ziemia
Autor: Wojciech Pastuszka | dodano: 2014-07-14
Średniowieczna kapsuła czasu

Grafika: Jakub Zakrzewski; Stanisław Rzeźnik

www.staranieszawa.pl

Świat ogarnął nowy turystyczny szał. Tłumy przemierzają glob w poszukiwaniu miejsc znanych z książek, filmów i programów telewizyjnych.

Rzędy domów, ulice, wielki rynek, ratusz, fortyfikacje, kościoły – tak wyglądało kilkutysięczne miasto z XV w. leżące nad Wisłą naprzeciwko Torunia. Choć po średniowiecznej metropolii nie pozostał niemal żaden ślad, archeologom udało się odtworzyć jej dokładny plan –  i to bez wbijania łopaty w ziemię.

Trzy przeprowadzki

Dzisiejsza Nieszawa to niewielkie miasteczko z blisko 2 tys. mieszkańców położone na zachodnim brzegu Wisły, 30 km w górę rzeki od Torunia. Jego dzieje zaczęły się jednak w zupełnie innym miejscu. W 1230 r. książę Konrad I Mazowiecki wydzierżawił Krzyżakom niewielki gródek ziemny znany w źródłach jako castrum Nissoue (Nieszawa). Dokładna lokalizacja tego obiektu nie jest znana, ale najpewniej stał on gdzieś na terenie współczesnego lewobrzeżnego Torunia bądź w jego najbliższym otoczeniu. W XIV w. Krzyżacy porzucili przestarzałą fortyfikację i zastąpili ją kamiennym zamkiem, który zbudowali na terenie sąsiadującej z Toruniem współczesnej wsi Mała Nieszawka. Przy zamku wyrosła osada. Twierdza ta istniała niecały wiek, gdyż zgodnie z postanowieniem pokoju melneńskiego w 1422 r. Krzyżacy zgodzili się ją rozebrać i oddać Polsce ziemie na lewym brzegu Wisły. Wkrótce potem król Władysław Jagiełło ulokował naprzeciwko należącego wciąż do Krzyżaków Torunia polską osadę, która w 1425 r. otrzymała prawa miejskie i od tej pory była nazywana Nową Nieszawą, Nieszawą lub Dybowem. Obok niej król nakazał zbudować Zamek Dybowski. Jego pozostałości przetrwały do naszych czasów; można je obejrzeć w lewobrzeżnym Toruniu.

Nowe miasto rozwijało się bardzo prężnie. Szybko zaczęło konkurować z Toruniem, osłabiając jego pozycję kluczowego pośrednika w handlu Krakowa z Gdańskiem, a także potentata w lokalnym handlu solą. Wspierani przez Krzyżaków toruńscy mieszczanie nieraz najeżdżali Nieszawę, ale miasto przetrwało ich ataki. O jego losie przesądziła wielka polityka. W połowie XV w. torunianie przeszli na stronę polskiego króla i wsparli go finansowo w walce z Krzyżakami. W nagrodę w 1460 r. Kazimierz Jagiellończyk nakazał zburzenie polskiego miasta i przesiedlenie jego mieszkańców w górę Wisły.

Gdzie to miasto?

Po znajdującym się naprzeciwko Torunia mieście nie zachował się do naszych czasów żaden wyraźnie rozpoznawalny ślad. Nikt nie miał wątpliwości, że szukać należało niedaleko Zamku Dybowskiego, ale była to dość ogólna wskazówka. Nie było też wiadomo, czy z Nieszawy cokolwiek pozostało.

– Gdy pracowaliśmy w latach 90. na Zamku Dybowskim, dostaliśmy od konserwatora zabytków zlecenie poszukania śladów Nieszawy i wyznaczenia jej zasięgu – opowiada Lidia Grzeszkiewicz-Kotlewska z Torunia, która prowadzi własną firmę archeologiczną. Przez kilka sezonów niewielkie wykopy sondażowe oraz badania powierzchniowe (szukanie leżących na ziemi fragmentów ceramiki, cegieł i innych zabytków) nie przyniosły żadnych efektów. – W końcu przy 13. sondażu natrafiliśmy na pozostałości spalonego budynku. Prawdopodobnie spłonął wskutek napaści Krzyżaków z 1430 r., kiedy pożar strawił część Nieszawy. Dom szybko jednak odbudowano – kontynuuje ­Grzeszkiewicz-Kotlewska. W piwniczce budynku wciąż leżały nożyce i sierp pozostawione tam przez mieszkańców.

W kolejnych latach archeolog udało się odnaleźć cmentarz, a obok niego ślad w ziemi (negatyw) po kościele pw. św. Mikołaja, który przetrwał likwidację miasta i stał aż do XVIII w. Trwające kilka lat badania nie pozwoliły jednak określić granic Nieszawy i uchwycić większych fragmentów zabudowy, co pozwoliłoby odczytać układ miasta. Należało zastosować inne metody.

Zajął się tym archeolog Wiesław Stępień, specjalizujący się w archeologii lotniczej. Przez kilka lat latał nad Zamkiem Dybowskim i okolicznymi polami, cierpliwie wykonując kolejne zdjęcia z powietrza. –  W ­ archeologii lotniczej nie jest tak, że wszystko pojawia się za jednym zamachem – tłumaczy Stępień. – Dopiero w trzecim albo czwartym sezonie ujawniły się miejsca z widoczną różnicą w zabarwieniu roślin, co mogło wskazywać na podziemne pozostałości dawnej zabudowy. Minęło jednak jeszcze parę lat, zanim kolejne zdjęcia potwierdziły te obserwacje. W końcu nabrałem pewności, że odkryłem ślady Nieszawy – opowiada.

Nieszawa zaskakuje

Swoje ustalenia Wiesław Stępień zaprezentował w 2011 r. podczas międzynarodowej konferencji AARG (Aerial Archaeology Research Group) w Poznaniu. Po wystąpieniu podeszli do niego dwaj młodzi archeolodzy Piotr Wroniecki oraz Michał Pisz i zasugerowali, że warto przeprowadzić badania geofizyczne. Dzięki pomocy Aleksandra Andrzejewskiego z łódzkiego oddziału Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich oraz Lidii Grzeszkiewicz-Kotlewskiej udało się szybko przygotować projekt badawczy i zdobyć dofinansowanie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Dziedzictwo kulturowe – Ochrona zabytków archeologicznych.

Latem następnego roku na pola wokół Zamku Dybowskiego wkroczyła grupa archeologów uzbrojona w urządzenia do pomiarów geofizycznych. Główną „bronią” miały być magnetometry pozwalające wyłapać anomalie magnetyczne, których źródłem są podziemne struktury – pozostałości fundamentów i wkopów związanych z dawnym osadnictwem.

– Po kilku dniach pomiarów w miejscu wyróżników roślinnych, widocznych na zdjęciach pana ­ Stępnia, odkryliśmy całe miasto. Mieliśmy rynek, zwartą zabudowę i budynek, zapewne ratusz. Nie było to wielkie miasto, ale eksperci, z którymi konsultowaliśmy się przed badaniami, zakładali, że tak właśnie będzie. Pozostało nam już tylko uchwycić granice miasta. Na południu i wschodzie nie było nic, ale gdy ruszyliśmy na zachód, nagle pojawiły się liczne anomalie. Znaleźliśmy więcej domów, jeszcze większy rynek i kolejny „ratusz” – relacjonuje kierownik badań Piotr Wroniecki. – Okazało się, że na zdjęciach lotniczych widzieliśmy tylko jeden z pięciu kwartałów miasta! Nikt z nas nie przypuszczał, że Nieszawa była tak imponująca.

Łącznie w latach 2012–2013 czterech archeologów pokonało na nieszawskich polach 355 km. Dzięki temu uzyskali dokładny obraz anomalii magnetycznych na obszarze 32 ha. W wybranych miejscach uzupełnili wyniki metodami pomiarów elektrooporowych i podatności magnetycznej gleby oraz zdjęciami termowizyjnymi wykonywanymi ze zdalnie sterowanego drona z podczepionym aparatem. Wyniki okazały się imponujące.

– Doskonale czytelny układ zabudowy średniowiecznego miasta z regularnym, dużym placem rynkowym jest zamkniętym w bursztynie komarem. Miasto funkcjonowało stosunkowo krótko i ominęły je nowożytne przekształcenia i przebudowy. Znaczenie tego stanowiska dla archeologii średniowiecznych miast jest trudne do przecenienia – komentuje efekty badań dr Jerzy Sikora z Uniwersytetu Łódzkiego.

– Metody geofizyczne nie zawsze dają tak doskonałe rezultaty. W tym wypadku nie było zakłóceń od współczesnych budowli i instalacji, bo od wieków jest to teren rolniczy. Dzięki temu badania wyszły tak spektakularnie, a pozostałości miasta rysują się bardzo wyraźnie – przyznaje Piotr Wroniecki.

Średniowieczne miasto z komputera

Uzyskany plan był na tyle dokładny, że naukowcy pokusili się o stworzenie trójwymiarowej rekonstrukcji przypuszczalnego wyglądu Nieszawy. W tworzeniu wizualizacji oparli się na źródłach historycznych i archeologicznych oraz konsultacjach ze specjalistami z dziedziny archeologii średniowiecza z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Łódzkiego. – Otrzymany model ma charakter otwarty, zachęcający do ­dyskusji na temat domniemanego wyglądu XV-wiecznej Nieszawy – podkreśla Piotr Wroniecki.

Centralnym punktem miasta był rynek o wymiarach 140 na 140 m, na którym stał ratusz, a także najpewniej kramy, waga miejska i inne konstrukcje znane z rynków średniowiecznych miast. Otwarte place, które mogły służyć jako targowiska, znajdowały się także w kilku innych częściach miasta. Z rynku w stronę południową, wschodnią i zachodnią wiodły drogi, tworzące osie komunikacyjne. Między nimi znajdowały się prostokątne parcele. Zabudowa była zwarta, a większość domów miała najpewniej ­konstrukcję ­szachulcową (drewniany szkielet wypełniany najczęściej gliną wymieszaną z sieczką, trocinami lub wiórami). Wśród właścicieli działek było wielu przedstawicieli elit Królestwa Polskiego, w tym ­Stanisław Ciołek herbu Ciołek – biskup poznański, sekretarz królewski i podkanclerzy królewski ­Władysława Jagiełły.

Odkryty przez Lidię Grzeszkiewicz-Kotlewską kościół św. Mikołaja był trochę odsunięty od zwartej zabudowy miasta. Nie udało się za to wciąż zlokalizować innych obiektów sakralnych, w tym kościoła pw. św. Jadwigi, przeniesionego pod koniec XV w. do współczesnej Nieszawy.

Archeologów zaskoczyło też uchwycenie zaburzeń sugerujących istnienie umocnień (najpewniej ziemnych), które okalały miasto od zachodniej i południowej strony. Niestety, nie da się prześledzić ich przebiegu na całym obwodzie, ale archeolodzy przypuszczają, że fortyfikacje ciągnęły się od brzegu ­Wisły na zachodzie aż po rejon Zamku Dybowskiego, który chronił miasto od wschodu. Udało się również wstępnie zlokalizować bramy wjazdowe, z których najwyraźniej uchwycona jest zachodnia, wkomponowana w umocnienia. Uzyskane dane wskazują także na obecność połączonej z Wisłą fosy w północno-zachodnim narożniku miasta.

W ocenie archeologów Nieszawa, ­jawiąca się jako kilkutysięczne miasto handlowe, ze zwartą zabudową, olbrzymim rynkiem, wyraźnie zarysowanymi dzielnicami, regularnym układem ulic, przestrzenią handlową i produkcyjną oraz zwartym systemem fortyfikacji, była prężną metropolią. Jej stworzenie wymagało wielkiego zaangażowania Królestwa Polskiego i mieszkańców miasta.

– Plan widoczny dzięki badaniom geofizycznym jest prawie identyczny z planem XV-wiecznej ­ Warszawy. To pokazuje, jak szybko Nieszawa się rozwinęła i jak wiele wysiłku włożono w jej budowę – pod­kreśla Wroniecki.

Badacze oceniają, że próba stworzenia w tym miejscu potężnego ośrodka handlowego była wyzwaniem rzuconym Zakonowi przez polskiego króla. Mieszkańcy Torunia i załoga stojącego w tym mieście krzyżackiego zamku codziennie widzieli, jak po drugiej stronie Wisły szybko rośnie konkurencyjne miasto, i rozumieli, że inwestycja ta ma osłabić dochody, jakie ­Toruń ­czerpał z wiślanego szlaku handlowego.

Co dalej?

Badania naszych archeologów doceniono także za granicą. Podczas X Międzynarodowej Konferencji Prospekcji Archeologicznej w Wiedniu prezentowany przez realizatorów badań Nieszawy (Piotra ­Wronieckiego, Marcina Jaworskiego, Michała Pisza, Stanisława ­Rzeźnika i Wiesława Stępnia) referat „Nieszawa: a ­forgotten medieval city in Poland discovered with the use of remote sensing techniques” otrzymał nagrodę Best Paper Award za najlepszą prezentowaną podczas konferencji pracę. Naukowcy nie spoczęli jednak na laurach i w tym roku będą ponownie prowadzić w Nieszawie badania geofizyczne.

– Sądzimy, że samo miasto raczej rozpoznaliśmy już w całości, aczkolwiek można by zapewne uzyskać dużo więcej szczegółów. Chcemy jeszcze sprawdzić granice Nieszawy – mówi Piotr Wroniecki. Wśród planów jest też przebadanie okolic krzyżackiego zamku w Małej Nieszawce. Archeolodzy liczą, że uda się tam znaleźć jakieś ślady poprzednika polskiej Nieszawy. Nad okolicą regularnie pojawia się też samolot z uzbrojonym w aparat Wiesławem Stępniem.

– Przypuszczam, że przed panami jeszcze trochę niespodzianek. Bardzo możliwe, że cały obszar między Zamkiem Dybowskim a zamkiem w Małej Nieszawce kryje pozostałości średniowiecznego osadnictwa. Podczas moich badań na Zamku Dybowskim okazało się, że Jagiełło zbudował go na wcześniejszych murach pochodzących zapewne z XIII w., więc coś tam było już w czasie istnienia krzyżackiego zamku w Małej Nieszawce – mówi Lidia Grzeszkiewicz-Kotlewska.

Archeolodzy nie planują odkopywania całego miasta. – Bardzo byśmy chcieli, ale trzeba mieć świadomość, że wykopaliska, w odróżnieniu od badań geofizycznych, bezpowrotnie niszczą odkrywane warstwy – przyznaje Piotr Wroniecki. Są też dużo droższe. Oprócz samych wykopalisk trzeba też sfinansować konserwację wydobytych z ziemi przedmiotów, a w stosunkowo wilgotnych ziemiach nad brzegiem Wisły może leżeć wiele zabytków organicznych zachowanych w dobrym stanie, które po wyjęciu z ziemi zaczęłyby się szybko rozpadać. Możliwe jednak, że w przyszłości dojdzie do niewielkich wykopalisk w wybranych miejscach, by zweryfikować interpretacje poczynione na podstawie dotąd uzyskanych danych.

– Z perspektywy badań archeologicznych stanowisko utożsamiane ze średniowieczną Nieszawą jest unikatowe. Było to bardzo prężne, jak na owe czasy, miasto, które funkcjonowało zaledwie przez około 35 lat – mówi Piotr Wroniecki. – Później tereny te nigdy nie były już zabudowane, także dziś są tu tylko pola uprawne. Dzięki temu odkryliśmy coś niezwyk­łego – to prawdziwa „kapsuła czasu".

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 08/2014 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2019
06/2019
Kalendarium
Lipiec
17
W 1967 r. na Księżycu rozbiła się amerykańska sonda Surveyor 4.
Warto przeczytać
Dzięki kolejnym książkom serii "Teoretyczne minimum" piękno współczesnej fizyki stało się dostępne dla wszystkich, którym niestraszne są równania matematyczne. Najpierw ukazał się tom wyjaśniający mechanikę klasyczną, a potem książka poświęcona mechanice kwantowej.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Wojciech Pastuszka | dodano: 2014-07-14
Średniowieczna kapsuła czasu

Grafika: Jakub Zakrzewski; Stanisław Rzeźnik

www.staranieszawa.pl

Świat ogarnął nowy turystyczny szał. Tłumy przemierzają glob w poszukiwaniu miejsc znanych z książek, filmów i programów telewizyjnych.

Rzędy domów, ulice, wielki rynek, ratusz, fortyfikacje, kościoły – tak wyglądało kilkutysięczne miasto z XV w. leżące nad Wisłą naprzeciwko Torunia. Choć po średniowiecznej metropolii nie pozostał niemal żaden ślad, archeologom udało się odtworzyć jej dokładny plan –  i to bez wbijania łopaty w ziemię.

Trzy przeprowadzki

Dzisiejsza Nieszawa to niewielkie miasteczko z blisko 2 tys. mieszkańców położone na zachodnim brzegu Wisły, 30 km w górę rzeki od Torunia. Jego dzieje zaczęły się jednak w zupełnie innym miejscu. W 1230 r. książę Konrad I Mazowiecki wydzierżawił Krzyżakom niewielki gródek ziemny znany w źródłach jako castrum Nissoue (Nieszawa). Dokładna lokalizacja tego obiektu nie jest znana, ale najpewniej stał on gdzieś na terenie współczesnego lewobrzeżnego Torunia bądź w jego najbliższym otoczeniu. W XIV w. Krzyżacy porzucili przestarzałą fortyfikację i zastąpili ją kamiennym zamkiem, który zbudowali na terenie sąsiadującej z Toruniem współczesnej wsi Mała Nieszawka. Przy zamku wyrosła osada. Twierdza ta istniała niecały wiek, gdyż zgodnie z postanowieniem pokoju melneńskiego w 1422 r. Krzyżacy zgodzili się ją rozebrać i oddać Polsce ziemie na lewym brzegu Wisły. Wkrótce potem król Władysław Jagiełło ulokował naprzeciwko należącego wciąż do Krzyżaków Torunia polską osadę, która w 1425 r. otrzymała prawa miejskie i od tej pory była nazywana Nową Nieszawą, Nieszawą lub Dybowem. Obok niej król nakazał zbudować Zamek Dybowski. Jego pozostałości przetrwały do naszych czasów; można je obejrzeć w lewobrzeżnym Toruniu.

Nowe miasto rozwijało się bardzo prężnie. Szybko zaczęło konkurować z Toruniem, osłabiając jego pozycję kluczowego pośrednika w handlu Krakowa z Gdańskiem, a także potentata w lokalnym handlu solą. Wspierani przez Krzyżaków toruńscy mieszczanie nieraz najeżdżali Nieszawę, ale miasto przetrwało ich ataki. O jego losie przesądziła wielka polityka. W połowie XV w. torunianie przeszli na stronę polskiego króla i wsparli go finansowo w walce z Krzyżakami. W nagrodę w 1460 r. Kazimierz Jagiellończyk nakazał zburzenie polskiego miasta i przesiedlenie jego mieszkańców w górę Wisły.

Gdzie to miasto?

Po znajdującym się naprzeciwko Torunia mieście nie zachował się do naszych czasów żaden wyraźnie rozpoznawalny ślad. Nikt nie miał wątpliwości, że szukać należało niedaleko Zamku Dybowskiego, ale była to dość ogólna wskazówka. Nie było też wiadomo, czy z Nieszawy cokolwiek pozostało.

– Gdy pracowaliśmy w latach 90. na Zamku Dybowskim, dostaliśmy od konserwatora zabytków zlecenie poszukania śladów Nieszawy i wyznaczenia jej zasięgu – opowiada Lidia Grzeszkiewicz-Kotlewska z Torunia, która prowadzi własną firmę archeologiczną. Przez kilka sezonów niewielkie wykopy sondażowe oraz badania powierzchniowe (szukanie leżących na ziemi fragmentów ceramiki, cegieł i innych zabytków) nie przyniosły żadnych efektów. – W końcu przy 13. sondażu natrafiliśmy na pozostałości spalonego budynku. Prawdopodobnie spłonął wskutek napaści Krzyżaków z 1430 r., kiedy pożar strawił część Nieszawy. Dom szybko jednak odbudowano – kontynuuje ­Grzeszkiewicz-Kotlewska. W piwniczce budynku wciąż leżały nożyce i sierp pozostawione tam przez mieszkańców.

W kolejnych latach archeolog udało się odnaleźć cmentarz, a obok niego ślad w ziemi (negatyw) po kościele pw. św. Mikołaja, który przetrwał likwidację miasta i stał aż do XVIII w. Trwające kilka lat badania nie pozwoliły jednak określić granic Nieszawy i uchwycić większych fragmentów zabudowy, co pozwoliłoby odczytać układ miasta. Należało zastosować inne metody.

Zajął się tym archeolog Wiesław Stępień, specjalizujący się w archeologii lotniczej. Przez kilka lat latał nad Zamkiem Dybowskim i okolicznymi polami, cierpliwie wykonując kolejne zdjęcia z powietrza. –  W ­ archeologii lotniczej nie jest tak, że wszystko pojawia się za jednym zamachem – tłumaczy Stępień. – Dopiero w trzecim albo czwartym sezonie ujawniły się miejsca z widoczną różnicą w zabarwieniu roślin, co mogło wskazywać na podziemne pozostałości dawnej zabudowy. Minęło jednak jeszcze parę lat, zanim kolejne zdjęcia potwierdziły te obserwacje. W końcu nabrałem pewności, że odkryłem ślady Nieszawy – opowiada.

Nieszawa zaskakuje

Swoje ustalenia Wiesław Stępień zaprezentował w 2011 r. podczas międzynarodowej konferencji AARG (Aerial Archaeology Research Group) w Poznaniu. Po wystąpieniu podeszli do niego dwaj młodzi archeolodzy Piotr Wroniecki oraz Michał Pisz i zasugerowali, że warto przeprowadzić badania geofizyczne. Dzięki pomocy Aleksandra Andrzejewskiego z łódzkiego oddziału Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich oraz Lidii Grzeszkiewicz-Kotlewskiej udało się szybko przygotować projekt badawczy i zdobyć dofinansowanie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Dziedzictwo kulturowe – Ochrona zabytków archeologicznych.

Latem następnego roku na pola wokół Zamku Dybowskiego wkroczyła grupa archeologów uzbrojona w urządzenia do pomiarów geofizycznych. Główną „bronią” miały być magnetometry pozwalające wyłapać anomalie magnetyczne, których źródłem są podziemne struktury – pozostałości fundamentów i wkopów związanych z dawnym osadnictwem.

– Po kilku dniach pomiarów w miejscu wyróżników roślinnych, widocznych na zdjęciach pana ­ Stępnia, odkryliśmy całe miasto. Mieliśmy rynek, zwartą zabudowę i budynek, zapewne ratusz. Nie było to wielkie miasto, ale eksperci, z którymi konsultowaliśmy się przed badaniami, zakładali, że tak właśnie będzie. Pozostało nam już tylko uchwycić granice miasta. Na południu i wschodzie nie było nic, ale gdy ruszyliśmy na zachód, nagle pojawiły się liczne anomalie. Znaleźliśmy więcej domów, jeszcze większy rynek i kolejny „ratusz” – relacjonuje kierownik badań Piotr Wroniecki. – Okazało się, że na zdjęciach lotniczych widzieliśmy tylko jeden z pięciu kwartałów miasta! Nikt z nas nie przypuszczał, że Nieszawa była tak imponująca.

Łącznie w latach 2012–2013 czterech archeologów pokonało na nieszawskich polach 355 km. Dzięki temu uzyskali dokładny obraz anomalii magnetycznych na obszarze 32 ha. W wybranych miejscach uzupełnili wyniki metodami pomiarów elektrooporowych i podatności magnetycznej gleby oraz zdjęciami termowizyjnymi wykonywanymi ze zdalnie sterowanego drona z podczepionym aparatem. Wyniki okazały się imponujące.

– Doskonale czytelny układ zabudowy średniowiecznego miasta z regularnym, dużym placem rynkowym jest zamkniętym w bursztynie komarem. Miasto funkcjonowało stosunkowo krótko i ominęły je nowożytne przekształcenia i przebudowy. Znaczenie tego stanowiska dla archeologii średniowiecznych miast jest trudne do przecenienia – komentuje efekty badań dr Jerzy Sikora z Uniwersytetu Łódzkiego.

– Metody geofizyczne nie zawsze dają tak doskonałe rezultaty. W tym wypadku nie było zakłóceń od współczesnych budowli i instalacji, bo od wieków jest to teren rolniczy. Dzięki temu badania wyszły tak spektakularnie, a pozostałości miasta rysują się bardzo wyraźnie – przyznaje Piotr Wroniecki.

Średniowieczne miasto z komputera

Uzyskany plan był na tyle dokładny, że naukowcy pokusili się o stworzenie trójwymiarowej rekonstrukcji przypuszczalnego wyglądu Nieszawy. W tworzeniu wizualizacji oparli się na źródłach historycznych i archeologicznych oraz konsultacjach ze specjalistami z dziedziny archeologii średniowiecza z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Łódzkiego. – Otrzymany model ma charakter otwarty, zachęcający do ­dyskusji na temat domniemanego wyglądu XV-wiecznej Nieszawy – podkreśla Piotr Wroniecki.

Centralnym punktem miasta był rynek o wymiarach 140 na 140 m, na którym stał ratusz, a także najpewniej kramy, waga miejska i inne konstrukcje znane z rynków średniowiecznych miast. Otwarte place, które mogły służyć jako targowiska, znajdowały się także w kilku innych częściach miasta. Z rynku w stronę południową, wschodnią i zachodnią wiodły drogi, tworzące osie komunikacyjne. Między nimi znajdowały się prostokątne parcele. Zabudowa była zwarta, a większość domów miała najpewniej ­konstrukcję ­szachulcową (drewniany szkielet wypełniany najczęściej gliną wymieszaną z sieczką, trocinami lub wiórami). Wśród właścicieli działek było wielu przedstawicieli elit Królestwa Polskiego, w tym ­Stanisław Ciołek herbu Ciołek – biskup poznański, sekretarz królewski i podkanclerzy królewski ­Władysława Jagiełły.

Odkryty przez Lidię Grzeszkiewicz-Kotlewską kościół św. Mikołaja był trochę odsunięty od zwartej zabudowy miasta. Nie udało się za to wciąż zlokalizować innych obiektów sakralnych, w tym kościoła pw. św. Jadwigi, przeniesionego pod koniec XV w. do współczesnej Nieszawy.

Archeologów zaskoczyło też uchwycenie zaburzeń sugerujących istnienie umocnień (najpewniej ziemnych), które okalały miasto od zachodniej i południowej strony. Niestety, nie da się prześledzić ich przebiegu na całym obwodzie, ale archeolodzy przypuszczają, że fortyfikacje ciągnęły się od brzegu ­Wisły na zachodzie aż po rejon Zamku Dybowskiego, który chronił miasto od wschodu. Udało się również wstępnie zlokalizować bramy wjazdowe, z których najwyraźniej uchwycona jest zachodnia, wkomponowana w umocnienia. Uzyskane dane wskazują także na obecność połączonej z Wisłą fosy w północno-zachodnim narożniku miasta.

W ocenie archeologów Nieszawa, ­jawiąca się jako kilkutysięczne miasto handlowe, ze zwartą zabudową, olbrzymim rynkiem, wyraźnie zarysowanymi dzielnicami, regularnym układem ulic, przestrzenią handlową i produkcyjną oraz zwartym systemem fortyfikacji, była prężną metropolią. Jej stworzenie wymagało wielkiego zaangażowania Królestwa Polskiego i mieszkańców miasta.

– Plan widoczny dzięki badaniom geofizycznym jest prawie identyczny z planem XV-wiecznej ­ Warszawy. To pokazuje, jak szybko Nieszawa się rozwinęła i jak wiele wysiłku włożono w jej budowę – pod­kreśla Wroniecki.

Badacze oceniają, że próba stworzenia w tym miejscu potężnego ośrodka handlowego była wyzwaniem rzuconym Zakonowi przez polskiego króla. Mieszkańcy Torunia i załoga stojącego w tym mieście krzyżackiego zamku codziennie widzieli, jak po drugiej stronie Wisły szybko rośnie konkurencyjne miasto, i rozumieli, że inwestycja ta ma osłabić dochody, jakie ­Toruń ­czerpał z wiślanego szlaku handlowego.

Co dalej?

Badania naszych archeologów doceniono także za granicą. Podczas X Międzynarodowej Konferencji Prospekcji Archeologicznej w Wiedniu prezentowany przez realizatorów badań Nieszawy (Piotra ­Wronieckiego, Marcina Jaworskiego, Michała Pisza, Stanisława ­Rzeźnika i Wiesława Stępnia) referat „Nieszawa: a ­forgotten medieval city in Poland discovered with the use of remote sensing techniques” otrzymał nagrodę Best Paper Award za najlepszą prezentowaną podczas konferencji pracę. Naukowcy nie spoczęli jednak na laurach i w tym roku będą ponownie prowadzić w Nieszawie badania geofizyczne.

– Sądzimy, że samo miasto raczej rozpoznaliśmy już w całości, aczkolwiek można by zapewne uzyskać dużo więcej szczegółów. Chcemy jeszcze sprawdzić granice Nieszawy – mówi Piotr Wroniecki. Wśród planów jest też przebadanie okolic krzyżackiego zamku w Małej Nieszawce. Archeolodzy liczą, że uda się tam znaleźć jakieś ślady poprzednika polskiej Nieszawy. Nad okolicą regularnie pojawia się też samolot z uzbrojonym w aparat Wiesławem Stępniem.

– Przypuszczam, że przed panami jeszcze trochę niespodzianek. Bardzo możliwe, że cały obszar między Zamkiem Dybowskim a zamkiem w Małej Nieszawce kryje pozostałości średniowiecznego osadnictwa. Podczas moich badań na Zamku Dybowskim okazało się, że Jagiełło zbudował go na wcześniejszych murach pochodzących zapewne z XIII w., więc coś tam było już w czasie istnienia krzyżackiego zamku w Małej Nieszawce – mówi Lidia Grzeszkiewicz-Kotlewska.

Archeolodzy nie planują odkopywania całego miasta. – Bardzo byśmy chcieli, ale trzeba mieć świadomość, że wykopaliska, w odróżnieniu od badań geofizycznych, bezpowrotnie niszczą odkrywane warstwy – przyznaje Piotr Wroniecki. Są też dużo droższe. Oprócz samych wykopalisk trzeba też sfinansować konserwację wydobytych z ziemi przedmiotów, a w stosunkowo wilgotnych ziemiach nad brzegiem Wisły może leżeć wiele zabytków organicznych zachowanych w dobrym stanie, które po wyjęciu z ziemi zaczęłyby się szybko rozpadać. Możliwe jednak, że w przyszłości dojdzie do niewielkich wykopalisk w wybranych miejscach, by zweryfikować interpretacje poczynione na podstawie dotąd uzyskanych danych.

– Z perspektywy badań archeologicznych stanowisko utożsamiane ze średniowieczną Nieszawą jest unikatowe. Było to bardzo prężne, jak na owe czasy, miasto, które funkcjonowało zaledwie przez około 35 lat – mówi Piotr Wroniecki. – Później tereny te nigdy nie były już zabudowane, także dziś są tu tylko pola uprawne. Dzięki temu odkryliśmy coś niezwyk­łego – to prawdziwa „kapsuła czasu".