człowiek
Autor: Bartosz Nowacki | dodano: 2014-09-19
Kłamstwo jako broń

 

 






 

 

 

 

 



Fot. Indigo Images

Oczernianie wroga albo konkurenta już wieki temu należało do arsenału ulubionych środków władców, polityków czy nawet kupców. Każdy sposób był dobry, by pognębić znienawidzonego przeciwnika. Najczęściej ofiarami kłamców padali sąsiedzi.

Dzisiaj, w czasach krwawej wojny domowej w Syrii i Iraku oraz konfliktu na Ukrainie, nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak wielkie znaczenie ma wojna informacyjna – wypieranie się własnych nieczystych działań, szkalowanie przeciwnika, zrzucanie na niego odpowiedzialności za konfrontację. Wystarczy przypomnieć, jak nikt nie chciał przyznać się do użycia broni chemicznej w Syrii, jak przedstawiciele Rosji twierdzili, że ich państwo nie ma nic wspólnego z dobrze uzbrojonymi „zielonymi ludzikami” na Krymie albo jak wszystkie strony zaangażowane w wojnę domową na Ukrainie natychmiast zaczęły przekonywać światową opinię publiczną, że to strona przeciwna odpowiada za zestrzelenie malezyjskiego samolotu pasażerskiego.

Kłamstwo i propaganda nie są współczesnym wynalazkiem. Można wręcz pokusić się o tezę, że kłamstwa zaczęto upowszechniać, gdy tylko pojawiły się pierwsze dokumenty relacjonujące losy państw i dokonania władców. Jaki król zlecający opisanie historii swoich podbojów przyznałby się, że napadł na sąsiednie państwo lub lud, by odebrać mu jego bogactwa, albo że chciał zaspokoić żądzę łupów swoich popleczników i sojuszników? Sprytniej było najpierw obarczyć napadniętych jakąś winą za prawdziwe lub domniemane zbrodnie, pokazać, że ich czyny nie podobają się bogom, albo po prostu przedstawić wrogów jako podłe kreatury, zagrażające nam lub naszym interesom. Wtedy zaatakowanie przeciwnika stawało się wręcz obowiązkiem władcy i nikt nie mógł mu zarzucić, że prowadzi krwawą wojnę dla własnej korzyści. A pokonani bądź zdominowani często znikali potem z kart historii, nie mogąc przedstawić swojej wersji wydarzeń. Stąd trafne powiedzenie ­Churchilla, że „historia jest pisana przez zwycięzców”. By się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć po kilka starożytnych przykładów.

Źli Filistyni

Od końca II tysiąclecia p.n.e. w Kanaanie (dziś Palestyna) żyli obok siebie Filistyni i Hebrajczycy. Czytając Stary Testament, można dojść do wniosku, że ludy te trwały w odwiecznym konflikcie i stale prowadziły ze sobą wojny. Oczywiście z winy Filistynów, którzy bezwzględnie uciskali i prześladowali Hebrajczyków. To jednak nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Filistyni byli niesemickimi mieszkańcami Kanaanu; trafili tam w wyniku wędrówek Ludów Morza, które w XII w. p.n.e. opuściły Grecję i przez Anatolię ruszyły w kierunku Egiptu. Gdy zostali pobici i odparci przez wojska egipskie, osiedlili się wśród Kananejczyków. Nie było to jednak całe plemię, lecz stosunkowo nieliczna elita wojskowa, która porozumiała się z miejscową arystokracją i wchodziła z nią w związki rodzinne. Powstała nowa wspólna kultura filisto-­ kananejska, łącząca lokalne tradycje z elementami arystokratycznej kultury przybyszy. Jej przejawem były nowe formy architektury, nieznane dotąd symbole królewskie, np. rytuał picia wina, rydwan oraz zaawansowane technologie, głównie metalurgiczne.

Z kolei pierwsza wzmianka o ludzie Izraela pochodzi ze steli faraona Merenptaha z końca XIII w. p.n.e. Zalążek państwa Hebrajczyków pojawił się jednak dopiero w drugiej połowie X w. p.n.e. Wówczas, choć większość obszaru późniejszego Królestwa Judy była pod ścisłą kontrolą Filistynów, wbrew przekazom biblijnym Hebrajczycy nie mieli z tym większego problemu. Historycy nie natrafili bowiem na żadne ślady konfliktu filistyńsko-hebrajskiego. Badacze przypuszczają, że niechęć do Filistynów pojawiła się w VII w. p.n.e., gdy pod panowaniem Asyryjczyków powodziło im się lepiej niż Judejczykom. Wrogość jest już wyraźna w V w. p.n.e., gdy Żydzi zaczęli umacniać swą tożsamość etniczną w opozycji do sąsiadów. Przejawem tego procesu było spisanie swej mitycznej przeszłości w Starym Testamencie. Wtedy to Filistyni stali się dla nich emblematycznymi, złymi bohaterami, choć nie miało to większego uzasadnienia. Do roli tej nadawaliby się bowiem lepiej np. Edomici, którzy pomagali królowi babilońskiemu Nabuchodonozorowi zdobyć Jerozolimę. Jednak gdy Hebrajczycy wrócili z niewoli babilońskiej, to ­ Filistyni znów stali się ich najbliższymi sąsiadami. W czasach panowania perskiego Żydzi próbowali się zatem od nich odseparować. Z pewnością jednak ani niechęć między tymi dwoma ludami nie była odwieczna, ani Filistyni nie byli szczególnie agresywni wobec Hebrajczyków, tak jak opisuje to Stary Testament. Byli bogatymi mieszkańcami miast, mieli militarną i technologiczną przewagę, w opowieści o Dawidzie i Goliacie chodziło zatem raczej o to, by pokazać, że Hebrajczycy – prości, ubodzy pasterze – wygrali z nimi, bo mieli poparcie ­ Boga. Przypowieść ta miała służyć pokrzepieniu serc. Tymczasem tak naprawdę to Filistyni byli panami tej ziemi – stąd wzięła się zresztą nazwa Palestyna – a plemiona izraelskie zbuntowały się przeciwko prawowitym władcom.

Podstępni Fenicjanie

Podobna czarna legenda ciągnie się za Fenicjanami. Zamieszkujący wąski pasek ziemi między górami ­Libanu a wybrzeżem Morza Śródziemnego Fenicjanie byli jedynym z ludów dawnego Kanaanu, który wyszedł obronną ręką z zawieruchy będącej efektem migracji Ludów Morza. Ta mówiąca językiem semickim i wierząca w starych bogów społeczność zdołała nawet zręcznie wykorzystać zachodzące zmiany. Najważniejszymi miastami Fenicji były Tyr, Sydon, ­Byblos, ­ Berytos/­Bejrut i Arad, ale chociaż nazwa kraju – ­Fenicja – funkcjonowała od X w. p.n.e., sami Fenicjanie nie mieli poczucia politycznej jedności. Łączyło ich głównie to, że najczęściej parali się handlem i wspólnie zainicjowali pierwszą w historii globalizację. Najpierw rozpowszechnili alfabet, a w VII w. p.n.e. wymyślili system monetarny, który zastąpił stosowany wcześniej system wagowy. Dzięki tym dwóm pożytecznym wynalazkom, choć nie bez znaczenia były także wyczucie rynku i żyłka do interesów, szybko zdominowali gospodarczo basen Morza Śródziemnego, przejmując kontrolę nad dalekosiężnym handlem.

Sukcesy Fenicjan wzbudziły zazdrość, dlatego już w starożytności przypięto im łatkę podstępnych, zachłannych kupców, którzy dla zysku sprzedadzą nawet matkę. Złą opinię wystawili im sąsiedzi, a pech chciał, że żadne inne teksty, np. ich własne, nie przetrwały. Złośliwcy twierdzili, że robiąc notatki biznesowe, nie mieli czasu na spisywanie własnej historii. Twórcami czarnej legendy Fenicjan byli głównie ­Grecy. Kilkakrotnie wspomina o nich Homer, w którego dziełach można zauważyć ewolucję stosunków grecko-fenickich. W „Iliadzie” pojawiają się bowiem słowa podziwu dla wspaniałych tkanin i metalowych naczyń z Fenicji, podczas gdy w „Odysei” już ich nie ma – ­Fenicjanie są tam już wyłącznie chciwymi i sprytnymi szubrawcami. I opowieść pochodzącego z dobrego domu świniopasa Eumajosa, który trafił do niewoli w wyniku podstępu Fenicjanki, i spotkanie ­Odyseusza z bezwzględnymi kupcami fenickimi nie pozwalają wątpić, że uosabiają oni najgorsze wady.

Historycy znaleźli dobre wytłumaczenie przyczyn niechęci Greków do Fenicjan i rozpowiadania przez nich kłamstw. W VIII w. p.n.e., gdy powstawały eposy, zarówno Grecy, jak i Fenicjanie rozpoczynali kolonizację, więc konkurowali ze sobą. To dlatego Homer pominął fakt, że do niedawna Grecy byli uczniami semickich kupców – u nich podpatrzyli pismo alfabetyczne, od nich przejęli fenicki system miar i wag, zaczęli także parać się handlem. Zatem nawet jeśli w opisach Fenicjan tkwiło ziarno prawdy, ich okropny wizerunek w źródłach greckich miał charakter propagandowy – chodziło o wyeliminowanie groźnego konkurenta, a przynajmniej o popsucie mu dobrej opinii.

Rozwiąźli Etruskowie

Można odnieść wrażenie, że starożytnym Grekom podpadali wszyscy wchodzący im w paradę sąsiedzi, bo tak samo skutecznie jak Fenicjan obsmarowali italskich Etrusków. Dla Greków byli oni gardzącymi wszelkimi normami barbarzyńcami, którzy nie szanowali instytucji rodziny. Herodota czy Arystotelesa oburzało, że kobiety obnoszą się z bogactwem, towarzyszą mężczyznom w bankietach i oglądają igrzyska. Pisarz Theopomp w IV w. p.n.e. opisał Etruski jako rozwiązłe, nadużywające alkoholu kokietki, których dzieci nie wiedzą, kto jest ich ojcem. Oczywiście było to kłamstwo, tyle że u Etrusków – zupełnie inaczej niż u Greków – kobieta jako mater familias była darzona wielkim szacunkiem i miała prawo do wyrażania własnego zdania w sprawach rodziny.

Od zawistnych sąsiadów dostało się także etruskim mężczyznom. Grecy widzieli w nich rozpustnych i zniewieściałych utracjuszy, a z drugiej strony oskarżali ich o paranie się piractwem. Jak można się domyślać, przyczyną kłamstw i negatywnych stereotypów był typowy dla Greków brak akceptacji dla różnic kulturowych oraz zwykła ludzka zazdrość. W VIII w. p.n.e. w Etrurii pojawili się kupcy ze Wschodu i greccy koloniści, a tubylcy nadzwyczaj szybko nauczyli się od nich technik wytwarzania cienkościennej ceramiki, złotej biżuterii, robienia wina i tłoczenia oliwy. Przystosowali także na potrzeby swojego języka podpatrzony u przybyszów alfabet. Równie szybko wzbogacili się na handlu żelazem i innymi towarami, dzięki czemu w VI w. p.n.e. stali się dla Greków poważnym politycznym, militarnym i ekonomicznym konkurentem. Stworzyli wspaniałą, wyrafinowaną kulturę i nie ma przesady w stwierdzeniu, że byli nauczycielami Rzymian. Mieli jednak, podobnie jak Fenicjanie, tego pecha, że nie pozostawili po sobie zbyt wielu dokumentów na temat własnej historii i kultury. Ich dzieła literackie i historyczne nie zachowały się, ponieważ były zapisywane na nietrwałym płótnie.

Wandalowie

W powszechnym wyobrażeniu Wandalowie to jasnowłosi, niebieskoocy barbarzyńcy bezmyślnie i bezcelowo niszczący wszystko na swej drodze, w tym najwspanialsze dzieła sztuki świata antycznego. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że wcale nie byli oni bardziej barbarzyńscy niż inne ludy okresu wędrówki ludów. Według współczesnych historyków krzywdząca opinia o Wandalach opiera się głównie na insynuacjach i kłamstwach. Ich głównym grzechem – w żaden sposób zresztą nieodbiegającym od okrucieństw innych zdobywców, np. Rzymian czy Greków – było zdobycie i złupienie Rzymu w 455 r. Czyn ten sprawił, że rzeczownik „wandalizm” i jego pochodne upowszechniły się w wielu językach europejskich, ale dopiero po 1794 r., kiedy Henri Grégoire, biskup Blois, użył go w kontekście niszczycielskich praktyk wojsk republikańskich we Francji. O dziejach tego ludu nic byśmy nie wiedzieli, gdyby nie zachowane tu i ówdzie informacje, które wyszły spod pióra nieprzychylnych Wandalom autorów antycznych, co dodatkowo przyczyniło się do utrwalenia ich negatywnego wizerunku.

Już Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej” i Tacyt w „Germanii” wspomnieli o mieszkających na północy Wandalach, opisując ludy i obszary graniczące z Imperium Rzymskim. Informacje o tych ziemiach i ich mieszkańcach pochodziły jednak głównie z drugiej ręki – od kupców, szpiegów i wędrowców, przez co prezentowany w tych dziełach obraz jest fragmentaryczny i wieloznaczny. Badacze przypuszczają, że na przełomie III i II w. p.n.e. Wandalowie przybyli z północy do środkowej Europy, na tereny dzisiejszej Polski. Identyfikuje się ich z kulturą przeworską, której ludność żyła głównie z uprawy ziemi. Od II w. od północy na Wandalów zaczęli napierać Goci, spychając ich na południe. W IV w. zaczęła się zaś wielka wędrówka ludów, wywołana napływem Hunów. Już w II w. część plemion wandalskich wywędrowała na dzisiejszą ­ Słowację i Węgry, gdzie brała udział w wojnach z Rzymianami. Potem wraz z innymi plemionami germańskimi w 409 r. Wandalowie przeszli przez Galię do Hiszpanii i osiedlili się w Betyce, nazwanej później Andaluzją. W 429 r. pod wodzą słynnego Genzeryka przeprawili się przez Cieśninę Gibraltarską i utworzyli w Afryce prężne państwo germańskie ze stolicą w Kartaginie, które obejmowało także Baleary, ­Sardynię i Korsykę, a czasowo Sycylię. Ponieważ Wandalowie wypuszczali się na wyprawy łupieskie, przez 100 lat stale zagrażali słabnącemu Rzymowi. I rzeczywiście podczas wyprawy z 455 r. zdobyli i ograbili Rzym. Było to jednak sensowne posunięcie polityczne i służyło wzmocnieniu własnego państwa. W 534 r. zostali ostatecznie pokonani przez wojska cesarza bizantyjskiego ­Justyniana Wielkiego. Niedobitki Wandalów deportowano do Italii, gdzie wtopili się oni w ludność łacińskojęzyczną lub rozpłynęli bez śladu w żywiole mauretańskim. Wandalowie, jak wiele plemion germańskich, byli arianami, zwalczanymi przez Kościół. Dlatego po klęsce ich spuścizna kulturalna została zniszczona, pozostał tylko krzywdzący stereotyp.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 10/2014 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2020
06/2020
Kalendarium
Lipiec
14
W 1808 r. 30-letnia Marie Paradis jako pierwsza kobieta stanęła na wierzchołku Mont Blanc.
Warto przeczytać
Sztuczna inteligencja to kolejna publikacja wydana wz oksfordzkiej serii „Krótkie Wprowadzenie”, która w zwięzły i przystępny sposób prezentuje wybrane zagadnienia.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Bartosz Nowacki | dodano: 2014-09-19
Kłamstwo jako broń

 

 






 

 

 

 

 



Fot. Indigo Images

Oczernianie wroga albo konkurenta już wieki temu należało do arsenału ulubionych środków władców, polityków czy nawet kupców. Każdy sposób był dobry, by pognębić znienawidzonego przeciwnika. Najczęściej ofiarami kłamców padali sąsiedzi.

Dzisiaj, w czasach krwawej wojny domowej w Syrii i Iraku oraz konfliktu na Ukrainie, nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak wielkie znaczenie ma wojna informacyjna – wypieranie się własnych nieczystych działań, szkalowanie przeciwnika, zrzucanie na niego odpowiedzialności za konfrontację. Wystarczy przypomnieć, jak nikt nie chciał przyznać się do użycia broni chemicznej w Syrii, jak przedstawiciele Rosji twierdzili, że ich państwo nie ma nic wspólnego z dobrze uzbrojonymi „zielonymi ludzikami” na Krymie albo jak wszystkie strony zaangażowane w wojnę domową na Ukrainie natychmiast zaczęły przekonywać światową opinię publiczną, że to strona przeciwna odpowiada za zestrzelenie malezyjskiego samolotu pasażerskiego.

Kłamstwo i propaganda nie są współczesnym wynalazkiem. Można wręcz pokusić się o tezę, że kłamstwa zaczęto upowszechniać, gdy tylko pojawiły się pierwsze dokumenty relacjonujące losy państw i dokonania władców. Jaki król zlecający opisanie historii swoich podbojów przyznałby się, że napadł na sąsiednie państwo lub lud, by odebrać mu jego bogactwa, albo że chciał zaspokoić żądzę łupów swoich popleczników i sojuszników? Sprytniej było najpierw obarczyć napadniętych jakąś winą za prawdziwe lub domniemane zbrodnie, pokazać, że ich czyny nie podobają się bogom, albo po prostu przedstawić wrogów jako podłe kreatury, zagrażające nam lub naszym interesom. Wtedy zaatakowanie przeciwnika stawało się wręcz obowiązkiem władcy i nikt nie mógł mu zarzucić, że prowadzi krwawą wojnę dla własnej korzyści. A pokonani bądź zdominowani często znikali potem z kart historii, nie mogąc przedstawić swojej wersji wydarzeń. Stąd trafne powiedzenie ­Churchilla, że „historia jest pisana przez zwycięzców”. By się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć po kilka starożytnych przykładów.

Źli Filistyni

Od końca II tysiąclecia p.n.e. w Kanaanie (dziś Palestyna) żyli obok siebie Filistyni i Hebrajczycy. Czytając Stary Testament, można dojść do wniosku, że ludy te trwały w odwiecznym konflikcie i stale prowadziły ze sobą wojny. Oczywiście z winy Filistynów, którzy bezwzględnie uciskali i prześladowali Hebrajczyków. To jednak nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Filistyni byli niesemickimi mieszkańcami Kanaanu; trafili tam w wyniku wędrówek Ludów Morza, które w XII w. p.n.e. opuściły Grecję i przez Anatolię ruszyły w kierunku Egiptu. Gdy zostali pobici i odparci przez wojska egipskie, osiedlili się wśród Kananejczyków. Nie było to jednak całe plemię, lecz stosunkowo nieliczna elita wojskowa, która porozumiała się z miejscową arystokracją i wchodziła z nią w związki rodzinne. Powstała nowa wspólna kultura filisto-­ kananejska, łącząca lokalne tradycje z elementami arystokratycznej kultury przybyszy. Jej przejawem były nowe formy architektury, nieznane dotąd symbole królewskie, np. rytuał picia wina, rydwan oraz zaawansowane technologie, głównie metalurgiczne.

Z kolei pierwsza wzmianka o ludzie Izraela pochodzi ze steli faraona Merenptaha z końca XIII w. p.n.e. Zalążek państwa Hebrajczyków pojawił się jednak dopiero w drugiej połowie X w. p.n.e. Wówczas, choć większość obszaru późniejszego Królestwa Judy była pod ścisłą kontrolą Filistynów, wbrew przekazom biblijnym Hebrajczycy nie mieli z tym większego problemu. Historycy nie natrafili bowiem na żadne ślady konfliktu filistyńsko-hebrajskiego. Badacze przypuszczają, że niechęć do Filistynów pojawiła się w VII w. p.n.e., gdy pod panowaniem Asyryjczyków powodziło im się lepiej niż Judejczykom. Wrogość jest już wyraźna w V w. p.n.e., gdy Żydzi zaczęli umacniać swą tożsamość etniczną w opozycji do sąsiadów. Przejawem tego procesu było spisanie swej mitycznej przeszłości w Starym Testamencie. Wtedy to Filistyni stali się dla nich emblematycznymi, złymi bohaterami, choć nie miało to większego uzasadnienia. Do roli tej nadawaliby się bowiem lepiej np. Edomici, którzy pomagali królowi babilońskiemu Nabuchodonozorowi zdobyć Jerozolimę. Jednak gdy Hebrajczycy wrócili z niewoli babilońskiej, to ­ Filistyni znów stali się ich najbliższymi sąsiadami. W czasach panowania perskiego Żydzi próbowali się zatem od nich odseparować. Z pewnością jednak ani niechęć między tymi dwoma ludami nie była odwieczna, ani Filistyni nie byli szczególnie agresywni wobec Hebrajczyków, tak jak opisuje to Stary Testament. Byli bogatymi mieszkańcami miast, mieli militarną i technologiczną przewagę, w opowieści o Dawidzie i Goliacie chodziło zatem raczej o to, by pokazać, że Hebrajczycy – prości, ubodzy pasterze – wygrali z nimi, bo mieli poparcie ­ Boga. Przypowieść ta miała służyć pokrzepieniu serc. Tymczasem tak naprawdę to Filistyni byli panami tej ziemi – stąd wzięła się zresztą nazwa Palestyna – a plemiona izraelskie zbuntowały się przeciwko prawowitym władcom.

Podstępni Fenicjanie

Podobna czarna legenda ciągnie się za Fenicjanami. Zamieszkujący wąski pasek ziemi między górami ­Libanu a wybrzeżem Morza Śródziemnego Fenicjanie byli jedynym z ludów dawnego Kanaanu, który wyszedł obronną ręką z zawieruchy będącej efektem migracji Ludów Morza. Ta mówiąca językiem semickim i wierząca w starych bogów społeczność zdołała nawet zręcznie wykorzystać zachodzące zmiany. Najważniejszymi miastami Fenicji były Tyr, Sydon, ­Byblos, ­ Berytos/­Bejrut i Arad, ale chociaż nazwa kraju – ­Fenicja – funkcjonowała od X w. p.n.e., sami Fenicjanie nie mieli poczucia politycznej jedności. Łączyło ich głównie to, że najczęściej parali się handlem i wspólnie zainicjowali pierwszą w historii globalizację. Najpierw rozpowszechnili alfabet, a w VII w. p.n.e. wymyślili system monetarny, który zastąpił stosowany wcześniej system wagowy. Dzięki tym dwóm pożytecznym wynalazkom, choć nie bez znaczenia były także wyczucie rynku i żyłka do interesów, szybko zdominowali gospodarczo basen Morza Śródziemnego, przejmując kontrolę nad dalekosiężnym handlem.

Sukcesy Fenicjan wzbudziły zazdrość, dlatego już w starożytności przypięto im łatkę podstępnych, zachłannych kupców, którzy dla zysku sprzedadzą nawet matkę. Złą opinię wystawili im sąsiedzi, a pech chciał, że żadne inne teksty, np. ich własne, nie przetrwały. Złośliwcy twierdzili, że robiąc notatki biznesowe, nie mieli czasu na spisywanie własnej historii. Twórcami czarnej legendy Fenicjan byli głównie ­Grecy. Kilkakrotnie wspomina o nich Homer, w którego dziełach można zauważyć ewolucję stosunków grecko-fenickich. W „Iliadzie” pojawiają się bowiem słowa podziwu dla wspaniałych tkanin i metalowych naczyń z Fenicji, podczas gdy w „Odysei” już ich nie ma – ­Fenicjanie są tam już wyłącznie chciwymi i sprytnymi szubrawcami. I opowieść pochodzącego z dobrego domu świniopasa Eumajosa, który trafił do niewoli w wyniku podstępu Fenicjanki, i spotkanie ­Odyseusza z bezwzględnymi kupcami fenickimi nie pozwalają wątpić, że uosabiają oni najgorsze wady.

Historycy znaleźli dobre wytłumaczenie przyczyn niechęci Greków do Fenicjan i rozpowiadania przez nich kłamstw. W VIII w. p.n.e., gdy powstawały eposy, zarówno Grecy, jak i Fenicjanie rozpoczynali kolonizację, więc konkurowali ze sobą. To dlatego Homer pominął fakt, że do niedawna Grecy byli uczniami semickich kupców – u nich podpatrzyli pismo alfabetyczne, od nich przejęli fenicki system miar i wag, zaczęli także parać się handlem. Zatem nawet jeśli w opisach Fenicjan tkwiło ziarno prawdy, ich okropny wizerunek w źródłach greckich miał charakter propagandowy – chodziło o wyeliminowanie groźnego konkurenta, a przynajmniej o popsucie mu dobrej opinii.

Rozwiąźli Etruskowie

Można odnieść wrażenie, że starożytnym Grekom podpadali wszyscy wchodzący im w paradę sąsiedzi, bo tak samo skutecznie jak Fenicjan obsmarowali italskich Etrusków. Dla Greków byli oni gardzącymi wszelkimi normami barbarzyńcami, którzy nie szanowali instytucji rodziny. Herodota czy Arystotelesa oburzało, że kobiety obnoszą się z bogactwem, towarzyszą mężczyznom w bankietach i oglądają igrzyska. Pisarz Theopomp w IV w. p.n.e. opisał Etruski jako rozwiązłe, nadużywające alkoholu kokietki, których dzieci nie wiedzą, kto jest ich ojcem. Oczywiście było to kłamstwo, tyle że u Etrusków – zupełnie inaczej niż u Greków – kobieta jako mater familias była darzona wielkim szacunkiem i miała prawo do wyrażania własnego zdania w sprawach rodziny.

Od zawistnych sąsiadów dostało się także etruskim mężczyznom. Grecy widzieli w nich rozpustnych i zniewieściałych utracjuszy, a z drugiej strony oskarżali ich o paranie się piractwem. Jak można się domyślać, przyczyną kłamstw i negatywnych stereotypów był typowy dla Greków brak akceptacji dla różnic kulturowych oraz zwykła ludzka zazdrość. W VIII w. p.n.e. w Etrurii pojawili się kupcy ze Wschodu i greccy koloniści, a tubylcy nadzwyczaj szybko nauczyli się od nich technik wytwarzania cienkościennej ceramiki, złotej biżuterii, robienia wina i tłoczenia oliwy. Przystosowali także na potrzeby swojego języka podpatrzony u przybyszów alfabet. Równie szybko wzbogacili się na handlu żelazem i innymi towarami, dzięki czemu w VI w. p.n.e. stali się dla Greków poważnym politycznym, militarnym i ekonomicznym konkurentem. Stworzyli wspaniałą, wyrafinowaną kulturę i nie ma przesady w stwierdzeniu, że byli nauczycielami Rzymian. Mieli jednak, podobnie jak Fenicjanie, tego pecha, że nie pozostawili po sobie zbyt wielu dokumentów na temat własnej historii i kultury. Ich dzieła literackie i historyczne nie zachowały się, ponieważ były zapisywane na nietrwałym płótnie.

Wandalowie

W powszechnym wyobrażeniu Wandalowie to jasnowłosi, niebieskoocy barbarzyńcy bezmyślnie i bezcelowo niszczący wszystko na swej drodze, w tym najwspanialsze dzieła sztuki świata antycznego. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że wcale nie byli oni bardziej barbarzyńscy niż inne ludy okresu wędrówki ludów. Według współczesnych historyków krzywdząca opinia o Wandalach opiera się głównie na insynuacjach i kłamstwach. Ich głównym grzechem – w żaden sposób zresztą nieodbiegającym od okrucieństw innych zdobywców, np. Rzymian czy Greków – było zdobycie i złupienie Rzymu w 455 r. Czyn ten sprawił, że rzeczownik „wandalizm” i jego pochodne upowszechniły się w wielu językach europejskich, ale dopiero po 1794 r., kiedy Henri Grégoire, biskup Blois, użył go w kontekście niszczycielskich praktyk wojsk republikańskich we Francji. O dziejach tego ludu nic byśmy nie wiedzieli, gdyby nie zachowane tu i ówdzie informacje, które wyszły spod pióra nieprzychylnych Wandalom autorów antycznych, co dodatkowo przyczyniło się do utrwalenia ich negatywnego wizerunku.

Już Pliniusz Starszy w „Historii naturalnej” i Tacyt w „Germanii” wspomnieli o mieszkających na północy Wandalach, opisując ludy i obszary graniczące z Imperium Rzymskim. Informacje o tych ziemiach i ich mieszkańcach pochodziły jednak głównie z drugiej ręki – od kupców, szpiegów i wędrowców, przez co prezentowany w tych dziełach obraz jest fragmentaryczny i wieloznaczny. Badacze przypuszczają, że na przełomie III i II w. p.n.e. Wandalowie przybyli z północy do środkowej Europy, na tereny dzisiejszej Polski. Identyfikuje się ich z kulturą przeworską, której ludność żyła głównie z uprawy ziemi. Od II w. od północy na Wandalów zaczęli napierać Goci, spychając ich na południe. W IV w. zaczęła się zaś wielka wędrówka ludów, wywołana napływem Hunów. Już w II w. część plemion wandalskich wywędrowała na dzisiejszą ­ Słowację i Węgry, gdzie brała udział w wojnach z Rzymianami. Potem wraz z innymi plemionami germańskimi w 409 r. Wandalowie przeszli przez Galię do Hiszpanii i osiedlili się w Betyce, nazwanej później Andaluzją. W 429 r. pod wodzą słynnego Genzeryka przeprawili się przez Cieśninę Gibraltarską i utworzyli w Afryce prężne państwo germańskie ze stolicą w Kartaginie, które obejmowało także Baleary, ­Sardynię i Korsykę, a czasowo Sycylię. Ponieważ Wandalowie wypuszczali się na wyprawy łupieskie, przez 100 lat stale zagrażali słabnącemu Rzymowi. I rzeczywiście podczas wyprawy z 455 r. zdobyli i ograbili Rzym. Było to jednak sensowne posunięcie polityczne i służyło wzmocnieniu własnego państwa. W 534 r. zostali ostatecznie pokonani przez wojska cesarza bizantyjskiego ­Justyniana Wielkiego. Niedobitki Wandalów deportowano do Italii, gdzie wtopili się oni w ludność łacińskojęzyczną lub rozpłynęli bez śladu w żywiole mauretańskim. Wandalowie, jak wiele plemion germańskich, byli arianami, zwalczanymi przez Kościół. Dlatego po klęsce ich spuścizna kulturalna została zniszczona, pozostał tylko krzywdzący stereotyp.