieniu dokumentów, podjęto decyzję o wysadzeniu gmachu 800 kg prochu strzelniczego. Zabieg powiódł się tylko częściowo…