człowiek
Autor: Bartosz Nowacki | dodano: 2013-09-25
Krwawe igrzyska

Fot. Wikipedia

Rzymianie uwielbiali bezwzględne zmagania na śmierć i życie. Wbrew pozorom nie była to tylko brutalna rozrywka, schlebiająca niskim instynktom plebsu.

Każdy słyszał o walkach rzymskich gladiatorów. Temat ten inspirował wielu pisarzy i filmowców. Wielką popularnością cieszył się film „Gladiator” z Russellem Crowe w roli głównej. Serial „Spartakus: krew i piach” pokazuje z kolei, że realizatorzy z coraz większą pieczołowitością odtwarzają warunki życia gladiatorów i ich zmagania na arenie. Mimo tych starań filmowe wizje nie do końca odpowiadają historycznej rzeczywistości. W kulturze popularnej do dziś pokutuje stereotyp, zgodnie z którym krwawe widowiska na arenach amfiteatrów były przykładem bezsensownego okrucieństwa, typowej dla Rzymian żądzy krwi i dekadencji. To mylny obraz. W najnowszej książce „Gladiatorzy” („Die Gladiatoren”, C.H. Beck 2013) historyk Christian Mann udowadnia, że igrzyska gladiatorskie były czymś więcej – wyjątkowym fenomenem w historii ludzkości, podporządkowanym wyraźnym regułom i ograniczeniom widowiskiem, służącym edukacji i kształtowaniu pożądanych postaw.

Pierwsze walki gladiatorów

W połowie IV w. p.n.e. Rzymianie zetknęli się w Kampanii i Etrurii z obyczajem urządzania podczas uroczystości pogrzebowych znamienitych osobistości pojedynków na miecze. Walki toczono przed publicznością, lecz nie służyły one rozrywce. Były elementem rytuałów pogrzebowych, a lejąca się nierzadko krew miała symboliczne znaczenie – pojednanie żywych z duchami zmarłych. Z czasem obyczaj ten przyjął się również w Rzymie. Według pierwszej wzmianki w 264 r. p.n.e. walki gladiatorów zorganizowali tam ku czci ojca synowie zmarłego konsula Decimusa Juniusza Brutusa Pery – sześciu jeńców przysłanych przez zaprzyjaźnione plemiona walczyło parami, by złożyć swoje życie w ofierze bogom. Niedługo potem nieustraszeni wojownicy stali się dla Rzymian czymś więcej niż tylko najcenniejszą ofiarą – byli ucieleśnieniem odwagi, samokontroli i waleczności.

W II w. p.n.e. zaczęły powstawać szkoły gladiatorów, w których trenowano ich w określonych stylach walki. Profesja szybko się specjalizowała. Krwawe pojedynki toczone podczas uroczystości pogrzebowych stały się tak popularne, że politycy zaczęli je wykorzystywać jako środek służący zwiększeniu popularności i wpływów, gdy ubiegali się o urzędy. Młody Cezar zamierzał pozyskać Rzymian, fundując igrzyska, w których miało wziąć udział 320 par gladiatorów, ale Senat nie wyraził na to zgody. Pod koniec republiki arystokraci zaczęli fundować najpierw drewniane, a później kamienne areny i urządzać na nich potyczki niezwiązane z uroczystościami pogrzebowymi.

Bestia z bestią

Igrzyska, które na początku ograniczały się do pojedynków w parach, w II w. p.n.e. zaczęły ewoluować. By przyciągnąć uwagę widzów, przed gwoździem programu, czyli walkami gladiatorów, organizatorzy wprowadzili dodatkowe atrakcje. Po uroczystym wkroczeniu na arenę organizatorów, sędziów, muzyków i gladiatorów oraz pozdrowieniu widzów rozpoczynało się venatio – walki dzikich zwierząt.

Zwierzęta tego samego lub różnych gatunków szczuto na siebie albo na ludzi. Wśród tych ostatnich rozróżniano uzbrojonych i wyszkolonych do walki ze zwierzętami bestiarii oraz bezbronnych skazańców mających stać się ofiarami bestii. Tylko ci pierwsi mogli przeżyć walkę, ale uzbrojenie bestiarii celowo ograniczano, by zwierzęta też miały jakieś szanse w starciu. Walki ze zwierzętami były barwnym i egzotycznym widowiskiem mającym dać publiczności wyobrażenie o krainach, nad którymi panował Rzym.

Różnorodność gatunków, liczba walk i przepych dekoracji stopniowo rosły, osiągając szczyt w czasach cesarstwa. Na arenę trafiały m.in. lwy, tygrysy, pantery, niedźwiedzie, słonie, nosorożce, byki, strusie, wielbłądy, hipopotamy, krokodyle, psy. Juliusz Cezar urządził w Circus Maximus igrzyska, w których podobno na arenie zabito w sumie 400 lwów. Podczas jednego z venatio Nerona miało jakoby zginąć 400 niedźwiedzi i 300 lwów. W dokumentach nie zachowały się natomiast informacje o ludziach ginących podczas widowisk – ponieważ byli skazańcami, ich liczby nie odnotowywano.

Około południa na arenach zaczynały się widowiska masowe. Także tutaj głównymi bohaterami byli skazani na śmierć przestępcy i wrogowie Rzymu, którzy żywcem wpadli w ręce legionistów. Podczas zmagań jedynym ograniczeniem była wyobraźnia organizatorów. Skazańcy mogli toczyć walki grupowe, uczestniczyć w inscenizacjach historycznych bitew, skończyć na krzyżu lub jako żywe pochodnie. Pewne było tylko jedno – nie mieli żadnej szansy, by dożyć do końca dnia.

Pojedynki gladiatorów

Głównym i najbardziej oczekiwanym punktem programu były jednak zaczynające się po południu walki gladiatorów. Największą popularnością cieszyły się walki asymetryczne, gdy naprzeciw siebie stawali wojownicy wyposażeni w różną broń i wyszkoleni w różnych technikach walki, ale z równymi szansami na zwycięstwo. Retiarius, czyli sieciarz, był uzbrojony w trójząb, sztylet i sieć, którą starał się opleść przeciwnika. Zakładał pancerz ograniczający się do metalowej płyty na lewym ramieniu. Jego częsty przeciwnik, secutor, był z kolei wyposażony w hełm, tarczę i krótki miecz. Podobnie był uzbrojony murillo, którego najczęstszym przeciwnikiem był Trak (thraex), używający zakrzywionego miecza, małej tarczy i noszący hełm zakrywający całą głowę. Z kolei Samnici wyposażeni byli w okrągłą tarczę, hełm z przyłbicą i grzebieniem z piór, skórzany rękaw na jednym z ramion oraz miecz lub włócznię.

Dobierając pary walczących, zwracano uwagę na to, by mieli porównywalnie silne uzbrojenie. Gdy jeden z gladiatorów ginął, pojedynek był zakończony. Znacznie częściej jednak przegrany nie mógł kontynuować walki z powodu wyczerpania lub ran. Wtedy o jego życiu decydował wsłuchujący się w głosy publiczności fundator igrzysk. Wbrew temu, co można by sądzić na podstawie produkcji z Hollywood, pokonany częściej uchodził z życiem, niż umierał. Po wcześniejszych punktach programu publiczność nie łaknęła już krwi, chciała oglądać wysublimowane technicznie walki silnych i dzielnych przeciwników. Poeta Marcjalis opiewał m.in. gladiatora-gwiazdę, który słynął z tego, że wygrywał „bez kaleczenia”.

Rzymianie, naród żołnierzy-zdobywców, mieli pojęcie o tym, co dzieje się na arenie i umieli docenić dobrze walczącego, odważnego gladiatora. Nawet gdy przegrał. Nikogo nie dziwiło także, jeśli walka pozostawała nierozstrzygnięta. Wtedy publiczność, zależnie od tego co zaprezentowali gladiatorzy, decydowała, czy mają już być zwolnieni, czy pozostać na arenie, by stoczyć kolejną walkę z innym przeciwnikiem.

Bitwa morska na arenie

Znaczenie igrzysk gladiatorów i ich olbrzymi potencjał w polityce bardzo wcześnie dostrzegł Cezar, jednak dopiero Oktawianowi Augustowi udało się zmonopolizować organizowanie igrzysk na wielką skalę. W 22 r. p.n.e. pierwszy cesarz wydał rozporządzenie zabraniające organizowania wielkich igrzysk osobom prywatnym. Od tej pory, zgodnie z ustalonym terminarzem, mieli je urządzać urzędnicy za pieniądze państwa. Walki gladiatorów stały się prezentem cesarza dla ludu.

Kolejni cesarze kontynuowali tę politykę i w całym państwie fundowali amfiteatry, w których dziesiątki tysięcy Rzymian podziwiało swoje ulubione widowiska. W zachodniej części imperium wzniesiono ich w sumie ponad 200, na wschodzie na potrzeby widowisk adaptowano także duże teatry. Najsłynniejszy amfiteatr, nazwany w średniowieczu Koloseum, wybudowali w Rzymie Flawiusze. Po zwycięstwie nad Neronem Wespazjan około 70 r. polecił wznieść amfiteatr, jakiego jeszcze świat nie widział. Budowlę zaplanowano z wielkim rozmachem i wyposażono w wyrafinowane rozwiązania techniczne.

Pierwszy z Flawiuszy niestety nie doczekał otwarcia wspaniałej budowli, ponieważ zmarł w 79 r. Urządzone przez jego syna Tytusa rok później niesamowite, trwające 100 dni igrzyska otwarcia Amifiteatru Flawiuszy przeszły do historii. Podobno ich największą atrakcją była urządzona w drugim dniu naumachia – bitwa na wodzie. Choć historycy spierają się, czy podczas uroczystości otwarcia Koloseum rzeczywiście odbyła się w nim bitwa morska, najnowsze badania przeprowadzone w podziemiach budowli pokazały, że pod względem technicznym było to wówczas możliwe. Owal areny ma długość 76 m i szerokość 40 m, mogły się więc na niej zmieścić co najmniej dwie duże i kilka mniejszych galer. Według opisu dziejopisarza Kasjusza Dio z 210 r., zorganizowano wówczas rekonstrukcję bitwy morskiej między Koryntem a Korkyrą (dziś Korfu), która odbyła się w 664 r. p.n.e.

Z biegiem czasu lud rzymski oczekiwał od władców organizowania coraz bardziej spektakularnych widowisk. Władcy, by przypodobać się ludowi, fundowali kosztowne dekoracje, sprowadzali jeszcze egzotyczniejsze zwierzęta, kierowali na arenę coraz więcej par gladiatorów. W 107 r. świętujący zdobycie Dacji cesarz Trajan zorganizował igrzyska trwające 123 dni. Na arenie zginęło wówczas 11 tys. dzikich zwierząt, wystąpiło 10 tys. gladiatorów – tylu, ilu w sumie wystąpiło na arenach podczas całego czterdziestoletniego panowania Oktawiana Augusta. W roku 238 cesarz Gordian zarządził, że w Koloseum igrzyska będą się odbywały co miesiąc. Podczas niektórych z nich na arenie występowało 5 tys. gladiatorów, a podczas venatio zabijano np. 1000 niedźwiedzi.

Znaczenie igrzysk

Amfiteatr, w którym toczyły się walki, w pewnym sensie odzwierciedlał porządek panujący w państwie rzymskim – najlepsze miejsca tuż przy arenie zajmowała arystokracja i senatorowie, nad nimi siedzieli ekwici, powyżej wolni obywatele, na samej górze niewolnicy i kobiety. Równocześnie jednak było to miejsce, w którym objawiała się potęga ludu rzymskiego, gdzie dochodziło do interakcji między ludem a rządzącymi. Masy miały prawo współdecydować o losie pokonanych gladiatorów i wpływały na werdykt wydany przez prowadzącego igrzyska. Według Christiana Manna właśnie fakt, że publiczność współdecydowała o życiu lub śmierci pokonanego, decyduje o wyjątkowości igrzysk w Rzymie. Nie znamy niczego podobnego ani z innych kultur, ani z innych epok. Rzymski lud krzyczał „zabij” albo „okaż mu łaskę”, a fundator igrzysk, do którego należała ostateczna decyzja, z reguły czuł się zobligowany, by zdecydować zgodnie z wyrokiem mas. Chodziło mu przecież o to, by zdobyć sympatię tłumu. Inwestycja sporych sum w organizację igrzysk miała bowiem przynieść wzrost uznania wśród ludu. W ten sposób igrzyska gladiatorskie stały się widowiskami o charakterze politycznym – elity Rzymu prowadziły za ich pośrednictwem dialog z ludem, stały się więc one środkiem badania opinii publicznej, barometrem popularności, kiełbasą wyborczą.

Same widowiska, choć bez wątpienia okrutne, wbrew stereotypom nie były chaotycznymi masakrami, w których chodziło tylko o to, by w jak najkrótszym czasie zamordować jak najwięcej ludzi. Najczęściej były podporządkowane określonym regułom, pojedynki gladiatorów odbywały się wręcz pod nadzorem sędziów. Publiczność nie przychodziła do amfiteatrów tylko po to, by napatrzeć się na rozlew krwi. Według autorów starożytnych Rzymianie chcieli oglądać walki na wysokim poziomie technicznym, podziwiać kunszt i odwagę gladiatorów, zobaczyć niecodzienny spektakl.

Gladiator – wzór odwagi

Społeczną rolę gladiatorów i krwawych walk na arenie można oceniać z dwóch różnych punktów widzenia. Z jednej strony główni bohaterowie igrzysk – gladiatorzy będący niewolnikami, skazańcami lub osobami zarabiającymi na życie ciałem – znajdowali się na samym dole drabiny społecznej. Zresztą szacunkiem nie cieszyli się także laniści – właściciele szkół gladiatorów, których najczęściej uważano za ludzi pozbawionych skrupułów, dbających wyłącznie o zarobek. Z drugiej strony prestiż zwycięskiego gladiatora był tak duży, że najlepsi stawali się prawdziwymi gwiazdami, symbolami seksu. Jako uosobienie męskości i brutalnej siły byli obiektami pożądania wielu kobiet, nawet z arystokratycznych domów. Na ulicach pełno było wysławiających ich graffiti. Żyjący w drugiej połowie II w. cesarz Kommodus był tak zafascynowany walkami gladiatorów, że sam wielokrotnie występował na arenie.

Zdaniem Christiana Manna, trwające przez kilka stuleci zamiłowanie do walk gladiatorskich wynikało z tego, że dla Rzymian gladiatorzy byli uosobieniem cnót, które uczyniły starożytny Rzym wielką potęgą. Na podobnej zasadzie walki z egzotycznymi zwierzętami, venatio, symbolizowały triumf nad siłami natury, przekraczanie naturalnych granic. Z kolei widowiska masowe (w których najczęściej ginęli jeńcy i skazańcy) odpowiadały niszczeniu wrogów Rzymu, demonstrowały jego panowanie nad innymi ludami. Uczyły także szacunku dla twardego rzymskiego prawa – pokazywały, że tych, którzy je łamią, czeka straszliwa śmierć. Najbardziej podziwiane kunsztowne walki gladiatorów sławiły i propagowały odwagę, samodyscyplinę i waleczność – cechy, które powinien mieć każdy rzymski legionista. W tym kontekście ułaskawienie pokonanego gladiatora nie było przejawem miłosierdzia, lecz wyrazem podziwu dla jego umiejętności i odwagi. Już autorzy starożytni dostrzegali ten „pedagogiczny” aspekt igrzysk. Według Pliniusza Młodszego widowiska te miały zachęcać „do zdobywania chwalebnych blizn i uczyć pogardy dla śmierci”. Oglądający igrzyska obywatele rzymscy, którzy w czasach republiki nie zawsze byli zdyscyplinowanymi i nieustraszonymi żołnierzami, uczyli się od gladiatorów waleczności i nieustępliwości.

Znamienny jest fakt, że gdy w późnym antyku Rzymianie nie byli już tak chętni, by bohatersko walczyć i ginąć w obronie państwa i cesarza, walki gladiatorów straciły na popularności na rzecz wyścigów rydwanów. Ostateczny koniec igrzysk gladiatorskich przyszedł wraz z wprowadzeniem chrześcijaństwa. W 325 r. cesarz Konstantyn zabronił organizowania walk we wschodniej części cesarstwa, a na początku V w. Honoriusz zakazał ich całkowicie.          

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 10/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
03/2020
02/2020
Kalendarium
Luty
21
W 1936 r. uruchomiono kolej linową na Kasprowy Wierch
Warto przeczytać
Jedząc mięso i jeżdżąc samochodem, też możesz uratować świat. Pożegnaj się tylko z każdorazowym spuszczaniem wody w toalecie. Dobra wiadomość: żeby ratować świat, wcale nie musisz zostać weganinem-cyklistą, myjącym się dwa razy w tygodniu.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Bartosz Nowacki | dodano: 2013-09-25
Krwawe igrzyska

Fot. Wikipedia

Rzymianie uwielbiali bezwzględne zmagania na śmierć i życie. Wbrew pozorom nie była to tylko brutalna rozrywka, schlebiająca niskim instynktom plebsu.

Każdy słyszał o walkach rzymskich gladiatorów. Temat ten inspirował wielu pisarzy i filmowców. Wielką popularnością cieszył się film „Gladiator” z Russellem Crowe w roli głównej. Serial „Spartakus: krew i piach” pokazuje z kolei, że realizatorzy z coraz większą pieczołowitością odtwarzają warunki życia gladiatorów i ich zmagania na arenie. Mimo tych starań filmowe wizje nie do końca odpowiadają historycznej rzeczywistości. W kulturze popularnej do dziś pokutuje stereotyp, zgodnie z którym krwawe widowiska na arenach amfiteatrów były przykładem bezsensownego okrucieństwa, typowej dla Rzymian żądzy krwi i dekadencji. To mylny obraz. W najnowszej książce „Gladiatorzy” („Die Gladiatoren”, C.H. Beck 2013) historyk Christian Mann udowadnia, że igrzyska gladiatorskie były czymś więcej – wyjątkowym fenomenem w historii ludzkości, podporządkowanym wyraźnym regułom i ograniczeniom widowiskiem, służącym edukacji i kształtowaniu pożądanych postaw.

Pierwsze walki gladiatorów

W połowie IV w. p.n.e. Rzymianie zetknęli się w Kampanii i Etrurii z obyczajem urządzania podczas uroczystości pogrzebowych znamienitych osobistości pojedynków na miecze. Walki toczono przed publicznością, lecz nie służyły one rozrywce. Były elementem rytuałów pogrzebowych, a lejąca się nierzadko krew miała symboliczne znaczenie – pojednanie żywych z duchami zmarłych. Z czasem obyczaj ten przyjął się również w Rzymie. Według pierwszej wzmianki w 264 r. p.n.e. walki gladiatorów zorganizowali tam ku czci ojca synowie zmarłego konsula Decimusa Juniusza Brutusa Pery – sześciu jeńców przysłanych przez zaprzyjaźnione plemiona walczyło parami, by złożyć swoje życie w ofierze bogom. Niedługo potem nieustraszeni wojownicy stali się dla Rzymian czymś więcej niż tylko najcenniejszą ofiarą – byli ucieleśnieniem odwagi, samokontroli i waleczności.

W II w. p.n.e. zaczęły powstawać szkoły gladiatorów, w których trenowano ich w określonych stylach walki. Profesja szybko się specjalizowała. Krwawe pojedynki toczone podczas uroczystości pogrzebowych stały się tak popularne, że politycy zaczęli je wykorzystywać jako środek służący zwiększeniu popularności i wpływów, gdy ubiegali się o urzędy. Młody Cezar zamierzał pozyskać Rzymian, fundując igrzyska, w których miało wziąć udział 320 par gladiatorów, ale Senat nie wyraził na to zgody. Pod koniec republiki arystokraci zaczęli fundować najpierw drewniane, a później kamienne areny i urządzać na nich potyczki niezwiązane z uroczystościami pogrzebowymi.

Bestia z bestią

Igrzyska, które na początku ograniczały się do pojedynków w parach, w II w. p.n.e. zaczęły ewoluować. By przyciągnąć uwagę widzów, przed gwoździem programu, czyli walkami gladiatorów, organizatorzy wprowadzili dodatkowe atrakcje. Po uroczystym wkroczeniu na arenę organizatorów, sędziów, muzyków i gladiatorów oraz pozdrowieniu widzów rozpoczynało się venatio – walki dzikich zwierząt.

Zwierzęta tego samego lub różnych gatunków szczuto na siebie albo na ludzi. Wśród tych ostatnich rozróżniano uzbrojonych i wyszkolonych do walki ze zwierzętami bestiarii oraz bezbronnych skazańców mających stać się ofiarami bestii. Tylko ci pierwsi mogli przeżyć walkę, ale uzbrojenie bestiarii celowo ograniczano, by zwierzęta też miały jakieś szanse w starciu. Walki ze zwierzętami były barwnym i egzotycznym widowiskiem mającym dać publiczności wyobrażenie o krainach, nad którymi panował Rzym.

Różnorodność gatunków, liczba walk i przepych dekoracji stopniowo rosły, osiągając szczyt w czasach cesarstwa. Na arenę trafiały m.in. lwy, tygrysy, pantery, niedźwiedzie, słonie, nosorożce, byki, strusie, wielbłądy, hipopotamy, krokodyle, psy. Juliusz Cezar urządził w Circus Maximus igrzyska, w których podobno na arenie zabito w sumie 400 lwów. Podczas jednego z venatio Nerona miało jakoby zginąć 400 niedźwiedzi i 300 lwów. W dokumentach nie zachowały się natomiast informacje o ludziach ginących podczas widowisk – ponieważ byli skazańcami, ich liczby nie odnotowywano.

Około południa na arenach zaczynały się widowiska masowe. Także tutaj głównymi bohaterami byli skazani na śmierć przestępcy i wrogowie Rzymu, którzy żywcem wpadli w ręce legionistów. Podczas zmagań jedynym ograniczeniem była wyobraźnia organizatorów. Skazańcy mogli toczyć walki grupowe, uczestniczyć w inscenizacjach historycznych bitew, skończyć na krzyżu lub jako żywe pochodnie. Pewne było tylko jedno – nie mieli żadnej szansy, by dożyć do końca dnia.

Pojedynki gladiatorów

Głównym i najbardziej oczekiwanym punktem programu były jednak zaczynające się po południu walki gladiatorów. Największą popularnością cieszyły się walki asymetryczne, gdy naprzeciw siebie stawali wojownicy wyposażeni w różną broń i wyszkoleni w różnych technikach walki, ale z równymi szansami na zwycięstwo. Retiarius, czyli sieciarz, był uzbrojony w trójząb, sztylet i sieć, którą starał się opleść przeciwnika. Zakładał pancerz ograniczający się do metalowej płyty na lewym ramieniu. Jego częsty przeciwnik, secutor, był z kolei wyposażony w hełm, tarczę i krótki miecz. Podobnie był uzbrojony murillo, którego najczęstszym przeciwnikiem był Trak (thraex), używający zakrzywionego miecza, małej tarczy i noszący hełm zakrywający całą głowę. Z kolei Samnici wyposażeni byli w okrągłą tarczę, hełm z przyłbicą i grzebieniem z piór, skórzany rękaw na jednym z ramion oraz miecz lub włócznię.

Dobierając pary walczących, zwracano uwagę na to, by mieli porównywalnie silne uzbrojenie. Gdy jeden z gladiatorów ginął, pojedynek był zakończony. Znacznie częściej jednak przegrany nie mógł kontynuować walki z powodu wyczerpania lub ran. Wtedy o jego życiu decydował wsłuchujący się w głosy publiczności fundator igrzysk. Wbrew temu, co można by sądzić na podstawie produkcji z Hollywood, pokonany częściej uchodził z życiem, niż umierał. Po wcześniejszych punktach programu publiczność nie łaknęła już krwi, chciała oglądać wysublimowane technicznie walki silnych i dzielnych przeciwników. Poeta Marcjalis opiewał m.in. gladiatora-gwiazdę, który słynął z tego, że wygrywał „bez kaleczenia”.

Rzymianie, naród żołnierzy-zdobywców, mieli pojęcie o tym, co dzieje się na arenie i umieli docenić dobrze walczącego, odważnego gladiatora. Nawet gdy przegrał. Nikogo nie dziwiło także, jeśli walka pozostawała nierozstrzygnięta. Wtedy publiczność, zależnie od tego co zaprezentowali gladiatorzy, decydowała, czy mają już być zwolnieni, czy pozostać na arenie, by stoczyć kolejną walkę z innym przeciwnikiem.

Bitwa morska na arenie

Znaczenie igrzysk gladiatorów i ich olbrzymi potencjał w polityce bardzo wcześnie dostrzegł Cezar, jednak dopiero Oktawianowi Augustowi udało się zmonopolizować organizowanie igrzysk na wielką skalę. W 22 r. p.n.e. pierwszy cesarz wydał rozporządzenie zabraniające organizowania wielkich igrzysk osobom prywatnym. Od tej pory, zgodnie z ustalonym terminarzem, mieli je urządzać urzędnicy za pieniądze państwa. Walki gladiatorów stały się prezentem cesarza dla ludu.

Kolejni cesarze kontynuowali tę politykę i w całym państwie fundowali amfiteatry, w których dziesiątki tysięcy Rzymian podziwiało swoje ulubione widowiska. W zachodniej części imperium wzniesiono ich w sumie ponad 200, na wschodzie na potrzeby widowisk adaptowano także duże teatry. Najsłynniejszy amfiteatr, nazwany w średniowieczu Koloseum, wybudowali w Rzymie Flawiusze. Po zwycięstwie nad Neronem Wespazjan około 70 r. polecił wznieść amfiteatr, jakiego jeszcze świat nie widział. Budowlę zaplanowano z wielkim rozmachem i wyposażono w wyrafinowane rozwiązania techniczne.

Pierwszy z Flawiuszy niestety nie doczekał otwarcia wspaniałej budowli, ponieważ zmarł w 79 r. Urządzone przez jego syna Tytusa rok później niesamowite, trwające 100 dni igrzyska otwarcia Amifiteatru Flawiuszy przeszły do historii. Podobno ich największą atrakcją była urządzona w drugim dniu naumachia – bitwa na wodzie. Choć historycy spierają się, czy podczas uroczystości otwarcia Koloseum rzeczywiście odbyła się w nim bitwa morska, najnowsze badania przeprowadzone w podziemiach budowli pokazały, że pod względem technicznym było to wówczas możliwe. Owal areny ma długość 76 m i szerokość 40 m, mogły się więc na niej zmieścić co najmniej dwie duże i kilka mniejszych galer. Według opisu dziejopisarza Kasjusza Dio z 210 r., zorganizowano wówczas rekonstrukcję bitwy morskiej między Koryntem a Korkyrą (dziś Korfu), która odbyła się w 664 r. p.n.e.

Z biegiem czasu lud rzymski oczekiwał od władców organizowania coraz bardziej spektakularnych widowisk. Władcy, by przypodobać się ludowi, fundowali kosztowne dekoracje, sprowadzali jeszcze egzotyczniejsze zwierzęta, kierowali na arenę coraz więcej par gladiatorów. W 107 r. świętujący zdobycie Dacji cesarz Trajan zorganizował igrzyska trwające 123 dni. Na arenie zginęło wówczas 11 tys. dzikich zwierząt, wystąpiło 10 tys. gladiatorów – tylu, ilu w sumie wystąpiło na arenach podczas całego czterdziestoletniego panowania Oktawiana Augusta. W roku 238 cesarz Gordian zarządził, że w Koloseum igrzyska będą się odbywały co miesiąc. Podczas niektórych z nich na arenie występowało 5 tys. gladiatorów, a podczas venatio zabijano np. 1000 niedźwiedzi.

Znaczenie igrzysk

Amfiteatr, w którym toczyły się walki, w pewnym sensie odzwierciedlał porządek panujący w państwie rzymskim – najlepsze miejsca tuż przy arenie zajmowała arystokracja i senatorowie, nad nimi siedzieli ekwici, powyżej wolni obywatele, na samej górze niewolnicy i kobiety. Równocześnie jednak było to miejsce, w którym objawiała się potęga ludu rzymskiego, gdzie dochodziło do interakcji między ludem a rządzącymi. Masy miały prawo współdecydować o losie pokonanych gladiatorów i wpływały na werdykt wydany przez prowadzącego igrzyska. Według Christiana Manna właśnie fakt, że publiczność współdecydowała o życiu lub śmierci pokonanego, decyduje o wyjątkowości igrzysk w Rzymie. Nie znamy niczego podobnego ani z innych kultur, ani z innych epok. Rzymski lud krzyczał „zabij” albo „okaż mu łaskę”, a fundator igrzysk, do którego należała ostateczna decyzja, z reguły czuł się zobligowany, by zdecydować zgodnie z wyrokiem mas. Chodziło mu przecież o to, by zdobyć sympatię tłumu. Inwestycja sporych sum w organizację igrzysk miała bowiem przynieść wzrost uznania wśród ludu. W ten sposób igrzyska gladiatorskie stały się widowiskami o charakterze politycznym – elity Rzymu prowadziły za ich pośrednictwem dialog z ludem, stały się więc one środkiem badania opinii publicznej, barometrem popularności, kiełbasą wyborczą.

Same widowiska, choć bez wątpienia okrutne, wbrew stereotypom nie były chaotycznymi masakrami, w których chodziło tylko o to, by w jak najkrótszym czasie zamordować jak najwięcej ludzi. Najczęściej były podporządkowane określonym regułom, pojedynki gladiatorów odbywały się wręcz pod nadzorem sędziów. Publiczność nie przychodziła do amfiteatrów tylko po to, by napatrzeć się na rozlew krwi. Według autorów starożytnych Rzymianie chcieli oglądać walki na wysokim poziomie technicznym, podziwiać kunszt i odwagę gladiatorów, zobaczyć niecodzienny spektakl.

Gladiator – wzór odwagi

Społeczną rolę gladiatorów i krwawych walk na arenie można oceniać z dwóch różnych punktów widzenia. Z jednej strony główni bohaterowie igrzysk – gladiatorzy będący niewolnikami, skazańcami lub osobami zarabiającymi na życie ciałem – znajdowali się na samym dole drabiny społecznej. Zresztą szacunkiem nie cieszyli się także laniści – właściciele szkół gladiatorów, których najczęściej uważano za ludzi pozbawionych skrupułów, dbających wyłącznie o zarobek. Z drugiej strony prestiż zwycięskiego gladiatora był tak duży, że najlepsi stawali się prawdziwymi gwiazdami, symbolami seksu. Jako uosobienie męskości i brutalnej siły byli obiektami pożądania wielu kobiet, nawet z arystokratycznych domów. Na ulicach pełno było wysławiających ich graffiti. Żyjący w drugiej połowie II w. cesarz Kommodus był tak zafascynowany walkami gladiatorów, że sam wielokrotnie występował na arenie.

Zdaniem Christiana Manna, trwające przez kilka stuleci zamiłowanie do walk gladiatorskich wynikało z tego, że dla Rzymian gladiatorzy byli uosobieniem cnót, które uczyniły starożytny Rzym wielką potęgą. Na podobnej zasadzie walki z egzotycznymi zwierzętami, venatio, symbolizowały triumf nad siłami natury, przekraczanie naturalnych granic. Z kolei widowiska masowe (w których najczęściej ginęli jeńcy i skazańcy) odpowiadały niszczeniu wrogów Rzymu, demonstrowały jego panowanie nad innymi ludami. Uczyły także szacunku dla twardego rzymskiego prawa – pokazywały, że tych, którzy je łamią, czeka straszliwa śmierć. Najbardziej podziwiane kunsztowne walki gladiatorów sławiły i propagowały odwagę, samodyscyplinę i waleczność – cechy, które powinien mieć każdy rzymski legionista. W tym kontekście ułaskawienie pokonanego gladiatora nie było przejawem miłosierdzia, lecz wyrazem podziwu dla jego umiejętności i odwagi. Już autorzy starożytni dostrzegali ten „pedagogiczny” aspekt igrzysk. Według Pliniusza Młodszego widowiska te miały zachęcać „do zdobywania chwalebnych blizn i uczyć pogardy dla śmierci”. Oglądający igrzyska obywatele rzymscy, którzy w czasach republiki nie zawsze byli zdyscyplinowanymi i nieustraszonymi żołnierzami, uczyli się od gladiatorów waleczności i nieustępliwości.

Znamienny jest fakt, że gdy w późnym antyku Rzymianie nie byli już tak chętni, by bohatersko walczyć i ginąć w obronie państwa i cesarza, walki gladiatorów straciły na popularności na rzecz wyścigów rydwanów. Ostateczny koniec igrzysk gladiatorskich przyszedł wraz z wprowadzeniem chrześcijaństwa. W 325 r. cesarz Konstantyn zabronił organizowania walk we wschodniej części cesarstwa, a na początku V w. Honoriusz zakazał ich całkowicie.