człowiek
Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2014-02-26
Chcesz być piękna, cierp!

Fot. Forum

Na całym świecie miliony kobiet poddają się katuszom, by sprostać wygórowanym – i często dziwacznym – wyobrażeniom piękna. Jednym wystarczy zastrzyk botoksu, inne dają sobie połamać szczęki. Co roku granica zdrowego rozsądku się przesuwa.

Spacerując po plaży w nadmorskiej miejscowości Cingtao w Chinach, można oniemieć z wrażenia na widok tamtejszych plażowiczek. Wiele z nich nosi bowiem na twarzy nylonową kominiarkę, nazywaną popularnie face-kini (bikini na twarz). Nie jest to jednak wyraz uznania dla działaczek z grupy Pussy Riot, ale moda, która od dwóch lat podbija Państwo Środka. Rzesze kobiet z chińskiej klasy średniej, a także te, które do niej aspirują, traktują ochronę przed słońcem niemal jak fetysz, podobnie jak przeznaczony do tego celu „sprzęt”. Opalenizna na twarzy kojarzy się w Chinach z prowincjonalnym pochodzeniem i pracą w polu.

Niestety, face-kini to akurat jeden z łagodniejszych przykładów poświęceń składanych na ołtarzu mody.

Lekarze jak rzeźbiarze

Azja przoduje w statystykach najbardziej inwazyjnych operacji plastycznych. Tam wygląd to jedynie kwestia zasobności portfela. Kilkanaście miesięcy temu świat obiegła wiadomość o Jian Fengu, Chińczyku, który pozwał swoją żonę (niezwykle urodziwą) za to, że ta urodziła mu brzydkie dziecko. Przyparta do muru kobieta przyznała, że wydała krocie na kilkanaście operacji plastycznych, które odmieniły ją nie do poznania. Feng postanowił ją ukarać i złożył pozew o odszkodowanie, które w dodatku wygrał.

Ta niesamowita historia to chwyt marketingowy jednej z chińskich klinik specjalizujących się w zabiegach chirurgii estetycznej. „Jedyne, czego musisz się obawiać, to fakt, że kiedyś na świecie pojawią się twoje dzieci!” – głosi jej hasło reklamowe. Sama historia nie jest jednak nieprawdopodobna. Chińscy celnicy wielokrotnie spotykali się z sytuacjami, kiedy w czasie odprawy paszportowej nie mogli poznać powracających do kraju obywateli, którzy po zagranicznych operacjach wyglądali zupełnie inaczej niż przed opuszczeniem kraju.

Bardzo popularnym zabiegiem w tej części świata jest sztuczne wydłużanie nóg. Wysoki wzrost to po bladej cerze kolejny najbardziej pożądany atut. Pacjenci godzą się więc na łamanie kości, by dodać sobie kilka centymetrów. Zabieg jest niezwykle bolesny i skomplikowany: lekarz dłutem chirurgicznym łamie obie nogi i zakłada na nie specjalny ortopedyczny stelaż, rozciągający kończyny przez kolejnych dziewięć miesięcy. W tym czasie w powstałej między kośćmi przerwie formuje się nowa tkanka. Zwolennicy tej metody – wśród nich coraz więcej jest Rosjan – zapewniają, że dzięki zabiegowi można dodać sobie nawet 10 cm.

Okaleczanie nóg dla urody nie jest w Chinach niczym nowym. Od setek lat (ostatnie przypadki zdarzały się jeszcze w latach 50. ub. wieku) panował tam zwyczaj krępowania kobiecych stóp. Dziewczynkom we wczesnym dzieciństwie matki owijały stopy bandażami, zaginając przy tym ich palce i łamiąc kości śródstopia. Wszystko przez to, że mała stopa i ­ kaczkowaty chód pobudzały erotycznie tamtejszych mężczyzn, gwarantując dobre zamążpójście. Dowodem na to, że operacje estetyczne są w Państwie Środka powszechnie akceptowane, są m.in. wybory „Miss Plastic Surgery”. Nowy konkurs piękności zorganizowano po tym, gdy 18-letniej kandydatce Yang Yuan zabroniono udziału w wyborach miss Chin, ponieważ odkryto, że ma ona za sobą 13 operacji plastycznych.

Jednak tytuł azjatyckiej stolicy operacji plastycznych przypada Korei Południowej. Na punkcie poprawiania urody Koreańczyków ogarnęło istne szaleństwo. Koreanki traktują zabieg chirurgiczny jak wyjście do fryzjera, a według szacunków przynajmniej 20% z nich ma za sobą operację plastyczną (dla porównania w  USA zdecydowało się na to tylko 5% pań). Niezmienną popularnością cieszy się operacja powiek. Za około 200 euro można zlecić korektę górnej i dolnej powieki. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, chętnie poddają się zabiegowi, bo wycięcie fragmentów powiek powiększa optycznie oczy. W Korei od lat króluje moda na wielkie, „mangowe” oczy, zwiększające szanse nie tylko na zamążpójście, ale i na rynku pracy.

Chociaż korekta powiek nie budzi już w Koreańczykach większych emocji, to jednak wciąż stosunkowo niewielu z nich decyduje się na łamanie szczęki, po którym zyskuje się nowy wygląd. (Wyrazista szczęka, charakterystyczna dla europejskiego typu urody, w tej części świata postrzegana jest jako brzydka. Angelina Jolie, dla wielu ideał, w Korei nie robi większego wrażenia). Obecnie na topie jest twarz w kształcie litery V, a więc wielkie oczy i spiczasty podbródek, jakim mogą pochwalić się bohaterowie bajek i gwiazdy k-popu. Po wykonaniu nacięcia nastawia się szczękę w taki sposób, by kształt podróbka odpowiadał wymaganiom pacjentki. Następnie przez sześć tygodni rozciąga się kości na specjalnym stelażu. Zabieg jest więc nie tylko długotrwały i bolesny, lecz także niebezpieczny. Zmiana struktury kości twarzy może spowodować odrętwienie szczęki lub jej paraliż.

Jeśli chodzi o Azję i operacje plastyczne, nie sposób nie wspomnieć o Tajlandii. Tamtejsi chirurdzy znani są przede wszystkim z przeprowadzania operacji zmiany płci. Takie operacje cieszą się ogromną popularnością nie tylko wśród Azjatów, lecz także coraz częściej wśród Europejczyków i Amerykanów. Nie bez znaczenia pozostaje cena tamtejszych zabiegów, często niższa o kilkadziesiąt procent w stosunku do zachodniej części świata. To dlatego Tajlandia jest najpopularniejszym od lat kierunkiem tzw. turystyki plastycznej. Osoby zainteresowane poprawieniem swojej urody jadą na specjalnie przygotowaną wycieczkę, której głównym punktem jest korekta wybranej przez siebie części ciała.

Botoks podbija Europę

Państwem, gdzie skalpel powinien widnieć w godle narodowym, jest Wenezuela. O absolutnym szaleństwie na punkcie operacji plastycznych świadczy fakt, że miejscowe banki udzielają na nie specjalnych kredytów. Jeden z polityków w czasie kampanii wyborczej zorganizował nawet loterię, w której główną nagrodę stanowiła operacja powiększenia biustu. To stąd pochodzi siedem Miss Universe, sześć Miss World i tyle samo Miss International. Nie powinno więc dziwić, że o Wenezueli mówi się jak o kraju, w którym hurtowo produkuje się przyszłe miss. To z kolei zwiększa (i tak ogromną) presję społeczną, której skutkiem są operacje plastyczne fundowane dziewczętom już jako prezenty pierwszokomunijne.

Czasami pogoń za pięknem może skończyć się tragicznie. Przekonała się o tym Solange Magnano, była Miss Argentyny, która zmarła niedawno w wyniku powikłań po operacji ujędrnienia pośladków. – Kobieta, która zdobyła wszystko, straciła życie dla ładniejszej pupy. Zmarła, bo miała obsesję na punkcie piękna – skomentował po pogrzebie Roberto Piazza, projektant i przyjaciel zmarłej.

W USA ostatnim krzykiem mody jest podobno usuwanie żeber u kobiet pragnących uzyskać zmysłowy kształt klepsydry. Niestety, przez kilka tygodni po zabiegu nie można swobodnie oddychać, zginać się ani prowadzić samochodu, a powikłania obejmują zapadnięcie się płuca, uszkodzenia nerwów, przebicie przepony i infekcje.

W europejskiej kulturze operacje plastyczne mają inny cel. Panie ze Starego Kontynentu liczą przede wszystkim na zabiegi odmładzające. Ogromną popularnością cieszy się wstrzykiwanie botoksu (inaczej toksyna botulinowa, jad kiełbasiany). Pod tym względem w Europie rekordy biją Brytyjczycy – już ponad milion osób poddało się temu zabiegowi. Problem w tym, że jeśli ktoś decyduje się na ten krok, powinien udać się do specjalisty, który go przebada i dokładnie poinformuje o możliwych konsekwencjach zabiegu. Tymczasem bardzo często tak się nie dzieje. Jeszcze nie tak dawno opinię publiczną bulwersowały imprezy typu „botoks party” ze specjalistą lawirującym wśród roztańczonego tłumu i aplikującym zastrzyk wszystkim zainteresowanym. Obecnie botoks można kupić w internecie, bo chętnych na samodzielne kuracje nie brakuje. Koszt to 25–250 funtów.

Fazel Fatah, szef British Association of Aesthetic Plastic Surgeons, nie kryje zdumienia. – Kupowanie botoksu albo innych wypełniaczy przez internet jest szalenie niebezpieczne, ponieważ nie wiadomo, skąd pochodzi towar i czy rzeczywiście zawiera botulinę. Poza tym produkt może być źle oczyszczony, czy nawet skażony. A nawet jeśli jest w porządku, zbyt częste i nadmierne dawki tej substancji mogą doprowadzić do rozwoju odporności pacjenta na leczenie lub spowodować asymetrię twarzy – przestrzega.

W pogoni za świetną sylwetką niektórzy nie zastanawiają się nad konsekwencjami. Przykładem jest choćby Susan Burge, zwana „żywą lalką Barbie”, która przyznała się nawet, że sama wstrzykiwała botulinę swojej nastoletniej córce. Właśnie wskutek podobnych przypadków, w trosce o bezpieczeństwo i  zdrowie Brytyjczyków, General Medical Council (angielski odpowiednik Naczelnej Rady Lekarskiej) wydało w  końcu rozporządzenie, w którym zastrzega, że zabiegi wstrzykiwania botoksu mogą być wykonywane jedynie przez lekarzy internistów. Do tej pory mogły to robić osoby bez dyplomu lekarskiego, co skrzętnie wykorzystywano.

Bez względu na szerokość geograficzną należy pamiętać, że operacja plastyczna zawsze wiąże się z ryzykiem. Przypominają o tym Penny Avis i Joanna Berry, autorki książki „Never Mind the Botox”. Wyjaśniają oni m.in., co kryje się pod hasłami w eleganckich folderach, zapewniającymi nas o wspaniałości chirurgii plastycznej. I tak decydując się na upiększanie palców u nóg, musimy mieć świadomość, że może się to wiązać nawet z wycinaniem fragmentów kości palców. Czasem więc lepiej nie poprawiać natury. Warto za to zacząć od programów dostępnych w  internecie, typu LiftMagic, które po wgraniu zdjęcia dają możliwość przyjrzenia się zmianom, jakie mogą nastąpić po określonych zabiegach. 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 03/2014 »
Drukuj »
Aktualne numery
08/2020
07/2020
Kalendarium
Sierpień
8
W 1900 r. na Międzynarodowym Kongresie Matematycznym w Paryżu David Hilbert przedstawił listę 23 nierozwiązanych problemów matematycznych.
Warto przeczytać
Nie tylko tabliczka mnożenia, ale i dzielenia może sama wchodzić do głowy! Pomogą w tym zabawne, wpadające w ucho wierszyki, które pozostają w głowach uczniów. Dzięki błyskotliwym skojarzeniom pozwalają łatwo i bez wysiłku nie tylko nauczyć się tabliczki dzielenia w zakresie do 100, ale także zrozumieć, czym jest dzielenie i dlaczego nie musi sprawiać najmniejszych kłopotów.

WSPÓŁPRACUJEMY
Autor: Kamil Nadolski | dodano: 2014-02-26
Chcesz być piękna, cierp!

Fot. Forum

Na całym świecie miliony kobiet poddają się katuszom, by sprostać wygórowanym – i często dziwacznym – wyobrażeniom piękna. Jednym wystarczy zastrzyk botoksu, inne dają sobie połamać szczęki. Co roku granica zdrowego rozsądku się przesuwa.

Spacerując po plaży w nadmorskiej miejscowości Cingtao w Chinach, można oniemieć z wrażenia na widok tamtejszych plażowiczek. Wiele z nich nosi bowiem na twarzy nylonową kominiarkę, nazywaną popularnie face-kini (bikini na twarz). Nie jest to jednak wyraz uznania dla działaczek z grupy Pussy Riot, ale moda, która od dwóch lat podbija Państwo Środka. Rzesze kobiet z chińskiej klasy średniej, a także te, które do niej aspirują, traktują ochronę przed słońcem niemal jak fetysz, podobnie jak przeznaczony do tego celu „sprzęt”. Opalenizna na twarzy kojarzy się w Chinach z prowincjonalnym pochodzeniem i pracą w polu.

Niestety, face-kini to akurat jeden z łagodniejszych przykładów poświęceń składanych na ołtarzu mody.

Lekarze jak rzeźbiarze

Azja przoduje w statystykach najbardziej inwazyjnych operacji plastycznych. Tam wygląd to jedynie kwestia zasobności portfela. Kilkanaście miesięcy temu świat obiegła wiadomość o Jian Fengu, Chińczyku, który pozwał swoją żonę (niezwykle urodziwą) za to, że ta urodziła mu brzydkie dziecko. Przyparta do muru kobieta przyznała, że wydała krocie na kilkanaście operacji plastycznych, które odmieniły ją nie do poznania. Feng postanowił ją ukarać i złożył pozew o odszkodowanie, które w dodatku wygrał.

Ta niesamowita historia to chwyt marketingowy jednej z chińskich klinik specjalizujących się w zabiegach chirurgii estetycznej. „Jedyne, czego musisz się obawiać, to fakt, że kiedyś na świecie pojawią się twoje dzieci!” – głosi jej hasło reklamowe. Sama historia nie jest jednak nieprawdopodobna. Chińscy celnicy wielokrotnie spotykali się z sytuacjami, kiedy w czasie odprawy paszportowej nie mogli poznać powracających do kraju obywateli, którzy po zagranicznych operacjach wyglądali zupełnie inaczej niż przed opuszczeniem kraju.

Bardzo popularnym zabiegiem w tej części świata jest sztuczne wydłużanie nóg. Wysoki wzrost to po bladej cerze kolejny najbardziej pożądany atut. Pacjenci godzą się więc na łamanie kości, by dodać sobie kilka centymetrów. Zabieg jest niezwykle bolesny i skomplikowany: lekarz dłutem chirurgicznym łamie obie nogi i zakłada na nie specjalny ortopedyczny stelaż, rozciągający kończyny przez kolejnych dziewięć miesięcy. W tym czasie w powstałej między kośćmi przerwie formuje się nowa tkanka. Zwolennicy tej metody – wśród nich coraz więcej jest Rosjan – zapewniają, że dzięki zabiegowi można dodać sobie nawet 10 cm.

Okaleczanie nóg dla urody nie jest w Chinach niczym nowym. Od setek lat (ostatnie przypadki zdarzały się jeszcze w latach 50. ub. wieku) panował tam zwyczaj krępowania kobiecych stóp. Dziewczynkom we wczesnym dzieciństwie matki owijały stopy bandażami, zaginając przy tym ich palce i łamiąc kości śródstopia. Wszystko przez to, że mała stopa i ­ kaczkowaty chód pobudzały erotycznie tamtejszych mężczyzn, gwarantując dobre zamążpójście. Dowodem na to, że operacje estetyczne są w Państwie Środka powszechnie akceptowane, są m.in. wybory „Miss Plastic Surgery”. Nowy konkurs piękności zorganizowano po tym, gdy 18-letniej kandydatce Yang Yuan zabroniono udziału w wyborach miss Chin, ponieważ odkryto, że ma ona za sobą 13 operacji plastycznych.

Jednak tytuł azjatyckiej stolicy operacji plastycznych przypada Korei Południowej. Na punkcie poprawiania urody Koreańczyków ogarnęło istne szaleństwo. Koreanki traktują zabieg chirurgiczny jak wyjście do fryzjera, a według szacunków przynajmniej 20% z nich ma za sobą operację plastyczną (dla porównania w  USA zdecydowało się na to tylko 5% pań). Niezmienną popularnością cieszy się operacja powiek. Za około 200 euro można zlecić korektę górnej i dolnej powieki. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, chętnie poddają się zabiegowi, bo wycięcie fragmentów powiek powiększa optycznie oczy. W Korei od lat króluje moda na wielkie, „mangowe” oczy, zwiększające szanse nie tylko na zamążpójście, ale i na rynku pracy.

Chociaż korekta powiek nie budzi już w Koreańczykach większych emocji, to jednak wciąż stosunkowo niewielu z nich decyduje się na łamanie szczęki, po którym zyskuje się nowy wygląd. (Wyrazista szczęka, charakterystyczna dla europejskiego typu urody, w tej części świata postrzegana jest jako brzydka. Angelina Jolie, dla wielu ideał, w Korei nie robi większego wrażenia). Obecnie na topie jest twarz w kształcie litery V, a więc wielkie oczy i spiczasty podbródek, jakim mogą pochwalić się bohaterowie bajek i gwiazdy k-popu. Po wykonaniu nacięcia nastawia się szczękę w taki sposób, by kształt podróbka odpowiadał wymaganiom pacjentki. Następnie przez sześć tygodni rozciąga się kości na specjalnym stelażu. Zabieg jest więc nie tylko długotrwały i bolesny, lecz także niebezpieczny. Zmiana struktury kości twarzy może spowodować odrętwienie szczęki lub jej paraliż.

Jeśli chodzi o Azję i operacje plastyczne, nie sposób nie wspomnieć o Tajlandii. Tamtejsi chirurdzy znani są przede wszystkim z przeprowadzania operacji zmiany płci. Takie operacje cieszą się ogromną popularnością nie tylko wśród Azjatów, lecz także coraz częściej wśród Europejczyków i Amerykanów. Nie bez znaczenia pozostaje cena tamtejszych zabiegów, często niższa o kilkadziesiąt procent w stosunku do zachodniej części świata. To dlatego Tajlandia jest najpopularniejszym od lat kierunkiem tzw. turystyki plastycznej. Osoby zainteresowane poprawieniem swojej urody jadą na specjalnie przygotowaną wycieczkę, której głównym punktem jest korekta wybranej przez siebie części ciała.

Botoks podbija Europę

Państwem, gdzie skalpel powinien widnieć w godle narodowym, jest Wenezuela. O absolutnym szaleństwie na punkcie operacji plastycznych świadczy fakt, że miejscowe banki udzielają na nie specjalnych kredytów. Jeden z polityków w czasie kampanii wyborczej zorganizował nawet loterię, w której główną nagrodę stanowiła operacja powiększenia biustu. To stąd pochodzi siedem Miss Universe, sześć Miss World i tyle samo Miss International. Nie powinno więc dziwić, że o Wenezueli mówi się jak o kraju, w którym hurtowo produkuje się przyszłe miss. To z kolei zwiększa (i tak ogromną) presję społeczną, której skutkiem są operacje plastyczne fundowane dziewczętom już jako prezenty pierwszokomunijne.

Czasami pogoń za pięknem może skończyć się tragicznie. Przekonała się o tym Solange Magnano, była Miss Argentyny, która zmarła niedawno w wyniku powikłań po operacji ujędrnienia pośladków. – Kobieta, która zdobyła wszystko, straciła życie dla ładniejszej pupy. Zmarła, bo miała obsesję na punkcie piękna – skomentował po pogrzebie Roberto Piazza, projektant i przyjaciel zmarłej.

W USA ostatnim krzykiem mody jest podobno usuwanie żeber u kobiet pragnących uzyskać zmysłowy kształt klepsydry. Niestety, przez kilka tygodni po zabiegu nie można swobodnie oddychać, zginać się ani prowadzić samochodu, a powikłania obejmują zapadnięcie się płuca, uszkodzenia nerwów, przebicie przepony i infekcje.

W europejskiej kulturze operacje plastyczne mają inny cel. Panie ze Starego Kontynentu liczą przede wszystkim na zabiegi odmładzające. Ogromną popularnością cieszy się wstrzykiwanie botoksu (inaczej toksyna botulinowa, jad kiełbasiany). Pod tym względem w Europie rekordy biją Brytyjczycy – już ponad milion osób poddało się temu zabiegowi. Problem w tym, że jeśli ktoś decyduje się na ten krok, powinien udać się do specjalisty, który go przebada i dokładnie poinformuje o możliwych konsekwencjach zabiegu. Tymczasem bardzo często tak się nie dzieje. Jeszcze nie tak dawno opinię publiczną bulwersowały imprezy typu „botoks party” ze specjalistą lawirującym wśród roztańczonego tłumu i aplikującym zastrzyk wszystkim zainteresowanym. Obecnie botoks można kupić w internecie, bo chętnych na samodzielne kuracje nie brakuje. Koszt to 25–250 funtów.

Fazel Fatah, szef British Association of Aesthetic Plastic Surgeons, nie kryje zdumienia. – Kupowanie botoksu albo innych wypełniaczy przez internet jest szalenie niebezpieczne, ponieważ nie wiadomo, skąd pochodzi towar i czy rzeczywiście zawiera botulinę. Poza tym produkt może być źle oczyszczony, czy nawet skażony. A nawet jeśli jest w porządku, zbyt częste i nadmierne dawki tej substancji mogą doprowadzić do rozwoju odporności pacjenta na leczenie lub spowodować asymetrię twarzy – przestrzega.

W pogoni za świetną sylwetką niektórzy nie zastanawiają się nad konsekwencjami. Przykładem jest choćby Susan Burge, zwana „żywą lalką Barbie”, która przyznała się nawet, że sama wstrzykiwała botulinę swojej nastoletniej córce. Właśnie wskutek podobnych przypadków, w trosce o bezpieczeństwo i  zdrowie Brytyjczyków, General Medical Council (angielski odpowiednik Naczelnej Rady Lekarskiej) wydało w  końcu rozporządzenie, w którym zastrzega, że zabiegi wstrzykiwania botoksu mogą być wykonywane jedynie przez lekarzy internistów. Do tej pory mogły to robić osoby bez dyplomu lekarskiego, co skrzętnie wykorzystywano.

Bez względu na szerokość geograficzną należy pamiętać, że operacja plastyczna zawsze wiąże się z ryzykiem. Przypominają o tym Penny Avis i Joanna Berry, autorki książki „Never Mind the Botox”. Wyjaśniają oni m.in., co kryje się pod hasłami w eleganckich folderach, zapewniającymi nas o wspaniałości chirurgii plastycznej. I tak decydując się na upiększanie palców u nóg, musimy mieć świadomość, że może się to wiązać nawet z wycinaniem fragmentów kości palców. Czasem więc lepiej nie poprawiać natury. Warto za to zacząć od programów dostępnych w  internecie, typu LiftMagic, które po wgraniu zdjęcia dają możliwość przyjrzenia się zmianom, jakie mogą nastąpić po określonych zabiegach.