człowiek
Autor: Małgorzata T. Załoga | dodano: 2012-06-12
Koniec cichych dni

Dobry słuch doceniamy dopiero, gdy zaczynamy go tracić. Na szczęście w sukurs głuchnącym społeczeństwom przychodzi elektronika. Być może już niedługo designerski aparat słuchowy będzie równie modny jak dziś markowe okulary.

Nasze otoczenie jest coraz bardziej zanieczyszczone dźwiękami. W Polsce na hałas w domu jest narażonych około 30% obywateli, w pracy - 30% czynnych zawodowo - podaje wibroakustyk Jacek Danielewski. Ponad 10 mln mieszkańców miast i 4,5 mln mieszkańców wsi mieszka w strefie hałasu powyżej 70 decybeli. Takie natężenie dźwięku stanowi już poważne zagrożenie dla zdrowia. Nic dziwnego, że z tego powodu niedomaga około 13% Polaków, a według Instytutu Medycyny Pracy uszkodzenie słuchu jest najczęściej stwierdzaną chorobą zawodową. Jeśli do tego dodać sporą dawkę hałasu, który fundujemy sobie sami - przesiadując w lokalach z głośną muzyką, słuchając "na full" radia w samochodzie czy nastawiając "na maksa" głośność przenośnego odtwarzacza - trudno się dziwić, że coraz więcej nas niedosłyszy.

Głuchną młodzi, głuchną starzy

Szacuje się, że do 2025 roku na świecie ponad 900 mln ludzi będzie miało ubytek słuchu. Wśród emerytów odsetek niedosłyszących przekracza 30%, a po 75 roku życia zbliża się do 50%, ale problem coraz częściej dotyczy także ludzi młodych. Postępująca "cyfryzacja" muzyki stanowi dziś wielki hałaśliwy problem. O ile bowiem "czarne" płyty czy kasety zwykle nie dawały się słuchać "na full", bo z głośników czy słuchawek oprócz muzyki płynęły wtedy liczne szumy i trzaski, o tyle współczesnego, "czystego" dźwięku nie dotyczą takie ograniczenia, a im głośniej słuchamy muzyki, niezależnie jak bardzo się z nią identyfikujemy, tym bardziej uszy się męczą. Eksperci alarmują, że kłopoty ze słuchem zaczynają się coraz wcześniej, a współcześni 20-, 30-latkowie coraz rzadziej mieszczą się w normie słyszenia.

Dla wszystkich tych osób rozwiązaniem kłopotów ze słuchem byłby właściwie dobrany aparat słuchowy. Byłby, gdyby nie stereotypy kojarzące ubytek słuchu z ubytkiem... inteligencji. Amerykańscy psychologowie potwierdzili to nawet statystycznie. Pokazywali badanej grupie zdjęcia różnych osób, polecając ocenić, czy są "bystre". Zestaw zdjęć był tak dobrany, że powtarzały się w nim te same twarze różniące się tylko tym, że raz fotografowany miał okulary, innym razem widoczny aparat słuchowy, a jeszcze innym występował "bez dodatków". Ku zdziwieniu badaczy twarze z aparatem konsekwentnie oceniano jako najmniej "bystre", podczas gdy okulary dodawały kilka punktów na skali intelektu.

W świetle takich badań przestają dziwić statystyki, z których wynika, że po protezę słuchu zgłasza się do laryngologa tylko jedna na pięć osób z niedosłuchem i czeka z tym przeciętnie aż siedem lat. Co więcej, wśród tych, którzy już mają aparat - nosi go na stałe zaledwie co trzecia, a aż połowa nie jest zadowolona z jego działania. Gdyby wśród posiadaczy okularów było podobnie, aż strach pomyśleć choćby o bezpieczeństwie w ruchu drogowym. (...)

Cyfrowe cudeńka

Sposobem na wszystkie kłopoty okazała się ta sama technika cyfrowa, która przyczynia się do pogorszenia słuchu u zakochanej w odtwarzaczach mp3 młodzieży. Pierwszy cyfrowy aparat słuchowy pojawił się w roku 1996. Trzy lata później do sprzedaży trafił pierwszy wewnątrz uszny "mikrokomputer". Firma GN Danavox Inc. w obudowie wielkości ziarnka fasoli zmieściła cały hard- ware i software pozwalający na precyzyjne sterowanie dźwiękiem. (...)

Na rynku spotyka się dwa rodzaje urządzeń: zauszne i wewnątrzuszne. Jedne i drugie są małe i lekkie (ważą kilka gramów), a każde stanowi właściwie wyspecjalizowany komputer do obróbki dźwięku. W każdej sekundzie dokonuje tysięcy analiz potencjalnych ustawień i wybiera najlepsze z punktu widzenia (a raczej słyszenia) użytkownika (gdy przebywa on w zamkniętej przestrzeni, na otwartym powietrzu, w ciszy, hałasie lub na wietrze), automatycznie rozpoznaje, które dźwięki są mową i potrafi zawęzić lub rozszerzyć kąt słyszenia tak, by odbierać tylko to, co istotne, wytłumiając jednocześnie szum tła. Wszystko po to, by noszący aparat mógł wyraźnie słyszeć swoich rozmówców. Najbardziej zaawansowane mają kilka różnych trybów pracy, po zakończeniu rozmowy można je np. przełączyć w tryb muzyczny i rozkoszować się pełnią "Sonaty księżycowej".

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 04/2008 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
05/2020
04/2020
Kalendarium
Maj
31
W 1884 r. na ulice czeskiego Brna wyjechały pierwsze tramwaje parowe.
Warto przeczytać
W zagubionej w lesie deszczowym Papui Nowej Gwinei jest maleńka wioska Gapun, w której mieszka 200 osób. Tylko 45 z nich mówi rdzennym językiem tayapu i z roku na rok jest ich coraz mniej. Amerykański antropolog Don Kulick postanawia udokumentować proces wymierania tego języka.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Małgorzata T. Załoga | dodano: 2012-06-12
Koniec cichych dni

Dobry słuch doceniamy dopiero, gdy zaczynamy go tracić. Na szczęście w sukurs głuchnącym społeczeństwom przychodzi elektronika. Być może już niedługo designerski aparat słuchowy będzie równie modny jak dziś markowe okulary.

Nasze otoczenie jest coraz bardziej zanieczyszczone dźwiękami. W Polsce na hałas w domu jest narażonych około 30% obywateli, w pracy - 30% czynnych zawodowo - podaje wibroakustyk Jacek Danielewski. Ponad 10 mln mieszkańców miast i 4,5 mln mieszkańców wsi mieszka w strefie hałasu powyżej 70 decybeli. Takie natężenie dźwięku stanowi już poważne zagrożenie dla zdrowia. Nic dziwnego, że z tego powodu niedomaga około 13% Polaków, a według Instytutu Medycyny Pracy uszkodzenie słuchu jest najczęściej stwierdzaną chorobą zawodową. Jeśli do tego dodać sporą dawkę hałasu, który fundujemy sobie sami - przesiadując w lokalach z głośną muzyką, słuchając "na full" radia w samochodzie czy nastawiając "na maksa" głośność przenośnego odtwarzacza - trudno się dziwić, że coraz więcej nas niedosłyszy.

Głuchną młodzi, głuchną starzy

Szacuje się, że do 2025 roku na świecie ponad 900 mln ludzi będzie miało ubytek słuchu. Wśród emerytów odsetek niedosłyszących przekracza 30%, a po 75 roku życia zbliża się do 50%, ale problem coraz częściej dotyczy także ludzi młodych. Postępująca "cyfryzacja" muzyki stanowi dziś wielki hałaśliwy problem. O ile bowiem "czarne" płyty czy kasety zwykle nie dawały się słuchać "na full", bo z głośników czy słuchawek oprócz muzyki płynęły wtedy liczne szumy i trzaski, o tyle współczesnego, "czystego" dźwięku nie dotyczą takie ograniczenia, a im głośniej słuchamy muzyki, niezależnie jak bardzo się z nią identyfikujemy, tym bardziej uszy się męczą. Eksperci alarmują, że kłopoty ze słuchem zaczynają się coraz wcześniej, a współcześni 20-, 30-latkowie coraz rzadziej mieszczą się w normie słyszenia.

Dla wszystkich tych osób rozwiązaniem kłopotów ze słuchem byłby właściwie dobrany aparat słuchowy. Byłby, gdyby nie stereotypy kojarzące ubytek słuchu z ubytkiem... inteligencji. Amerykańscy psychologowie potwierdzili to nawet statystycznie. Pokazywali badanej grupie zdjęcia różnych osób, polecając ocenić, czy są "bystre". Zestaw zdjęć był tak dobrany, że powtarzały się w nim te same twarze różniące się tylko tym, że raz fotografowany miał okulary, innym razem widoczny aparat słuchowy, a jeszcze innym występował "bez dodatków". Ku zdziwieniu badaczy twarze z aparatem konsekwentnie oceniano jako najmniej "bystre", podczas gdy okulary dodawały kilka punktów na skali intelektu.

W świetle takich badań przestają dziwić statystyki, z których wynika, że po protezę słuchu zgłasza się do laryngologa tylko jedna na pięć osób z niedosłuchem i czeka z tym przeciętnie aż siedem lat. Co więcej, wśród tych, którzy już mają aparat - nosi go na stałe zaledwie co trzecia, a aż połowa nie jest zadowolona z jego działania. Gdyby wśród posiadaczy okularów było podobnie, aż strach pomyśleć choćby o bezpieczeństwie w ruchu drogowym. (...)

Cyfrowe cudeńka

Sposobem na wszystkie kłopoty okazała się ta sama technika cyfrowa, która przyczynia się do pogorszenia słuchu u zakochanej w odtwarzaczach mp3 młodzieży. Pierwszy cyfrowy aparat słuchowy pojawił się w roku 1996. Trzy lata później do sprzedaży trafił pierwszy wewnątrz uszny "mikrokomputer". Firma GN Danavox Inc. w obudowie wielkości ziarnka fasoli zmieściła cały hard- ware i software pozwalający na precyzyjne sterowanie dźwiękiem. (...)

Na rynku spotyka się dwa rodzaje urządzeń: zauszne i wewnątrzuszne. Jedne i drugie są małe i lekkie (ważą kilka gramów), a każde stanowi właściwie wyspecjalizowany komputer do obróbki dźwięku. W każdej sekundzie dokonuje tysięcy analiz potencjalnych ustawień i wybiera najlepsze z punktu widzenia (a raczej słyszenia) użytkownika (gdy przebywa on w zamkniętej przestrzeni, na otwartym powietrzu, w ciszy, hałasie lub na wietrze), automatycznie rozpoznaje, które dźwięki są mową i potrafi zawęzić lub rozszerzyć kąt słyszenia tak, by odbierać tylko to, co istotne, wytłumiając jednocześnie szum tła. Wszystko po to, by noszący aparat mógł wyraźnie słyszeć swoich rozmówców. Najbardziej zaawansowane mają kilka różnych trybów pracy, po zakończeniu rozmowy można je np. przełączyć w tryb muzyczny i rozkoszować się pełnią "Sonaty księżycowej".