wszechświat
Autor: ak | dodano: 2015-09-29
Palcem po mapie księżyca

Fot. NASA

 

Palcem po mapie Księżyca

 

Srebrny Glob przyciąga naszą uwagę zwłaszcza w czasie pełni, np. kiedy wisi nisko nad dachami i wydaje się dużo większy niż zwykle. Potem szybko o nim zapominamy. Warto jednak poświęcić mu trochę więcej czasu.

 

Michał Baranowski

 

Praktycznie każdy nieskomplikowany instrument optyczny skierowany na Księżyc – lornetka, lunetka myśliwska, duży obiektyw fotograficzny, a nawet aparat fotograficzny z zoomem – pokaże coś więcej, niż można dostrzec gołym okiem. Jeśli zrobimy to podczas pełni, obserwowane ciemne i jasne plamy będą ostrzejsze i bogatsze w szczegóły. Odniesiemy wówczas wrażenie, że patrzymy na ciemne morza i oceany, a nawet jasny obszar przypominający zarys Afryki. Ale taki Księżyc będzie płaski, podobny do pokazywanego czasami w reklamach i filmach fabularnych.

Całkiem inne wrażenie odniesiemy, patrząc na Księżyc bliżej pierwszej kwadry (będzie mieć kształt litery D) albo ostatniej (kształt półksiężyca). Jego powierzchnia ujawnia wtedy trójwymiar. Cienie rzucane przez góry i we wnętrzach kraterów pozwalają nam się zorientować, co jest wyżej, a co niżej – dzięki temu powierzchnia ożywa dziesiątkami kształtów i nadaje się do „zwiedzania”. Na tym etapie przydają się już chociażby aplikacje na telefon lub tablet, np. bezpłatna Phases of the Moon opracowana przez zespół portalu newsowego Universe Today. Dzięki niej można na ekranie łatwo, intuicyjnie i płynnie przesuwać palcem po powierzchni Księżyca, sprawdzając, jak z czasem przemieszcza się granica między światłem a cieniem oraz kiedy przecina ona interesujące nas twory na powierzchni, ujawniając ich trójwymiarowy kształt.

 

Mapy wojskowe i nie tylko

 

Gdy już spojrzymy na Księżyc w odpowiednim czasie i uświadomimy sobie, że jest on naprawdę blisko nas, może przyjść nam do głowy pytanie – jak wysokie są jego góry, jak duże kratery, jakie dzielą je odległości? Czy oprócz programów komputerowych i na telefon istnieją jakieś dokładniejsze odwzorowania księżycowej topografii?

Pierwsze schematyczne mapy Księżyca opublikował w XVII w. Jan Heweliusz w „Selenografii”. Dopiero w XIX w. pojawiły się szczegółowe mapy z równoleżnikami i detalami, które można rozpoznać za pomocą współczesnych drobnych instrumentów optycznych. Obecnie dysponujemy mapami Księżyca podobnymi do map Ziemi. Międzynarodowa Unia Astronomiczna uchwaliła nawet, że od 1961 r. południki księżycowe biegną na wschód i na zachód od zerowego południka centralnego, tak jak na naszej planecie.

Co ciekawe, jeszcze 50 lat temu mapy Księżyca były publikowane głównie przez wojsko (USAF – Siły Powietrzne USA) oraz geologów (USGS – US Geological Survey) i rysowane ręcznie np. na podstawie zdjęć z naziemnego obserwatorium Lowella. Często nie udawało się na fotografiach uchwycić drobnych szczegółów, potem były one dorysowywane na podstawie obserwacji wizualnych. Wiele map z tamtych czasów jest udostępnionych w internecie bezpłatnie na stronach Lunar and Planetary Institute i innych; np. mapa „USGS LEM-1 Lunar Earthside Hemisphere 3rd ­edition July 1966” wykonana na podstawie fotografii naziemnymi teleskopami w obserwatoriach McDonald, Mt Wilson oraz Pic du Midi. Jeśli przyjrzymy się takiej mapie, warto się zastanowić, w jakiej właściwie jest skali – w ten sposób łatwo porównamy wielkości i odleg­łości tego, na co patrzymy. Na przykład jeśli mapa jest w skali jeden do miliona, to średni promień Księżyca jako kuli wyniesie tu nie 1738 km, a 1738 cm, co daje bardzo wygodny przelicznik dobry dla orientacji.

Ze współczesnych kartografów ery cyfrowej szczególnie godny zainteresowania jest Ralph Aeschliman, który udostępnia bardzo realistyczne mapy obu półkul Księżyca – nie tylko widzianych na wprost, ale także w taki sposób, żeby można było łatwo zidentyfikować twory przy samej granicy strony widocznej z Ziemi.

 

Teneryfa i inne góry

 

Nazwy tworów księżycowych cechuje albo bajkowa fantazja, np. Zatoka Tęczy (Sinus Iridum), albo zapożyczenia z geografii naszej własnej planety. Dlatego na Srebrnym Globie znajdziemy nie tylko Alpy i Karpaty, ale i np. Teneryfę. Nie jest to jednak zwykłe kopiowanie ziemskiej geografii. Jeśli chodzi o Teneryfę, to w ten sposób upamiętniono astronoma Charlesa Piazzi Smytha, który kiedyś na Wyspach Kanaryjskich próbował sprawdzić przypuszczenia Newtona, czy przebywając wysoko nad poziomem chmur, lepiej widać obiekty daleko w kosmosie. Oczywiście na Księżycu zamiast wysp znajduje się kilka sąsiadujących ze sobą szczytów górskich, czyli Montes Teneriffe. Najsłynniejszy z nich to Mons Pico, podobny do położonego nieopodal Mons Piton. W czasie pełni nawet trudno je zlokalizować, ale kiedy granica światła i cienia przechodzi w ich pobliżu, rzucają one długie cienie i widok jest dość spektakularny. Dobra mapa pozwoli zidentyfikować więcej obiektów, nawet jeśli mamy tylko prosty sprzęt.

Dużo bardziej wymagający test i dla map, i dla teleskopów to łańcuszek drobnych zagłębień wewnątrz krateru Davy, wyglądający jak ślad po serii z broni maszynowej. Największy z drobnych kraterów wewnętrznych, czyli Davy D, ma tylko 3 km średnicy. Wygląda na to, że w tym rejonie spadł nie jeden obiekt, ale coś podobnego do „sznura pereł” – wiele odłamków lecących jeden za drugim, zapewne z rozerwanej asteroidy lub komety.

Długo zagadką pozostawało pochodzenie podwójnego krateru Messier i Messier A. Nie dość, że zagłębienia nie są tam wcale okrągłe, ale dziwnie wydłużone, to jeszcze w pobliżu ciągnie się smuga jaśniejszego materiału. Dopiero eksperyment z działem, które wystrzeliwało małe pociski pod różnymi kątami, pozwolił ustalić, co może zostawić taki ślad. Otóż pociski lecące prawie równolegle do powierzchni i spadające pod kątem 5º pozwoliły dokładnie odtworzyć zarówno kształt kraterów, jak i smugę. Krater jest podwójny, ponieważ od głównego obiektu odpadł mniejszy fragment i przeleciał do przodu, formując drugie zagłębienie.

Kolejny popularny cel obserwacji, osiągalny nawet dla posiadaczy lornetek, to Rupes Recta, czyli „Prosta Ściana”. Jeśli spojrzymy we właściwym momencie, czyli wtedy, gdy w okolicy przechodzi granica między oświetloną a nieoświetloną częścią Księżyca, to ukaże się widok, którego nie sposób przeoczyć. Mając Słońce po prawej stronie, zobaczymy rozpadlinę – będzie ona wyglądać tak, jak gdyby ktoś od linijki narysował na Księżycu czarną kreskę. Natomiast oświetlana od lewej strony będzie wyglądać jak błyszcząca szpada, która ma nawet rękojeść uformowaną z pobliskich pagórków. Tak naprawdę nie jest to jednak rozpadlina ani ściana, tylko skarpa, która wznosi się bardzo łagodnie. Różnica poziomu gruntu wynosi co najwyżej kilkaset metrów, ale gra światła i cienia potęguje efekt.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie” 10/2015

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 10/2015 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
01/2020
12/2019
Kalendarium
Styczeń
19
W 1965 r. rozpoczęła się bezzałogowa amerykańska misja kosmiczna Gemini 2.
Warto przeczytać
Michael Hebb to współtwórca popularnego na Zachodzie ruchu, w ramach którego ludzie, znajomi lub nieznajomi, spotykają się przy stole, by porozmawiać o śmierci. Tak jak o życiu, normalnie. Gdybyś mógł przedłużyć swoje życie, to o jak długo? Jak wygląda dobra śmierć? Jak chciałbyś być wspominany?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: ak | dodano: 2015-09-29
Palcem po mapie księżyca

Fot. NASA

 

Palcem po mapie Księżyca

 

Srebrny Glob przyciąga naszą uwagę zwłaszcza w czasie pełni, np. kiedy wisi nisko nad dachami i wydaje się dużo większy niż zwykle. Potem szybko o nim zapominamy. Warto jednak poświęcić mu trochę więcej czasu.

 

Michał Baranowski

 

Praktycznie każdy nieskomplikowany instrument optyczny skierowany na Księżyc – lornetka, lunetka myśliwska, duży obiektyw fotograficzny, a nawet aparat fotograficzny z zoomem – pokaże coś więcej, niż można dostrzec gołym okiem. Jeśli zrobimy to podczas pełni, obserwowane ciemne i jasne plamy będą ostrzejsze i bogatsze w szczegóły. Odniesiemy wówczas wrażenie, że patrzymy na ciemne morza i oceany, a nawet jasny obszar przypominający zarys Afryki. Ale taki Księżyc będzie płaski, podobny do pokazywanego czasami w reklamach i filmach fabularnych.

Całkiem inne wrażenie odniesiemy, patrząc na Księżyc bliżej pierwszej kwadry (będzie mieć kształt litery D) albo ostatniej (kształt półksiężyca). Jego powierzchnia ujawnia wtedy trójwymiar. Cienie rzucane przez góry i we wnętrzach kraterów pozwalają nam się zorientować, co jest wyżej, a co niżej – dzięki temu powierzchnia ożywa dziesiątkami kształtów i nadaje się do „zwiedzania”. Na tym etapie przydają się już chociażby aplikacje na telefon lub tablet, np. bezpłatna Phases of the Moon opracowana przez zespół portalu newsowego Universe Today. Dzięki niej można na ekranie łatwo, intuicyjnie i płynnie przesuwać palcem po powierzchni Księżyca, sprawdzając, jak z czasem przemieszcza się granica między światłem a cieniem oraz kiedy przecina ona interesujące nas twory na powierzchni, ujawniając ich trójwymiarowy kształt.

 

Mapy wojskowe i nie tylko

 

Gdy już spojrzymy na Księżyc w odpowiednim czasie i uświadomimy sobie, że jest on naprawdę blisko nas, może przyjść nam do głowy pytanie – jak wysokie są jego góry, jak duże kratery, jakie dzielą je odległości? Czy oprócz programów komputerowych i na telefon istnieją jakieś dokładniejsze odwzorowania księżycowej topografii?

Pierwsze schematyczne mapy Księżyca opublikował w XVII w. Jan Heweliusz w „Selenografii”. Dopiero w XIX w. pojawiły się szczegółowe mapy z równoleżnikami i detalami, które można rozpoznać za pomocą współczesnych drobnych instrumentów optycznych. Obecnie dysponujemy mapami Księżyca podobnymi do map Ziemi. Międzynarodowa Unia Astronomiczna uchwaliła nawet, że od 1961 r. południki księżycowe biegną na wschód i na zachód od zerowego południka centralnego, tak jak na naszej planecie.

Co ciekawe, jeszcze 50 lat temu mapy Księżyca były publikowane głównie przez wojsko (USAF – Siły Powietrzne USA) oraz geologów (USGS – US Geological Survey) i rysowane ręcznie np. na podstawie zdjęć z naziemnego obserwatorium Lowella. Często nie udawało się na fotografiach uchwycić drobnych szczegółów, potem były one dorysowywane na podstawie obserwacji wizualnych. Wiele map z tamtych czasów jest udostępnionych w internecie bezpłatnie na stronach Lunar and Planetary Institute i innych; np. mapa „USGS LEM-1 Lunar Earthside Hemisphere 3rd ­edition July 1966” wykonana na podstawie fotografii naziemnymi teleskopami w obserwatoriach McDonald, Mt Wilson oraz Pic du Midi. Jeśli przyjrzymy się takiej mapie, warto się zastanowić, w jakiej właściwie jest skali – w ten sposób łatwo porównamy wielkości i odleg­łości tego, na co patrzymy. Na przykład jeśli mapa jest w skali jeden do miliona, to średni promień Księżyca jako kuli wyniesie tu nie 1738 km, a 1738 cm, co daje bardzo wygodny przelicznik dobry dla orientacji.

Ze współczesnych kartografów ery cyfrowej szczególnie godny zainteresowania jest Ralph Aeschliman, który udostępnia bardzo realistyczne mapy obu półkul Księżyca – nie tylko widzianych na wprost, ale także w taki sposób, żeby można było łatwo zidentyfikować twory przy samej granicy strony widocznej z Ziemi.

 

Teneryfa i inne góry

 

Nazwy tworów księżycowych cechuje albo bajkowa fantazja, np. Zatoka Tęczy (Sinus Iridum), albo zapożyczenia z geografii naszej własnej planety. Dlatego na Srebrnym Globie znajdziemy nie tylko Alpy i Karpaty, ale i np. Teneryfę. Nie jest to jednak zwykłe kopiowanie ziemskiej geografii. Jeśli chodzi o Teneryfę, to w ten sposób upamiętniono astronoma Charlesa Piazzi Smytha, który kiedyś na Wyspach Kanaryjskich próbował sprawdzić przypuszczenia Newtona, czy przebywając wysoko nad poziomem chmur, lepiej widać obiekty daleko w kosmosie. Oczywiście na Księżycu zamiast wysp znajduje się kilka sąsiadujących ze sobą szczytów górskich, czyli Montes Teneriffe. Najsłynniejszy z nich to Mons Pico, podobny do położonego nieopodal Mons Piton. W czasie pełni nawet trudno je zlokalizować, ale kiedy granica światła i cienia przechodzi w ich pobliżu, rzucają one długie cienie i widok jest dość spektakularny. Dobra mapa pozwoli zidentyfikować więcej obiektów, nawet jeśli mamy tylko prosty sprzęt.

Dużo bardziej wymagający test i dla map, i dla teleskopów to łańcuszek drobnych zagłębień wewnątrz krateru Davy, wyglądający jak ślad po serii z broni maszynowej. Największy z drobnych kraterów wewnętrznych, czyli Davy D, ma tylko 3 km średnicy. Wygląda na to, że w tym rejonie spadł nie jeden obiekt, ale coś podobnego do „sznura pereł” – wiele odłamków lecących jeden za drugim, zapewne z rozerwanej asteroidy lub komety.

Długo zagadką pozostawało pochodzenie podwójnego krateru Messier i Messier A. Nie dość, że zagłębienia nie są tam wcale okrągłe, ale dziwnie wydłużone, to jeszcze w pobliżu ciągnie się smuga jaśniejszego materiału. Dopiero eksperyment z działem, które wystrzeliwało małe pociski pod różnymi kątami, pozwolił ustalić, co może zostawić taki ślad. Otóż pociski lecące prawie równolegle do powierzchni i spadające pod kątem 5º pozwoliły dokładnie odtworzyć zarówno kształt kraterów, jak i smugę. Krater jest podwójny, ponieważ od głównego obiektu odpadł mniejszy fragment i przeleciał do przodu, formując drugie zagłębienie.

Kolejny popularny cel obserwacji, osiągalny nawet dla posiadaczy lornetek, to Rupes Recta, czyli „Prosta Ściana”. Jeśli spojrzymy we właściwym momencie, czyli wtedy, gdy w okolicy przechodzi granica między oświetloną a nieoświetloną częścią Księżyca, to ukaże się widok, którego nie sposób przeoczyć. Mając Słońce po prawej stronie, zobaczymy rozpadlinę – będzie ona wyglądać tak, jak gdyby ktoś od linijki narysował na Księżycu czarną kreskę. Natomiast oświetlana od lewej strony będzie wyglądać jak błyszcząca szpada, która ma nawet rękojeść uformowaną z pobliskich pagórków. Tak naprawdę nie jest to jednak rozpadlina ani ściana, tylko skarpa, która wznosi się bardzo łagodnie. Różnica poziomu gruntu wynosi co najwyżej kilkaset metrów, ale gra światła i cienia potęguje efekt.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie” 10/2015