człowiek
Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2013-10-24
Nekrotrendy, czyli umrzeć modnie

Fot. Forum

Śmierć już dawno przestała być tematem tabu. Wyspecjalizowane firmy oferują setki ekstrawaganckich rozwiązań, a znalezienie chętnego na nawet najbardziej absurdalną ofertę to jedynie kwestia czasu.

Wraz z początkiem roku amerykańska stacja TLC po raz kolejny postawiła na kontrowersję i wyemitowała pilotażowy odcinek programu „Best Funeral Ever”. Pod tajemniczą nazwą kryje się nowy reality show, którego tematem przewodnim jest rynek funeralny, a konkretnie działalność teksańskiego domu pogrzebowego Golden Gate Funeral Home w Dallas. Nie chodzi jednak o zwykłe pogrzeby, a o nietypowe oczekiwania klientów. Widzowie kontrowersyjnego show mogli na włas­ne oczy zobaczyć pogrzeb w stylu disco czy w scenerii walki wrestlingowej. Najwięcej komentarzy wzbudził pochówek amatora potraw z grilla. Jego trumna wyglądała jak ogromny zamknięty grill, a nieśli ją pracownicy domu pogrzebowego przebrani za kucharzy. W czasie kiedy „grill-trumna” spoczęła na katafalku, zebrani goście mogli pożywić się pieczonymi żeberkami, które maczali w specjalnie przyrządzonej fontannie tryskającej sosem barbecue. Jakby tego było mało, pomiędzy nogami uczestników przechadzały się chrumkające prosiaki.

Uśmiechnięty John E. Beckwith, właściciel zakładu pogrzebowego, tłumaczył, że celem jego firmy jest sprawienie, by jego klienci byli maksymalnie szczęśliwi. W kwietniu producenci wydali oświadczenie, że zamierzają wyprodukować cały sezon pogrzebowego show.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Przez media natychmiast przetoczyła się lawina krytyki. Twórcom programu zarzucono trywializowanie śmierci, brak dobrego smaku i żerowanie na ludzkiej tragedii. Nie da się zaprzeczyć. W dzisiejszych czasach wyspecjalizowane firmy oferują setki ekstrawaganckich rozwiązań, a chętni nawet na najbardziej absurdalną ofertę zawsze się znajdą.

Pogrzebowy zawrót głowy

Zacznijmy od ceremonii pogrzebowych i związanych z nimi rytuałów. Ostatnie pożegnanie zmarłego może bowiem przybrać naprawdę zaskakujące formy. W kalifornijskim miasteczku Point Coupe funkcjonuje „Pogrzebowy McDrive”, jak ochrzciły go tamtejsze media. Otwarta trumna wystawiana jest za szybą oszklonej kaplicy, tak aby przejeżdżający kierowcy mogli wpisać się do księgi kondolencyjnej bez wychodzenia z auta. To oferta dostosowana do coraz bardziej zapracowanego społeczeństwa, twierdzą inicjatorzy.

Często rodzina życzy sobie, aby zmarłego przedstawić w sposób odpowiadający jego życiu i pasjom. Zapewne taki cel przyświecał organizatorom pogrzebu Davida Moralesa Colona, dwudziestodwulatka z Puerto Rico, który w kwietniu 2010 r. zginął w strzelaninie na ulicach San Jose. Informacja o jego pogrzebie obiegła cały świat, ciało młodzieńca zamiast w otwartej trumnie zostało bowiem wystawione... na jego ulubionym motorze. Martwy Colon w pozycji symulującej ostatnią przejażdżkę to zdaniem rodziny i przyjaciół najlepszy dla niego hołd. Organizator pogrzebu, firma Marin Funeral Home, zorganizowała już wcześniej uroczystość, podczas której martwy dwudziesto­­czterolatek pożegnał rodzinę i przyjaciół... na stojąco.

W Polsce możemy (na razie?) zamówić jedynie multimedialną aulę pożegnań. W czasie uroczystości pokazuje się filmy i zdjęcia o zmarłym, dla których tłem są muzyka i oświetlenie. Po zakończonym pokazie istnieje możliwość obserwowania na dużym ekranie wjazdu trumny do pieca krematoryjnego. W czasie kiedy ciało jest spopielane, ekran wygasa, a rodzina udaje się do zakładowej kawiarni.

Ekstrawagancji może dodać ceremonii pogrzebowej również nietypowy kształt trumny. W tej kwestii nie ma żadnych reguł. Ludzie chowani już byli w trumnach w kształcie wielkiego buta, klucza, butelki coca-coli, gitary, otwieracza do wina, rekina, deskorolki czy torby bagażowej. W Szwecji zaprezentowano trumnę z wmontowanymi głośnikami i bezprzewodowym dostępem do internetu, aby rodzina mogła puszczać nieboszczykowi muzykę. Z kolei na targach funeralnych w Paryżu furorę wzbudziła pozłacana trumna z klimatyzatorem i przeszklonym wiekiem, otwierana zdalnie pilotem. Przypomina nieco auto z centralnym zamkiem.

Jeszcze większe pole manewru w kwestii finezyjnych kształtów mają producenci urn. Piramidy, adidasy, tubka pasty do zębów, butelka piwa czy paczka papierosów to tylko kilka przykładów z ostatnich lat. Fredrica J. Baura, twórcę opakowania popularnych chipsów Pringles, zgodnie z jego wolą, po skremowaniu pochowano w jednej z charakterystycznych tub po chipsach.

Wszyscy wiemy, że pomysłowość ludzka nie zna granic, więc i prochy znajdują wiele niekonwencjonalnych zastosowań. Nadine Jarvis, brytyjska projektantka, wymyśliła ołówki z prochów zmarłego. Z 2–3 litrów można ich zrobić 240. Umieszczone są w pudełku z wbudowaną temperówką, co pozwala na recykling. Z kolei jeden z redaktorów Marvel Comics, Mark Gruenwald, zażyczył sobie, aby jego prochy zostały zmieszane z farbą użytą do druku komiksu (specjalna edycja „Squadron Supreme” robi oszałamiającą karierę wśród kolekcjonerów). Tym tropem poszła firma Eternally Yours Memorial Art, malująca obrazy na zamówienie, których podstawowym składnikiem jest mieszanka farby i prochów zmarłego.

Na tym nie koniec. Firma LifeGem oferuje przekształcenie prochów w syntetyczny diament. Jest to możliwe dzięki obróbce w temperaturze 1500°C i ogromnemu ciśnieniu, jakim poddawane są prochy. Po kilku tygodniach powstaje diament o błękitnym lub żółtawym zabarwieniu, którym zajmują się szlifierze. Można go nosić jako pierścionek, kolczyk czy naszyjnik. Koszt to kilka tysięcy euro. Diament z prochów zmarłego wykonuje także szwajcarska firma Algordanza, a sam pomysł wykonywania tego typu ozdób nie jest nowy, bo już w 1994 r. Związek Krematoriów Holenderskich wprowadził na rynek złote i srebrne medaliony-relikwiarze, w których bliscy zaczęli na co dzień nosić część prochów swych zmarłych.

Istnieje również możliwość wysłania prochów w kosmos. W USA za niespełna 5 tys. dolarów można wysłać urnę z prochami w przestrzeń kosmiczną, która po dwóch latach spadnie i spali się w ziemskiej atmosferze (w ten sposób uczczono m.in. Gene’a Roddenberry’ego, twórcę serialu „Star Trek”). Za 12,5 tys. dolarów firma Celestis proponuje już miejsce na Księżycu. Z kolei w Nowym Jorku możemy zamówić opcję wrzucenia urny z prochami do krateru czynnego wulkanu.

W Polsce wiele kwestii ograniczonych jest przez prawo. Nie można na przykład rozsypywać prochów zmarłego, gdzie nam się podoba, podobnie jak trzymać ich w urnie w domu, co jest niezwykle modne na Zachodzie. Co prawda trwają obecnie prace nad zmianą ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych, posłowie zapewniają jednak, że w zasadniczych kwestiach nie będzie przyzwolenia na chowanie zmarłych poza cmentarzami.

Bliżej natury

Tymczasem w epoce przemysłu i wszechogarniającego konsumpcjonizmu coraz więcej osób decyduje się na pogrzeby ekologiczne. Przodują w nich zwłaszcza Brytyjczycy. Na terenie całej wyspy znajduje się ponad 200 miejsc, gdzie zmarłych chowa się nie na cmentarzach, lecz pośród pięknych łąk, pól i lasów. Popularność tego trendu stale się zwiększa, bowiem brytyjskie cmentarze są już przepełnione, a prawo zezwala na tego typu zabiegi.

Wiele miejsc pochowku nie jest w żaden sposób oznaczonych, choć na prośbę rodziny można do urny czy trumny włożyć nadajnik GPS, który ułatwi lokalizację. Anonimowe pogrzeby stają się coraz modniejsze wśród osób, które stroniły od wyniosłego trybu życia.

Natomiast w Szwajcarii nie brakuje chętnych na tzw. leśne cmentarze. Zmarłych chowa się w korzeniach drzew. Za 2,5 tys. dolarów rodzina dostaje gwarancję, że drzewo nie zostanie ścięte nawet do 99 lat. Z kolei amerykańska firma Eternal Reefs (Wieczne Rafy) z Miami oferuje budowę rafy koralowej z prochów zmarłego. Za 7 tys. dolarów rodzina formuje kulę betonu z otworami, zmieszaną ze szczątkami zmarłego, która umieszczona na dnie oceanu staje się domem dla tysięcy podwodnych stworzeń.

Ekologiczne pogrzeby motywowane są przede wszystkim chęcią jak najszybszego połączenia z naturą. W tym celu produkowane są specjalne trumny kukurydziane, a hitem ostatnich lat stał się całun. Szwedzka Promessa, prowadzona przez biolog Susanne Wiigh-Mäsak, wychodzi z ofertą naturalnego kompostowania ciała. Opracowana przez firmę metoda polega na zamrożeniu zwłok w temperaturze –196°C, rozdrobnieniu ich na drobny pył za pomocą wibracji, wysuszeniu i zakopaniu w płytkim na 20‑30 cm grobie, by prochy uległy skompostowaniu. Ci, których razi perspektywa rozkładającego się ciała, mogą zażyczyć sobie, by pochowano ich na łonie natury także po tradycyjnej kremacji.

Pornografia śmierci

Oprócz tradycyjnych (i tych mniej tradycyjnych) zakładów i usług, biznes funeralny coraz prężniej rozwija się także w sieci. WirtualnyCmentarz.pl to tylko jeden z przykładów strony internetowej, na której funkcjonują miejsca pamięci osób zmarłych – z tym że pieniądze, jakie trzeba tam płacić, są jak najbardziej realne. Zasada jest prosta. Wykupujemy grób, wgrywamy zdjęcia zmarłego, a pod nim wszyscy zainteresowani mogą składać kondolencje. Aby było jak w realu, należy o niego odpowiednio zadbać. Zapalenie wirtualnej świeczki na miesiąc to SMS za 9 zł (plus VAT), a wykupienie kwiatów na grób – 50 zł (plus VAT). Na wirtualnym cmentarzu pochować możemy nie tylko ludzi, ale i zwierzęta.

Wiele tego typu stron oferuje usługę „mailingu zza grobu” (wysłania po śmierci wcześniej przygotowanych wiadomości). Choć na pierwszy rzut oka formułowanie przekazu, który ma trafić do bliskich po naszej śmierci, wydaje się co najmniej dziwne, nie jest niczym nowym. Mało tego. Od lat sukcesywnie rośnie liczba osób, które korzystają z oferty planowania własnego pogrzebu. W Polsce kojarzy nam się to jedynie z wykupywaniem grobu przez osoby starsze. To stereotyp. Dziś usługa planowania pogrzebu skierowana jest zarówno do osób starszych, które nie chcą obarczać rodziny dodatkowymi problemami, jak i dwudziesto–trzydziestolatków pragnących mieć wpływ na swoje ostatnie pożegnanie z bliskimi. Coraz więcej ludzi zamierza celebrować swoją ostatnią drogę zgodnie z tym, jak żyli, a niekoniecznie, jak to powinno wyglądać tradycyjnie. Efekty często są zaskakujące.

Na świecie odbywały się już pogrzeby, gdzie nad otwartą trumną zmarłego prężyła się półnaga striptizerka, a zamiast marsza żałobnego z głośników wybrzmiewał „Highway to Hell”. Dużą popularnością cieszą się także ekrany LCD, montowane na grobach zmarłych. Zasilane baterią słoneczną, emitują filmy, zdjęcia i pliki MP3 z osobistym pożegnaniem zmarłego, nagranym jeszcze za życia. Pewna Amerykanka poszła o krok dalej – po swojej śmierci kazała zamontować w trumnie kamerę, transmitującą rozkład jej zwłok na żywo.

Z kolei firma Mementis proponuje usługę zamówienia mowy żałobnej. Oferta jest skierowana do ludzi, którzy chcą, aby zamiast przemówienia księdza mówił o nich ktoś, kto znał ich za życia, choć istnieje również możliwość wynajęcia aktora. Wszystkie szczegóły spisywane są w specjalnej umowie, realizowanej po śmierci klienta.

Przedstawione przykłady to jedynie wierzchołek góry ekstrawagancji coraz częściej towarzyszącym pogrzebom. Geoffrey Gorer, angielski antropolog, współczesne podejście do umierania nazwał „pornografią śmierci”, nie szczędząc krytyki pod adresem przemian kulturowych. To fakt, niektóre ceremoniały ocierają się o perwersję. Właściciele zakładów pogrzebowych bronią się jednak, argumentując, że niekonwencjonalne oferty to nie ich wymysł, lecz wyjście naprzeciw oczekiwaniom klientów. To kultura masowa sprawia, że na niemal każdą ofertę znajdą się chętni. Wystarczy poczekać. 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 11/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2020
11/2020
Kalendarium
Listopad
29
W 1951 r. na Poligonie Nevada przeprowadzono pierwszą amerykańską podziemną próbę jądrową.
Warto przeczytać
Co wspólnego mają suknia ślubna i kombinezon sapera?    
Dlaczego dla marynarzy bardziej niebezpieczne od rekinów są krewetki?
Kiedy kurczak najlepiej sprawdza się jako broń artyleryjska?

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2013-10-24
Nekrotrendy, czyli umrzeć modnie

Fot. Forum

Śmierć już dawno przestała być tematem tabu. Wyspecjalizowane firmy oferują setki ekstrawaganckich rozwiązań, a znalezienie chętnego na nawet najbardziej absurdalną ofertę to jedynie kwestia czasu.

Wraz z początkiem roku amerykańska stacja TLC po raz kolejny postawiła na kontrowersję i wyemitowała pilotażowy odcinek programu „Best Funeral Ever”. Pod tajemniczą nazwą kryje się nowy reality show, którego tematem przewodnim jest rynek funeralny, a konkretnie działalność teksańskiego domu pogrzebowego Golden Gate Funeral Home w Dallas. Nie chodzi jednak o zwykłe pogrzeby, a o nietypowe oczekiwania klientów. Widzowie kontrowersyjnego show mogli na włas­ne oczy zobaczyć pogrzeb w stylu disco czy w scenerii walki wrestlingowej. Najwięcej komentarzy wzbudził pochówek amatora potraw z grilla. Jego trumna wyglądała jak ogromny zamknięty grill, a nieśli ją pracownicy domu pogrzebowego przebrani za kucharzy. W czasie kiedy „grill-trumna” spoczęła na katafalku, zebrani goście mogli pożywić się pieczonymi żeberkami, które maczali w specjalnie przyrządzonej fontannie tryskającej sosem barbecue. Jakby tego było mało, pomiędzy nogami uczestników przechadzały się chrumkające prosiaki.

Uśmiechnięty John E. Beckwith, właściciel zakładu pogrzebowego, tłumaczył, że celem jego firmy jest sprawienie, by jego klienci byli maksymalnie szczęśliwi. W kwietniu producenci wydali oświadczenie, że zamierzają wyprodukować cały sezon pogrzebowego show.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Przez media natychmiast przetoczyła się lawina krytyki. Twórcom programu zarzucono trywializowanie śmierci, brak dobrego smaku i żerowanie na ludzkiej tragedii. Nie da się zaprzeczyć. W dzisiejszych czasach wyspecjalizowane firmy oferują setki ekstrawaganckich rozwiązań, a chętni nawet na najbardziej absurdalną ofertę zawsze się znajdą.

Pogrzebowy zawrót głowy

Zacznijmy od ceremonii pogrzebowych i związanych z nimi rytuałów. Ostatnie pożegnanie zmarłego może bowiem przybrać naprawdę zaskakujące formy. W kalifornijskim miasteczku Point Coupe funkcjonuje „Pogrzebowy McDrive”, jak ochrzciły go tamtejsze media. Otwarta trumna wystawiana jest za szybą oszklonej kaplicy, tak aby przejeżdżający kierowcy mogli wpisać się do księgi kondolencyjnej bez wychodzenia z auta. To oferta dostosowana do coraz bardziej zapracowanego społeczeństwa, twierdzą inicjatorzy.

Często rodzina życzy sobie, aby zmarłego przedstawić w sposób odpowiadający jego życiu i pasjom. Zapewne taki cel przyświecał organizatorom pogrzebu Davida Moralesa Colona, dwudziestodwulatka z Puerto Rico, który w kwietniu 2010 r. zginął w strzelaninie na ulicach San Jose. Informacja o jego pogrzebie obiegła cały świat, ciało młodzieńca zamiast w otwartej trumnie zostało bowiem wystawione... na jego ulubionym motorze. Martwy Colon w pozycji symulującej ostatnią przejażdżkę to zdaniem rodziny i przyjaciół najlepszy dla niego hołd. Organizator pogrzebu, firma Marin Funeral Home, zorganizowała już wcześniej uroczystość, podczas której martwy dwudziesto­­czterolatek pożegnał rodzinę i przyjaciół... na stojąco.

W Polsce możemy (na razie?) zamówić jedynie multimedialną aulę pożegnań. W czasie uroczystości pokazuje się filmy i zdjęcia o zmarłym, dla których tłem są muzyka i oświetlenie. Po zakończonym pokazie istnieje możliwość obserwowania na dużym ekranie wjazdu trumny do pieca krematoryjnego. W czasie kiedy ciało jest spopielane, ekran wygasa, a rodzina udaje się do zakładowej kawiarni.

Ekstrawagancji może dodać ceremonii pogrzebowej również nietypowy kształt trumny. W tej kwestii nie ma żadnych reguł. Ludzie chowani już byli w trumnach w kształcie wielkiego buta, klucza, butelki coca-coli, gitary, otwieracza do wina, rekina, deskorolki czy torby bagażowej. W Szwecji zaprezentowano trumnę z wmontowanymi głośnikami i bezprzewodowym dostępem do internetu, aby rodzina mogła puszczać nieboszczykowi muzykę. Z kolei na targach funeralnych w Paryżu furorę wzbudziła pozłacana trumna z klimatyzatorem i przeszklonym wiekiem, otwierana zdalnie pilotem. Przypomina nieco auto z centralnym zamkiem.

Jeszcze większe pole manewru w kwestii finezyjnych kształtów mają producenci urn. Piramidy, adidasy, tubka pasty do zębów, butelka piwa czy paczka papierosów to tylko kilka przykładów z ostatnich lat. Fredrica J. Baura, twórcę opakowania popularnych chipsów Pringles, zgodnie z jego wolą, po skremowaniu pochowano w jednej z charakterystycznych tub po chipsach.

Wszyscy wiemy, że pomysłowość ludzka nie zna granic, więc i prochy znajdują wiele niekonwencjonalnych zastosowań. Nadine Jarvis, brytyjska projektantka, wymyśliła ołówki z prochów zmarłego. Z 2–3 litrów można ich zrobić 240. Umieszczone są w pudełku z wbudowaną temperówką, co pozwala na recykling. Z kolei jeden z redaktorów Marvel Comics, Mark Gruenwald, zażyczył sobie, aby jego prochy zostały zmieszane z farbą użytą do druku komiksu (specjalna edycja „Squadron Supreme” robi oszałamiającą karierę wśród kolekcjonerów). Tym tropem poszła firma Eternally Yours Memorial Art, malująca obrazy na zamówienie, których podstawowym składnikiem jest mieszanka farby i prochów zmarłego.

Na tym nie koniec. Firma LifeGem oferuje przekształcenie prochów w syntetyczny diament. Jest to możliwe dzięki obróbce w temperaturze 1500°C i ogromnemu ciśnieniu, jakim poddawane są prochy. Po kilku tygodniach powstaje diament o błękitnym lub żółtawym zabarwieniu, którym zajmują się szlifierze. Można go nosić jako pierścionek, kolczyk czy naszyjnik. Koszt to kilka tysięcy euro. Diament z prochów zmarłego wykonuje także szwajcarska firma Algordanza, a sam pomysł wykonywania tego typu ozdób nie jest nowy, bo już w 1994 r. Związek Krematoriów Holenderskich wprowadził na rynek złote i srebrne medaliony-relikwiarze, w których bliscy zaczęli na co dzień nosić część prochów swych zmarłych.

Istnieje również możliwość wysłania prochów w kosmos. W USA za niespełna 5 tys. dolarów można wysłać urnę z prochami w przestrzeń kosmiczną, która po dwóch latach spadnie i spali się w ziemskiej atmosferze (w ten sposób uczczono m.in. Gene’a Roddenberry’ego, twórcę serialu „Star Trek”). Za 12,5 tys. dolarów firma Celestis proponuje już miejsce na Księżycu. Z kolei w Nowym Jorku możemy zamówić opcję wrzucenia urny z prochami do krateru czynnego wulkanu.

W Polsce wiele kwestii ograniczonych jest przez prawo. Nie można na przykład rozsypywać prochów zmarłego, gdzie nam się podoba, podobnie jak trzymać ich w urnie w domu, co jest niezwykle modne na Zachodzie. Co prawda trwają obecnie prace nad zmianą ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych, posłowie zapewniają jednak, że w zasadniczych kwestiach nie będzie przyzwolenia na chowanie zmarłych poza cmentarzami.

Bliżej natury

Tymczasem w epoce przemysłu i wszechogarniającego konsumpcjonizmu coraz więcej osób decyduje się na pogrzeby ekologiczne. Przodują w nich zwłaszcza Brytyjczycy. Na terenie całej wyspy znajduje się ponad 200 miejsc, gdzie zmarłych chowa się nie na cmentarzach, lecz pośród pięknych łąk, pól i lasów. Popularność tego trendu stale się zwiększa, bowiem brytyjskie cmentarze są już przepełnione, a prawo zezwala na tego typu zabiegi.

Wiele miejsc pochowku nie jest w żaden sposób oznaczonych, choć na prośbę rodziny można do urny czy trumny włożyć nadajnik GPS, który ułatwi lokalizację. Anonimowe pogrzeby stają się coraz modniejsze wśród osób, które stroniły od wyniosłego trybu życia.

Natomiast w Szwajcarii nie brakuje chętnych na tzw. leśne cmentarze. Zmarłych chowa się w korzeniach drzew. Za 2,5 tys. dolarów rodzina dostaje gwarancję, że drzewo nie zostanie ścięte nawet do 99 lat. Z kolei amerykańska firma Eternal Reefs (Wieczne Rafy) z Miami oferuje budowę rafy koralowej z prochów zmarłego. Za 7 tys. dolarów rodzina formuje kulę betonu z otworami, zmieszaną ze szczątkami zmarłego, która umieszczona na dnie oceanu staje się domem dla tysięcy podwodnych stworzeń.

Ekologiczne pogrzeby motywowane są przede wszystkim chęcią jak najszybszego połączenia z naturą. W tym celu produkowane są specjalne trumny kukurydziane, a hitem ostatnich lat stał się całun. Szwedzka Promessa, prowadzona przez biolog Susanne Wiigh-Mäsak, wychodzi z ofertą naturalnego kompostowania ciała. Opracowana przez firmę metoda polega na zamrożeniu zwłok w temperaturze –196°C, rozdrobnieniu ich na drobny pył za pomocą wibracji, wysuszeniu i zakopaniu w płytkim na 20‑30 cm grobie, by prochy uległy skompostowaniu. Ci, których razi perspektywa rozkładającego się ciała, mogą zażyczyć sobie, by pochowano ich na łonie natury także po tradycyjnej kremacji.

Pornografia śmierci

Oprócz tradycyjnych (i tych mniej tradycyjnych) zakładów i usług, biznes funeralny coraz prężniej rozwija się także w sieci. WirtualnyCmentarz.pl to tylko jeden z przykładów strony internetowej, na której funkcjonują miejsca pamięci osób zmarłych – z tym że pieniądze, jakie trzeba tam płacić, są jak najbardziej realne. Zasada jest prosta. Wykupujemy grób, wgrywamy zdjęcia zmarłego, a pod nim wszyscy zainteresowani mogą składać kondolencje. Aby było jak w realu, należy o niego odpowiednio zadbać. Zapalenie wirtualnej świeczki na miesiąc to SMS za 9 zł (plus VAT), a wykupienie kwiatów na grób – 50 zł (plus VAT). Na wirtualnym cmentarzu pochować możemy nie tylko ludzi, ale i zwierzęta.

Wiele tego typu stron oferuje usługę „mailingu zza grobu” (wysłania po śmierci wcześniej przygotowanych wiadomości). Choć na pierwszy rzut oka formułowanie przekazu, który ma trafić do bliskich po naszej śmierci, wydaje się co najmniej dziwne, nie jest niczym nowym. Mało tego. Od lat sukcesywnie rośnie liczba osób, które korzystają z oferty planowania własnego pogrzebu. W Polsce kojarzy nam się to jedynie z wykupywaniem grobu przez osoby starsze. To stereotyp. Dziś usługa planowania pogrzebu skierowana jest zarówno do osób starszych, które nie chcą obarczać rodziny dodatkowymi problemami, jak i dwudziesto–trzydziestolatków pragnących mieć wpływ na swoje ostatnie pożegnanie z bliskimi. Coraz więcej ludzi zamierza celebrować swoją ostatnią drogę zgodnie z tym, jak żyli, a niekoniecznie, jak to powinno wyglądać tradycyjnie. Efekty często są zaskakujące.

Na świecie odbywały się już pogrzeby, gdzie nad otwartą trumną zmarłego prężyła się półnaga striptizerka, a zamiast marsza żałobnego z głośników wybrzmiewał „Highway to Hell”. Dużą popularnością cieszą się także ekrany LCD, montowane na grobach zmarłych. Zasilane baterią słoneczną, emitują filmy, zdjęcia i pliki MP3 z osobistym pożegnaniem zmarłego, nagranym jeszcze za życia. Pewna Amerykanka poszła o krok dalej – po swojej śmierci kazała zamontować w trumnie kamerę, transmitującą rozkład jej zwłok na żywo.

Z kolei firma Mementis proponuje usługę zamówienia mowy żałobnej. Oferta jest skierowana do ludzi, którzy chcą, aby zamiast przemówienia księdza mówił o nich ktoś, kto znał ich za życia, choć istnieje również możliwość wynajęcia aktora. Wszystkie szczegóły spisywane są w specjalnej umowie, realizowanej po śmierci klienta.

Przedstawione przykłady to jedynie wierzchołek góry ekstrawagancji coraz częściej towarzyszącym pogrzebom. Geoffrey Gorer, angielski antropolog, współczesne podejście do umierania nazwał „pornografią śmierci”, nie szczędząc krytyki pod adresem przemian kulturowych. To fakt, niektóre ceremoniały ocierają się o perwersję. Właściciele zakładów pogrzebowych bronią się jednak, argumentując, że niekonwencjonalne oferty to nie ich wymysł, lecz wyjście naprzeciw oczekiwaniom klientów. To kultura masowa sprawia, że na niemal każdą ofertę znajdą się chętni. Wystarczy poczekać.