człowiek
Autor: Robert Czulda | dodano: 2013-12-18
Gdy sen jest wrogiem

Fot. U.S. Army

Nawet najlepsze wyszkolenie i  uzbrojenie będą  nieprzydatne, gdy żołnierz jest niewyspany. A  gdyby tak udało się zrezygnować ze snu?

Idealny żołnierz powinien być wysportowany, wytrzymały, silny psychicznie, a  także zawsze gotowy do akcji. Niestety, nawet najlepszy komandos musi kiedyś spać. To jedna z  najbardziej podstawowych i  oczywistych potrzeb fizjologicznych. Naukowcy zwrócili jednak uwagę, że potrzeba snu bywa różna. „Jego długość zależy chociażby od wieku” – zauważył uznany ekspert od snu i  bezsenności dr Richard Ferber. Różnice widać również u  poszczególnych gatunków zwierząt. O  ile dorosły człowiek śpi średnio 8 godz. dziennie, o  tyle w  przypadku tygrysa jest to aż 16 godz., a  psa – 10. Żyrafa potrzebuje jednak raptem 2 godz., a  koń zaledwie 3. Czy człowiek mógłby funkcjonować podobnie?

Spać każdy musi

Odpowiednia ilość snu zapewnia nie tylko lepsze samopoczucie. Wpływa także na nasze zdolności. Dotyczy to szczególnie żołnierzy sił specjalnych – to właśnie oni często zmuszeni są działać przez długi czas na tyłach wroga, bez szans na zmrużenie oka. Jak zauważył płk  Gregory Belenky, dyrektor Centrum Badań nad Snem i  Wydajnością (Washington State University Spokane), „zmęczenie i  niewyspanie zmniejszają wartość bojową”. Brak snu negatywnie wpływa na wydolność fizyczną, czujność i  zdolność sprawnego myślenia.

Pozbawianie snu to nie od dziś znany sposób nękania wroga. Wystarczy przywołać I  wojnę światową, gdy przed szturmem na okopy najpierw ostrzeliwano je przez długie godziny. Celem takich działań było m.in. zmęczenie nieprzyjaciela. Jak wspomina jeden z  żołnierzy z  frontu zachodniego, „w  tych warunkach nie dało się nawet na chwilę zmrużyć oka – gdy nawała milkła, zasypialiśmy w  dowolnym miejscu – w  kałuży, błocie, a  niektórzy nawet na stojąco”. Obecnie pozbawianie snu to popularna metoda wyciśnięcia zeznań z  prawdziwych lub domniemanych terrorystów w  Guantanamo. Po kilku dniach bez snu człowiek staje się wrakiem.

Badania z  udziałem żołnierzy pozwalają na wysnucie podobnych wniosków. Na polecenie Pentagonu zbadano osoby, które w  ciągu 53-godzinnej misji spały tylko po 3 godz. dziennie. Ich sprawność, refleks i  błyskotliwość były gorsze niż u  osób pozostających pod wpływem alkoholu! „Osoba pozbawiona snu jest ociężała – wyjaśnia dr Tom Scammell z  bostońskiego Beth Israel Deaconess Medical Center – jej reakcje są wolniejsze”. Nic więc dziwnego, iż w  specjalnym raporcie wojskowym na temat wydajności żołnierzy naukowcy napisali, że manipulacja snem ma przełożenie na bezpieczeństwo narodowe.

Szukanie chemicznego Graala

Skrócenie snu bez utraty wydajności to istotna sprawa dla armii. Już teraz wielu żołnierzy korzysta z  legalnych i  dostępnych środków czasowo znoszących senność. Podczas misji w  Iraku (2003–2010) popularny był suplement diety o  nazwie Hydroxycut, pomagający spalić tłuszcz. Skutkiem ubocznym jego działania jest przyspieszenie tętna, co utrudnia zaśnięcie. Wielu żołnierzy korzystało z  tego specyfiku, by np. dobrze znieść długą nocną wartę. Niestety, wśród zażywających ten środek zanotowano ofiary śmiertelne, o  czym pisał chociażby „The New York Times”.

Popularne „wspomagacze” składają się głównie z  kofeiny. – To niezwykle skuteczne środki, choć również i  one mają działania niepożądane – przyznał mjr  Jason Bigton, który brał udział w  opracowaniu wojskowego podręcznika do walki ze stresem na polu walki. Efektywność kofeiny potwierdziły badania na grupie operatorów z  jednostki specjalnej Navy SEALs. Duża i  odpowiednio podawana dawka kofeiny sprawiła, że pomimo 72-godzinnych intensywnych ćwiczeń i  drastycznej redukcji snu żołnierze zachowali dobrą formę.

Badania potwierdzają, że pomocne są specyfiki mające w  składzie modafinil i  armodafinil (służące do leczenia narkolepsji). „Nawet 40 godzin bez snu –  głosi informacja na internetowej stronie producenta – nie ma żadnych skutków ubocznych, przynajmniej w  krótkim okresie” (sic!). William Saletan na łamach wpływowego magazynu „Slate” wyjawia: „kiedyś próbowano wydłużyć wydolność o  kilka godzin. Teraz testuje się substancje pozwalające działać 40, 60 lub nawet 90 godz. bez snu. Naukowcy przekonują, że zmodyfikowany modafinil pozwoli żołnierzom walczyć tygodniami przy raptem 4 godz. snu dziennie”.

W  praktyce jednak te substancje, które powstały dzięki finansowej pomocy wojska, są szkodliwe i  na dłuższą metę nie zapewniają należytej koncentracji – ich użytkownicy po kilkudziesięciu godzinach stają się jak zombi – są w  stanie działać, ale bezrefleksyjnie. Drastycznie spada poczucie rzeczywistości, pojawia się fizyczne odrętwienie. Ciśnienie krwi gwałtownie rośnie. Mimo to tabletki pozostają w  użyciu. Jak zauważył Saletan, „modafinil był testowany z  udziałem pilotów śmigłowców i  odrzutowców, a  także francuskich spadochroniarzy. Od inwazji na Irak (2003  r.) modafinil jest podawany amerykańskim lotnikom. W  2004 r. brytyjskie Ministerstwo Obrony kupiło 24 tys. tabletek. W  2007 r. we francuskim wojsku rutynowo zaczęto je podawać pilotom”.

Amfetamina dobra na  wszystko?

Bez wątpienia najbardziej rozpowszechnionym środkiem dającym wojskowym kopa jest wynaleziona w  1887 r. amfetamina, zwiększająca u  żołnierzy czujność, energię i  odwagę. Dzięki niej można znosić wielogodzinny wysiłek i  brak snu. Nic więc dziwnego, że w  przeszłości wielokrotnie pilotom podawano specjalne tabletki (czasem w  formie czekolady), by byli w  stanie odbywać wielogodzinne, stresujące loty. Specyfik oficjalnie stosowano m.in. w  III Rzeszy i  Stanach Zjednoczonych. W  obu krajach był on legalny i  sprzedawany w  aptekach. Szacuje się, że w  czasie II wojny światowej Amerykanie zażyli łącznie 200 mln tabletek z  amfetaminą, a  Brytyjczycy ponad 70 mln.

Na temat faszerowania żołnierzy III Rzeszy metamfetaminą (pochodną amfetaminy o  zbliżonym składzie chemicznym) wypowiada się prof. Nicolas Rasmussen z  The University of New South Wales: „niemiecki blitzkrieg w  tym stopniu co maszyną, napędzany był amfetaminą”. Dr Łukasz Kamieński, autor książki „Farmakologizacja wojny”, dodaje: „farmakologia stała się tak nieodłącznym towarzyszem wojny błyskawicznej, że należy ją, jako element niemieckiej rewolucji w  wojnie lądowej, traktować na równi z  czołgiem”. To właśnie podczas wojny 1939 r. przeprowadzono testy z  udziałem najdłużej pracujących kierowców. Po pomyślnych eksperymentach tabletki rozpowszechniono, informując oficjalnie, że dwie eliminują sen na 3–8 godz.
Kamieński stwierdza, że Pervitin, bo o  nim mowa, stał się „niemiecką pigułką ataku”, a  „żołnierze Wehrmachtu masowo konsumowali «energetyzujące tabletki» podczas ataku na Polskę”. Dopiero spadająca efektywność i  wzrost uzależnienia sprawiły, że od 1941  r. postanowiono ograniczyć ich wykorzystanie. Niemiecki minister zdrowia Leonardo Conti ostrzegał: „jeśli zwalczasz zmęczenie Pervitinem, możesz być pewien, że pewnego dnia dojdzie do załamania sprawności fizycznej. Nie wolno go stosować w  każdym przypadku”.

Trudy kampanii wschodniej zmusiły Niemców do przemyślenia swojej decyzji. Pervitin raz jeszcze trafił w  masowych ilościach do żołnierzy na froncie, co zaowocowało poprawą żołnierskiego stanu ducha i  bojowości. Gdy więc w  styczniu 1942 r. niemiecki batalion został okrążony przez Rosjan, lekarz zdecydował się podać Pervitin. „Już po 30 minutach – notował w  swym dzienniku – żołnierze czuli się lepiej. Ich morale się poprawiło, a  czujność zwiększyła”.

Wraz z  kolejnymi porażkami na frontach pojawiła się konieczność wymyślenia nowego leku. Niemieccy naukowcy przeprowadzili serię testów na więźniach obozów koncentracyjnych, podając im eksperymentalną mieszankę kokainy, Pervitinu oraz Eudokalu (substancji przeciwbólowej opartej na morfinie), czyli D-IX. Z  radością potem stwierdzili, że zmuszani do biegania z  20-kilogramowym obciążeniem więźniowie byli w  stanie pokonać kilkadziesiąt kilometrów.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 01/2014 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2020
05/2020
Kalendarium
Czerwiec
5
W 1866 r. według obliczeń Pluton osiągnął aphelium swojej orbity. Następne takie zdarzenie będzie miało miejsce w sierpniu 2113 roku.
Warto przeczytać
Sądzisz, że świadomie kierujesz swoim życiem, podejmujesz racjonalne decyzje i z rozwagą kształtujesz swoje relacje z innymi? Jeśli tak, jesteś w błędzie. Słynny naukowiec, Leonard Mlodinow odkrywa przed czytelnikami zaskakujące i egzotyczne siły działające pod powierzchnią naszych umysłów

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Robert Czulda | dodano: 2013-12-18
Gdy sen jest wrogiem

Fot. U.S. Army

Nawet najlepsze wyszkolenie i  uzbrojenie będą  nieprzydatne, gdy żołnierz jest niewyspany. A  gdyby tak udało się zrezygnować ze snu?

Idealny żołnierz powinien być wysportowany, wytrzymały, silny psychicznie, a  także zawsze gotowy do akcji. Niestety, nawet najlepszy komandos musi kiedyś spać. To jedna z  najbardziej podstawowych i  oczywistych potrzeb fizjologicznych. Naukowcy zwrócili jednak uwagę, że potrzeba snu bywa różna. „Jego długość zależy chociażby od wieku” – zauważył uznany ekspert od snu i  bezsenności dr Richard Ferber. Różnice widać również u  poszczególnych gatunków zwierząt. O  ile dorosły człowiek śpi średnio 8 godz. dziennie, o  tyle w  przypadku tygrysa jest to aż 16 godz., a  psa – 10. Żyrafa potrzebuje jednak raptem 2 godz., a  koń zaledwie 3. Czy człowiek mógłby funkcjonować podobnie?

Spać każdy musi

Odpowiednia ilość snu zapewnia nie tylko lepsze samopoczucie. Wpływa także na nasze zdolności. Dotyczy to szczególnie żołnierzy sił specjalnych – to właśnie oni często zmuszeni są działać przez długi czas na tyłach wroga, bez szans na zmrużenie oka. Jak zauważył płk  Gregory Belenky, dyrektor Centrum Badań nad Snem i  Wydajnością (Washington State University Spokane), „zmęczenie i  niewyspanie zmniejszają wartość bojową”. Brak snu negatywnie wpływa na wydolność fizyczną, czujność i  zdolność sprawnego myślenia.

Pozbawianie snu to nie od dziś znany sposób nękania wroga. Wystarczy przywołać I  wojnę światową, gdy przed szturmem na okopy najpierw ostrzeliwano je przez długie godziny. Celem takich działań było m.in. zmęczenie nieprzyjaciela. Jak wspomina jeden z  żołnierzy z  frontu zachodniego, „w  tych warunkach nie dało się nawet na chwilę zmrużyć oka – gdy nawała milkła, zasypialiśmy w  dowolnym miejscu – w  kałuży, błocie, a  niektórzy nawet na stojąco”. Obecnie pozbawianie snu to popularna metoda wyciśnięcia zeznań z  prawdziwych lub domniemanych terrorystów w  Guantanamo. Po kilku dniach bez snu człowiek staje się wrakiem.

Badania z  udziałem żołnierzy pozwalają na wysnucie podobnych wniosków. Na polecenie Pentagonu zbadano osoby, które w  ciągu 53-godzinnej misji spały tylko po 3 godz. dziennie. Ich sprawność, refleks i  błyskotliwość były gorsze niż u  osób pozostających pod wpływem alkoholu! „Osoba pozbawiona snu jest ociężała – wyjaśnia dr Tom Scammell z  bostońskiego Beth Israel Deaconess Medical Center – jej reakcje są wolniejsze”. Nic więc dziwnego, iż w  specjalnym raporcie wojskowym na temat wydajności żołnierzy naukowcy napisali, że manipulacja snem ma przełożenie na bezpieczeństwo narodowe.

Szukanie chemicznego Graala

Skrócenie snu bez utraty wydajności to istotna sprawa dla armii. Już teraz wielu żołnierzy korzysta z  legalnych i  dostępnych środków czasowo znoszących senność. Podczas misji w  Iraku (2003–2010) popularny był suplement diety o  nazwie Hydroxycut, pomagający spalić tłuszcz. Skutkiem ubocznym jego działania jest przyspieszenie tętna, co utrudnia zaśnięcie. Wielu żołnierzy korzystało z  tego specyfiku, by np. dobrze znieść długą nocną wartę. Niestety, wśród zażywających ten środek zanotowano ofiary śmiertelne, o  czym pisał chociażby „The New York Times”.

Popularne „wspomagacze” składają się głównie z  kofeiny. – To niezwykle skuteczne środki, choć również i  one mają działania niepożądane – przyznał mjr  Jason Bigton, który brał udział w  opracowaniu wojskowego podręcznika do walki ze stresem na polu walki. Efektywność kofeiny potwierdziły badania na grupie operatorów z  jednostki specjalnej Navy SEALs. Duża i  odpowiednio podawana dawka kofeiny sprawiła, że pomimo 72-godzinnych intensywnych ćwiczeń i  drastycznej redukcji snu żołnierze zachowali dobrą formę.

Badania potwierdzają, że pomocne są specyfiki mające w  składzie modafinil i  armodafinil (służące do leczenia narkolepsji). „Nawet 40 godzin bez snu –  głosi informacja na internetowej stronie producenta – nie ma żadnych skutków ubocznych, przynajmniej w  krótkim okresie” (sic!). William Saletan na łamach wpływowego magazynu „Slate” wyjawia: „kiedyś próbowano wydłużyć wydolność o  kilka godzin. Teraz testuje się substancje pozwalające działać 40, 60 lub nawet 90 godz. bez snu. Naukowcy przekonują, że zmodyfikowany modafinil pozwoli żołnierzom walczyć tygodniami przy raptem 4 godz. snu dziennie”.

W  praktyce jednak te substancje, które powstały dzięki finansowej pomocy wojska, są szkodliwe i  na dłuższą metę nie zapewniają należytej koncentracji – ich użytkownicy po kilkudziesięciu godzinach stają się jak zombi – są w  stanie działać, ale bezrefleksyjnie. Drastycznie spada poczucie rzeczywistości, pojawia się fizyczne odrętwienie. Ciśnienie krwi gwałtownie rośnie. Mimo to tabletki pozostają w  użyciu. Jak zauważył Saletan, „modafinil był testowany z  udziałem pilotów śmigłowców i  odrzutowców, a  także francuskich spadochroniarzy. Od inwazji na Irak (2003  r.) modafinil jest podawany amerykańskim lotnikom. W  2004 r. brytyjskie Ministerstwo Obrony kupiło 24 tys. tabletek. W  2007 r. we francuskim wojsku rutynowo zaczęto je podawać pilotom”.

Amfetamina dobra na  wszystko?

Bez wątpienia najbardziej rozpowszechnionym środkiem dającym wojskowym kopa jest wynaleziona w  1887 r. amfetamina, zwiększająca u  żołnierzy czujność, energię i  odwagę. Dzięki niej można znosić wielogodzinny wysiłek i  brak snu. Nic więc dziwnego, że w  przeszłości wielokrotnie pilotom podawano specjalne tabletki (czasem w  formie czekolady), by byli w  stanie odbywać wielogodzinne, stresujące loty. Specyfik oficjalnie stosowano m.in. w  III Rzeszy i  Stanach Zjednoczonych. W  obu krajach był on legalny i  sprzedawany w  aptekach. Szacuje się, że w  czasie II wojny światowej Amerykanie zażyli łącznie 200 mln tabletek z  amfetaminą, a  Brytyjczycy ponad 70 mln.

Na temat faszerowania żołnierzy III Rzeszy metamfetaminą (pochodną amfetaminy o  zbliżonym składzie chemicznym) wypowiada się prof. Nicolas Rasmussen z  The University of New South Wales: „niemiecki blitzkrieg w  tym stopniu co maszyną, napędzany był amfetaminą”. Dr Łukasz Kamieński, autor książki „Farmakologizacja wojny”, dodaje: „farmakologia stała się tak nieodłącznym towarzyszem wojny błyskawicznej, że należy ją, jako element niemieckiej rewolucji w  wojnie lądowej, traktować na równi z  czołgiem”. To właśnie podczas wojny 1939 r. przeprowadzono testy z  udziałem najdłużej pracujących kierowców. Po pomyślnych eksperymentach tabletki rozpowszechniono, informując oficjalnie, że dwie eliminują sen na 3–8 godz.
Kamieński stwierdza, że Pervitin, bo o  nim mowa, stał się „niemiecką pigułką ataku”, a  „żołnierze Wehrmachtu masowo konsumowali «energetyzujące tabletki» podczas ataku na Polskę”. Dopiero spadająca efektywność i  wzrost uzależnienia sprawiły, że od 1941  r. postanowiono ograniczyć ich wykorzystanie. Niemiecki minister zdrowia Leonardo Conti ostrzegał: „jeśli zwalczasz zmęczenie Pervitinem, możesz być pewien, że pewnego dnia dojdzie do załamania sprawności fizycznej. Nie wolno go stosować w  każdym przypadku”.

Trudy kampanii wschodniej zmusiły Niemców do przemyślenia swojej decyzji. Pervitin raz jeszcze trafił w  masowych ilościach do żołnierzy na froncie, co zaowocowało poprawą żołnierskiego stanu ducha i  bojowości. Gdy więc w  styczniu 1942 r. niemiecki batalion został okrążony przez Rosjan, lekarz zdecydował się podać Pervitin. „Już po 30 minutach – notował w  swym dzienniku – żołnierze czuli się lepiej. Ich morale się poprawiło, a  czujność zwiększyła”.

Wraz z  kolejnymi porażkami na frontach pojawiła się konieczność wymyślenia nowego leku. Niemieccy naukowcy przeprowadzili serię testów na więźniach obozów koncentracyjnych, podając im eksperymentalną mieszankę kokainy, Pervitinu oraz Eudokalu (substancji przeciwbólowej opartej na morfinie), czyli D-IX. Z  radością potem stwierdzili, że zmuszani do biegania z  20-kilogramowym obciążeniem więźniowie byli w  stanie pokonać kilkadziesiąt kilometrów.