nauki ścisłe
dodano: 2015-11-25
Bitwa o dno

Fot. Getty Images

Andrzej Hołdys

 

Od zeszłego roku między krajami posiadającymi na Pacyfiku rozległe strefy wyłączności ekonomicznej trwa swego rodzaju licytacja, który z nich stworzy na oceanie większy rezerwat morski. Pierwsi (we wrześniu 2014 r.) taką decyzję podjęli Amerykanie, wydzielając wokół kilku swoich atoli rozrzuconych na środku Oceanu Spokojnego obszar chroniony o łącznej powierzchni blisko 1,3 mln km2, czyli czterokrotnie większy od Polski. Na całym tym rozległym terytorium nie będzie można m.in. łowić ryb ani wydobywać surowców mineralnych z dna oceanicznego.

Pół roku później, w marcu 2015 r., do licytacji przystąpili Brytyjczycy. Ogłosili, że wokół jedynego swojego terytorium zależnego – wysp Pitcairn położonych na Pacyfiku, na południe od równika – stworzą największy na świecie pojedynczy rezerwat morski. Jego powierzchnia wyniesie 834 tys. km2. Będzie on zatem mniejszy od amerykańskiego rezerwatu, ale – w przeciwieństwie do niego – niepodzielony na kawałki. Wewnątrz obszaru chronionego znajdą się wszystkie cztery skrawki lądów składające się na miniarchipelag Pitcairn. Łączna powierzchnia tych wysepek to zaledwie 45 km2, przy czym tylko jedna z nich – ta, która dała nazwę całej grupie – jest zamieszkana. Żyje na niej około 50 osób. Nawiasem mówiąc, w większości są to potomkowie marynarzy, którzy pod koniec XVIII w. wzięli udział w słynnym buncie na HMS Bounty.

Wielkie rezerwaty morskie utworzyły też ostatnio Nowa Kaledonia i Wyspy Cooka, ale przez wiele lat największy posiadała Republika Kiribati. Jego powierzchnia wynosi blisko 400 tys. km2. Utworzono go w 2008 r. wokół ośmiu atoli tworzących odizolowany od świata archipelag Feniks. Siedem z tych atoli jest bezludnych, a na ósmym o nazwie Canton mieszka na stałe około 20 osób. To jedyni ludzie w promieniu tysiąca kilometrów. Za to ocean wokół archipelagu to istny raj dla zwierząt. W lagunie atolu Canton naliczono na przykład 160 gatunków ryb. Od 2010 r. obszar chroniony wysp Feniks (Phoenix Island Protected Area) znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO jako największy tego typu obiekt. I najgłębszy – jego najniższy punkt znajduje się 6147 m poniżej lustra wody.

Licytacja na deklaracje, kto zdoła ochronić Ocean Spokojny i w jakim zakresie, trwa dalej. Ostatnio przystąpiły do niej Chile i Nowa Zelandia. Oba kraje swoje zamiary przedstawiły podczas wielkiej konferencji Our Ocean 2015, która na początku października tego roku odbyła się w chilijskim Valparaiso. Najpierw gospodarze ogłosili, że chcą już w przyszłym roku utworzyć olbrzymi rezerwat morski wokół słynnej Wyspy Wielkanocnej, która należy do Chile. W tym przypadku strefa zakazu połowów i wydobycia podmorskich surowców objęłaby obszar o powierzchni 630 tys.  km2. Chilijczycy zapowiedzieli też, że następny rezerwat morski powstanie wokół Wysp Nieszczęśliwych (hiszp. Islas de los Desventurados), małych, niezamieszkanych skrawków lądu wystających z Pacyfiku w odległości około 800 km od Ameryki Południowej. Wówczas pod ochroną znalazłoby się łącznie ponad 1 mln km2 oceanu znajdującego się w chilijskiej strefie ekonomicznej.

Po Chilijczykach wystąpił minister środowiska Nowej Zelandii, informując, że jego kraj szykuje się do stworzenia rezerwatu morskiego o powierzchni 620 tys. km2 wokół wysepek Kermadec. Znajdują się one około 1000 km na północ od nowozelandzkiej Wyspy Północnej. Ocean wokół wysp Kermadec to także raj faunistyczny, a bogactwu życia morskiego towarzyszy niecodzienna geologia – w pobliżu znajduje się jedna z największych głębi oceanicznych (10 043 m), z którą sąsiaduje najdłuższy na Ziemi łańcuch podmorskich wulkanów. Ta wulkaniczna strefa jest bogata w rozmaite rudy metali. Mimo to Nowa Zelandia zdecydowała, że żadne z tych cennych złóż nie będzie ani szczegółowo badane, ani później eksploatowane. – Co nie znaczy, że w ogóle rezygnujemy z podmorskiego górnictwa. Dla Nowej Zelandii zasoby oceanu są źródłem dochodów i nowych miejsc pracy. Zamierzamy je pozyskiwać. Zarazem uważamy, że najcenniejsze fragmenty Pacyfiku muszą być chronione – zadeklarował minister Nick Smith.

 

Pierwsi odważni

Smith nawiązywał w ten sposób do toczącej się obecnie gorącej debaty na temat perspektyw podmorskiego górnictwa metali. Wielu ekspertów uważa, że w ciągu najbliższych dekad dojdzie do ekspansji tego typu działalności. Pierwsza oceaniczna kopalnia o nazwie Solwara 1 powinna ruszyć w ciągu 2–3 lat. Czy tak się stanie, nie wiadomo. Teoretycznie powinna pracować już od kilku lat, ale jej start okazał się znacznie trudniejszy, niż zakładano, choć inwestor ma już pozwolenie na eksploatację metalicznych kruszców z dna.

Owym inwestorem jest kanadyjska firma Nautilus Minerals, której siedziba znajduje się w Vancouver. Ponad dekadę temu zatrudnieni przez nią geolodzy znaleźli obiecujące złoże miedzi i złota na drugim końcu Pacyfiku. Zlokalizowali je na głębokości 1600 m we wschodniej części niewielkiego Morza Bismarcka znajdującego się w całości w wyłącznej strefie ekonomicznej Papui-Nowej Gwinei. To jej rząd zezwolił Nautilusowi na prowadzenie podmorskich prac górniczych.

Złoże nie jest duże. Ma około 1 km długości i 200 m szerokości. Szacuje się, że zawiera około 1 mln ton rudy. W porównaniu z gigantycznymi złożami miedzi na lądach pozostaje zatem maleństwem. Jego wielką zaletą jest natomiast wysoka koncentracja metali – zawartość miedzi sięga 7%, czyli jest kilka razy wyższa niż w przypadku większości złóż lądowych. Ponadto ruda na dnie Morza Bismarcka obfituje w złoto, cynk i srebro. Aby się do niej dobrać, potrzebne będą nowatorskie rozwiązania technologiczne. Najważniejszy jest specjalny statek, na którym podmorski urobek będzie przerabiany w koncentrat miedzi, a następnie zabierany do pobliskiego portu i stąd rozwożony po świecie.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie” 12/2015

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 12/2015 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
03/2020
02/2020
Kalendarium
Luty
21
W 1936 r. uruchomiono kolej linową na Kasprowy Wierch
Warto przeczytać
Jak można zmieścić całą wiedzę ludzkości w jednej książce? Z pozoru wydaje się to niemożliwe, jednak wszystko stanie się jasne, jeśli dodamy, że tą książką jest poradnik dla podróżujących w czasie, którzy bezpowrotnie utknęli w odległej przeszłości.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

dodano: 2015-11-25
Bitwa o dno

Fot. Getty Images

Andrzej Hołdys

 

Od zeszłego roku między krajami posiadającymi na Pacyfiku rozległe strefy wyłączności ekonomicznej trwa swego rodzaju licytacja, który z nich stworzy na oceanie większy rezerwat morski. Pierwsi (we wrześniu 2014 r.) taką decyzję podjęli Amerykanie, wydzielając wokół kilku swoich atoli rozrzuconych na środku Oceanu Spokojnego obszar chroniony o łącznej powierzchni blisko 1,3 mln km2, czyli czterokrotnie większy od Polski. Na całym tym rozległym terytorium nie będzie można m.in. łowić ryb ani wydobywać surowców mineralnych z dna oceanicznego.

Pół roku później, w marcu 2015 r., do licytacji przystąpili Brytyjczycy. Ogłosili, że wokół jedynego swojego terytorium zależnego – wysp Pitcairn położonych na Pacyfiku, na południe od równika – stworzą największy na świecie pojedynczy rezerwat morski. Jego powierzchnia wyniesie 834 tys. km2. Będzie on zatem mniejszy od amerykańskiego rezerwatu, ale – w przeciwieństwie do niego – niepodzielony na kawałki. Wewnątrz obszaru chronionego znajdą się wszystkie cztery skrawki lądów składające się na miniarchipelag Pitcairn. Łączna powierzchnia tych wysepek to zaledwie 45 km2, przy czym tylko jedna z nich – ta, która dała nazwę całej grupie – jest zamieszkana. Żyje na niej około 50 osób. Nawiasem mówiąc, w większości są to potomkowie marynarzy, którzy pod koniec XVIII w. wzięli udział w słynnym buncie na HMS Bounty.

Wielkie rezerwaty morskie utworzyły też ostatnio Nowa Kaledonia i Wyspy Cooka, ale przez wiele lat największy posiadała Republika Kiribati. Jego powierzchnia wynosi blisko 400 tys. km2. Utworzono go w 2008 r. wokół ośmiu atoli tworzących odizolowany od świata archipelag Feniks. Siedem z tych atoli jest bezludnych, a na ósmym o nazwie Canton mieszka na stałe około 20 osób. To jedyni ludzie w promieniu tysiąca kilometrów. Za to ocean wokół archipelagu to istny raj dla zwierząt. W lagunie atolu Canton naliczono na przykład 160 gatunków ryb. Od 2010 r. obszar chroniony wysp Feniks (Phoenix Island Protected Area) znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO jako największy tego typu obiekt. I najgłębszy – jego najniższy punkt znajduje się 6147 m poniżej lustra wody.

Licytacja na deklaracje, kto zdoła ochronić Ocean Spokojny i w jakim zakresie, trwa dalej. Ostatnio przystąpiły do niej Chile i Nowa Zelandia. Oba kraje swoje zamiary przedstawiły podczas wielkiej konferencji Our Ocean 2015, która na początku października tego roku odbyła się w chilijskim Valparaiso. Najpierw gospodarze ogłosili, że chcą już w przyszłym roku utworzyć olbrzymi rezerwat morski wokół słynnej Wyspy Wielkanocnej, która należy do Chile. W tym przypadku strefa zakazu połowów i wydobycia podmorskich surowców objęłaby obszar o powierzchni 630 tys.  km2. Chilijczycy zapowiedzieli też, że następny rezerwat morski powstanie wokół Wysp Nieszczęśliwych (hiszp. Islas de los Desventurados), małych, niezamieszkanych skrawków lądu wystających z Pacyfiku w odległości około 800 km od Ameryki Południowej. Wówczas pod ochroną znalazłoby się łącznie ponad 1 mln km2 oceanu znajdującego się w chilijskiej strefie ekonomicznej.

Po Chilijczykach wystąpił minister środowiska Nowej Zelandii, informując, że jego kraj szykuje się do stworzenia rezerwatu morskiego o powierzchni 620 tys. km2 wokół wysepek Kermadec. Znajdują się one około 1000 km na północ od nowozelandzkiej Wyspy Północnej. Ocean wokół wysp Kermadec to także raj faunistyczny, a bogactwu życia morskiego towarzyszy niecodzienna geologia – w pobliżu znajduje się jedna z największych głębi oceanicznych (10 043 m), z którą sąsiaduje najdłuższy na Ziemi łańcuch podmorskich wulkanów. Ta wulkaniczna strefa jest bogata w rozmaite rudy metali. Mimo to Nowa Zelandia zdecydowała, że żadne z tych cennych złóż nie będzie ani szczegółowo badane, ani później eksploatowane. – Co nie znaczy, że w ogóle rezygnujemy z podmorskiego górnictwa. Dla Nowej Zelandii zasoby oceanu są źródłem dochodów i nowych miejsc pracy. Zamierzamy je pozyskiwać. Zarazem uważamy, że najcenniejsze fragmenty Pacyfiku muszą być chronione – zadeklarował minister Nick Smith.

 

Pierwsi odważni

Smith nawiązywał w ten sposób do toczącej się obecnie gorącej debaty na temat perspektyw podmorskiego górnictwa metali. Wielu ekspertów uważa, że w ciągu najbliższych dekad dojdzie do ekspansji tego typu działalności. Pierwsza oceaniczna kopalnia o nazwie Solwara 1 powinna ruszyć w ciągu 2–3 lat. Czy tak się stanie, nie wiadomo. Teoretycznie powinna pracować już od kilku lat, ale jej start okazał się znacznie trudniejszy, niż zakładano, choć inwestor ma już pozwolenie na eksploatację metalicznych kruszców z dna.

Owym inwestorem jest kanadyjska firma Nautilus Minerals, której siedziba znajduje się w Vancouver. Ponad dekadę temu zatrudnieni przez nią geolodzy znaleźli obiecujące złoże miedzi i złota na drugim końcu Pacyfiku. Zlokalizowali je na głębokości 1600 m we wschodniej części niewielkiego Morza Bismarcka znajdującego się w całości w wyłącznej strefie ekonomicznej Papui-Nowej Gwinei. To jej rząd zezwolił Nautilusowi na prowadzenie podmorskich prac górniczych.

Złoże nie jest duże. Ma około 1 km długości i 200 m szerokości. Szacuje się, że zawiera około 1 mln ton rudy. W porównaniu z gigantycznymi złożami miedzi na lądach pozostaje zatem maleństwem. Jego wielką zaletą jest natomiast wysoka koncentracja metali – zawartość miedzi sięga 7%, czyli jest kilka razy wyższa niż w przypadku większości złóż lądowych. Ponadto ruda na dnie Morza Bismarcka obfituje w złoto, cynk i srebro. Aby się do niej dobrać, potrzebne będą nowatorskie rozwiązania technologiczne. Najważniejszy jest specjalny statek, na którym podmorski urobek będzie przerabiany w koncentrat miedzi, a następnie zabierany do pobliskiego portu i stąd rozwożony po świecie.

 

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie” 12/2015