wszechświat
Autor: Jarosław Chrostowski | dodano: 2012-06-12
Pozaziemskie światy

(Fot. Hervé Piraud/Wikipedia)

Wraz z rozwojem astronautyki odeszła w niebyt wizja tętniących egzotycznym życiem planet i księżyców Układu Słonecznego. Globy okazały się inne, niż oczekiwaliśmy. Rozczarowały brakiem zaawansowanych form żywych, ale i zaskoczyły - niezwykłą różnorodnością.

Jeszcze niedawno bagna Wenus zamieszkiwały drapieżne monstra, równiny Marsa porastały gęste lasy, a w przestworzach jowiszowych księżyców krążyły stworzenia, przy których pterodaktyl wydawałby się łagodny niczym kanarek. Właśnie taki obraz obiektów Układu Słonecznego można było znaleźć w literaturze fantastycznonaukowej jeszcze w latach 50. XX wieku. Potem nastała era sond kosmicznych, a wraz z nią doszło do największego "wymierania" w dziejach naszego układu planetarnego. Okazało się, że planety są nieprzyjazne życiu, księżyce sprawiają wrażenie wymarłych, skalisto-lodowych globów. Dopiero dalsze badania ujawniły, że w rzeczywistości mamy do czynienia z aktywnymi światami, których środowiska zasadniczo się różnią.

Zacznijmy od bliźniaka Ziemi, Wenus. Radzieckie sondy Wenera nie pozostawiły wątpliwości, że mimo podobieństwa do Ziemi w rozmiarach i masie, Wenus ma środowisko skrajnie nieprzyjazne życiu. Ciśnienie 90-krotnie przewyższające ziemskie, temperatury dochodzące do 460 oC oraz deszcze i mgły kwasu siarkowego czynią ją godnym konkurentem piekła. Wysoce aktywnego piekła, gdyż badania radarowe sondy Magellan pozwoliły zidentyfikować na planecie stosunkowo niewiele kraterów. To zaś oznacza, że jej powierzchnia musi podlegać ciągłym procesom geologicznym; jest więc prawdopodobne, że wulkany Wenus są czynne do dziś. Badania wykonane przez europejską sondę Venus Express także przyniosły niespodziankę: w atmosferze przy południowym biegunie planety odkryto dwa wielkie wiry.

Nie mniejszym od Wenus rozczarowaniem wydawał się początkowo Mars. Pierwsze nadesłane przez sondy Mariner zdjęcia nie dawały nadziei na znalezienie jakichkolwiek form życia. Z czasem okazało się, że z Marsem nie jest tak źle. Na zdjęciach z lądowników Viking było widać szron pokrywający rankiem marsjańską glebę. Mars Global Surveyor wykonał z orbity fotografie ukazujące zanurzone w porannej mgle marsjańskie kaniony, a łaziki Spirit i Opportunity znalazły dowody na występowanie w przeszłości wielkich ilości wody. Kolejne zdjęcia ujawniły świeże żleby (być może wyrzeźbione przez wydobywającą się spod powierzchni wodę), ślady po tysiącach wirów pyłowych (całymi grupami przemierzających marsjańskie pustkowia) czy wreszcie wielkie pola pyłowych gejzerów (powstających w wyniku erupcji dwutlenku węgla w okolicach czap lodowych przy biegunach). Dzięki tym odkryciom wciąż mamy nadzieję na znalezienie prostych form życia na Czerwonej Planecie.

Najciekawsze światy odkryto jednak tam, gdzie nikt się ich nie spodziewał: w mroźnych, pozornie martwych obszarach Układu Słonecznego, w których - jak się wydawało - krążą jedynie nieciekawe gazowe giganty otoczone równie nieciekawymi, skalistymi globami. Jakaż to była pomyłka!

Najlepszym przykładem niezwykłego świata jest Europa, jeden z księżyców Jowisza. Dzięki sondom kosmicznym - zwłaszcza sondzie Galileo - wiemy, że jest pokryta lodową powierzchnią zrytą pęknięciami sugerującymi istnienie podziemnego oceanu. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że na Europie występują silne pływy, potencjalnie wystarczające do wygenerowania ciepła zdolnego utrzymać w stanie płynnym ogromne zasoby wodne pod powierzchnią tego księżyca. Hipotezę tę potwierdza bardzo mała liczba kraterów na powierzchni. Gdyby Europa rzeczywiście miała ukryte we wnętrzu oceany, byłyby one ogromne - ich objętość byłaby najprawdopodobniej dwukrotnie większa od objętości ziemskich oceanów. Trudno uwierzyć, aby w takim środowisku, z ciągłym dopływem energii, nie mogło rozwinąć się życie.

Koszmarem kartografa okazała się Io, roztopiona siłami pływowymi wywołanymi przez pobliskiego Ganimedesa i Europę. Fale pływów rozchodzące się po stałej powierzchni Io mają wysokość sięgającą 100 m, czyli kilkukrotnie większą niż pływy w naszych oceanach spowodowane przyciąganiem Księżyca. Na powierzchni Io ciągną się długie na dziesiątki kilometrów fontanny - ściany rozżarzonej lawy. Kwitnie aktywność wulkaniczna: wulkany - takie jak choćby zaobserwowany przez sondę New Horizons Tvashtar - wyrzucają materiał z prędkościami dochodzącymi do połowy prędkości ucieczki, na wysokość kilkuset kilometrów. Na Io znajdziemy góry o wysokości ziemskich Himalajów i obszary o powierzchniach tysięcy kilometrów kwadratowych, drastycznie zmieniające swe ukształtowanie w ciągu zaledwie miesięcy. To wszystko w egzotycznych barwach: żółci, czerwieni, zieleni, bieli i brązach. Żaden z fantastów nie wymyśliłby takiego świata.

Więcej w specjalnym wydaniu miesięcznika „Wiedza i Życie" nr 03/2007 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
02/2020
01/2020
Kalendarium
Styczeń
28
W 1611 r. urodził się Jan Heweliusz, polski astronom
Warto przeczytać
Jak można zmieścić całą wiedzę ludzkości w jednej książce? Z pozoru wydaje się to niemożliwe, jednak wszystko stanie się jasne, jeśli dodamy, że tą książką jest poradnik dla podróżujących w czasie, którzy bezpowrotnie utknęli w odległej przeszłości.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jarosław Chrostowski | dodano: 2012-06-12
Pozaziemskie światy

(Fot. Hervé Piraud/Wikipedia)

Wraz z rozwojem astronautyki odeszła w niebyt wizja tętniących egzotycznym życiem planet i księżyców Układu Słonecznego. Globy okazały się inne, niż oczekiwaliśmy. Rozczarowały brakiem zaawansowanych form żywych, ale i zaskoczyły - niezwykłą różnorodnością.

Jeszcze niedawno bagna Wenus zamieszkiwały drapieżne monstra, równiny Marsa porastały gęste lasy, a w przestworzach jowiszowych księżyców krążyły stworzenia, przy których pterodaktyl wydawałby się łagodny niczym kanarek. Właśnie taki obraz obiektów Układu Słonecznego można było znaleźć w literaturze fantastycznonaukowej jeszcze w latach 50. XX wieku. Potem nastała era sond kosmicznych, a wraz z nią doszło do największego "wymierania" w dziejach naszego układu planetarnego. Okazało się, że planety są nieprzyjazne życiu, księżyce sprawiają wrażenie wymarłych, skalisto-lodowych globów. Dopiero dalsze badania ujawniły, że w rzeczywistości mamy do czynienia z aktywnymi światami, których środowiska zasadniczo się różnią.

Zacznijmy od bliźniaka Ziemi, Wenus. Radzieckie sondy Wenera nie pozostawiły wątpliwości, że mimo podobieństwa do Ziemi w rozmiarach i masie, Wenus ma środowisko skrajnie nieprzyjazne życiu. Ciśnienie 90-krotnie przewyższające ziemskie, temperatury dochodzące do 460 oC oraz deszcze i mgły kwasu siarkowego czynią ją godnym konkurentem piekła. Wysoce aktywnego piekła, gdyż badania radarowe sondy Magellan pozwoliły zidentyfikować na planecie stosunkowo niewiele kraterów. To zaś oznacza, że jej powierzchnia musi podlegać ciągłym procesom geologicznym; jest więc prawdopodobne, że wulkany Wenus są czynne do dziś. Badania wykonane przez europejską sondę Venus Express także przyniosły niespodziankę: w atmosferze przy południowym biegunie planety odkryto dwa wielkie wiry.

Nie mniejszym od Wenus rozczarowaniem wydawał się początkowo Mars. Pierwsze nadesłane przez sondy Mariner zdjęcia nie dawały nadziei na znalezienie jakichkolwiek form życia. Z czasem okazało się, że z Marsem nie jest tak źle. Na zdjęciach z lądowników Viking było widać szron pokrywający rankiem marsjańską glebę. Mars Global Surveyor wykonał z orbity fotografie ukazujące zanurzone w porannej mgle marsjańskie kaniony, a łaziki Spirit i Opportunity znalazły dowody na występowanie w przeszłości wielkich ilości wody. Kolejne zdjęcia ujawniły świeże żleby (być może wyrzeźbione przez wydobywającą się spod powierzchni wodę), ślady po tysiącach wirów pyłowych (całymi grupami przemierzających marsjańskie pustkowia) czy wreszcie wielkie pola pyłowych gejzerów (powstających w wyniku erupcji dwutlenku węgla w okolicach czap lodowych przy biegunach). Dzięki tym odkryciom wciąż mamy nadzieję na znalezienie prostych form życia na Czerwonej Planecie.

Najciekawsze światy odkryto jednak tam, gdzie nikt się ich nie spodziewał: w mroźnych, pozornie martwych obszarach Układu Słonecznego, w których - jak się wydawało - krążą jedynie nieciekawe gazowe giganty otoczone równie nieciekawymi, skalistymi globami. Jakaż to była pomyłka!

Najlepszym przykładem niezwykłego świata jest Europa, jeden z księżyców Jowisza. Dzięki sondom kosmicznym - zwłaszcza sondzie Galileo - wiemy, że jest pokryta lodową powierzchnią zrytą pęknięciami sugerującymi istnienie podziemnego oceanu. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że na Europie występują silne pływy, potencjalnie wystarczające do wygenerowania ciepła zdolnego utrzymać w stanie płynnym ogromne zasoby wodne pod powierzchnią tego księżyca. Hipotezę tę potwierdza bardzo mała liczba kraterów na powierzchni. Gdyby Europa rzeczywiście miała ukryte we wnętrzu oceany, byłyby one ogromne - ich objętość byłaby najprawdopodobniej dwukrotnie większa od objętości ziemskich oceanów. Trudno uwierzyć, aby w takim środowisku, z ciągłym dopływem energii, nie mogło rozwinąć się życie.

Koszmarem kartografa okazała się Io, roztopiona siłami pływowymi wywołanymi przez pobliskiego Ganimedesa i Europę. Fale pływów rozchodzące się po stałej powierzchni Io mają wysokość sięgającą 100 m, czyli kilkukrotnie większą niż pływy w naszych oceanach spowodowane przyciąganiem Księżyca. Na powierzchni Io ciągną się długie na dziesiątki kilometrów fontanny - ściany rozżarzonej lawy. Kwitnie aktywność wulkaniczna: wulkany - takie jak choćby zaobserwowany przez sondę New Horizons Tvashtar - wyrzucają materiał z prędkościami dochodzącymi do połowy prędkości ucieczki, na wysokość kilkuset kilometrów. Na Io znajdziemy góry o wysokości ziemskich Himalajów i obszary o powierzchniach tysięcy kilometrów kwadratowych, drastycznie zmieniające swe ukształtowanie w ciągu zaledwie miesięcy. To wszystko w egzotycznych barwach: żółci, czerwieni, zieleni, bieli i brązach. Żaden z fantastów nie wymyśliłby takiego świata.