nauki ścisłe
Autor: Małgorzata Minta | dodano: 2012-06-12
Bo w nauce ważna jest elegancja

(Na zdjęciu: Wally Gilbert (ur. 1932 r.) - matematyk, fizyk, chemik, genetyk i fotograf. W 1980 roku wraz z Frederickiem Sangerem otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za opracowanie metody sekwencjonowania DNA)

Z Wallym Gilbertem rozmawia Małgorzata Minta.


- Jest pan fizykiem, matematykiem, chemikiem, genetykiem, a jak widać po prezentowanych właśnie na warszawskiej wystawie zdjęciach, także świetnym fotografem. Skąd taka różnorodność zainteresowań?
- No cóż, po prostu je zmieniałem. Zaczynałem jako fizyk teoretyczny (obroniłem pracę magisterską na Harvardzie), ale doktorat robiłem już z matematyki. Co ciekawe, wtedy matematycy teoretyczni postrzegali fizyków teoretycznych jako "złych", "ciemnych" matematyków, takich nieco szemranych naukowców. Teraz jest inaczej. Fizycy i matematycy nawzajem się inspirują.
Temu, że zainteresowałem się biologią eksperymentalną, tak naprawdę "winny" jest Jim Watson ("ten" Watson, który razem z Crickiem złamał kod DNA). W latach 60. w fizyce niewiele się działo. W biologii - przeciwnie. Często odwiedzałem zatem biologów, patrzyłem co robią, z czasem zacząłem im pomagać. Zorientowałem się, że sprawia mi to ogromną przyjemność. No i... zostałem biologiem.

- Za swoje osiągnięcia został pan w 1980 roku uhonorowany Nagrodą Nobla. Jak wspomina pan moment, gdy się pan o tym dowiedział?
- Za moich czasów o nagrodzie informowano za pomocą telegramu, który zwykle szedł 3-4 dni. Szybciej o fakcie dowiadywaliśmy się od reporterów, którzy zaczynali dzwonić natychmiast po ogłoszeniu w Sztokholmie listy laureatów. A tak prawdę mówiąc, to spodziewaliśmy się z Frederickiem Sangerem tego Nobla.
To, czy w końcu faktycznie dostanie się Nobla, zależy zresztą od wielu czynników, m.in. od tego, ile osób uczestniczyło w badaniach. Mnie i Sangerowi nagrodę przyznano wspólnie, choć nigdy nie pracowaliśmy razem. Fred opracował metodę sekwencjonowania wykorzystującą enzymy (powszechnie znaną dziś jako metoda Sangera). Ja z kolei opracowałem sposób swoistej, chemicznej degradacji nici DNA i rozrywania łańcucha w miejscach występowania określonych zasad.
Jeśli chodzi o mnie, to odkrycia dokonałem niejako przypadkiem. Moim pierwotnym celem było nie poznawanie sekwencji DNA, ale zrozumienie, jak ono działa. Podczas jednego z doświadczeń "przyczepiałem" do kwasu nukleinowego białka i patrzyłem, czy dojdzie na przykład do zablokowania odczytywania nici. Okazało się, że zamiast tego dochodzi do rozpadu DNA w określonych miejscach i można w ten sposób poznać kolejność nukleotydów tworzących łańcuch. Dalej wszystko potoczyło się jak w bajce. Rozpowszechniliśmy metodę, została dobrze przyjęta. Dodam, że od dokonania odkrycia do jego oficjalnego opublikowania minęły zaledwie dwa lata!

- Obecnie zajmuje się pan przede wszystkim fotografią. Od jak dawna jest pańskim hobby?
- Pierwszy raz sięgnąłem po aparat fotograficzny jako dziecko. Miałem wtedy ciemnię i bawiłem się wywoływaniem i powiększaniem zdjęć. Z biegiem lat po aparat sięgałem coraz rzadziej, ale zawsze miałem go w pobliżu. Przygodę z fotografią cyfrową zacząłem pięć lat temu, gdy podczas jednej z podróży udało mi się zrobić naprawdę niezwykłe zdjęcia. Potem odkryłem, że mogę je powiększać do bardzo dużych formatów.

- Czy fotografia to dla pana odskocznia od pracy naukowej?
- Nie, nauka sama w sobie potrafi być relaksująca. Zajmujesz się nią, bo czujesz się do tego powołany i chcesz się temu poświęcić. Wypełnia twoje życie. Gdy byłem aktywny naukowo, często podróżowałem. Jeździłem z wykładami, robiłem prezentacje, brałem udział w konferencjach naukowych. Cieszyłem się, że dzięki swojej pracy mogę zwiedzić tyle miejsc, a będąc tam, robiłem sporo zdjęć. Z czasem moje fotografowanie zaczęło przybierać bardziej zaawansowaną formę.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 07/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2019
08/2019
Kalendarium
Wrzesień
15
W 1857 r. niemiecki astronom Karl Theodor Robert Luther odkrył planetoidę (47) Aglaja.
Warto przeczytać
Dlaczego pobudka budzikiem szkodzi? Jak tańczą cząsteczki w porannej kawie? Czy smażąc jajecznicę na śniadanie, wzbogacamy ją o fluor? Tyle pytań, a jeszcze nawet nie wyszliśmy z domu!

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Małgorzata Minta | dodano: 2012-06-12
Bo w nauce ważna jest elegancja

(Na zdjęciu: Wally Gilbert (ur. 1932 r.) - matematyk, fizyk, chemik, genetyk i fotograf. W 1980 roku wraz z Frederickiem Sangerem otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za opracowanie metody sekwencjonowania DNA)

Z Wallym Gilbertem rozmawia Małgorzata Minta.


- Jest pan fizykiem, matematykiem, chemikiem, genetykiem, a jak widać po prezentowanych właśnie na warszawskiej wystawie zdjęciach, także świetnym fotografem. Skąd taka różnorodność zainteresowań?
- No cóż, po prostu je zmieniałem. Zaczynałem jako fizyk teoretyczny (obroniłem pracę magisterską na Harvardzie), ale doktorat robiłem już z matematyki. Co ciekawe, wtedy matematycy teoretyczni postrzegali fizyków teoretycznych jako "złych", "ciemnych" matematyków, takich nieco szemranych naukowców. Teraz jest inaczej. Fizycy i matematycy nawzajem się inspirują.
Temu, że zainteresowałem się biologią eksperymentalną, tak naprawdę "winny" jest Jim Watson ("ten" Watson, który razem z Crickiem złamał kod DNA). W latach 60. w fizyce niewiele się działo. W biologii - przeciwnie. Często odwiedzałem zatem biologów, patrzyłem co robią, z czasem zacząłem im pomagać. Zorientowałem się, że sprawia mi to ogromną przyjemność. No i... zostałem biologiem.

- Za swoje osiągnięcia został pan w 1980 roku uhonorowany Nagrodą Nobla. Jak wspomina pan moment, gdy się pan o tym dowiedział?
- Za moich czasów o nagrodzie informowano za pomocą telegramu, który zwykle szedł 3-4 dni. Szybciej o fakcie dowiadywaliśmy się od reporterów, którzy zaczynali dzwonić natychmiast po ogłoszeniu w Sztokholmie listy laureatów. A tak prawdę mówiąc, to spodziewaliśmy się z Frederickiem Sangerem tego Nobla.
To, czy w końcu faktycznie dostanie się Nobla, zależy zresztą od wielu czynników, m.in. od tego, ile osób uczestniczyło w badaniach. Mnie i Sangerowi nagrodę przyznano wspólnie, choć nigdy nie pracowaliśmy razem. Fred opracował metodę sekwencjonowania wykorzystującą enzymy (powszechnie znaną dziś jako metoda Sangera). Ja z kolei opracowałem sposób swoistej, chemicznej degradacji nici DNA i rozrywania łańcucha w miejscach występowania określonych zasad.
Jeśli chodzi o mnie, to odkrycia dokonałem niejako przypadkiem. Moim pierwotnym celem było nie poznawanie sekwencji DNA, ale zrozumienie, jak ono działa. Podczas jednego z doświadczeń "przyczepiałem" do kwasu nukleinowego białka i patrzyłem, czy dojdzie na przykład do zablokowania odczytywania nici. Okazało się, że zamiast tego dochodzi do rozpadu DNA w określonych miejscach i można w ten sposób poznać kolejność nukleotydów tworzących łańcuch. Dalej wszystko potoczyło się jak w bajce. Rozpowszechniliśmy metodę, została dobrze przyjęta. Dodam, że od dokonania odkrycia do jego oficjalnego opublikowania minęły zaledwie dwa lata!

- Obecnie zajmuje się pan przede wszystkim fotografią. Od jak dawna jest pańskim hobby?
- Pierwszy raz sięgnąłem po aparat fotograficzny jako dziecko. Miałem wtedy ciemnię i bawiłem się wywoływaniem i powiększaniem zdjęć. Z biegiem lat po aparat sięgałem coraz rzadziej, ale zawsze miałem go w pobliżu. Przygodę z fotografią cyfrową zacząłem pięć lat temu, gdy podczas jednej z podróży udało mi się zrobić naprawdę niezwykłe zdjęcia. Potem odkryłem, że mogę je powiększać do bardzo dużych formatów.

- Czy fotografia to dla pana odskocznia od pracy naukowej?
- Nie, nauka sama w sobie potrafi być relaksująca. Zajmujesz się nią, bo czujesz się do tego powołany i chcesz się temu poświęcić. Wypełnia twoje życie. Gdy byłem aktywny naukowo, często podróżowałem. Jeździłem z wykładami, robiłem prezentacje, brałem udział w konferencjach naukowych. Cieszyłem się, że dzięki swojej pracy mogę zwiedzić tyle miejsc, a będąc tam, robiłem sporo zdjęć. Z czasem moje fotografowanie zaczęło przybierać bardziej zaawansowaną formę.