człowiek
Autor: Adam Gwiazda | dodano: 2014-03-27
Prywatne wojsko

Fot. Shutterstock.com

Zawód najemnika wojskowego to ponoć drugi najstarszy zawód świata. W ostatnich latach przeżywa prawdziwe odrodzenie – dzięki postępującej „prywatyzacji” wielu funkcji państwa, w tym także sektora usług związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa.

Zatrudniające najemników prywatne firmy ochroniarskie i wojskowe określa się powszechnie angielskim skrótem PMC (Private Military Companies). Coraz częściej są to przedsiębiorstwa zorganizowane na wzór sprawnie działających korporacji biznesowych. Rosnący popyt na ich usługi (dostępne dla ludzi, firm i rządów mogących sobie na nie pozwolić) to znak współczesnych czasów. Firmy te w swojej działalności korzystają z wielu luk w prawie międzynarodowym i krajowym, a także z braku odpowiednich aktów prawnych, które regulowałyby ich działalność. Kierują się też, co nie dziwi, dążeniem do maksymalizacji zysku.

Firmy PMC mogą zwykle podjąć interwencję w dowolnym regionie świata bardzo szybko, często w ciągu kilku dni po uzgodnieniu warunków kontraktu. Przy czym zapłatę otrzymują tylko za wykonane zadanie. Wysłanie amerykańskich żołnierzy do obcego kraju, w którym toczy się wojna domowa i zagrożone jest zarówno bezpieczeństwo narodowe USA, jak i bezpieczeństwo międzynarodowe, wymaga uzyskania przez prezydenta zgody Kongresu i spełnienia wielu innych warunków (tak też jest zresztą w innych krajach). Samo podjęcie takiej decyzji zabiera więc sporo czasu, nie wspominając już o przygotowaniach logistycznych.

Podobnie zresztą jest z ubieganiem się o pomoc wielonarodowych sił ONZ – decyzja o jej udzieleniu zależy m.in. od zgody obu stron danego konfliktu oraz wszystkich członków Rady Bezpieczeństwa, a także od tego, czy siły te w ogóle można wykorzystać dla przywrócenia pokoju w danym regionie. ONZ dysponuje zresztą relatywnie skromnymi środkami (pochodzącymi ze składek krajów członkowskich), z których można finansować operacje sił wielonarodowych. Siły te liczyły w najlepszym okresie około 76 tys. – obecnie tylko około 16 tys. Budżet ONZ na misje pokojowe wyniósł w latach 2006–2007 niespełna 5,2 mld dolarów. Dla porównania roczne dochody wszystkich wojskowych firm (PMC) wyniosły w tym okresie ponad 200 mld dolarów. Największe firmy, takie jak Blackwater czy DynCorp, uzyskiwały wówczas kontrakty w wysokości nawet kilkuset milionów dolarów rocznie.

Kontraktorów zatrudnimy

Złote czasy dla PMC nastały po zakończeniu zimnej wojny, kiedy wiele państw zaczęło zmniejszać liczebność swoich armii i ograniczać wydatki na cele wojskowe. W latach 90. na rynku znalazło się około 6 mln byłych wojskowych, posiadających dosyć specyficzne kwalifikacje. Około 1,5 mln z nich zasiliło szeregi pracowników różnego rodzaju firm świadczących usługi z szeroko pojmowanego zakresu bezpieczeństwa. Im bardziej kurczyły się armie poszczególnych państw, tym szybciej rosły w siłę PMC. Prekursorem współczesnych firm wojskowych była południowoafrykańska Executive Outcomes, która powstała w 1989 r. i działała do 1998 r. głównie w krajach Afryki. Obecnie największe PMC funkcjonują w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i w Izraelu, a spora ich część to firmy offshore, zarejestrowane w „bezpiecznych” miejscach.

Rozwojowi tego typu przedsiębiorstw sprzyjała także polityka rządów wielu państw, które w ramach popularnego outsourcingu zlecały i nadal zlecają wykonywanie coraz większej liczby zadań zewnętrznym firmom prywatnym. Postępuje tak nawet raczej niechętnie nastawiona do PMC obecna administracja Baracka Obamy, którego raziły ogromne różnice w płacach między pracownikami Blackwater i stacjonującymi w Iraku żołnierzami i oficerami amerykańskimi. Jednak także prezydent Obama wybrał w połowie 2008 r. jako swoją ochronę w trakcie wizyty w Iraku i Afganistanie „kontraktorów” z Blackwater, a nie o wiele tańszych – lecz także o wiele mniej skutecznych – ochroniarzy „państwowych”.

Musi to więc być opłacalny biznes dla obu stron, szczególnie w sytuacji, kiedy działania wojska się zmieniają – są coraz mniej podobne do tradycyjnych operacji bojowych na polu walki, a coraz bardziej przypominają działania policyjne czy antyterrorystyczne, często związane są też z konwojowaniem na szlakach komunikacyjnych (lądowych i morskich) i zapewnieniem ochrony. Szacuje się, że usługi oferowane przez PMC są o około 60% tańsze niż analogiczne usługi świadczone przez armię amerykańską czy też żołnierzy NATO lub ONZ. Dlatego też Erik Prince, założyciel i szef firmy Blackwater, zabiegał do 2010 r., kiedy ostatecznie sprzedał swoją firmę, o zlecenia nie tylko od rządów poszczególnych państw. Starał się m.in. uzyskać zlecenia od ONZ. Bez powodzenia.

Warto jednak przytoczyć jego argumentację: dotychczasowe misje pokojowe ONZ kosztowały rocznie od 6 do nawet 10 mld dolarów i niestety nie wszystkie zrealizowały postawione przed nimi cele. Prince zapewniał natomiast, że jego kontraktorzy mogą zapobiegać konfliktom etnicznym w krajach Trzeciego Świata i skutecznie zaprowadzać tam porządek, z czym nie bardzo – w jego opinii – radzą sobie żołnierze ONZ.

Mętna woda

Szef Blackwater od samego początku działalności swojej firmy świetnie zdawał sobie sprawę, że uzyskanie lukratywnych zleceń zależy głównie od poparcia polityków. Od początku postawił też na polityków z partii republikańskiej. Starał się pozyskiwać zlecenia od dużych firm prywatnych i korporacji ponadnarodowych. Założył w tym celu agencję wywiadowczą Total Intelligence Solutions, w której ponad 100 zatrudnionych przez niego pracowników zbiera i analizuje różne informacje, tak jak to robią specjaliści z państwowej amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Należy zaznaczyć, że nie tylko Blackwater, lecz wszystkie prywatne firmy wojskowe są „elastyczne” w działaniu i stale dostosowują zakres oferowanych przez siebie usług do zmieniającego się popytu. Obecnie świadczą głównie usługi logistyczne, ale zajmują się też szkoleniem sił zbrojnych, przeprowadzaniem restrukturyzacji armii, organizowaniem i ochroną transportów broni i sprzętu wojskowego do dowolnego kraju świata, ochroną mienia i osób (szczególnie personelu dyplomatycznego), a także uzupełnianiem kontyngentów wojskowych.

Firmy PMC biorą udział w dużych operacjach wojskowych razem z armiami innych państw zaangażowanych w danym regionie świata, czego przykładem pierwsza i druga wojna w Iraku oraz operacja w Afganistanie. W czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. pracownicy PMC stanowili tylko około 1% zaangażowanych tam sił zbrojnych, w 2003 r. w Iraku 1 najemnik przypadał na 10 żołnierzy, a w 2007 r. już tylko na 1,4 żołnierza. Szacuje się, że pod koniec minionej dekady w Iraku było około 95 tys. kontraktorów PMC, w tym 11 tys. uzbrojonych. Tych ostatnich było więc dwa razy więcej, niż wynosił kontyngent brytyjski i siedem razy więcej niż kontyngent polski! O skuteczności działania kontraktorów z Blackwater może świadczyć fakt, że w owym czasie Osama bin Laden wyznaczył nagrodę w wysokości 50 tys. dolarów za głowę każdego żołnierza tej firmy.

Skuteczność kosztuje

Co ciekawe, wiele prywatnych firm wojskowych, w tym także amerykańska Blackwater, do początku bieżącego stulecia ledwo wiązało koniec z końcem. Dopiero zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 r. radykalnie zmieniły sytuację na rynku usług z zakresu bezpieczeństwa. W 2002 r. Blackwater uzyskała od administracji amerykańskiej sześciomiesięczne zlecenie o wartości 5,4 mln dolarów na przygotowanie 20 wysoko wykwalifikowanych „ochroniarzy” do siedziby CIA w Kabulu. Sami decydenci w tej państwowej agencji przyznali, że tylko Blackwater była w stanie dostarczyć na czas do stolicy Afganistanu odpowiednio wykwalifikowanych 20 komandosów i zapewnić skuteczną ochronę pracującemu tam personelowi CIA.

Firma Blackwater otrzymała w 2005 r. także od rządu amerykańskiego kontrakt na ochronę życia i mienia mieszkańców Nowego Orleanu poszkodowanych przez huragan Katrina. Nie potrafiła takiej ochrony zapewnić ani miejscowa policja, ani też Gwardia Narodowa, natomiast kontraktorzy Blackwater poradzili sobie z tym zadaniem bez większych problemów. Renoma firmy i skuteczność jej pracowników zaowocowała wieloma kontraktami, a z prestiżu, jakim cieszyła się do 2010 r. firma Blackwater, skorzystały pośrednio także inne przedsiębiorstwa z tej branży. Od czasu wojny w Afganistanie tylko z kieszeni amerykańskich podatników wypłacono firmom PMC ponad 210 mld dolarów.

Wspomniana Blackwater za część tych pieniędzy zbudowała dużą bazę wojskową w Karolinie Północnej. Baza ta jest od 2010 r. własnością firmy Academi, która kupiła Blackwater. Znajduje się w niej m.in. największy w całych Stanach Zjednoczonych tor treningowy dla pojazdów opancerzonych, ponadkilometrowy poligon dla snajperów oraz sztuczne jezioro do ćwiczenia abordażu. Firma ma także swoją grupę lotniczą z 26 typami różnych śmigłowców i samolotów (łącznie z Boeingiem 767) i dysponuje „armią” 23–25 tys. bardzo dobrze wyszkolonych najemników w stanie gotowości bojowej. Wśród pracowników tej, jak również innych tego rodzaju firm, znajdują się byli zawodowi żołnierze, policjanci i pracownicy służb specjalnych z różnych krajów, w tym także z Polski, Ukrainy, Bułgarii, Kolumbii, Panamy, Hondurasu, Chile i Peru. Wbrew obiegowym opiniom tylko niewielki procent z nich stanowią komandosi, którzy szybciej niż żołnierze innych formacji uzyskują prawa do pełnej emerytury.

Generalnie większość PMC przy zatrudnianiu swoich pracowników kieruje się kryterium przydatności do realizacji określonego zadania i zdobytymi umiejętnościami. Liczy się przede wszystkim skuteczność działania, a nie dokonania z przeszłości (w tym także popełnione przez niektórych nadużycia). Zwykle do wykonania określonego zadania dobiera się odpowiednią grupę pracowników. Przykładowo do „odzyskania” porwanego przez piratów u wybrzeży Somalii statku handlowego dobiera się specjalistów od prawa morskiego, a także negocjatora, który jednorazowo inkasuje za swoją usługę około 100 tys. dolarów (oczywiście w przypadku pozytywnego finału tej operacji), natomiast zatrudniająca go firma PMC zarabia zwykle na takim zleceniu około miliona dolarów (bez okupu, który musi zapłacić armator).

Inne są też dochody PMC z kontraktów rządowych, a inne z kontraktów uzyskiwanych od korporacji ponadnarodowych, np. za ochronę platformy wiertnicznej czy kopalni miedzi lub szybu naftowego. Podobnie zróżnicowane są płace pracowników PMC – od 6 do nawet 30, i więcej, tysięcy dolarów miesięcznie. Najwyższe gaże podlegają negocjacjom i nie są ujawniane. Przykładowo pod koniec minionej dekady żołnierz Blackwater otrzymywał w Iraku około 600 dolarów dziennie, czyli rocznie zarabiał około 220 tys. dolarów. Dla porównania roczne zarobki sierżanta armii amerykańskiej to 50–70 tys. dolarów, a głównodowodzącego siłami koalicyjnymi gen. Davida Petraeusa – około 180 tys. dolarów, czyli znacznie mniej niż „szeregowego” kontraktora firmy Blackwater. Najniższe płace oferują swoim pracownikom PMC z krajów rozwijających się, jak np. Defion Internacional, która zatrudnia kontraktorów głównie z krajów Ameryki Południowej i płaci im miesięcznie zaledwie 1000 dolarów.

Mały konflikt – duży zysk

Dochody PMC i ich pracowników zależą zarówno od liczby, jak i wartości uzyskiwanych przez nie kontraktów. Przede wszystkim jednak od skuteczności, gdyż zapłatę otrzymują zwykle po wykonaniu danego zadania. Najbardziej lukratywne są nadal kontrakty rządowe (i te udzielane przez przywódców opozycji walczącej zbrojnie z armią rządową). W wielu lokalnych wojnach o tzw. niskiej intensywności działań zbrojnych, w których z różnych względów nie chcą lub nie mogą brać udziału wojska innych państw, np. tak jak obecnie w trwającej od ponad dwóch lat wojnie domowej w Syrii, obie walczące strony zatrudniają też najemników.

Im więcej więc wojen lokalnych, tym lepsze rysują się perspektywy dla działalności PMC. A tego typu konflikty będą się raczej nasilać. Będą to głównie wojny o surowce, zasoby słodkiej wody i żywności. Z pewnością zwiększy się też popyt na usługi PMC ze strony korporacji ponadnarodowych, coraz częściej mających fabryki, kopalnie i inne części majątku położone w kilkudziesięciu i więcej nie zawsze stabilnych politycznie krajach świata. Globalizacja i outsourcing zmieniają świat także w ten nowy, raczej nieoczekiwany sposób.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 04/2014 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2019
08/2019
Kalendarium
Sierpień
26
W 1981 r. amerykańska sonda Voyager 2 zbliżyła się na najmniejszą odległość do Saturna (101 tys. km od szczytów chmur).
Warto przeczytać
Dlaczego pobudka budzikiem szkodzi? Jak tańczą cząsteczki w porannej kawie? Czy smażąc jajecznicę na śniadanie, wzbogacamy ją o fluor? Tyle pytań, a jeszcze nawet nie wyszliśmy z domu!

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Adam Gwiazda | dodano: 2014-03-27
Prywatne wojsko

Fot. Shutterstock.com

Zawód najemnika wojskowego to ponoć drugi najstarszy zawód świata. W ostatnich latach przeżywa prawdziwe odrodzenie – dzięki postępującej „prywatyzacji” wielu funkcji państwa, w tym także sektora usług związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa.

Zatrudniające najemników prywatne firmy ochroniarskie i wojskowe określa się powszechnie angielskim skrótem PMC (Private Military Companies). Coraz częściej są to przedsiębiorstwa zorganizowane na wzór sprawnie działających korporacji biznesowych. Rosnący popyt na ich usługi (dostępne dla ludzi, firm i rządów mogących sobie na nie pozwolić) to znak współczesnych czasów. Firmy te w swojej działalności korzystają z wielu luk w prawie międzynarodowym i krajowym, a także z braku odpowiednich aktów prawnych, które regulowałyby ich działalność. Kierują się też, co nie dziwi, dążeniem do maksymalizacji zysku.

Firmy PMC mogą zwykle podjąć interwencję w dowolnym regionie świata bardzo szybko, często w ciągu kilku dni po uzgodnieniu warunków kontraktu. Przy czym zapłatę otrzymują tylko za wykonane zadanie. Wysłanie amerykańskich żołnierzy do obcego kraju, w którym toczy się wojna domowa i zagrożone jest zarówno bezpieczeństwo narodowe USA, jak i bezpieczeństwo międzynarodowe, wymaga uzyskania przez prezydenta zgody Kongresu i spełnienia wielu innych warunków (tak też jest zresztą w innych krajach). Samo podjęcie takiej decyzji zabiera więc sporo czasu, nie wspominając już o przygotowaniach logistycznych.

Podobnie zresztą jest z ubieganiem się o pomoc wielonarodowych sił ONZ – decyzja o jej udzieleniu zależy m.in. od zgody obu stron danego konfliktu oraz wszystkich członków Rady Bezpieczeństwa, a także od tego, czy siły te w ogóle można wykorzystać dla przywrócenia pokoju w danym regionie. ONZ dysponuje zresztą relatywnie skromnymi środkami (pochodzącymi ze składek krajów członkowskich), z których można finansować operacje sił wielonarodowych. Siły te liczyły w najlepszym okresie około 76 tys. – obecnie tylko około 16 tys. Budżet ONZ na misje pokojowe wyniósł w latach 2006–2007 niespełna 5,2 mld dolarów. Dla porównania roczne dochody wszystkich wojskowych firm (PMC) wyniosły w tym okresie ponad 200 mld dolarów. Największe firmy, takie jak Blackwater czy DynCorp, uzyskiwały wówczas kontrakty w wysokości nawet kilkuset milionów dolarów rocznie.

Kontraktorów zatrudnimy

Złote czasy dla PMC nastały po zakończeniu zimnej wojny, kiedy wiele państw zaczęło zmniejszać liczebność swoich armii i ograniczać wydatki na cele wojskowe. W latach 90. na rynku znalazło się około 6 mln byłych wojskowych, posiadających dosyć specyficzne kwalifikacje. Około 1,5 mln z nich zasiliło szeregi pracowników różnego rodzaju firm świadczących usługi z szeroko pojmowanego zakresu bezpieczeństwa. Im bardziej kurczyły się armie poszczególnych państw, tym szybciej rosły w siłę PMC. Prekursorem współczesnych firm wojskowych była południowoafrykańska Executive Outcomes, która powstała w 1989 r. i działała do 1998 r. głównie w krajach Afryki. Obecnie największe PMC funkcjonują w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i w Izraelu, a spora ich część to firmy offshore, zarejestrowane w „bezpiecznych” miejscach.

Rozwojowi tego typu przedsiębiorstw sprzyjała także polityka rządów wielu państw, które w ramach popularnego outsourcingu zlecały i nadal zlecają wykonywanie coraz większej liczby zadań zewnętrznym firmom prywatnym. Postępuje tak nawet raczej niechętnie nastawiona do PMC obecna administracja Baracka Obamy, którego raziły ogromne różnice w płacach między pracownikami Blackwater i stacjonującymi w Iraku żołnierzami i oficerami amerykańskimi. Jednak także prezydent Obama wybrał w połowie 2008 r. jako swoją ochronę w trakcie wizyty w Iraku i Afganistanie „kontraktorów” z Blackwater, a nie o wiele tańszych – lecz także o wiele mniej skutecznych – ochroniarzy „państwowych”.

Musi to więc być opłacalny biznes dla obu stron, szczególnie w sytuacji, kiedy działania wojska się zmieniają – są coraz mniej podobne do tradycyjnych operacji bojowych na polu walki, a coraz bardziej przypominają działania policyjne czy antyterrorystyczne, często związane są też z konwojowaniem na szlakach komunikacyjnych (lądowych i morskich) i zapewnieniem ochrony. Szacuje się, że usługi oferowane przez PMC są o około 60% tańsze niż analogiczne usługi świadczone przez armię amerykańską czy też żołnierzy NATO lub ONZ. Dlatego też Erik Prince, założyciel i szef firmy Blackwater, zabiegał do 2010 r., kiedy ostatecznie sprzedał swoją firmę, o zlecenia nie tylko od rządów poszczególnych państw. Starał się m.in. uzyskać zlecenia od ONZ. Bez powodzenia.

Warto jednak przytoczyć jego argumentację: dotychczasowe misje pokojowe ONZ kosztowały rocznie od 6 do nawet 10 mld dolarów i niestety nie wszystkie zrealizowały postawione przed nimi cele. Prince zapewniał natomiast, że jego kontraktorzy mogą zapobiegać konfliktom etnicznym w krajach Trzeciego Świata i skutecznie zaprowadzać tam porządek, z czym nie bardzo – w jego opinii – radzą sobie żołnierze ONZ.

Mętna woda

Szef Blackwater od samego początku działalności swojej firmy świetnie zdawał sobie sprawę, że uzyskanie lukratywnych zleceń zależy głównie od poparcia polityków. Od początku postawił też na polityków z partii republikańskiej. Starał się pozyskiwać zlecenia od dużych firm prywatnych i korporacji ponadnarodowych. Założył w tym celu agencję wywiadowczą Total Intelligence Solutions, w której ponad 100 zatrudnionych przez niego pracowników zbiera i analizuje różne informacje, tak jak to robią specjaliści z państwowej amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Należy zaznaczyć, że nie tylko Blackwater, lecz wszystkie prywatne firmy wojskowe są „elastyczne” w działaniu i stale dostosowują zakres oferowanych przez siebie usług do zmieniającego się popytu. Obecnie świadczą głównie usługi logistyczne, ale zajmują się też szkoleniem sił zbrojnych, przeprowadzaniem restrukturyzacji armii, organizowaniem i ochroną transportów broni i sprzętu wojskowego do dowolnego kraju świata, ochroną mienia i osób (szczególnie personelu dyplomatycznego), a także uzupełnianiem kontyngentów wojskowych.

Firmy PMC biorą udział w dużych operacjach wojskowych razem z armiami innych państw zaangażowanych w danym regionie świata, czego przykładem pierwsza i druga wojna w Iraku oraz operacja w Afganistanie. W czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. pracownicy PMC stanowili tylko około 1% zaangażowanych tam sił zbrojnych, w 2003 r. w Iraku 1 najemnik przypadał na 10 żołnierzy, a w 2007 r. już tylko na 1,4 żołnierza. Szacuje się, że pod koniec minionej dekady w Iraku było około 95 tys. kontraktorów PMC, w tym 11 tys. uzbrojonych. Tych ostatnich było więc dwa razy więcej, niż wynosił kontyngent brytyjski i siedem razy więcej niż kontyngent polski! O skuteczności działania kontraktorów z Blackwater może świadczyć fakt, że w owym czasie Osama bin Laden wyznaczył nagrodę w wysokości 50 tys. dolarów za głowę każdego żołnierza tej firmy.

Skuteczność kosztuje

Co ciekawe, wiele prywatnych firm wojskowych, w tym także amerykańska Blackwater, do początku bieżącego stulecia ledwo wiązało koniec z końcem. Dopiero zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 r. radykalnie zmieniły sytuację na rynku usług z zakresu bezpieczeństwa. W 2002 r. Blackwater uzyskała od administracji amerykańskiej sześciomiesięczne zlecenie o wartości 5,4 mln dolarów na przygotowanie 20 wysoko wykwalifikowanych „ochroniarzy” do siedziby CIA w Kabulu. Sami decydenci w tej państwowej agencji przyznali, że tylko Blackwater była w stanie dostarczyć na czas do stolicy Afganistanu odpowiednio wykwalifikowanych 20 komandosów i zapewnić skuteczną ochronę pracującemu tam personelowi CIA.

Firma Blackwater otrzymała w 2005 r. także od rządu amerykańskiego kontrakt na ochronę życia i mienia mieszkańców Nowego Orleanu poszkodowanych przez huragan Katrina. Nie potrafiła takiej ochrony zapewnić ani miejscowa policja, ani też Gwardia Narodowa, natomiast kontraktorzy Blackwater poradzili sobie z tym zadaniem bez większych problemów. Renoma firmy i skuteczność jej pracowników zaowocowała wieloma kontraktami, a z prestiżu, jakim cieszyła się do 2010 r. firma Blackwater, skorzystały pośrednio także inne przedsiębiorstwa z tej branży. Od czasu wojny w Afganistanie tylko z kieszeni amerykańskich podatników wypłacono firmom PMC ponad 210 mld dolarów.

Wspomniana Blackwater za część tych pieniędzy zbudowała dużą bazę wojskową w Karolinie Północnej. Baza ta jest od 2010 r. własnością firmy Academi, która kupiła Blackwater. Znajduje się w niej m.in. największy w całych Stanach Zjednoczonych tor treningowy dla pojazdów opancerzonych, ponadkilometrowy poligon dla snajperów oraz sztuczne jezioro do ćwiczenia abordażu. Firma ma także swoją grupę lotniczą z 26 typami różnych śmigłowców i samolotów (łącznie z Boeingiem 767) i dysponuje „armią” 23–25 tys. bardzo dobrze wyszkolonych najemników w stanie gotowości bojowej. Wśród pracowników tej, jak również innych tego rodzaju firm, znajdują się byli zawodowi żołnierze, policjanci i pracownicy służb specjalnych z różnych krajów, w tym także z Polski, Ukrainy, Bułgarii, Kolumbii, Panamy, Hondurasu, Chile i Peru. Wbrew obiegowym opiniom tylko niewielki procent z nich stanowią komandosi, którzy szybciej niż żołnierze innych formacji uzyskują prawa do pełnej emerytury.

Generalnie większość PMC przy zatrudnianiu swoich pracowników kieruje się kryterium przydatności do realizacji określonego zadania i zdobytymi umiejętnościami. Liczy się przede wszystkim skuteczność działania, a nie dokonania z przeszłości (w tym także popełnione przez niektórych nadużycia). Zwykle do wykonania określonego zadania dobiera się odpowiednią grupę pracowników. Przykładowo do „odzyskania” porwanego przez piratów u wybrzeży Somalii statku handlowego dobiera się specjalistów od prawa morskiego, a także negocjatora, który jednorazowo inkasuje za swoją usługę około 100 tys. dolarów (oczywiście w przypadku pozytywnego finału tej operacji), natomiast zatrudniająca go firma PMC zarabia zwykle na takim zleceniu około miliona dolarów (bez okupu, który musi zapłacić armator).

Inne są też dochody PMC z kontraktów rządowych, a inne z kontraktów uzyskiwanych od korporacji ponadnarodowych, np. za ochronę platformy wiertnicznej czy kopalni miedzi lub szybu naftowego. Podobnie zróżnicowane są płace pracowników PMC – od 6 do nawet 30, i więcej, tysięcy dolarów miesięcznie. Najwyższe gaże podlegają negocjacjom i nie są ujawniane. Przykładowo pod koniec minionej dekady żołnierz Blackwater otrzymywał w Iraku około 600 dolarów dziennie, czyli rocznie zarabiał około 220 tys. dolarów. Dla porównania roczne zarobki sierżanta armii amerykańskiej to 50–70 tys. dolarów, a głównodowodzącego siłami koalicyjnymi gen. Davida Petraeusa – około 180 tys. dolarów, czyli znacznie mniej niż „szeregowego” kontraktora firmy Blackwater. Najniższe płace oferują swoim pracownikom PMC z krajów rozwijających się, jak np. Defion Internacional, która zatrudnia kontraktorów głównie z krajów Ameryki Południowej i płaci im miesięcznie zaledwie 1000 dolarów.

Mały konflikt – duży zysk

Dochody PMC i ich pracowników zależą zarówno od liczby, jak i wartości uzyskiwanych przez nie kontraktów. Przede wszystkim jednak od skuteczności, gdyż zapłatę otrzymują zwykle po wykonaniu danego zadania. Najbardziej lukratywne są nadal kontrakty rządowe (i te udzielane przez przywódców opozycji walczącej zbrojnie z armią rządową). W wielu lokalnych wojnach o tzw. niskiej intensywności działań zbrojnych, w których z różnych względów nie chcą lub nie mogą brać udziału wojska innych państw, np. tak jak obecnie w trwającej od ponad dwóch lat wojnie domowej w Syrii, obie walczące strony zatrudniają też najemników.

Im więcej więc wojen lokalnych, tym lepsze rysują się perspektywy dla działalności PMC. A tego typu konflikty będą się raczej nasilać. Będą to głównie wojny o surowce, zasoby słodkiej wody i żywności. Z pewnością zwiększy się też popyt na usługi PMC ze strony korporacji ponadnarodowych, coraz częściej mających fabryki, kopalnie i inne części majątku położone w kilkudziesięciu i więcej nie zawsze stabilnych politycznie krajach świata. Globalizacja i outsourcing zmieniają świat także w ten nowy, raczej nieoczekiwany sposób.