człowiek
Autor: Jerzy Besala | dodano: 2012-06-12
Między zbrodnią a postępem

Rewolucję francuską upamiętnia dzień "zdobycia" Bastylii - 14 lipca 1789 roku. W rzeczywistości nikt tego symbolu ancien régime'u nie bronił: datę początku "Wielkiej Rewolucji" ustanowiły zwycięskie władze republiki. Inne kwestie związane z rewolucją i jej dziejowe konsekwencje są znacznie poważniejsze i dotąd budzą spory.

Trzydziestego stycznia 1649 roku król Karol I Stuart wszedł pewnym krokiem na szafot. Miał na sobie wełnianą koszulę, gdyż nie chciał w ostatnich chwilach marznąć na londyńskim mrozie i drżeć na oczach gawiedzi, która mogła poczytać to za brak odwagi suwerena. Ale nie zbrakło królowi swoistej pychy. "Poddany i władca to całkowicie różne stworzenia", oznajmił z szafotu, nim odcięto mu głowę.
W rzeczywistości, nawet jeśli w naszym pojęciu Karol I cierpiał na grzech wyniosłości, działał on zgodnie ze swym wewnętrznym przekonaniem. Brak pomazańca oznaczał wówczas dla szlachty i ludu niełaskę Najwyższego. "Lud zwariował, skoro mnie ścina, rozstając się z sacrum", myślał zapewne król.

Dance macabre na szafocie

Po 144 latach odrąbywanie głów królom przestało być precedensem. 21 stycznia 1793 roku o godzinie 10.30 na placu Rewolucji w Paryżu do kosza z trocinami potoczyła się odcięta głowa Ludwika XVI. Dawny świat wartości i ładu społecznego załamał się z kretesem. Ciało pomazańca Bożego zostało sprofanowane przez kata Charlesa Henry'ego Sansona - oprawcę, wyklętego, żyjącego dotąd poza nawiasem społeczeństwa.
W akcie tym socjolog i eseista Roger Caillois zauważył niezwykle ważną rzecz. Zarówno kat, jak i król są "niedotykalni", z tym że ten pierwszy z powodu wstrętu, jaki doń żywiono, drugi zaś ze względu na swoją świętość. Na szafocie odbył się zatem koszmarny dance macabre wywracający dotychczasową tradycję stosowania terroru, gdyż zachwiał wielowiekowym podziałem na sacrum i profanum.
W czasach gwałtownych przemian po 1789 roku nawet kat stał się dziwnie swojski. Zapewne dlatego, że sam lud zaczął z ofiary przeistaczać się w oprawcę. Narodził się nowy system wartości oparty na negacji tego, co było i funkcjonowało przez wieki. Pękły też więzy krępujące dotąd kobiety. Wyszło na wierzch ich tłumione okrucieństwo. Nie przypadkiem symbolem, a potem alegorią rewolucji stała się Marianna we frygijskiej czapce, a nie postać kanibala-jakobina, spożywającego ludzkie mięso.
Rzecz ciekawa jednak, że nawet jakobini i inni krwiożerczy radykałowie rewolucji francuskiej podświadomie chcieli uniknąć zderzenia sacrum korony i profanum - miecza kata. Przebija to przez słowa głównego budowniczego Wielkiego Terroru, Maksymiliana Robespierre'a: "Król to nie jest oskarżony, a wy nie jesteście wcale sędziami. Nie jest waszym zadaniem wydać wyrok za lub przeciw temu człowiekowi, ale zastosować środek ocalenia publicznego". Dlatego w imieniu rewolucyjnego prawa na placu Rewolucji mordowano publicznie obywatela Ludwika Kapeta, dodając mu w kwestionariuszu zawód: król. A nie - pomazaniec Boży.

Równość i Rozum - sacrum rewolucji

Rewolucja przeorała gruntownie wszystko, dążąc do utopijnej wolności i sprawiedliwości obywatelskiej. Jednak nowe wartości rewolucji - wolność-równość-niepodległość - rodziły się w potwornym smrodzie wylewanej pod gilotyną krwi, a nade wszystko pośród gigantycznej manipulacji dokonywanej na świadomości obywateli. Nic dziwnego, że do czasów XX-wiecznej rewolty bolszewickiej i nazistowskiej oraz II wojny światowej uważano rewolucję francuską za najbardziej traumatyczne zdarzenie w dziejach ludzkości.

Aktami ścinania głów radykałowie rewolucji usiłowali dowieść, że odtąd lud równy jest królom. Że obywatele mogą czynić, co chcą: wyrzucać kości monarchów i zasłużonych z grobów, tylko dlatego że byli arystokratami albo świętymi. Że prawdziwe sacrum - to Równość i Rozum. Zaczął się czas rewolucyjnego pomiatania wszelką władzą, podważania jej i kwestionowania na wszelkie sposoby. Jesteśmy spadkobiercami tego stylu myślenia, na którego końcu stoi obecny permisywizm, przyzwolenie na wszystko. I Bóg jeden wie, gdzie ów permisywizm świat zaprowadzi.
Nowe władze rewolucji dość szybko zorientowały się w szaleństwie "równości" promowanej przez bunt. Chyba zauważyły, że "wolny lud" jest skłonny do "permanentnej rewolucji", choć sam o tym nie wie. Rewolucyjna furia pojawiająca się nieoczekiwanie, jak we wrześniu 1792 roku, zaczęła szkodzić rządom, bo stanowiła nieprzewidywalny element, nad którym trzeba było jak najszybciej zapanować.
Władze uruchomiły więc mechanizmy blokujące społeczeństwo i obywateli. Od uśmiercenia sacrum i od przełomu XVIII i XIX wieku tajna policja rozwija się zastraszająco. Postrewolucyjne czasy i władze, dążąc do panowania nad rzekomą opozycją, a de facto nad obywatelami, uruchomiły system prowokacji, śledzenia, inspirowania afer politycznych, "tajnych teczek", spisów lustracyjnych, morderstw politycznych itp. Tego "policyjnego potwora" zorganizował były nauczyciel i morderca z Tulonu, minister Joseph Fouché. Sam Napoleon miał swoją teczkę, której ujawnieniem minister mógł łatwo go zaszachować (było czym). Tajne teczki zastąpiły jawną gilotynę, z pewną korzyścią dla ludzkości.
Akt ścięcia króla był wstrząsem dla europejskich dworów. Anglia, Austria, Prusy, Hiszpania, Rosja, montując koalicję, sprawiły, że republikańska Francja stanęła do śmiertelnego boju z feudalną Europą.

Armia kanibali

Tymczasem w Paryżu i na prowincji głód doskwierał ludowi jeszcze bardziej niż za monarchii, bo wzmagała go świadomość uzyskanej Wolności i Sprawiedliwości, którymi jednak nie sposób się najeść. Wszyscy szukali wrogów. Do tej pory terror uzasadniano walką z rojalistami - wrogami ludu. Jednak uchwalony przez Konwent kolejny pobór do armii (300 tys. mężczyzn) doprowadził do wybuchu buntu w Wandei. "Zabito naszego króla, wypędzono naszych księży, sprzedano dobra naszego Kościoła - gdzie są pieniądze?" - krzyczał 10 marca 1793 roku tłum w Thouaré do komisarza dystryktu.
Chłopi wandejscy żyli w izolacji, gadali głównie z własnymi wołami i nienawidzili obcego im miasta i burżujów. Lubili natomiast swych księży, których władze republiki przymuszały do podpisywania "lojalek". Wcale nie chcieli i nie czuli rewolucji; dobrze im było w dawnych strukturach. Byli wściekli na mieszczaństwo, które wykupiło im ziemię, na rozgadanych prawników i dziennikarzy - siłę napędową "paryskiego buntu". To oni dla Wandejczyków byli wrogami, a nie "dobry król". Wandejczycy nadal żyli w cieniu wielowiekowego sacrum.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 07/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2019
08/2019
Kalendarium
Wrzesień
15
W 1857 r. niemiecki astronom Karl Theodor Robert Luther odkrył planetoidę (47) Aglaja.
Warto przeczytać
Dlaczego pobudka budzikiem szkodzi? Jak tańczą cząsteczki w porannej kawie? Czy smażąc jajecznicę na śniadanie, wzbogacamy ją o fluor? Tyle pytań, a jeszcze nawet nie wyszliśmy z domu!

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jerzy Besala | dodano: 2012-06-12
Między zbrodnią a postępem

Rewolucję francuską upamiętnia dzień "zdobycia" Bastylii - 14 lipca 1789 roku. W rzeczywistości nikt tego symbolu ancien régime'u nie bronił: datę początku "Wielkiej Rewolucji" ustanowiły zwycięskie władze republiki. Inne kwestie związane z rewolucją i jej dziejowe konsekwencje są znacznie poważniejsze i dotąd budzą spory.

Trzydziestego stycznia 1649 roku król Karol I Stuart wszedł pewnym krokiem na szafot. Miał na sobie wełnianą koszulę, gdyż nie chciał w ostatnich chwilach marznąć na londyńskim mrozie i drżeć na oczach gawiedzi, która mogła poczytać to za brak odwagi suwerena. Ale nie zbrakło królowi swoistej pychy. "Poddany i władca to całkowicie różne stworzenia", oznajmił z szafotu, nim odcięto mu głowę.
W rzeczywistości, nawet jeśli w naszym pojęciu Karol I cierpiał na grzech wyniosłości, działał on zgodnie ze swym wewnętrznym przekonaniem. Brak pomazańca oznaczał wówczas dla szlachty i ludu niełaskę Najwyższego. "Lud zwariował, skoro mnie ścina, rozstając się z sacrum", myślał zapewne król.

Dance macabre na szafocie

Po 144 latach odrąbywanie głów królom przestało być precedensem. 21 stycznia 1793 roku o godzinie 10.30 na placu Rewolucji w Paryżu do kosza z trocinami potoczyła się odcięta głowa Ludwika XVI. Dawny świat wartości i ładu społecznego załamał się z kretesem. Ciało pomazańca Bożego zostało sprofanowane przez kata Charlesa Henry'ego Sansona - oprawcę, wyklętego, żyjącego dotąd poza nawiasem społeczeństwa.
W akcie tym socjolog i eseista Roger Caillois zauważył niezwykle ważną rzecz. Zarówno kat, jak i król są "niedotykalni", z tym że ten pierwszy z powodu wstrętu, jaki doń żywiono, drugi zaś ze względu na swoją świętość. Na szafocie odbył się zatem koszmarny dance macabre wywracający dotychczasową tradycję stosowania terroru, gdyż zachwiał wielowiekowym podziałem na sacrum i profanum.
W czasach gwałtownych przemian po 1789 roku nawet kat stał się dziwnie swojski. Zapewne dlatego, że sam lud zaczął z ofiary przeistaczać się w oprawcę. Narodził się nowy system wartości oparty na negacji tego, co było i funkcjonowało przez wieki. Pękły też więzy krępujące dotąd kobiety. Wyszło na wierzch ich tłumione okrucieństwo. Nie przypadkiem symbolem, a potem alegorią rewolucji stała się Marianna we frygijskiej czapce, a nie postać kanibala-jakobina, spożywającego ludzkie mięso.
Rzecz ciekawa jednak, że nawet jakobini i inni krwiożerczy radykałowie rewolucji francuskiej podświadomie chcieli uniknąć zderzenia sacrum korony i profanum - miecza kata. Przebija to przez słowa głównego budowniczego Wielkiego Terroru, Maksymiliana Robespierre'a: "Król to nie jest oskarżony, a wy nie jesteście wcale sędziami. Nie jest waszym zadaniem wydać wyrok za lub przeciw temu człowiekowi, ale zastosować środek ocalenia publicznego". Dlatego w imieniu rewolucyjnego prawa na placu Rewolucji mordowano publicznie obywatela Ludwika Kapeta, dodając mu w kwestionariuszu zawód: król. A nie - pomazaniec Boży.

Równość i Rozum - sacrum rewolucji

Rewolucja przeorała gruntownie wszystko, dążąc do utopijnej wolności i sprawiedliwości obywatelskiej. Jednak nowe wartości rewolucji - wolność-równość-niepodległość - rodziły się w potwornym smrodzie wylewanej pod gilotyną krwi, a nade wszystko pośród gigantycznej manipulacji dokonywanej na świadomości obywateli. Nic dziwnego, że do czasów XX-wiecznej rewolty bolszewickiej i nazistowskiej oraz II wojny światowej uważano rewolucję francuską za najbardziej traumatyczne zdarzenie w dziejach ludzkości.

Aktami ścinania głów radykałowie rewolucji usiłowali dowieść, że odtąd lud równy jest królom. Że obywatele mogą czynić, co chcą: wyrzucać kości monarchów i zasłużonych z grobów, tylko dlatego że byli arystokratami albo świętymi. Że prawdziwe sacrum - to Równość i Rozum. Zaczął się czas rewolucyjnego pomiatania wszelką władzą, podważania jej i kwestionowania na wszelkie sposoby. Jesteśmy spadkobiercami tego stylu myślenia, na którego końcu stoi obecny permisywizm, przyzwolenie na wszystko. I Bóg jeden wie, gdzie ów permisywizm świat zaprowadzi.
Nowe władze rewolucji dość szybko zorientowały się w szaleństwie "równości" promowanej przez bunt. Chyba zauważyły, że "wolny lud" jest skłonny do "permanentnej rewolucji", choć sam o tym nie wie. Rewolucyjna furia pojawiająca się nieoczekiwanie, jak we wrześniu 1792 roku, zaczęła szkodzić rządom, bo stanowiła nieprzewidywalny element, nad którym trzeba było jak najszybciej zapanować.
Władze uruchomiły więc mechanizmy blokujące społeczeństwo i obywateli. Od uśmiercenia sacrum i od przełomu XVIII i XIX wieku tajna policja rozwija się zastraszająco. Postrewolucyjne czasy i władze, dążąc do panowania nad rzekomą opozycją, a de facto nad obywatelami, uruchomiły system prowokacji, śledzenia, inspirowania afer politycznych, "tajnych teczek", spisów lustracyjnych, morderstw politycznych itp. Tego "policyjnego potwora" zorganizował były nauczyciel i morderca z Tulonu, minister Joseph Fouché. Sam Napoleon miał swoją teczkę, której ujawnieniem minister mógł łatwo go zaszachować (było czym). Tajne teczki zastąpiły jawną gilotynę, z pewną korzyścią dla ludzkości.
Akt ścięcia króla był wstrząsem dla europejskich dworów. Anglia, Austria, Prusy, Hiszpania, Rosja, montując koalicję, sprawiły, że republikańska Francja stanęła do śmiertelnego boju z feudalną Europą.

Armia kanibali

Tymczasem w Paryżu i na prowincji głód doskwierał ludowi jeszcze bardziej niż za monarchii, bo wzmagała go świadomość uzyskanej Wolności i Sprawiedliwości, którymi jednak nie sposób się najeść. Wszyscy szukali wrogów. Do tej pory terror uzasadniano walką z rojalistami - wrogami ludu. Jednak uchwalony przez Konwent kolejny pobór do armii (300 tys. mężczyzn) doprowadził do wybuchu buntu w Wandei. "Zabito naszego króla, wypędzono naszych księży, sprzedano dobra naszego Kościoła - gdzie są pieniądze?" - krzyczał 10 marca 1793 roku tłum w Thouaré do komisarza dystryktu.
Chłopi wandejscy żyli w izolacji, gadali głównie z własnymi wołami i nienawidzili obcego im miasta i burżujów. Lubili natomiast swych księży, których władze republiki przymuszały do podpisywania "lojalek". Wcale nie chcieli i nie czuli rewolucji; dobrze im było w dawnych strukturach. Byli wściekli na mieszczaństwo, które wykupiło im ziemię, na rozgadanych prawników i dziennikarzy - siłę napędową "paryskiego buntu". To oni dla Wandejczyków byli wrogami, a nie "dobry król". Wandejczycy nadal żyli w cieniu wielowiekowego sacrum.