człowiek
Autor: Tadeusz Dobosz | dodano: 2013-10-24
Co gryzie zmarłego

Fot. ONS

Jedni twierdzą, że „zeżrą nas robaki”, inni – że „piach wszystko wyciągnie”. A co naprawdę dzieje się z ciałem po śmierci?

Zwłoki ludzkie mogą zostać porzucone (np. na polu bitwy czy na miejscu zbrodni) lub złożone w ziemi. Bywa, że pogrzeb polega na poddaniu ciała kremacji lub zatopieniu go w morzu, a nawet na oddaniu szczątków na żer zwierzętom (w niektórych kulturach azjatyckich) i złożeniu resztek kości w Wieżach Pamięci. Jednak nie tylko działania człowieka wpływają na to, co dzieje się z naszą doczesną powłoką po śmierci. Przemiany pośmiertne zależą też m.in. od temperatury, obecności bakterii, owadów, dostępu tlenu, kwasowości środowiska i jego wilgotności.

Gnicie

To najczęstszy typ przemiany pośmiertnej. Gnijące zwłoki zmieniają kolor na czerwonawosiny lub brązowofioletowy, puchną, pękają, rozpływają się i na koniec ulegają zeszkieletowaniu. Woń towarzysząca temu procesowi jest bardzo nieprzyjemna i silna. Powoduje, zwłaszcza u osób nieprzyzwyczajonych, odruchowe skurcze żołądka. Gnicie zachodzi w szerokim zakresie temperatur (10–40oC). Im temperatura wyższa, tym jest szybsze. Czasem zwłoki, które nie były sekcjonowane, w czasie gnicia puchną i zmieniają pozycję. Wielokrotne stwierdzenie skutków tego zjawiska podczas ekshumacji stało się zapewne przyczyną uporczywych plotek o „letargach” i „pochowaniu żywcem”. Podobną zmianę pozycji zwłok, polegającą na przyjęciu „pozycji płodowej”, można zaobserwować w przypadku ciała poddanego działaniu płomieni.

Zeszkieletowanie

Jest to, koniec końców, najczęstszy późny efekt zmian pośmiertnych, chociaż bywa poprzedzony innymi, mniej trwałymi typami przemian. Początkowo zaobserwować można tłuste, ciężkie kości o zielonkawym lub brązowawym kolorze oraz bardzo ostrym i nieprzyjemnym, wręcz dokuczliwym gnilnym zapachu. W kolejnym etapie kości stają się szare, czyste i suche, bez wyczuwalnej woni, a wreszcie przybierają barwę szarobeżową lub brązowawą, stają się kruche, lekkie i łatwo się rozpadają. Doświadczony medyk sądowy, znając typ gleby, w której spoczywały kości, potrafi ze sporą dokładnością określić czas przebywania zwłok w ziemi. Ostatnim etapem zeszkieletowania jest znany archeologom „negatyw”, czyli jamki ziemne wypełnione ciemnym ilastym osadem, który z wolna gromadzi się w miejscu zanikającej kości.

Mumifikacja

Proces ten zachodzi w niskich lub wysokich temperaturach, czyli wtedy, gdy rozwój bakterii gnilnych jest niemożliwy lub utrudniony. Zmumifikowane zwłoki przybierają ciemny kolor, są lekkie i mają słaby, nieprzyjemny zapach kurzu i stęchlizny. Ponieważ do mumifikacji dochodzi w wyniku odwodnienia, może ona zajść też w temperaturze pokojowej, po zetknięciu zwłok z substancjami chłonącymi wodę, np. przysypaniu solą drogową, cukrem czy mąką ziemniaczaną. Wiele mumii znaleziono w katakumbach i kryptach grobowych, czyli chłodnych podziemiach z dobrą wentylacją.

Przemiana tłuszczowo-woskowa

To rzadkie zjawisko. Zachodzi przy słabym dostępie powietrza, obniżonej temperaturze i dużej wilgotności. Najczęściej przemianie tłuszczowo-woskowej podlegają zwłoki leżące w jaskiniach lub na dnie zbiorników wodnych z termokliną, czyli przydenną warstwą wody o całorocznej temperaturze 4oC (woda o tej temperaturze ma największą gęstość i nie miesza się z lżejszą, latem cieplejszą, a zimą chłodniejszą wodą powyżej granicy termokliny). Wydzielają one wówczas charakterystyczny, niezbyt silny, uciążliwy zapach zjełczałego tłuszczu, są rozpulchnione i przybierają wygląd brył dość twardego, rozmoczonego szarobiaławego mydła. Tkanki, które uległy tej przemianie, po wysuszeniu stają się twarde i kruche, lecz nie zmieniają koloru.

Przemiana torfowa

To najrzadszy, najciekawszy i „najładniejszy” typ przemiany pośmiertnej. Zachodzi przy niskim dostępie tlenu, w wodzie o kwaśnym odczynie, w pokładach torfu. Zwłoki mają ciemnobrązową lub czarną barwę, doskonale zachowane rysy twarzy, rzeźbę skóry i owłosienie, wydzielają słabą woń błota i siarkowodoru. Niestety, kości często ulegają rozpuszczeniu, wskutek czego zwłoki są spłaszczone, przybierają postać worków skórnych wypełnionych resztkami trzewi. W Polsce dotychczas obserwowano tylko częściowe przemiany torfowe, i nie są mi znane całe, doskonale zachowane zwłoki z torfowiska.

Kremacja

Pominąwszy pożary, spalenie nie jest naturalnym losem spotykającym zmarłych. To typowo ludzki wynalazek. Jako ponadsześćdziesięcioletni człowiek nie mogę się nadziwić, że kremacji poddawany jest już ponad co piąty zmarły Polak i odsetek ten stale rośnie. Najwyraźniej względy praktyczne i ekonomiczne są silniejsze niż pamięć o wojnie i krematoriach obozowych. Zasadniczo nie ma co wybrzydzać, bo przecież kremacja liczy sobie prawie tyle lat, ile cywilizacja ludzka, i w niektórych okresach historycznych była (a w Indiach do dzisiaj jest) głównym sposobem żegnania zmarłych.

Współcześnie kremacji dokonuje się w nowoczesnych elektrycznych lub gazowych piecach, które dzięki odpowiednim filtrom nie są uciążliwe ani szkodliwe dla otoczenia (dlatego dziwią mnie ostre protesty mieszkańców terenów, na których planuje się budowę lub uruchomienie nowych krematoriów. Uprzedzając ewentualne pytania urażonych tymi słowami czytelników, czy chciałbym mieć „coś takiego” niedaleko własnego domu, odpowiadam: nie chciałbym, ale gdyby tak się miało stać, to nie protestowałbym). W wyniku kremacji uzyskuje się białoniebieskie, kruche, wyżarzone co większe kości (tuż po wygaszeniu pieca można, zaglądając do środka, rozpoznać mocno niekompletny ludzki szkielet), które miele się w specjalnych młynkach na proszek – wydawany następnie rodzinie do pochówku.

Balsamowanie zwłok

To nienaturalny, wymyślony przez człowieka sposób przemiany pośmiertnej, uprawiany i doskonalony od starożytności do czasów współczesnych. W języku medyków sądowych praktyki balsamowania noszą nazwę tanatopraksji. Polegają one na wymianie płynów ustrojowych na płyny bakteriobójcze wraz z jednoczesnym nacieraniem, nasączaniem i nastrzykiwaniem zwłok środkami bakteriobójczymi. W połączeniu z agresywnymi zabiegami kosmetycznymi nadaje to zwłokom wygląd śpiącej osoby. Niestety, efekty tanatopraksji są nietrwałe i po pewnym czasie trzeba je powtarzać.

Kanibalizm

Zmarli czasami zostają też zjedzeni. Wyróżnia się trzy rodzaje kanibalizmu: kulinarny, rytualny i medyczny. Z kulinarnym mamy do czynienia w przypadkach zaspokajania głodu (lub zachcianek kulinarnych) ciałem ludzkim. Zachowanie to – powszechne w prehistorii naszego gatunku – obecnie praktykują niemal wyłącznie osoby psychicznie chore albo znajdujące się w sytuacjach ekstremalnych (okrążone oddziały wojskowe, rozbitkowie).

Kanibalizm rytualny polega na spożywaniu niewielkich fragmentów ciał krewnych lub dzielnie walczących wrogów, aby ich uczcić i aby „żyli w nas nadal”. Ze względu na nagłośnione, bardzo poważne, negatywne skutki zdrowotne (prionowa choroba kuru) najprawdopodobniej ten typ kanibalizmu obecnie już nie występuje. Z kolei kanibalizmem medycznym złośliwcy nazywają… transplantologię. Po namyśle można uznać, że coś w tym jest. Taki „kanibalizm” jest w dzisiejszych czasach jedynym powszechnie akceptowanym jego rodzajem.

Podejście utylitarne

W szarej strefie, gdzieś pomiędzy balsamowaniem a transplantologią, leży inne od transplantologii utylitarne podejście do zwłok ludzkich. Nie chodzi mi jednak o wykorzystanie ludzkich zwłok do nauki anatomii w prosektoriach akademickich, bo, o czym wielu ludzi nie wie, jest to jedynie zajęcie czasowe i „obiekty dydaktyczne” po zakończeniu wszystkich sekcji i preparacji są poddawane regularnym obrządkom pogrzebowym. Przed wojną można było „sprzedać” swoje zwłoki do nauki anatomii na zasadzie, że teraz to te parę groszy się przyda, a potem to co mi tam.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 11/2013 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2020
05/2020
Kalendarium
Czerwiec
5
W 1981 r. Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób doniosło, że 5 homoseksualistów zapadło na rzadką odmianę zapalenia płuc. Był to pierwszy opis choroby, rok później nazwanej AIDS.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Tadeusz Dobosz | dodano: 2013-10-24
Co gryzie zmarłego

Fot. ONS

Jedni twierdzą, że „zeżrą nas robaki”, inni – że „piach wszystko wyciągnie”. A co naprawdę dzieje się z ciałem po śmierci?

Zwłoki ludzkie mogą zostać porzucone (np. na polu bitwy czy na miejscu zbrodni) lub złożone w ziemi. Bywa, że pogrzeb polega na poddaniu ciała kremacji lub zatopieniu go w morzu, a nawet na oddaniu szczątków na żer zwierzętom (w niektórych kulturach azjatyckich) i złożeniu resztek kości w Wieżach Pamięci. Jednak nie tylko działania człowieka wpływają na to, co dzieje się z naszą doczesną powłoką po śmierci. Przemiany pośmiertne zależą też m.in. od temperatury, obecności bakterii, owadów, dostępu tlenu, kwasowości środowiska i jego wilgotności.

Gnicie

To najczęstszy typ przemiany pośmiertnej. Gnijące zwłoki zmieniają kolor na czerwonawosiny lub brązowofioletowy, puchną, pękają, rozpływają się i na koniec ulegają zeszkieletowaniu. Woń towarzysząca temu procesowi jest bardzo nieprzyjemna i silna. Powoduje, zwłaszcza u osób nieprzyzwyczajonych, odruchowe skurcze żołądka. Gnicie zachodzi w szerokim zakresie temperatur (10–40oC). Im temperatura wyższa, tym jest szybsze. Czasem zwłoki, które nie były sekcjonowane, w czasie gnicia puchną i zmieniają pozycję. Wielokrotne stwierdzenie skutków tego zjawiska podczas ekshumacji stało się zapewne przyczyną uporczywych plotek o „letargach” i „pochowaniu żywcem”. Podobną zmianę pozycji zwłok, polegającą na przyjęciu „pozycji płodowej”, można zaobserwować w przypadku ciała poddanego działaniu płomieni.

Zeszkieletowanie

Jest to, koniec końców, najczęstszy późny efekt zmian pośmiertnych, chociaż bywa poprzedzony innymi, mniej trwałymi typami przemian. Początkowo zaobserwować można tłuste, ciężkie kości o zielonkawym lub brązowawym kolorze oraz bardzo ostrym i nieprzyjemnym, wręcz dokuczliwym gnilnym zapachu. W kolejnym etapie kości stają się szare, czyste i suche, bez wyczuwalnej woni, a wreszcie przybierają barwę szarobeżową lub brązowawą, stają się kruche, lekkie i łatwo się rozpadają. Doświadczony medyk sądowy, znając typ gleby, w której spoczywały kości, potrafi ze sporą dokładnością określić czas przebywania zwłok w ziemi. Ostatnim etapem zeszkieletowania jest znany archeologom „negatyw”, czyli jamki ziemne wypełnione ciemnym ilastym osadem, który z wolna gromadzi się w miejscu zanikającej kości.

Mumifikacja

Proces ten zachodzi w niskich lub wysokich temperaturach, czyli wtedy, gdy rozwój bakterii gnilnych jest niemożliwy lub utrudniony. Zmumifikowane zwłoki przybierają ciemny kolor, są lekkie i mają słaby, nieprzyjemny zapach kurzu i stęchlizny. Ponieważ do mumifikacji dochodzi w wyniku odwodnienia, może ona zajść też w temperaturze pokojowej, po zetknięciu zwłok z substancjami chłonącymi wodę, np. przysypaniu solą drogową, cukrem czy mąką ziemniaczaną. Wiele mumii znaleziono w katakumbach i kryptach grobowych, czyli chłodnych podziemiach z dobrą wentylacją.

Przemiana tłuszczowo-woskowa

To rzadkie zjawisko. Zachodzi przy słabym dostępie powietrza, obniżonej temperaturze i dużej wilgotności. Najczęściej przemianie tłuszczowo-woskowej podlegają zwłoki leżące w jaskiniach lub na dnie zbiorników wodnych z termokliną, czyli przydenną warstwą wody o całorocznej temperaturze 4oC (woda o tej temperaturze ma największą gęstość i nie miesza się z lżejszą, latem cieplejszą, a zimą chłodniejszą wodą powyżej granicy termokliny). Wydzielają one wówczas charakterystyczny, niezbyt silny, uciążliwy zapach zjełczałego tłuszczu, są rozpulchnione i przybierają wygląd brył dość twardego, rozmoczonego szarobiaławego mydła. Tkanki, które uległy tej przemianie, po wysuszeniu stają się twarde i kruche, lecz nie zmieniają koloru.

Przemiana torfowa

To najrzadszy, najciekawszy i „najładniejszy” typ przemiany pośmiertnej. Zachodzi przy niskim dostępie tlenu, w wodzie o kwaśnym odczynie, w pokładach torfu. Zwłoki mają ciemnobrązową lub czarną barwę, doskonale zachowane rysy twarzy, rzeźbę skóry i owłosienie, wydzielają słabą woń błota i siarkowodoru. Niestety, kości często ulegają rozpuszczeniu, wskutek czego zwłoki są spłaszczone, przybierają postać worków skórnych wypełnionych resztkami trzewi. W Polsce dotychczas obserwowano tylko częściowe przemiany torfowe, i nie są mi znane całe, doskonale zachowane zwłoki z torfowiska.

Kremacja

Pominąwszy pożary, spalenie nie jest naturalnym losem spotykającym zmarłych. To typowo ludzki wynalazek. Jako ponadsześćdziesięcioletni człowiek nie mogę się nadziwić, że kremacji poddawany jest już ponad co piąty zmarły Polak i odsetek ten stale rośnie. Najwyraźniej względy praktyczne i ekonomiczne są silniejsze niż pamięć o wojnie i krematoriach obozowych. Zasadniczo nie ma co wybrzydzać, bo przecież kremacja liczy sobie prawie tyle lat, ile cywilizacja ludzka, i w niektórych okresach historycznych była (a w Indiach do dzisiaj jest) głównym sposobem żegnania zmarłych.

Współcześnie kremacji dokonuje się w nowoczesnych elektrycznych lub gazowych piecach, które dzięki odpowiednim filtrom nie są uciążliwe ani szkodliwe dla otoczenia (dlatego dziwią mnie ostre protesty mieszkańców terenów, na których planuje się budowę lub uruchomienie nowych krematoriów. Uprzedzając ewentualne pytania urażonych tymi słowami czytelników, czy chciałbym mieć „coś takiego” niedaleko własnego domu, odpowiadam: nie chciałbym, ale gdyby tak się miało stać, to nie protestowałbym). W wyniku kremacji uzyskuje się białoniebieskie, kruche, wyżarzone co większe kości (tuż po wygaszeniu pieca można, zaglądając do środka, rozpoznać mocno niekompletny ludzki szkielet), które miele się w specjalnych młynkach na proszek – wydawany następnie rodzinie do pochówku.

Balsamowanie zwłok

To nienaturalny, wymyślony przez człowieka sposób przemiany pośmiertnej, uprawiany i doskonalony od starożytności do czasów współczesnych. W języku medyków sądowych praktyki balsamowania noszą nazwę tanatopraksji. Polegają one na wymianie płynów ustrojowych na płyny bakteriobójcze wraz z jednoczesnym nacieraniem, nasączaniem i nastrzykiwaniem zwłok środkami bakteriobójczymi. W połączeniu z agresywnymi zabiegami kosmetycznymi nadaje to zwłokom wygląd śpiącej osoby. Niestety, efekty tanatopraksji są nietrwałe i po pewnym czasie trzeba je powtarzać.

Kanibalizm

Zmarli czasami zostają też zjedzeni. Wyróżnia się trzy rodzaje kanibalizmu: kulinarny, rytualny i medyczny. Z kulinarnym mamy do czynienia w przypadkach zaspokajania głodu (lub zachcianek kulinarnych) ciałem ludzkim. Zachowanie to – powszechne w prehistorii naszego gatunku – obecnie praktykują niemal wyłącznie osoby psychicznie chore albo znajdujące się w sytuacjach ekstremalnych (okrążone oddziały wojskowe, rozbitkowie).

Kanibalizm rytualny polega na spożywaniu niewielkich fragmentów ciał krewnych lub dzielnie walczących wrogów, aby ich uczcić i aby „żyli w nas nadal”. Ze względu na nagłośnione, bardzo poważne, negatywne skutki zdrowotne (prionowa choroba kuru) najprawdopodobniej ten typ kanibalizmu obecnie już nie występuje. Z kolei kanibalizmem medycznym złośliwcy nazywają… transplantologię. Po namyśle można uznać, że coś w tym jest. Taki „kanibalizm” jest w dzisiejszych czasach jedynym powszechnie akceptowanym jego rodzajem.

Podejście utylitarne

W szarej strefie, gdzieś pomiędzy balsamowaniem a transplantologią, leży inne od transplantologii utylitarne podejście do zwłok ludzkich. Nie chodzi mi jednak o wykorzystanie ludzkich zwłok do nauki anatomii w prosektoriach akademickich, bo, o czym wielu ludzi nie wie, jest to jedynie zajęcie czasowe i „obiekty dydaktyczne” po zakończeniu wszystkich sekcji i preparacji są poddawane regularnym obrządkom pogrzebowym. Przed wojną można było „sprzedać” swoje zwłoki do nauki anatomii na zasadzie, że teraz to te parę groszy się przyda, a potem to co mi tam.