ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-10-24
Zwariowane granice

Fot. esinel_888/Fotolia.com

Spór o Gibraltar, którzy Brytyjczycy uważają za brytyjski, a Hiszpanie za hiszpański, pokazuje, ile kłopotów mogą nastręczać małe skrawki lądów oddzielone od macierzy i sąsiadujące z innym państwem, a czasami przez nie otoczone. Witajcie w surrealistycznym świecie eksklaw i enklaw!

Granice są na swój sposób fascynujące. Przekraczając je, opuszczamy jeden świat i wkraczamy do innego, często tak odmiennego, że aż dziw bierze, jak bardzo taki wąski pasek ziemi może izolować od siebie ludzi. Z pewnością lepiej jest wtedy, gdy granica nie doskwiera i nie przeszkadza w swobodnym podróżowaniu, co chętnie potwierdzi 400 mln mieszkańców z 26 europejskich państw należących do strefy Schengen – w obrębie której zniesiono przejścia graniczne. A o tym, jak granice mogą skomplikować codzienne życie, a nawet uczynić je niebezpiecznym, najlepiej wiedzą mieszkańcy eksklaw – niewielkich zazwyczaj kawałków lądów odseparowanych od głównego terytorium swojego państwa. 

Takich skrawków jest na świecie kilkadziesiąt i większość z nich jest pamiątką po dawno minionych czasach. Wiele z nich istnieje tylko dzięki traktatom zawartym wieki temu. O samych umowach niemal nikt już nie pamięta, tak jak o wojnach i kłótniach, które je poprzedziły. Są i takie enklawy, które powstały przez pomyłkę albo dlatego, że jeden władca przegrał z drugim zakład lub partyjkę szachów. Zazwyczaj dawno nie ma już cesarstw, królestw i księstw, marchii czy sułtanatów, którym enklawy zawdzięczają powstanie. Jednak sukcesorzy tych państw zazdrośnie strzegą swoich posiadłości. Nawet w Europie zachowało się trochę tego typu unikatów.

Enklawa hazardu

Nad malowniczym alpejskim jeziorem Lugano dwukrotnie przeciętym granicą włosko-szwajcarską leży miasteczko Campione d’Italia. Mieszka w nim około 2 tys. osób.  Ich domy ciągną się wzdłuż stromego brzegu jeziora na długości mniej więcej dwóch kilometrów.  Campione jest dość nietypową osadą; to fragment Włoch w całości otoczony przez terytorium Szwajcarii. Tuż przed wjazdem do miejscowości i zaraz za nią znajdują się szwajcarskie znaki graniczne. Te same znaki napotka każdy, kto wyruszy w góry piętrzące się na tyłach miejscowości. Właściwe Włochy znajdują się tuż za nimi, w odległości mniej niż kilometr, ale górzystego terenu nie da się pokonać samochodem. Do najbliższego włoskiego miasteczka, do którego wiedzie kręta asfaltowa droga, jest 15 km. 

Skąd ta włoska eksklawa na terytorium Szwajcarii? Na upartego jej początków można się doszukiwać w VIII w., kiedy to tymi ziemiami władali germańscy Longobardowie. Jeden z nich przekazał całą okolicę arcybiskupowi Mediolanu, a ten oddał ją opactwu Sant’Ambrogio. Tak było aż do 1521 r., kiedy to papież Juliusz II obdarzył Szwajcarów ziemiami nad jeziorem Lugano, by podziękować im za wsparcie w wojnach, które toczył na Półwyspie Apenińskim. Campione pozostało jednak przy opactwie, a gdy prawie 300 lat później powstawała  Republika Helwecka, jego mieszkańcy odmówili przystąpienia do niej. I tak już pozostało. W latach 30. XX w. Mussolini dodał do nazwy miasta drugi człon „d’Italia”, co nie przeszkodziło amerykańskiemu wywiadowi w uczynieniu z Campione głównej centrali na Włochy podczas II wojny światowej. Neutralni Szwajcarzy udawali, że o niczym nie mają pojęcia.

Dziś miasto jest administracyjną i ekonomiczną hybrydą. Niby włoskie, a jednak Szwajcaria jest tu obecna na każdym kroku, nawet w sklepach i restauracjach, jako że oficjalną walutą jest frank szwajcarski, choć wszędzie można też płacić euro. Samochody z Campione jeżdżą na szwajcarskich tablicach rejestracyjnych, a głównym operatorem telefonicznym jest Swisscom, co oznacza, że dzwoniąc z Włoch do Campione, dzwoni się za granicę. Za to korespondencję można słać za pośrednictwem zarówno szwajcarskiej, jak i włoskiej poczty (miejscowość ma dwa kody pocztowe). Opiekę medyczną zapewniają Szwajcarzy, ale bezpieczeństwa strzegą włoscy karabinierzy i policja lokalna. Również głównym pracodawcą jest państwo włoskie. Do niego należy bowiem miejscowe kasyno, jedno z największych w Europie, które korzysta z tego, że jest tu strefa wolnocłowa, a przepisy dotyczące hazardu są łagodniejsze niż w Szwajcarii, a także w pozostałej części Włoch. Ogromny nowoczesny budynek Casinò di Campione ulokowany nad brzegiem jeziora Lugano przyciąga swoimi iluminacjami nocne marki z całej okolicy.

Ważne jest to, co jest moje

Campione d’Italia jest zarazem eksklawą i enklawą. Oba pojęcia mają zbliżone znaczenie, ale nie są jednoznaczne. Pierwsze oznacza część terytorium państwa oddzieloną od jego głównego obszaru. Natomiast enklawa to terytorium otoczone przez inne państwo. Dla Włoch miasteczko nad Lugano jest ich eksklawą, natomiast dla Szwajcarii – enklawą obcego państwa.

Niektóre enklawy to nie eksklawy, ponieważ nie są kawałkami innego państwa, lecz po prostu całym państwem. Do tej kategorii należą San Marino i Watykan otoczone całkowicie przez terytorium Włoch (a także Lesotho okrążone przez RPA). Księstwo Monako, które za jedynego sąsiada ma Francję, teoretycznie nie jest enklawą, ponieważ dysponuje dostępem do morza. Jednak dysproporcja pomiędzy mikroskopijnym państewkiem a jego olbrzymim sąsiadem jest tak olbrzymia, że w praktyce można je uznać za enklawę lub – jak wolą niektórzy – półenklawę. Takich półenklaw nie brakuje na świecie. Należą do nich m.in. brytyjskie eksklawy Gibraltar i Irlandia Północna, a także amerykańska eksklawa Guantanamo na Kubie. W przeciwieństwie do Monaco nie są to byty samodzielne politycznie, a raczej „odpryski” dużych państw, które pilnują swojej własności. 

Istnieją wreszcie eksklawy, które nie są nawet półenklawami, ponieważ sąsiadują z co najmniej dwoma krajami. Nie leżą zatem wewnątrz czyjegoś terytorium. Przykładem jest Obwód Kaliningradzki położony nad Morzem Bałtyckim. Jego sąsiedzi to Polska i Litwa. Ponieważ oba kraje należą do Unii Europejskiej, można uznać Obwód Kaliningradzki za rosyjską enklawę w UE. Przy okazji warto przypomnieć nie tak dawne czasy sprzed II wojny światowej, gdy w miejscu Obwodu Kaliningradzkiego oraz części naszego województwa warmińsko-mazurskiego znajdowały się Prusy Wschodnie – niemiecka eksklawa oddzielona od reszty Vaterlandu przez terytorium Polski. Jakie z tego wynikły dla nas kłopoty, wiadomo doskonale.

Cóż, eksklawy często bywają punktami zapalnymi na politycznej mapie świata. Gibraltar nie jest tego jedynym przykładem. Hiszpania, która domaga się od Brytyjczyków oddania skalistego przylądka, sama prowadzi niekończące się spory dotyczące swoich eksklaw w Maroku. Dwie najbardziej znane z nich, ale nie jedyne, to Ceuta i Melilla. Pierwszą Hiszpanie odbili z rąk Portugalczyków w XVII w. (ci z kolei odebrali ją dwa wieki wcześniej Arabom), drugą zdobyli w XV w. Od tego czasu o oba ufortyfikowane porty na afrykańskim wybrzeżu stoczono wiele wojen, po każdej podpisując kolejne porozumienie utrwalające ich status. Hiszpania uważa je za integralną część swojego terytorium. Dla Maroka są one spuścizną czasów kolonialnych. Gdy w 2007 r. hiszpańska para królewska Juan Carlos I i Sofia odwiedziła Ceutę i Melillę, marokański rząd gwałtownie protestował.

Wojna o skałki

Dla Maroka solą w oku są też wyrastające z morza skałki, na których znajdują się hiszpańskie forty wojskowe zwane „peñón”. Zakładano je wieki temu, aby mieć baczenie na to, co się dzieje w Afryce Północnej. Znajdują się tuż przy marokańskim wybrzeżu. Są to klasyczne enklawy w całości otoczone przez terytorium innego państwa, w tym przypadku – przez jego wody terytorialne. Do najbardziej znanych należą Peñón de Vélez de la Gomera, położona około 100 km na wschód od Ceuty, oraz znajdująca się 30 km dalej na wschód Peñón de Alhucemas.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 11/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2020
05/2020
Kalendarium
Czerwiec
5
W 1981 r. Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób doniosło, że 5 homoseksualistów zapadło na rzadką odmianę zapalenia płuc. Był to pierwszy opis choroby, rok później nazwanej AIDS.
Warto przeczytać
Sądzisz, że świadomie kierujesz swoim życiem, podejmujesz racjonalne decyzje i z rozwagą kształtujesz swoje relacje z innymi? Jeśli tak, jesteś w błędzie. Słynny naukowiec, Leonard Mlodinow odkrywa przed czytelnikami zaskakujące i egzotyczne siły działające pod powierzchnią naszych umysłów

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2013-10-24
Zwariowane granice

Fot. esinel_888/Fotolia.com

Spór o Gibraltar, którzy Brytyjczycy uważają za brytyjski, a Hiszpanie za hiszpański, pokazuje, ile kłopotów mogą nastręczać małe skrawki lądów oddzielone od macierzy i sąsiadujące z innym państwem, a czasami przez nie otoczone. Witajcie w surrealistycznym świecie eksklaw i enklaw!

Granice są na swój sposób fascynujące. Przekraczając je, opuszczamy jeden świat i wkraczamy do innego, często tak odmiennego, że aż dziw bierze, jak bardzo taki wąski pasek ziemi może izolować od siebie ludzi. Z pewnością lepiej jest wtedy, gdy granica nie doskwiera i nie przeszkadza w swobodnym podróżowaniu, co chętnie potwierdzi 400 mln mieszkańców z 26 europejskich państw należących do strefy Schengen – w obrębie której zniesiono przejścia graniczne. A o tym, jak granice mogą skomplikować codzienne życie, a nawet uczynić je niebezpiecznym, najlepiej wiedzą mieszkańcy eksklaw – niewielkich zazwyczaj kawałków lądów odseparowanych od głównego terytorium swojego państwa. 

Takich skrawków jest na świecie kilkadziesiąt i większość z nich jest pamiątką po dawno minionych czasach. Wiele z nich istnieje tylko dzięki traktatom zawartym wieki temu. O samych umowach niemal nikt już nie pamięta, tak jak o wojnach i kłótniach, które je poprzedziły. Są i takie enklawy, które powstały przez pomyłkę albo dlatego, że jeden władca przegrał z drugim zakład lub partyjkę szachów. Zazwyczaj dawno nie ma już cesarstw, królestw i księstw, marchii czy sułtanatów, którym enklawy zawdzięczają powstanie. Jednak sukcesorzy tych państw zazdrośnie strzegą swoich posiadłości. Nawet w Europie zachowało się trochę tego typu unikatów.

Enklawa hazardu

Nad malowniczym alpejskim jeziorem Lugano dwukrotnie przeciętym granicą włosko-szwajcarską leży miasteczko Campione d’Italia. Mieszka w nim około 2 tys. osób.  Ich domy ciągną się wzdłuż stromego brzegu jeziora na długości mniej więcej dwóch kilometrów.  Campione jest dość nietypową osadą; to fragment Włoch w całości otoczony przez terytorium Szwajcarii. Tuż przed wjazdem do miejscowości i zaraz za nią znajdują się szwajcarskie znaki graniczne. Te same znaki napotka każdy, kto wyruszy w góry piętrzące się na tyłach miejscowości. Właściwe Włochy znajdują się tuż za nimi, w odległości mniej niż kilometr, ale górzystego terenu nie da się pokonać samochodem. Do najbliższego włoskiego miasteczka, do którego wiedzie kręta asfaltowa droga, jest 15 km. 

Skąd ta włoska eksklawa na terytorium Szwajcarii? Na upartego jej początków można się doszukiwać w VIII w., kiedy to tymi ziemiami władali germańscy Longobardowie. Jeden z nich przekazał całą okolicę arcybiskupowi Mediolanu, a ten oddał ją opactwu Sant’Ambrogio. Tak było aż do 1521 r., kiedy to papież Juliusz II obdarzył Szwajcarów ziemiami nad jeziorem Lugano, by podziękować im za wsparcie w wojnach, które toczył na Półwyspie Apenińskim. Campione pozostało jednak przy opactwie, a gdy prawie 300 lat później powstawała  Republika Helwecka, jego mieszkańcy odmówili przystąpienia do niej. I tak już pozostało. W latach 30. XX w. Mussolini dodał do nazwy miasta drugi człon „d’Italia”, co nie przeszkodziło amerykańskiemu wywiadowi w uczynieniu z Campione głównej centrali na Włochy podczas II wojny światowej. Neutralni Szwajcarzy udawali, że o niczym nie mają pojęcia.

Dziś miasto jest administracyjną i ekonomiczną hybrydą. Niby włoskie, a jednak Szwajcaria jest tu obecna na każdym kroku, nawet w sklepach i restauracjach, jako że oficjalną walutą jest frank szwajcarski, choć wszędzie można też płacić euro. Samochody z Campione jeżdżą na szwajcarskich tablicach rejestracyjnych, a głównym operatorem telefonicznym jest Swisscom, co oznacza, że dzwoniąc z Włoch do Campione, dzwoni się za granicę. Za to korespondencję można słać za pośrednictwem zarówno szwajcarskiej, jak i włoskiej poczty (miejscowość ma dwa kody pocztowe). Opiekę medyczną zapewniają Szwajcarzy, ale bezpieczeństwa strzegą włoscy karabinierzy i policja lokalna. Również głównym pracodawcą jest państwo włoskie. Do niego należy bowiem miejscowe kasyno, jedno z największych w Europie, które korzysta z tego, że jest tu strefa wolnocłowa, a przepisy dotyczące hazardu są łagodniejsze niż w Szwajcarii, a także w pozostałej części Włoch. Ogromny nowoczesny budynek Casinò di Campione ulokowany nad brzegiem jeziora Lugano przyciąga swoimi iluminacjami nocne marki z całej okolicy.

Ważne jest to, co jest moje

Campione d’Italia jest zarazem eksklawą i enklawą. Oba pojęcia mają zbliżone znaczenie, ale nie są jednoznaczne. Pierwsze oznacza część terytorium państwa oddzieloną od jego głównego obszaru. Natomiast enklawa to terytorium otoczone przez inne państwo. Dla Włoch miasteczko nad Lugano jest ich eksklawą, natomiast dla Szwajcarii – enklawą obcego państwa.

Niektóre enklawy to nie eksklawy, ponieważ nie są kawałkami innego państwa, lecz po prostu całym państwem. Do tej kategorii należą San Marino i Watykan otoczone całkowicie przez terytorium Włoch (a także Lesotho okrążone przez RPA). Księstwo Monako, które za jedynego sąsiada ma Francję, teoretycznie nie jest enklawą, ponieważ dysponuje dostępem do morza. Jednak dysproporcja pomiędzy mikroskopijnym państewkiem a jego olbrzymim sąsiadem jest tak olbrzymia, że w praktyce można je uznać za enklawę lub – jak wolą niektórzy – półenklawę. Takich półenklaw nie brakuje na świecie. Należą do nich m.in. brytyjskie eksklawy Gibraltar i Irlandia Północna, a także amerykańska eksklawa Guantanamo na Kubie. W przeciwieństwie do Monaco nie są to byty samodzielne politycznie, a raczej „odpryski” dużych państw, które pilnują swojej własności. 

Istnieją wreszcie eksklawy, które nie są nawet półenklawami, ponieważ sąsiadują z co najmniej dwoma krajami. Nie leżą zatem wewnątrz czyjegoś terytorium. Przykładem jest Obwód Kaliningradzki położony nad Morzem Bałtyckim. Jego sąsiedzi to Polska i Litwa. Ponieważ oba kraje należą do Unii Europejskiej, można uznać Obwód Kaliningradzki za rosyjską enklawę w UE. Przy okazji warto przypomnieć nie tak dawne czasy sprzed II wojny światowej, gdy w miejscu Obwodu Kaliningradzkiego oraz części naszego województwa warmińsko-mazurskiego znajdowały się Prusy Wschodnie – niemiecka eksklawa oddzielona od reszty Vaterlandu przez terytorium Polski. Jakie z tego wynikły dla nas kłopoty, wiadomo doskonale.

Cóż, eksklawy często bywają punktami zapalnymi na politycznej mapie świata. Gibraltar nie jest tego jedynym przykładem. Hiszpania, która domaga się od Brytyjczyków oddania skalistego przylądka, sama prowadzi niekończące się spory dotyczące swoich eksklaw w Maroku. Dwie najbardziej znane z nich, ale nie jedyne, to Ceuta i Melilla. Pierwszą Hiszpanie odbili z rąk Portugalczyków w XVII w. (ci z kolei odebrali ją dwa wieki wcześniej Arabom), drugą zdobyli w XV w. Od tego czasu o oba ufortyfikowane porty na afrykańskim wybrzeżu stoczono wiele wojen, po każdej podpisując kolejne porozumienie utrwalające ich status. Hiszpania uważa je za integralną część swojego terytorium. Dla Maroka są one spuścizną czasów kolonialnych. Gdy w 2007 r. hiszpańska para królewska Juan Carlos I i Sofia odwiedziła Ceutę i Melillę, marokański rząd gwałtownie protestował.

Wojna o skałki

Dla Maroka solą w oku są też wyrastające z morza skałki, na których znajdują się hiszpańskie forty wojskowe zwane „peñón”. Zakładano je wieki temu, aby mieć baczenie na to, co się dzieje w Afryce Północnej. Znajdują się tuż przy marokańskim wybrzeżu. Są to klasyczne enklawy w całości otoczone przez terytorium innego państwa, w tym przypadku – przez jego wody terytorialne. Do najbardziej znanych należą Peñón de Vélez de la Gomera, położona około 100 km na wschód od Ceuty, oraz znajdująca się 30 km dalej na wschód Peñón de Alhucemas.