ziemia
Autor: Piotr Naskręcki | dodano: 2012-06-12
Nogogłaszczki i szczękoczułki...

(Fot. Didier Descouens/Wikipedia)

Każdy, kto kiedykolwiek miał zrobiony zastrzyk, podłączoną kroplówkę lub wymienianą zastawkę w sercu, zawdzięcza swoje zdrowie skrzypłoczom.

Na plaży robiło się coraz ciemniej i nic prócz szeptu fal nie przerywało ciszy rozległych wydm. Stałem na atlantyckim wybrzeżu zatoki Delaware, czekając niecierpliwie na rozpoczęcie jednego z najwspanialszych spektakli natury. W pewnym momencie duży, ciemny kształt wyłonił się z oceanu. Za nim następny. W ciągu kilku minut całe wybrzeże zapełniło się setkami, a po chwili tysiącami półmetrowych stworzeń wyglądających jak żywe, spłaszczone głazy. Pełzały wolno po piasku, zwykle w parach, czasem w grupach trzech lub czterech osobników. W niektórych miejscach gromadziło się ich nawet ponad 20, walczyły z falami i wytrwale posuwały się w kierunku lądu.

Było to w maju zeszłego roku, choć równie dobrze mogło się zdarzyć, gdy nasza planeta nawet jeszcze nie śniła o dinozaurach. Obserwowałem bowiem coroczne gody skrzypłoczy (Limulus polyphemus), gigantycznych stawonogów, które przetrwały niezmienione od karbonu ery paleozoicznej. W trakcie swojej długiej historii współżyły z trylobitami, były świadkami ostrożnych kroków pierwszych lądowych płazów, od niechcenia przyglądały się pojawieniu i zniknięciu gigantycznych gadów, ledwo zauważyły pierwsze ssaki i poczuły się zagrożone, gdy wyewoluowały ptaki, które zaczęły zjadać ich potomstwo.

Nieszkodliwe czołgi

Przez 325 mln lat skrzypłocze po cichu zajmowały się swoimi sprawami, chrupiąc małże i ślimaki na dnie morza. Od tych pierwszych form niemal nie zmieniły one swojego wyglądu sprzed 150 mln lat i są praktycznie nie do odróżnienia od współczesnych gatunków. Ciało skrzypłocza jest arcydziełem uzbrojenia obronnego. Nie ma on wyraźnie oddzielonej głowy, a para dużych, złożonych oczu jest umiejscowiona na bokach wielkiego, hełmiastego głowotułowia, z doczepionym mniejszym, trójkątnym odwłokiem. Cztery pary nóg krocznych, nogogłaszczki, kleszczowate szczękoczułki i spłaszczone skrzela zewnętrzne są bezpiecznie ukryte pod spodem. Długi kolec ogonowy (telson), przypominający ostrą włócznię, zdobi koniec ciała.

Skrzypłocze wyglądają więc groźnie, niczym mały, żywy czołg, są jednak zupełnie nieszkodliwe. Nie potrafią gryźć lub szczypać, a ich długi "ogon" to nic innego jak podpora, umożliwiająca im wyprostowanie ciała, gdy fala przewróci je na grzbiet. Ich jedyną strategią obronną jest ucieczka i szybkie zagrzebanie się w piasku, gdzie ich twardy pancerz tworzy dodatkową ochronę.

Dorosły skrzypłocz może osiągnąć długość 60 cm i wagę około 5 kg. Potencjalnie jest to dużo jedzenia dla głodnego drapieżnika, lecz dzięki doskonałej "pancernej" obronie skrzypłocze mają zadziwiająco niewielu naturalnych wrogów. Na dorosłe skrzypłocze polują niekiedy rekiny i żółwie morskie, a młodsze osobniki i planktonowe larwy stają się czasami łupem niektórych gatunków ryb.

Jednak jaja skrzypłoczy to całkiem inna historia. Niemal każda ryba, krab czy ślimak w oceanie chętnie pożre te smaczne, odżywcze kąski. Z tego powodu skrzypłocze składają jaja na lądzie, zakopując je w w piasku. Daje to larwom czas na rozwój i wyklucie dopiero wtedy, gdy są przygotowane do pływania, dzięki czemu mogą uciec przed drapieżnikami.

Mimo to ich szanse na przetrwanie są niezwykle małe.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 05/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
05/2020
04/2020
Kalendarium
Czerwiec
2
W 1897 r. Guglielmo Marconi uzyskał patent na radio.
Warto przeczytać
Co by było, gdyby twój poziom inteligencji okazał się wyższy, niż ci się wydaje? Czy w twojej głowie kryje się geniusz, który tylko czeka, żeby się ujawnić? A może chciałbyś zażyć pigułkę, która zwiększy twój potencjał intelektualny?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Piotr Naskręcki | dodano: 2012-06-12
Nogogłaszczki i szczękoczułki...

(Fot. Didier Descouens/Wikipedia)

Każdy, kto kiedykolwiek miał zrobiony zastrzyk, podłączoną kroplówkę lub wymienianą zastawkę w sercu, zawdzięcza swoje zdrowie skrzypłoczom.

Na plaży robiło się coraz ciemniej i nic prócz szeptu fal nie przerywało ciszy rozległych wydm. Stałem na atlantyckim wybrzeżu zatoki Delaware, czekając niecierpliwie na rozpoczęcie jednego z najwspanialszych spektakli natury. W pewnym momencie duży, ciemny kształt wyłonił się z oceanu. Za nim następny. W ciągu kilku minut całe wybrzeże zapełniło się setkami, a po chwili tysiącami półmetrowych stworzeń wyglądających jak żywe, spłaszczone głazy. Pełzały wolno po piasku, zwykle w parach, czasem w grupach trzech lub czterech osobników. W niektórych miejscach gromadziło się ich nawet ponad 20, walczyły z falami i wytrwale posuwały się w kierunku lądu.

Było to w maju zeszłego roku, choć równie dobrze mogło się zdarzyć, gdy nasza planeta nawet jeszcze nie śniła o dinozaurach. Obserwowałem bowiem coroczne gody skrzypłoczy (Limulus polyphemus), gigantycznych stawonogów, które przetrwały niezmienione od karbonu ery paleozoicznej. W trakcie swojej długiej historii współżyły z trylobitami, były świadkami ostrożnych kroków pierwszych lądowych płazów, od niechcenia przyglądały się pojawieniu i zniknięciu gigantycznych gadów, ledwo zauważyły pierwsze ssaki i poczuły się zagrożone, gdy wyewoluowały ptaki, które zaczęły zjadać ich potomstwo.

Nieszkodliwe czołgi

Przez 325 mln lat skrzypłocze po cichu zajmowały się swoimi sprawami, chrupiąc małże i ślimaki na dnie morza. Od tych pierwszych form niemal nie zmieniły one swojego wyglądu sprzed 150 mln lat i są praktycznie nie do odróżnienia od współczesnych gatunków. Ciało skrzypłocza jest arcydziełem uzbrojenia obronnego. Nie ma on wyraźnie oddzielonej głowy, a para dużych, złożonych oczu jest umiejscowiona na bokach wielkiego, hełmiastego głowotułowia, z doczepionym mniejszym, trójkątnym odwłokiem. Cztery pary nóg krocznych, nogogłaszczki, kleszczowate szczękoczułki i spłaszczone skrzela zewnętrzne są bezpiecznie ukryte pod spodem. Długi kolec ogonowy (telson), przypominający ostrą włócznię, zdobi koniec ciała.

Skrzypłocze wyglądają więc groźnie, niczym mały, żywy czołg, są jednak zupełnie nieszkodliwe. Nie potrafią gryźć lub szczypać, a ich długi "ogon" to nic innego jak podpora, umożliwiająca im wyprostowanie ciała, gdy fala przewróci je na grzbiet. Ich jedyną strategią obronną jest ucieczka i szybkie zagrzebanie się w piasku, gdzie ich twardy pancerz tworzy dodatkową ochronę.

Dorosły skrzypłocz może osiągnąć długość 60 cm i wagę około 5 kg. Potencjalnie jest to dużo jedzenia dla głodnego drapieżnika, lecz dzięki doskonałej "pancernej" obronie skrzypłocze mają zadziwiająco niewielu naturalnych wrogów. Na dorosłe skrzypłocze polują niekiedy rekiny i żółwie morskie, a młodsze osobniki i planktonowe larwy stają się czasami łupem niektórych gatunków ryb.

Jednak jaja skrzypłoczy to całkiem inna historia. Niemal każda ryba, krab czy ślimak w oceanie chętnie pożre te smaczne, odżywcze kąski. Z tego powodu skrzypłocze składają jaja na lądzie, zakopując je w w piasku. Daje to larwom czas na rozwój i wyklucie dopiero wtedy, gdy są przygotowane do pływania, dzięki czemu mogą uciec przed drapieżnikami.

Mimo to ich szanse na przetrwanie są niezwykle małe.