wszechświat
Autor: am | dodano: 2014-08-20
Sankcje w komosie

[Amerykański astronauta Jeffrey Williams we wnętrzu statku Sojuz TMA-8. Fot. NASA]

Od czasu, gdy Stany Zjednoczone zrezygnowały z programu kosmicznych wahadłowców (ostatni lot promu odbył się w 2011 r.), Międzynarodowa Stancja Kosmiczna (ISS) jest całkowicie uzależniona od rosyjskich statków transportowych Sojuz.


Amerykańsko-rosyjska współpraca przy programach kosmicznych rozpoczęła się wraz z końcem kosmicznego wyścigu, którego kulminacyjnym punktem było lądowanie amerykańskich astronautów na Księżycu. Jednak obecnie Amerykanie nie tyle kooperują z rosyjskim partnerem, ile są od niego uzależnieni. Wstrzymanie niektórych działań NASA w związku z nałożonymi na Rosję sankcjami spowodowało ostrą ripostę odpowiedzialnego za przemysł zbrojeniowy i kosmiczny wicepremiera Rosji, Dmitrija Rogozina, który zasugerował, by Stany Zjednoczone dostarczały astronautów na ISS za pomocą trampoliny. Jeśli napięcie będzie wzrastać, trudno wykluczyć, że Rosja ostatecznie odmówi współpracy, uziemiając tym samym astronautów i stawiając NASA przed bardzo poważnym i trudnym do rozwiązania problemem. Oczywiście, również dla Rosji skutki byłby przykre – transport każdego astronauty na stację kosztuje Stany Zjednoczone ponad 60 milionów dolarów.

Jednak kłopoty nie kończą na obsłudze Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Rakiety Altas V, za pomocą których Amerykanie umieszczają na orbicie satelity wojskowe i szpiegowskie są napędzane sprowadzanymi z Rosji silnikami RD-180s. Innymi słowy – jakkolwiek brzmi to absurdalnie – Stany Zjednoczone potrzebują rosyjskiej techniki, by szpiegować Rosjan. Co więcej, miliardy dolarów, które Rosja zarabia na "kosmicznych" dostawach do Stanów Zjednoczonych, mogą być z powodzeniem wykorzystywane do działań skierowanych przeciw Ukrainie; jednym słowem, koło się zamyka. Jeśli dodać do tego niedwuznaczne sugestie Dmitrija Rogozina, że Rosja może z powodzeniem uczestniczyć w chińskim programie kosmicznym i jej współpraca z Amerykanami w ramach obsługi ISS może zakończyć się (całkiem niezależnie od skutków rosyjsko-ukraińskiego konfliktu) już w 2020 r., będzie trzeba stwierdzić, że przyszłość amerykańskiej kosmonautyki nie wygląda zbyt optymistycznie. 

Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
03/2021
02/2021
Kalendarium
Marzec
1
W 1873 r. w USA rozpoczęła się masowa produkcja maszyn do pisania.
Warto przeczytać
Sztuczna inteligencja to kolejna publikacja wydana wz oksfordzkiej serii „Krótkie Wprowadzenie”, która w zwięzły i przystępny sposób prezentuje wybrane zagadnienia.

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: am | dodano: 2014-08-20
Sankcje w komosie

[Amerykański astronauta Jeffrey Williams we wnętrzu statku Sojuz TMA-8. Fot. NASA]

Od czasu, gdy Stany Zjednoczone zrezygnowały z programu kosmicznych wahadłowców (ostatni lot promu odbył się w 2011 r.), Międzynarodowa Stancja Kosmiczna (ISS) jest całkowicie uzależniona od rosyjskich statków transportowych Sojuz.


Amerykańsko-rosyjska współpraca przy programach kosmicznych rozpoczęła się wraz z końcem kosmicznego wyścigu, którego kulminacyjnym punktem było lądowanie amerykańskich astronautów na Księżycu. Jednak obecnie Amerykanie nie tyle kooperują z rosyjskim partnerem, ile są od niego uzależnieni. Wstrzymanie niektórych działań NASA w związku z nałożonymi na Rosję sankcjami spowodowało ostrą ripostę odpowiedzialnego za przemysł zbrojeniowy i kosmiczny wicepremiera Rosji, Dmitrija Rogozina, który zasugerował, by Stany Zjednoczone dostarczały astronautów na ISS za pomocą trampoliny. Jeśli napięcie będzie wzrastać, trudno wykluczyć, że Rosja ostatecznie odmówi współpracy, uziemiając tym samym astronautów i stawiając NASA przed bardzo poważnym i trudnym do rozwiązania problemem. Oczywiście, również dla Rosji skutki byłby przykre – transport każdego astronauty na stację kosztuje Stany Zjednoczone ponad 60 milionów dolarów.

Jednak kłopoty nie kończą na obsłudze Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Rakiety Altas V, za pomocą których Amerykanie umieszczają na orbicie satelity wojskowe i szpiegowskie są napędzane sprowadzanymi z Rosji silnikami RD-180s. Innymi słowy – jakkolwiek brzmi to absurdalnie – Stany Zjednoczone potrzebują rosyjskiej techniki, by szpiegować Rosjan. Co więcej, miliardy dolarów, które Rosja zarabia na "kosmicznych" dostawach do Stanów Zjednoczonych, mogą być z powodzeniem wykorzystywane do działań skierowanych przeciw Ukrainie; jednym słowem, koło się zamyka. Jeśli dodać do tego niedwuznaczne sugestie Dmitrija Rogozina, że Rosja może z powodzeniem uczestniczyć w chińskim programie kosmicznym i jej współpraca z Amerykanami w ramach obsługi ISS może zakończyć się (całkiem niezależnie od skutków rosyjsko-ukraińskiego konfliktu) już w 2020 r., będzie trzeba stwierdzić, że przyszłość amerykańskiej kosmonautyki nie wygląda zbyt optymistycznie.