ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2012-06-12
Na własnych śmieciach

Ziemia szybko zamienia się w wysypisko śmieci. Klocki LEGO, długopisy, szczoteczki do zębów, nawet zapalniczki są znajdowane w żołądkach ryb i ptaków morskich. Wyrzucamy, wyrzucamy, wyrzucamy...

Wielkie zdumienie ogarnęło niedawno naukowców, którzy zebrali trochę piasku z plaż na odległych wysepkach Archipelagu Hawajskiego. Do analiz pojechały 22 wiadra o pojemności 20 l. Po odsianiu piasku pozostało w nich - jak skrupulatnie policzono - 19 100 kawałków plastiku o rozmiarach od 1 do 15 mm. W niektórych wiadrach plastik stanowił ponad połowę masy.

Także inne badania pokazują, że na wielu dziewiczych plażach wszystkich trzech oceanów zamiast piasku coraz więcej jest plastiku. Woda oddaje to, co do niej trafia z zaśmieconych przez nas lądów, często odległych o dziesiątki tysięcy kilometrów. Nawet tam, gdzie plaża wydaje się czysta, plastiku - jak pokazuje przykład Hawajów - może być w bród. Najwięcej unosi się go w północnej części Pacyfiku, pomiędzy równikiem a równoleżnikiem 40oN. Wyprawiający się tam co roku naukowcy z Algalita Marine Research Foundation, mieszczącej się w Long Beach w Kalifornii, szacują, że w tej części oceanu pływa około 100 mln ton śmieci wyprodukowanych przez człowieka.

Plastik przynoszą prądy morskie krążące zgodnie z ruchem wskazówek zegara i zataczające wielką pętlę pomiędzy Ameryką i Azją. Zachowanie oceanu wewnątrz tej pętli idealnie pasuje do jego nazwy. Woda porusza się tu niemrawo, a silniejsze wiatry zdarzają się sporadycznie. Niejeden żaglowiec utknął na długo w tym miejscu. To samo dzieje się teraz z odpadami. Według badaczy z Algality, północny Pacyfik to największy na Ziemi worek ze śmieciami.

Rzeź albatrosów

Plastik jest prawie niezniszczalny - rozkłada się tysiące lat. Jednak wiatr, woda morska, a przede wszystkim promienie słoneczne rozbijają polimery na coraz mniejsze kawałki (zjawisko nosi nazwę fotodegradacji). Na środku północnego Pacyfiku tego drobiazgu jest sześć razy więcej niż planktonu zwierzęcego. Badacze mówią, że to taka plastikowa zupa, w której unoszą się większe fragmenty tworzyw. Czego tam nie ma! Długopisy, zapalniczki, zabawki, piłki, kawałki folii, klocki i oczywiście butelki. Kiedy "zupa" zbliży się do jakiejś wyspy, jej brzegi zostają pokryte plastikiem. Ponieważ jest on bardzo trwały, a prądy morskie przynoszą wciąż nowe śmieci, strefa brudów się powiększa. W tej chwili ma rozmiary dwukrotnie większe od Europy. Fakt ten ma, niestety, katastrofalne konsekwencje dla przyrody, np. dla albatrosów.

Albatrosy - wielkie morskie ptaki - żywią się rybami i innymi morskimi zwierzętami żyjącymi w północnym Pacyfiku. Przy okazji połykają mnóstwo plastiku, myląc go z pokarmem. Wiele z nich umiera w męczarniach z tego powodu. Podczas badań prowadzonych na atolu Midway oraz na wyspie Guadalupe we wschodniej części oceanu w żołądkach martwych ptaków znaleziono m.in. korki do butelek, strzykawki, sieci rybackie, guziki, zabawki, balony, okulary, flamastry, długopisy, szczoteczki do zębów i mnóstwo innych przedmiotów.

Taką plastikową dietą, złowioną w oceanie, dorosłe osobniki karmią też potomstwo przebywające w gniazdach na lądzie. Z żołądka rodzica do dzioba dziecka zamiast częściowo strawionej karmy płyną niestrawne śmieci. Blokują one przewód pokarmowy, zatruwając go toksycznymi związkami. Młody traci apetyt, siły i masę ciała. W końcu zdycha z odwodnienia i zagłodzenia. Wiele piskląt nigdy nie opuści wyspy. Stosy ich kości znaleziono m.in. na Midway. Raport UNEP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska) z 2006 roku podaje, że plastikowe odpadki, które zwierzęta mylą z posiłkiem, są co roku przyczyną śmierci ponad miliona ptaków morskich i blisko 100 tys. morskich ssaków. Według tego samego raportu na każdym kilometrze kwadratowym północnego Pacyfiku unosi się przeciętnie kilkanaście tysięcy syntetycznych drobin.

Jeszcze groźniejsze jest to, że plastik działa jak magnes dla dostających się do wody substancji toksycznych, także wyprodukowanych przez nas. Przyczepiają się do niego cząsteczki pestycydów, m.in. DDT, oraz polichlorowanych bifenyli (PCB), rtęci i wielu innych trucizn, które nie rozpuszczają się w wodzie, za to łatwo przenikają do organizmów ryb i innych zwierząt morskich, następnie wyławianych i podawanych nam na stół. Część plastiku wraz z toksycznym transportem opada na dno, zanieczyszczając żyjące tam organizmy. Kiedy geolog w odległej przyszłości będzie badał osady morskie z naszego okresu, odnajdzie w nich warstwę wzbogaconą syntetycznymi materiałami. Nie tylko w północnym Pacyfiku. Tam jest najgorzej, ale podobne strefy brudów tworzą się też w pozostałych oceanach i przyległych do nich morzach.

Parszywa dwunastka

Związki DDT i PCB zaliczone zostały do "parszywej dwunastki", czyli grupy silnie toksycznych substancji, które łatwo rozprzestrzeniają się po całej planecie, a ponieważ są bardzo trwałe, stopniowo gromadzą się w tkankach ludzi i zwierząt. Wywołują wiele szkód zdrowotnych. Podpisana w 2001 roku Konwencja Sztokholmska nakazuje zatrzymanie lub poważne ograniczenie produkcji tych związków, jednak to, co do tej pory zdołaliśmy wytworzyć, będzie jeszcze przez wiele dekad zanieczyszczało planetę. W tym dość paskudnym towarzystwie przeważają pestycydy, takie jak aldryna, chlordan, dieldryna czy DDT, ale znajdziemy tu również trzy rodziny zabójców, których źródłem są rozmaite odpady stałe, z plastikiem włącznie. To PCB, dioksyny i furany.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 05/2008 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
02/2019
01/2019
Kalendarium
Styczeń
23
W 1895 r. norweski naukowiec Carsten Borchgrevink jako pierwszy człowiek wylądował na Antarktydzie  
Warto przeczytać
W jaki sposób myślą geniusze? Jak widzieli świat najwięksi matematycy, ludzie o zdumiewającej jasności umysłu i oryginalności spojrzenia? Jak to możliwe, że ich myśli podążały zupełnie nowymi ścieżkami, których ludzkość wcześniej nie znała?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2012-06-12
Na własnych śmieciach

Ziemia szybko zamienia się w wysypisko śmieci. Klocki LEGO, długopisy, szczoteczki do zębów, nawet zapalniczki są znajdowane w żołądkach ryb i ptaków morskich. Wyrzucamy, wyrzucamy, wyrzucamy...

Wielkie zdumienie ogarnęło niedawno naukowców, którzy zebrali trochę piasku z plaż na odległych wysepkach Archipelagu Hawajskiego. Do analiz pojechały 22 wiadra o pojemności 20 l. Po odsianiu piasku pozostało w nich - jak skrupulatnie policzono - 19 100 kawałków plastiku o rozmiarach od 1 do 15 mm. W niektórych wiadrach plastik stanowił ponad połowę masy.

Także inne badania pokazują, że na wielu dziewiczych plażach wszystkich trzech oceanów zamiast piasku coraz więcej jest plastiku. Woda oddaje to, co do niej trafia z zaśmieconych przez nas lądów, często odległych o dziesiątki tysięcy kilometrów. Nawet tam, gdzie plaża wydaje się czysta, plastiku - jak pokazuje przykład Hawajów - może być w bród. Najwięcej unosi się go w północnej części Pacyfiku, pomiędzy równikiem a równoleżnikiem 40oN. Wyprawiający się tam co roku naukowcy z Algalita Marine Research Foundation, mieszczącej się w Long Beach w Kalifornii, szacują, że w tej części oceanu pływa około 100 mln ton śmieci wyprodukowanych przez człowieka.

Plastik przynoszą prądy morskie krążące zgodnie z ruchem wskazówek zegara i zataczające wielką pętlę pomiędzy Ameryką i Azją. Zachowanie oceanu wewnątrz tej pętli idealnie pasuje do jego nazwy. Woda porusza się tu niemrawo, a silniejsze wiatry zdarzają się sporadycznie. Niejeden żaglowiec utknął na długo w tym miejscu. To samo dzieje się teraz z odpadami. Według badaczy z Algality, północny Pacyfik to największy na Ziemi worek ze śmieciami.

Rzeź albatrosów

Plastik jest prawie niezniszczalny - rozkłada się tysiące lat. Jednak wiatr, woda morska, a przede wszystkim promienie słoneczne rozbijają polimery na coraz mniejsze kawałki (zjawisko nosi nazwę fotodegradacji). Na środku północnego Pacyfiku tego drobiazgu jest sześć razy więcej niż planktonu zwierzęcego. Badacze mówią, że to taka plastikowa zupa, w której unoszą się większe fragmenty tworzyw. Czego tam nie ma! Długopisy, zapalniczki, zabawki, piłki, kawałki folii, klocki i oczywiście butelki. Kiedy "zupa" zbliży się do jakiejś wyspy, jej brzegi zostają pokryte plastikiem. Ponieważ jest on bardzo trwały, a prądy morskie przynoszą wciąż nowe śmieci, strefa brudów się powiększa. W tej chwili ma rozmiary dwukrotnie większe od Europy. Fakt ten ma, niestety, katastrofalne konsekwencje dla przyrody, np. dla albatrosów.

Albatrosy - wielkie morskie ptaki - żywią się rybami i innymi morskimi zwierzętami żyjącymi w północnym Pacyfiku. Przy okazji połykają mnóstwo plastiku, myląc go z pokarmem. Wiele z nich umiera w męczarniach z tego powodu. Podczas badań prowadzonych na atolu Midway oraz na wyspie Guadalupe we wschodniej części oceanu w żołądkach martwych ptaków znaleziono m.in. korki do butelek, strzykawki, sieci rybackie, guziki, zabawki, balony, okulary, flamastry, długopisy, szczoteczki do zębów i mnóstwo innych przedmiotów.

Taką plastikową dietą, złowioną w oceanie, dorosłe osobniki karmią też potomstwo przebywające w gniazdach na lądzie. Z żołądka rodzica do dzioba dziecka zamiast częściowo strawionej karmy płyną niestrawne śmieci. Blokują one przewód pokarmowy, zatruwając go toksycznymi związkami. Młody traci apetyt, siły i masę ciała. W końcu zdycha z odwodnienia i zagłodzenia. Wiele piskląt nigdy nie opuści wyspy. Stosy ich kości znaleziono m.in. na Midway. Raport UNEP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska) z 2006 roku podaje, że plastikowe odpadki, które zwierzęta mylą z posiłkiem, są co roku przyczyną śmierci ponad miliona ptaków morskich i blisko 100 tys. morskich ssaków. Według tego samego raportu na każdym kilometrze kwadratowym północnego Pacyfiku unosi się przeciętnie kilkanaście tysięcy syntetycznych drobin.

Jeszcze groźniejsze jest to, że plastik działa jak magnes dla dostających się do wody substancji toksycznych, także wyprodukowanych przez nas. Przyczepiają się do niego cząsteczki pestycydów, m.in. DDT, oraz polichlorowanych bifenyli (PCB), rtęci i wielu innych trucizn, które nie rozpuszczają się w wodzie, za to łatwo przenikają do organizmów ryb i innych zwierząt morskich, następnie wyławianych i podawanych nam na stół. Część plastiku wraz z toksycznym transportem opada na dno, zanieczyszczając żyjące tam organizmy. Kiedy geolog w odległej przyszłości będzie badał osady morskie z naszego okresu, odnajdzie w nich warstwę wzbogaconą syntetycznymi materiałami. Nie tylko w północnym Pacyfiku. Tam jest najgorzej, ale podobne strefy brudów tworzą się też w pozostałych oceanach i przyległych do nich morzach.

Parszywa dwunastka

Związki DDT i PCB zaliczone zostały do "parszywej dwunastki", czyli grupy silnie toksycznych substancji, które łatwo rozprzestrzeniają się po całej planecie, a ponieważ są bardzo trwałe, stopniowo gromadzą się w tkankach ludzi i zwierząt. Wywołują wiele szkód zdrowotnych. Podpisana w 2001 roku Konwencja Sztokholmska nakazuje zatrzymanie lub poważne ograniczenie produkcji tych związków, jednak to, co do tej pory zdołaliśmy wytworzyć, będzie jeszcze przez wiele dekad zanieczyszczało planetę. W tym dość paskudnym towarzystwie przeważają pestycydy, takie jak aldryna, chlordan, dieldryna czy DDT, ale znajdziemy tu również trzy rodziny zabójców, których źródłem są rozmaite odpady stałe, z plastikiem włącznie. To PCB, dioksyny i furany.