człowiek
Autor: Łukasz Czarneck | dodano: 2015-06-24
Skrwawione pięści

Fot. Getty Images

W drugiej połowie XIX w. Państwo Środka było pogrążone w kryzysie. Choć udało się stłumić wielkie rebelie wcześniejszych lat, to Chinom coraz bardziej zagrażali cudzoziemcy. Mocarstwa, widząc słabość imperium, żądały coraz to nowych ziem i przywilejów. Żądania te w końcu doprowadziły do powstania, które przeszło do historii jako „powstanie bokserów”.

Równie wybitny, co przekupny dyplomata Li Hongzhang raz za razem negocjował traktaty z zaborczymi zamorskimi barbarzyńcami. Od cesarstwa kolejno odpadały państwa wasalne. Brytyjczycy zagarnęli Birmę, Francuzi Wietnam, a lekceważona przez Chińczyków Japonia – wyspy Riukiu i Koreę. Obcy żądali także przyznawania sobie koncesji w samym Podniebiu. Tajwan przypadł Japończykom, w Mandżurii rozgościli się Rosjanie, pozostałe mocarstwa kolonialne podzieliły między siebie chińskie wybrzeże. W dodatku na mocy układów z zachodnimi państwami poruszający się po Państwie Środka obcokrajowcy cieszyli się licznymi przywilejami, z których najważniejsze było to, że nie podlegali miejscowemu prawu i mogli być sądzeni tylko przez przedstawicieli swojej ojczyzny.

Źle się działo na cesarskim dworze. Gdy po śmierci młodziutkiego cesarza Tongzhi w 1875 r. na Tronie Smoka zasiadł trzyletni Guangxu, władzę nad krajem przejęła jako regentka matka zmarłego monarchy i ciotka nowego imperatora – Cixi, zwana Cesarzową Wdową. Ta zabobonna kobieta, której drogę do pozycji najpotężniejszej osoby w Chinach znaczyły liczne trupy (mówiono, że otruła własnego syna), była chyba najgorszym, co mogło się przydarzyć Państwu Środka.

Dzięki wpływom Cixi na dworze Guangxu zaczął sprawować samodzielne rządy dopiero w 1889 r. Gdy do nowego imperatora dotarło, w jakim stanie znajduje się jego władztwo, postanowił zmodernizować kraj. 11 czerwca 1898 r. spod cesarskiego pędzelka wyszedł dekret, który zapoczątkował okres tzw. stu dni reform. W tym czasie Guangxu wydał 40 edyktów reformujących Państwo Środka. Z kolei w stronę cesarskiego tronu popłynął strumień memoriałów pisanych przez młodych uczonych i urzędników, zwolenników nowoczesności.

Jednak wprowadzane przez młodego monarchę zmiany zaniepokoiły mandżurską szlachtę i dworskich dygnitarzy, którzy zaczęli wzywać Cixi do ukrócenia reformatorskich zapędów Guangxu. Wspierający imperatora intelektualiści zamierzali jednak uprzedzić cios. We wrześniu do stolicy wezwany został gen. Yuan Shikai. Po audiencji u Guangxu dowódcę odwiedził cesarski doradca Tan Sitong, który nakłaniał go do przeprowadzenia puczu mającego na celu odsunięcie od władzy nad armią konserwatywnych oficerów i umieszczenie w areszcie domowym Cesarzowej Wdowy. Niestety, zdradziecki Yuan zawiadomił o propozycji swoich przełożonych, a ci ostrzegli Cixi. W efekcie rzeczywiście doszło do zamachu stanu, ale innego, niż planowali reformatorzy. To Guangxu został uwięziony w areszcie domowym, a Cesarzowa Wdowa, łamiąc obowiązujące w Chinach prawa dynastyczne, znów została regentką.

Misjonarze

Tymczasem do odległych chińskich wiosek, w których od wieków życie toczyło się tym samym rytmem, wkraczała nowoczesność. Nośnikami zachodnich nowinek byli europejscy i amerykańscy misjonarze. Chrześcijańscy kapłani nie byli w Państwie Środka nowością. Już za czasów wczesnośredniowiecznej dynastii Tang w Chinach prężnie działał wywodzący się z Bliskiego Wschodu Kościół nestoriański, a w XVI i XVII w. do cesarstwa licznie przybywali jezuici. O ile jednak poprzednie pokolenia misjonarzy starały się jak najbardziej przybliżyć chrześcijaństwo Chińczykom, adaptując do liturgii i architektury sakralnej miejscowe elementy, o tyle ci z XIX stulecia uważali Azjatów za dzikusów i działali w przekonaniu o wyższości swojej kultury. W efekcie w chińskim imperium zaczęły wyrastać żywcem przeniesione z Europy i zupełnie niepasujące do tutejszego krajobrazu neogotyckie katedry, a przyjęcie chrztu stało się dla miejscowych równoznaczne z wyrzeczeniem się chińskości.

Działający bez wyczucia i orientacji w miejscowych realiach misjonarze wzbudzali niechęć i prostego ludu, i konfucjańskich urzędników, których autorytet podważali. Ci ostatni nie pozostawali dłużni zagranicznym duchownym, pisząc i kolportując ulotki, w których oskarżali chrześcijan o wszelkie zło. W efekcie chińscy wieśniacy żyli w przekonaniu, że kapłani uprawiają czarną magię, zabijają dzieci, z ludzkich oczu robią soczewki do aparatów, a ich nabożeństwa kończą się orgiami seksualnymi. Szczególny gniew wzbudzali też tzw. ryżowi chrześcijanie, czyli Chińczycy, którzy przyjmowali chrzest po to, by korzystać z protekcji obcokrajowców i czerpać z niej profity. Najbardziej uderzającym przykładem takiego zachowania było wydarzenie z prowincji Shandong, gdzie na chrześcijaństwo przeszło 4 tys. członków sekty Białego Lotosu.

Nie trzeba było długo czekać na to, aby wzajemna nieufność i pogarda doprowadziły do tragedii. W całym Podniebiu co jakiś czas wybuchały antychrześcijańskie pogromy, w których życie tracili cudzoziemcy i konwertyci. Do jednego z najkrwawszych doszło w Tianjinie w 1870 r. Rozeszła się tam plotka, że francuskie zakonnice z miejscowego sierocińca mordowały znajdujące się pod ich opieką dzieci, po czym wykorzystywały części ich ciał do magicznych rytuałów. Śledztwo wykazało niewinność sióstr. Na tym sprawa pewnie by się skończyła, gdyby nie to, że francuski konsul zażądał oficjalnych przeprosin. Gdy ich nie otrzymał, zastrzelił jednego z namiestnikowskich służących. Rozwścieczeni Chińczycy podpalili katolicką katedrę, zamordowali dwóch księży i trzech rosyjskich handlarzy, a zakonnice wywlekli przed kościół, zdarli z nich habity, obcięli im piersi, a następnie nabili siostry na pale i podpalili. Konsul również stracił życie. Ofiarami furii mieszkańców Tianjinu padły też cztery inne świątynie. Na szczęście w porcie pojawiły się cudzoziemskie okręty wojenne, które ochłodziły szalone głowy. Sprawa skończyła się skazaniem przez chińskie władze na śmierć bądź wygnanie najbardziej aktywnych uczestników rzezi i wystosowaniem przeprosin pod adresem rządu francuskiego.

Zabijać obcych!

W 1898 r. w penetrowanej przez Niemców prowincji Shandong ujawniło się tajne stowarzyszenie Yihetuan, czyli „Pięść w imię sprawiedliwości i pokoju”. Do historii jego członkowie przeszli jednak pod nazwą nadaną im przez obcokrajowców – bokserzy. Wyznawcy sekty twierdzili, że dzięki ćwiczeniu magicznych sztuk walki osiągnęli niezniszczalność. W skład ich oddziałów wchodziły również kobiety, którym też przypisywano niezwykłe moce. Miały one lewitować, chodzić po wodzie i potrafić niszczyć cudzoziemskie okręty na odległość.
Wzywający do wymordowania obcokrajowców i chrześcijańskich neofitów bokserzy zyskiwali coraz większe wpływy, nie tylko wśród mieszkańców wsi, ale nawet wśród wysokich rangą urzędników. Jednym z nich był ksenofobiczny gubernator Shandongu Yuxian, popierający przemierzających jego prowincję chłopskich bojowników. W 1899 r. pod naciskiem mocarstw został za karę przeniesiony do Shanxi, ale sekta zyskiwała na popularności. Jej członkowie zaczęli pojawiać się także w innych prowincjach północno-wschodnich Chin, w tym w stołecznej Zhili. Gdziekolwiek dotarli, tam płonęły kościoły, niszczono słupy telegraficzne oraz zabijano chrześcijan i ludzi korzystających z zachodnich wynalazków. Jednak w przeciwieństwie do powstań z przeszłości „Pięść w imię sprawiedliwości i pokoju” nie wzywała do obalenia mandżurskiego rodu panującego. Wręcz przeciwnie: hasło, pod którym działali uczestnicy rozruchów, to: ,,Zabijać cudzoziemców, wspomóc dynastię Qing”. Wiosną 1900 r. tłumy żądnych krwi chłopów ruszyły na stolicę, by wprowadzić swoje postulaty w czyn.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 07/2015 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
06/2019
05/2019
Kalendarium
Maj
22
W 1922 r. uważany za ojca współczesnej klimatyzacji Amerykanin Willis Carrier zaprezentował działanie nowego urządzenia chłodniczego ze sprężarką odśrodkową.
Warto przeczytać
Poznaj sekrety płuc i dowiedz się, jak oddychać, żeby żyć dłużej. Czy wiejskie powietrze na pewno jest zdrowe? Jak kasłać, żeby żyć dłużej?W jaki sposób kontrolować astmę i jaki sport może w tym pomóc?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Łukasz Czarneck | dodano: 2015-06-24
Skrwawione pięści

Fot. Getty Images

W drugiej połowie XIX w. Państwo Środka było pogrążone w kryzysie. Choć udało się stłumić wielkie rebelie wcześniejszych lat, to Chinom coraz bardziej zagrażali cudzoziemcy. Mocarstwa, widząc słabość imperium, żądały coraz to nowych ziem i przywilejów. Żądania te w końcu doprowadziły do powstania, które przeszło do historii jako „powstanie bokserów”.

Równie wybitny, co przekupny dyplomata Li Hongzhang raz za razem negocjował traktaty z zaborczymi zamorskimi barbarzyńcami. Od cesarstwa kolejno odpadały państwa wasalne. Brytyjczycy zagarnęli Birmę, Francuzi Wietnam, a lekceważona przez Chińczyków Japonia – wyspy Riukiu i Koreę. Obcy żądali także przyznawania sobie koncesji w samym Podniebiu. Tajwan przypadł Japończykom, w Mandżurii rozgościli się Rosjanie, pozostałe mocarstwa kolonialne podzieliły między siebie chińskie wybrzeże. W dodatku na mocy układów z zachodnimi państwami poruszający się po Państwie Środka obcokrajowcy cieszyli się licznymi przywilejami, z których najważniejsze było to, że nie podlegali miejscowemu prawu i mogli być sądzeni tylko przez przedstawicieli swojej ojczyzny.

Źle się działo na cesarskim dworze. Gdy po śmierci młodziutkiego cesarza Tongzhi w 1875 r. na Tronie Smoka zasiadł trzyletni Guangxu, władzę nad krajem przejęła jako regentka matka zmarłego monarchy i ciotka nowego imperatora – Cixi, zwana Cesarzową Wdową. Ta zabobonna kobieta, której drogę do pozycji najpotężniejszej osoby w Chinach znaczyły liczne trupy (mówiono, że otruła własnego syna), była chyba najgorszym, co mogło się przydarzyć Państwu Środka.

Dzięki wpływom Cixi na dworze Guangxu zaczął sprawować samodzielne rządy dopiero w 1889 r. Gdy do nowego imperatora dotarło, w jakim stanie znajduje się jego władztwo, postanowił zmodernizować kraj. 11 czerwca 1898 r. spod cesarskiego pędzelka wyszedł dekret, który zapoczątkował okres tzw. stu dni reform. W tym czasie Guangxu wydał 40 edyktów reformujących Państwo Środka. Z kolei w stronę cesarskiego tronu popłynął strumień memoriałów pisanych przez młodych uczonych i urzędników, zwolenników nowoczesności.

Jednak wprowadzane przez młodego monarchę zmiany zaniepokoiły mandżurską szlachtę i dworskich dygnitarzy, którzy zaczęli wzywać Cixi do ukrócenia reformatorskich zapędów Guangxu. Wspierający imperatora intelektualiści zamierzali jednak uprzedzić cios. We wrześniu do stolicy wezwany został gen. Yuan Shikai. Po audiencji u Guangxu dowódcę odwiedził cesarski doradca Tan Sitong, który nakłaniał go do przeprowadzenia puczu mającego na celu odsunięcie od władzy nad armią konserwatywnych oficerów i umieszczenie w areszcie domowym Cesarzowej Wdowy. Niestety, zdradziecki Yuan zawiadomił o propozycji swoich przełożonych, a ci ostrzegli Cixi. W efekcie rzeczywiście doszło do zamachu stanu, ale innego, niż planowali reformatorzy. To Guangxu został uwięziony w areszcie domowym, a Cesarzowa Wdowa, łamiąc obowiązujące w Chinach prawa dynastyczne, znów została regentką.

Misjonarze

Tymczasem do odległych chińskich wiosek, w których od wieków życie toczyło się tym samym rytmem, wkraczała nowoczesność. Nośnikami zachodnich nowinek byli europejscy i amerykańscy misjonarze. Chrześcijańscy kapłani nie byli w Państwie Środka nowością. Już za czasów wczesnośredniowiecznej dynastii Tang w Chinach prężnie działał wywodzący się z Bliskiego Wschodu Kościół nestoriański, a w XVI i XVII w. do cesarstwa licznie przybywali jezuici. O ile jednak poprzednie pokolenia misjonarzy starały się jak najbardziej przybliżyć chrześcijaństwo Chińczykom, adaptując do liturgii i architektury sakralnej miejscowe elementy, o tyle ci z XIX stulecia uważali Azjatów za dzikusów i działali w przekonaniu o wyższości swojej kultury. W efekcie w chińskim imperium zaczęły wyrastać żywcem przeniesione z Europy i zupełnie niepasujące do tutejszego krajobrazu neogotyckie katedry, a przyjęcie chrztu stało się dla miejscowych równoznaczne z wyrzeczeniem się chińskości.

Działający bez wyczucia i orientacji w miejscowych realiach misjonarze wzbudzali niechęć i prostego ludu, i konfucjańskich urzędników, których autorytet podważali. Ci ostatni nie pozostawali dłużni zagranicznym duchownym, pisząc i kolportując ulotki, w których oskarżali chrześcijan o wszelkie zło. W efekcie chińscy wieśniacy żyli w przekonaniu, że kapłani uprawiają czarną magię, zabijają dzieci, z ludzkich oczu robią soczewki do aparatów, a ich nabożeństwa kończą się orgiami seksualnymi. Szczególny gniew wzbudzali też tzw. ryżowi chrześcijanie, czyli Chińczycy, którzy przyjmowali chrzest po to, by korzystać z protekcji obcokrajowców i czerpać z niej profity. Najbardziej uderzającym przykładem takiego zachowania było wydarzenie z prowincji Shandong, gdzie na chrześcijaństwo przeszło 4 tys. członków sekty Białego Lotosu.

Nie trzeba było długo czekać na to, aby wzajemna nieufność i pogarda doprowadziły do tragedii. W całym Podniebiu co jakiś czas wybuchały antychrześcijańskie pogromy, w których życie tracili cudzoziemcy i konwertyci. Do jednego z najkrwawszych doszło w Tianjinie w 1870 r. Rozeszła się tam plotka, że francuskie zakonnice z miejscowego sierocińca mordowały znajdujące się pod ich opieką dzieci, po czym wykorzystywały części ich ciał do magicznych rytuałów. Śledztwo wykazało niewinność sióstr. Na tym sprawa pewnie by się skończyła, gdyby nie to, że francuski konsul zażądał oficjalnych przeprosin. Gdy ich nie otrzymał, zastrzelił jednego z namiestnikowskich służących. Rozwścieczeni Chińczycy podpalili katolicką katedrę, zamordowali dwóch księży i trzech rosyjskich handlarzy, a zakonnice wywlekli przed kościół, zdarli z nich habity, obcięli im piersi, a następnie nabili siostry na pale i podpalili. Konsul również stracił życie. Ofiarami furii mieszkańców Tianjinu padły też cztery inne świątynie. Na szczęście w porcie pojawiły się cudzoziemskie okręty wojenne, które ochłodziły szalone głowy. Sprawa skończyła się skazaniem przez chińskie władze na śmierć bądź wygnanie najbardziej aktywnych uczestników rzezi i wystosowaniem przeprosin pod adresem rządu francuskiego.

Zabijać obcych!

W 1898 r. w penetrowanej przez Niemców prowincji Shandong ujawniło się tajne stowarzyszenie Yihetuan, czyli „Pięść w imię sprawiedliwości i pokoju”. Do historii jego członkowie przeszli jednak pod nazwą nadaną im przez obcokrajowców – bokserzy. Wyznawcy sekty twierdzili, że dzięki ćwiczeniu magicznych sztuk walki osiągnęli niezniszczalność. W skład ich oddziałów wchodziły również kobiety, którym też przypisywano niezwykłe moce. Miały one lewitować, chodzić po wodzie i potrafić niszczyć cudzoziemskie okręty na odległość.
Wzywający do wymordowania obcokrajowców i chrześcijańskich neofitów bokserzy zyskiwali coraz większe wpływy, nie tylko wśród mieszkańców wsi, ale nawet wśród wysokich rangą urzędników. Jednym z nich był ksenofobiczny gubernator Shandongu Yuxian, popierający przemierzających jego prowincję chłopskich bojowników. W 1899 r. pod naciskiem mocarstw został za karę przeniesiony do Shanxi, ale sekta zyskiwała na popularności. Jej członkowie zaczęli pojawiać się także w innych prowincjach północno-wschodnich Chin, w tym w stołecznej Zhili. Gdziekolwiek dotarli, tam płonęły kościoły, niszczono słupy telegraficzne oraz zabijano chrześcijan i ludzi korzystających z zachodnich wynalazków. Jednak w przeciwieństwie do powstań z przeszłości „Pięść w imię sprawiedliwości i pokoju” nie wzywała do obalenia mandżurskiego rodu panującego. Wręcz przeciwnie: hasło, pod którym działali uczestnicy rozruchów, to: ,,Zabijać cudzoziemców, wspomóc dynastię Qing”. Wiosną 1900 r. tłumy żądnych krwi chłopów ruszyły na stolicę, by wprowadzić swoje postulaty w czyn.