człowiek
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2012-06-12
Cywilizacja megaslumsów

(Na zdjęciu: dzielnica nędzy Dharavi w środku Bombaju. Żyje w niej 600 tys. ludzi. Utrzymują się z chałupnictwa, rzemiosła i pracy najemnej w bogatszych dzielnicach)

Za ćwierć wieku w miastach będzie żyło 5 mld ludzi, z tego 2 mld będzie się gnieździć w slumsach. Dzielnice nędzy staną się więc miejscem życia co czwartego mieszkańca planety. Choć nowo przybyli klepią biedę, chętnych do przeprowadzki przybywa. Dlaczego? Odpowiedź okazuje się prosta: uciekają przed jeszcze większą nędzą.


Ludzkość masowo przenosi się do miast. Sto lat temu żyło w nich 200 mln ludzi, dziś - ponad 3 mld. W przyszłym roku po raz pierwszy w historii liczba mieszkańców miast przewyższy liczbę mieszkańców wsi. Tak prognozują autorzy tegorocznego raportu Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA). Kiedy dokładnie nastąpi ów moment, oczywiście nie wiadomo. Rzecz jednak nie w określeniu konkretnej daty, ale w uświadomieniu sobie, że żyjemy w czasach, kiedy ludzkość, która przez tysiące lat preferowała swobodną przestrzeń i wiejski styl życia w małych społecznościach, zaczyna się coraz bardziej ścieśniać w gigantycznych, podobnych do mrowisk skupiskach, z których największe liczą po kilkadziesiąt milionów osobników. Mrowiska są jednak dobrze zaplanowane, podczas gdy współczesne, żywiołowo rozwijające się metropolie to przeważnie królestwa chaosu - społecznego, architektonicznego, urbanistycznego.

W XX wieku urbanizacja nabrała szalonego tempa. W roku 1800 na Ziemi żyło 900 mln ludzi. W miastach mieszkało zaledwie 20 mln. Największym, jedynym liczącym więcej niż milion mieszkańców, był wtedy Pekin. Londyn zajmował drugą pozycję (860 tys.), a Paryż szóstą (560 tys.). Rozdzielały je: Guangzhou (Kanton), Edo (dziś Tokio) i Konstantynopol (dziś Stambuł). Sto lat później pierwszą dziesiątkę tworzyły miasta europejskie i amerykańskie, z jednym wyjątkiem - Tokio. Największa była aglomeracja Londynu (6,5 mln mieszkańców), a kolejne miejsca zajmowały: Nowy Jork (4,5 mln), Paryż (3,3 mln), Berlin i Chicago. Miasta chińskie spadły do drugiej dziesiątki. W połowie XX wieku prowadził już Nowy Jork (pierwszy przekroczył 10 mln), a kolejne miejsca zajmowały: Londyn, Tokio, Paryż i Szanghaj. W dziesiątce pojawiły się: Buenos Aires jako pierwsze miasto południowoamerykańskie oraz Kalkuta jako pierwsze miasto indyjskie. Była to zapowiedź tego, co się zdarzy się w drugiej połowie XX wieku - pojawienia się drugiej fali urbanizacji związanej z masowym napływem ludności do miast w Azji, Ameryce Południowej i Afryce.

Zaczęło się na Zachodzie

Pierwsza fala objęła świat zachodni już na początku XIX wieku. Była konsekwencją rewolucji przemysłowej oraz eksplozji demograficznej, a w przypadku Londynu i Paryża - także wzbogacania się metropolii dzięki podbojom kolonialnym. W szybko rozwijającej się Europie i Ameryce Północnej ludzie uciekali z zacofanej i przeludnionej wsi do miast, w których w związku z rozwojem przemysłu potrzeba było mnóstwa rąk do pracy. Te migracje przekraczały granicę krajów i kontynentów - stąd błyskawiczna kariera Nowego Jorku, Chicago czy Buenos Aires. Ale urbanizacja w stylu zachodnim przejawiała się nie tylko w powstawaniu wielkich, milionowych miast. Jej charakterystycznym rysem był rozwój licznych mniejszych ośrodków - od kilkusettysięcznych stolic regionów po maleńkie miasteczka obsługujące najbliższą okolicę.

W wielu krajach zachodnich miasta wchłonęły niemal całą ludność. W Belgii żyje w nich 97% ludzi, w Wielkiej Brytanii - 91%, w Niemczech - 88,5%, we Francji i Hiszpanii - około 78%. Ludność miejska zdecydowanie przeważa też w Australii, USA, Argentynie, Chile i Brazylii (wszędzie powyżej 80%). Co ciekawe Japonia, mimo że na jej terenie znajduje się największa metropolia świata, jest krajem średnio zurbanizowanym - około jedna trzecia ludności nadal żyje tam na wsi. Podobnie jest w Polsce, Grecji czy Austrii.

Choć wynaleźliśmy miasta, ich ekspansja przerosła najśmielsze oczekiwania. I co najważniejsze - nie sposób zatrzymać tego procesu. Czy 100 lat temu ktoś się spodziewał, że pod koniec XX wieku na Ziemi będzie pół tysiąca miast mających więcej niż milion mieszkańców? Wówczas było takich skupisk zaledwie kilka. Mamy już siedem aglomeracji z ludnością powyżej 20 mln. W każdej z nich mieszka tyle ludzi, ile dwa wieki temu żyło we wszystkich miastach świata. Komu by przyszło do głowy na początku XX wieku, że cała ówczesna ludność miejska świata zmieściłaby się dziś w 10 największych miastach? Urbanizacja to obecnie jeden z najbardziej dynamicznych procesów społecznych. Weźmy takie Lagos - największe miasto Nigerii. Sto lat temu była to mieścina licząca kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, a dziś ma ich 11 mln. Trzy czwarte z nich mieszka w slumsach.

Wielu badaczy uważa urbanizację za naturalne zjawisko towarzyszące zmianom społecznym i gospodarczym na świecie. Ludzie przenoszą się do miast, bo zapóźniona wieś nie zaspokaja ich potrzeb - zarówno tych podstawowych, jak i wyższych. Ucieczka jest jedynym sposobem na poprawę egzystencji. Dlatego szacuje się, że w roku 2050 w miastach będzie żyć już dwie trzecie ludzkości. Możliwe, że za 100 lat przeniosą się do nich prawie wszyscy mieszkańcy Ziemi. Jako gatunek dowiedlibyśmy wtedy nieograniczonej wprost elastyczności. W ciągu trzech wieków kompletnie porzucić dawny sposób życia i przenieść się do całkowicie sztucznej, stworzonej przez siebie niszy ekologicznej - to by dopiero było coś!

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 10/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2019
06/2019
Kalendarium
Lipiec
17
W 1975 r. na orbicie okołoziemskiej doszło do połączenia amerykańskiego statku kosmicznego Apollo z radzieckim Sojuzem.
Warto przeczytać
Dzięki kolejnym książkom serii "Teoretyczne minimum" piękno współczesnej fizyki stało się dostępne dla wszystkich, którym niestraszne są równania matematyczne. Najpierw ukazał się tom wyjaśniający mechanikę klasyczną, a potem książka poświęcona mechanice kwantowej.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2012-06-12
Cywilizacja megaslumsów

(Na zdjęciu: dzielnica nędzy Dharavi w środku Bombaju. Żyje w niej 600 tys. ludzi. Utrzymują się z chałupnictwa, rzemiosła i pracy najemnej w bogatszych dzielnicach)

Za ćwierć wieku w miastach będzie żyło 5 mld ludzi, z tego 2 mld będzie się gnieździć w slumsach. Dzielnice nędzy staną się więc miejscem życia co czwartego mieszkańca planety. Choć nowo przybyli klepią biedę, chętnych do przeprowadzki przybywa. Dlaczego? Odpowiedź okazuje się prosta: uciekają przed jeszcze większą nędzą.


Ludzkość masowo przenosi się do miast. Sto lat temu żyło w nich 200 mln ludzi, dziś - ponad 3 mld. W przyszłym roku po raz pierwszy w historii liczba mieszkańców miast przewyższy liczbę mieszkańców wsi. Tak prognozują autorzy tegorocznego raportu Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA). Kiedy dokładnie nastąpi ów moment, oczywiście nie wiadomo. Rzecz jednak nie w określeniu konkretnej daty, ale w uświadomieniu sobie, że żyjemy w czasach, kiedy ludzkość, która przez tysiące lat preferowała swobodną przestrzeń i wiejski styl życia w małych społecznościach, zaczyna się coraz bardziej ścieśniać w gigantycznych, podobnych do mrowisk skupiskach, z których największe liczą po kilkadziesiąt milionów osobników. Mrowiska są jednak dobrze zaplanowane, podczas gdy współczesne, żywiołowo rozwijające się metropolie to przeważnie królestwa chaosu - społecznego, architektonicznego, urbanistycznego.

W XX wieku urbanizacja nabrała szalonego tempa. W roku 1800 na Ziemi żyło 900 mln ludzi. W miastach mieszkało zaledwie 20 mln. Największym, jedynym liczącym więcej niż milion mieszkańców, był wtedy Pekin. Londyn zajmował drugą pozycję (860 tys.), a Paryż szóstą (560 tys.). Rozdzielały je: Guangzhou (Kanton), Edo (dziś Tokio) i Konstantynopol (dziś Stambuł). Sto lat później pierwszą dziesiątkę tworzyły miasta europejskie i amerykańskie, z jednym wyjątkiem - Tokio. Największa była aglomeracja Londynu (6,5 mln mieszkańców), a kolejne miejsca zajmowały: Nowy Jork (4,5 mln), Paryż (3,3 mln), Berlin i Chicago. Miasta chińskie spadły do drugiej dziesiątki. W połowie XX wieku prowadził już Nowy Jork (pierwszy przekroczył 10 mln), a kolejne miejsca zajmowały: Londyn, Tokio, Paryż i Szanghaj. W dziesiątce pojawiły się: Buenos Aires jako pierwsze miasto południowoamerykańskie oraz Kalkuta jako pierwsze miasto indyjskie. Była to zapowiedź tego, co się zdarzy się w drugiej połowie XX wieku - pojawienia się drugiej fali urbanizacji związanej z masowym napływem ludności do miast w Azji, Ameryce Południowej i Afryce.

Zaczęło się na Zachodzie

Pierwsza fala objęła świat zachodni już na początku XIX wieku. Była konsekwencją rewolucji przemysłowej oraz eksplozji demograficznej, a w przypadku Londynu i Paryża - także wzbogacania się metropolii dzięki podbojom kolonialnym. W szybko rozwijającej się Europie i Ameryce Północnej ludzie uciekali z zacofanej i przeludnionej wsi do miast, w których w związku z rozwojem przemysłu potrzeba było mnóstwa rąk do pracy. Te migracje przekraczały granicę krajów i kontynentów - stąd błyskawiczna kariera Nowego Jorku, Chicago czy Buenos Aires. Ale urbanizacja w stylu zachodnim przejawiała się nie tylko w powstawaniu wielkich, milionowych miast. Jej charakterystycznym rysem był rozwój licznych mniejszych ośrodków - od kilkusettysięcznych stolic regionów po maleńkie miasteczka obsługujące najbliższą okolicę.

W wielu krajach zachodnich miasta wchłonęły niemal całą ludność. W Belgii żyje w nich 97% ludzi, w Wielkiej Brytanii - 91%, w Niemczech - 88,5%, we Francji i Hiszpanii - około 78%. Ludność miejska zdecydowanie przeważa też w Australii, USA, Argentynie, Chile i Brazylii (wszędzie powyżej 80%). Co ciekawe Japonia, mimo że na jej terenie znajduje się największa metropolia świata, jest krajem średnio zurbanizowanym - około jedna trzecia ludności nadal żyje tam na wsi. Podobnie jest w Polsce, Grecji czy Austrii.

Choć wynaleźliśmy miasta, ich ekspansja przerosła najśmielsze oczekiwania. I co najważniejsze - nie sposób zatrzymać tego procesu. Czy 100 lat temu ktoś się spodziewał, że pod koniec XX wieku na Ziemi będzie pół tysiąca miast mających więcej niż milion mieszkańców? Wówczas było takich skupisk zaledwie kilka. Mamy już siedem aglomeracji z ludnością powyżej 20 mln. W każdej z nich mieszka tyle ludzi, ile dwa wieki temu żyło we wszystkich miastach świata. Komu by przyszło do głowy na początku XX wieku, że cała ówczesna ludność miejska świata zmieściłaby się dziś w 10 największych miastach? Urbanizacja to obecnie jeden z najbardziej dynamicznych procesów społecznych. Weźmy takie Lagos - największe miasto Nigerii. Sto lat temu była to mieścina licząca kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, a dziś ma ich 11 mln. Trzy czwarte z nich mieszka w slumsach.

Wielu badaczy uważa urbanizację za naturalne zjawisko towarzyszące zmianom społecznym i gospodarczym na świecie. Ludzie przenoszą się do miast, bo zapóźniona wieś nie zaspokaja ich potrzeb - zarówno tych podstawowych, jak i wyższych. Ucieczka jest jedynym sposobem na poprawę egzystencji. Dlatego szacuje się, że w roku 2050 w miastach będzie żyć już dwie trzecie ludzkości. Możliwe, że za 100 lat przeniosą się do nich prawie wszyscy mieszkańcy Ziemi. Jako gatunek dowiedlibyśmy wtedy nieograniczonej wprost elastyczności. W ciągu trzech wieków kompletnie porzucić dawny sposób życia i przenieść się do całkowicie sztucznej, stworzonej przez siebie niszy ekologicznej - to by dopiero było coś!