ziemia
Autor: Małgorzata Minta | dodano: 2012-06-12
Urodzajne wieżowce Nowego Jorku

(Na zdjęciu: najnowszym pomysłem są "wertykalne farmy" - sięgające chmur wieżowce, w których zamiast biur byłyby pola uprawne, a nawet zagrody dla zwierząt)

"Polecam sałatę - dopiero co zerwana na Times Square!" - być może tak niedługo sprzedawcy w sklepach będą zachwalać owoce i warzywa, ręcząc za ich pierwszorzędną jakość. Tak przynajmniej wyobraża sobie to zespół naukowców z Columbia University.

Wchodząc do supermarketu, w którym półki uginają się od produktów, trudno uwierzyć, że w niedalekiej przyszłości może zacząć nam brakować pożywienia. Jednak zgodnie z szacunkami demografów do 2050 roku populacja naszej planety zwiększy się o kolejne 3 mld ludzi, z których większość będzie zamieszkiwać gigantyczne metropolie. By ich wyżywić, trzeba zamienić na pola i pastwiska obszar o powierzchni Brazylii. Ponadto do tego czasu wiele z eksploatowanych obecnie pól wyjałowieje lub na skutek zmian klimatycznych znajdzie się pod wodą lub zamieni w pustynię. Jedyną szansą pozyskania nowych terenów rolnych stanie się wycinka dziewiczych lasów.

Te pesymistyczne prognozy zainspirowały, rzec by można, prof. Dicksona Despommiera, mikrobiologa z Columbia University, do opracowania niezwykłego projektu. Zdaniem jego autora częściowym rozwiązaniem problemu byłyby wertykalne farmy - kilkudziesięciopiętrowe wieżowce, które przejęłyby funkcje tradycyjnych pól uprawnych. Despommier postanowił pożenić najnowsze metody upraw roślin z technikami budowy energooszczędnych, ekologicznych budynków. Efektem mają być wielkie, samowystarczalne szklarnie, które dostarczałyby mieszczuchom świeżych warzyw i owoców. Plony zbierane w jednym wieżowcu o wysokości 30 pięter wystarczyłyby na wyżywienie około 50 tys. ludzi, czyli 150 takich agrobudynków pokryłoby zapotrzebowanie kaloryczne wszystkich mieszkańców Nowego Jorku (licząc średnio 2 ?tys. kcal/dzień/osobę). Tyle teorii, a co z praktyką?

Każdy promień, każda kropla

Najkorzystniej byłoby, aby budynki miały kształt przeszklonych walców. Okna budowli pokrywałby tlenek tytanu, dzięki czemu miałyby one własności samoczyszczące - brud spływałyby wraz z deszczem, szyby byłyby nieskazitelnie czyste i do wnętrza docierało maksymalnie dużo światła słonecznego, niezbędnego roślinom do życia.

Panele ogniw słonecznych na dachu budynku automatycznie podążałyby za słońcem. Pozyskana tą drogą energia elektryczna służyłaby do zasilania systemu oświetleniowego w pochmurne dni i noce.

Prócz baterii słonecznych na dachu znalazłoby się też miejsce dla spirali wiatrowej, czyli zajmującej niewiele miejsca odmiany klasycznego wiatraka, idealnie nadającej się do użytku w gęsto zabudowanym śródmieściu. Trzecim źródłem energii byłoby biopaliwo. W specjalnie skonstruowanych maszynach przetwarzano by niewykorzystane części roślin w proszek, formowany następnie w granulki. Wytworzony materiał opałowy służyłby do ogrzewania szklarni bądź pozyskiwania energii elektrycznej. Obecnie w USA znajduje się około 60 wytwórni, produkujących rocznie około 600 tys. takiego materiału opałowego.

Najbardziej chyba imponującym rozwiązaniem, jakie znalazłoby się w wertykalnych farmach, wydaje się system irygacyjny, zapewniający wykorzystanie każdej kropli życiodajnej wody.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 09/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2020
05/2020
Kalendarium
Czerwiec
5
W 1981 r. Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób doniosło, że 5 homoseksualistów zapadło na rzadką odmianę zapalenia płuc. Był to pierwszy opis choroby, rok później nazwanej AIDS.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Małgorzata Minta | dodano: 2012-06-12
Urodzajne wieżowce Nowego Jorku

(Na zdjęciu: najnowszym pomysłem są "wertykalne farmy" - sięgające chmur wieżowce, w których zamiast biur byłyby pola uprawne, a nawet zagrody dla zwierząt)

"Polecam sałatę - dopiero co zerwana na Times Square!" - być może tak niedługo sprzedawcy w sklepach będą zachwalać owoce i warzywa, ręcząc za ich pierwszorzędną jakość. Tak przynajmniej wyobraża sobie to zespół naukowców z Columbia University.

Wchodząc do supermarketu, w którym półki uginają się od produktów, trudno uwierzyć, że w niedalekiej przyszłości może zacząć nam brakować pożywienia. Jednak zgodnie z szacunkami demografów do 2050 roku populacja naszej planety zwiększy się o kolejne 3 mld ludzi, z których większość będzie zamieszkiwać gigantyczne metropolie. By ich wyżywić, trzeba zamienić na pola i pastwiska obszar o powierzchni Brazylii. Ponadto do tego czasu wiele z eksploatowanych obecnie pól wyjałowieje lub na skutek zmian klimatycznych znajdzie się pod wodą lub zamieni w pustynię. Jedyną szansą pozyskania nowych terenów rolnych stanie się wycinka dziewiczych lasów.

Te pesymistyczne prognozy zainspirowały, rzec by można, prof. Dicksona Despommiera, mikrobiologa z Columbia University, do opracowania niezwykłego projektu. Zdaniem jego autora częściowym rozwiązaniem problemu byłyby wertykalne farmy - kilkudziesięciopiętrowe wieżowce, które przejęłyby funkcje tradycyjnych pól uprawnych. Despommier postanowił pożenić najnowsze metody upraw roślin z technikami budowy energooszczędnych, ekologicznych budynków. Efektem mają być wielkie, samowystarczalne szklarnie, które dostarczałyby mieszczuchom świeżych warzyw i owoców. Plony zbierane w jednym wieżowcu o wysokości 30 pięter wystarczyłyby na wyżywienie około 50 tys. ludzi, czyli 150 takich agrobudynków pokryłoby zapotrzebowanie kaloryczne wszystkich mieszkańców Nowego Jorku (licząc średnio 2 ?tys. kcal/dzień/osobę). Tyle teorii, a co z praktyką?

Każdy promień, każda kropla

Najkorzystniej byłoby, aby budynki miały kształt przeszklonych walców. Okna budowli pokrywałby tlenek tytanu, dzięki czemu miałyby one własności samoczyszczące - brud spływałyby wraz z deszczem, szyby byłyby nieskazitelnie czyste i do wnętrza docierało maksymalnie dużo światła słonecznego, niezbędnego roślinom do życia.

Panele ogniw słonecznych na dachu budynku automatycznie podążałyby za słońcem. Pozyskana tą drogą energia elektryczna służyłaby do zasilania systemu oświetleniowego w pochmurne dni i noce.

Prócz baterii słonecznych na dachu znalazłoby się też miejsce dla spirali wiatrowej, czyli zajmującej niewiele miejsca odmiany klasycznego wiatraka, idealnie nadającej się do użytku w gęsto zabudowanym śródmieściu. Trzecim źródłem energii byłoby biopaliwo. W specjalnie skonstruowanych maszynach przetwarzano by niewykorzystane części roślin w proszek, formowany następnie w granulki. Wytworzony materiał opałowy służyłby do ogrzewania szklarni bądź pozyskiwania energii elektrycznej. Obecnie w USA znajduje się około 60 wytwórni, produkujących rocznie około 600 tys. takiego materiału opałowego.

Najbardziej chyba imponującym rozwiązaniem, jakie znalazłoby się w wertykalnych farmach, wydaje się system irygacyjny, zapewniający wykorzystanie każdej kropli życiodajnej wody.