technika
Autor: Robert Czulda | dodano: 2018-04-20
Śmiercionośne bezzałogowce

Fot. Boston Dynamics

Bezzałogowce szybko podbiły zarówno rynek cywilny, jak i wojskowy, tak że coraz więcej państw na świecie zwiększa wykorzystanie tego rodzaju sprzętu w prowadzonych przez siebie działaniach. Przy czym militarny sektor bezzałogowców to nie tylko najbardziej znane opinii publicznej konstrukcje lotnicze, jak niewielkie maszyny rozpoznawcze (np. polski FlyEye i amerykański RQ-11 Raven) czy też większe, przeznaczone do zadań bojowych (choćby amerykański MQ-9 Reaper i drony „kamikadze”: polski Warmate i izraelski Harop, zwane amunicją krążącą). Jedną z szybciej rozwijających się gałęzi bezzałogowego wyposażenia armii są dziś pojazdy naziemne, których użyteczność, autonomia oraz zakres wykonywanych działań systematycznie rosną.

Samodzielni kierowcy

W przyszłości, i to wcale nie tak odległej, żołnierzy (ale także funkcjonariuszy straży granicznej) wesprą takie pojazdy jak izraelski Amstaf, który już teraz może wykonywać szereg zadań, w tym samodzielnie patrolować wyznaczony obszar. W momencie wykrycia nieautoryzowanego ruchu przez czujniki na płocie lub maszcie Amstaf sam kieruje się w miejsce zdarzenia. Jeśli pojazdów na danym obszarze jest kilka, a jeden Amstaf ulegnie awarii, pozostałe same przejmują jego obowiązki. Zdolność ta jest niepozorna, ale bardzo ważna – założenie wojskowych jest takie, by w przyszłości roboty były elementem systemu sieciocentrycznego, a więc wymieniały informacje z innymi maszynami oraz z ludźmi. Amstaf może również być wykorzystywany do zadań transportowych – wówczas sam kieruje się za wskazanym żołnierzem lub innym pojazdem. Maksymalnie może ewakuować do ośmiu rannych naraz.

W dalszej części artykułu czytelnik dowie się o samobieżnym autonomicznym i uniwersalnym pojeździe SURUS, którego zasięg wynosi ponad 640 km, o podobnym, choć mniejszym pojeździe WOLF rozwijanym przez firmę HDT Global, o gąsienicowym i uzbrojonym w karabin maszynowy pojeździe THeMIS, zdalnie sterowanym kołowym pojeździe Fantom-2, latających bezzałogowcach RQ-7 Shadow i MQ-1 Gray Eagle. Piszemy też o BigDogu – wojskowym półautonomicznym elektronicznym mule do transportu wyposażenia i broni w trudnych warunkach oraz o humanoidalnym Fedorze powstałym z myślą o zadaniach inżynieryjnych (także w kosmosie).

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 05/2018 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2018
11/2018
Kalendarium
Grudzień
10

W 1901 r. po raz pierwszy przyznano Nagrody Nobla.
Warto przeczytać
Czy można badać kosmos zwykłym kijem? Jaki kolor ma wszechświat? Czy stojąc na szczycie Mount Everestu, jesteśmy najdalej od środka Ziemi?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Robert Czulda | dodano: 2018-04-20
Śmiercionośne bezzałogowce

Fot. Boston Dynamics

Bezzałogowce szybko podbiły zarówno rynek cywilny, jak i wojskowy, tak że coraz więcej państw na świecie zwiększa wykorzystanie tego rodzaju sprzętu w prowadzonych przez siebie działaniach. Przy czym militarny sektor bezzałogowców to nie tylko najbardziej znane opinii publicznej konstrukcje lotnicze, jak niewielkie maszyny rozpoznawcze (np. polski FlyEye i amerykański RQ-11 Raven) czy też większe, przeznaczone do zadań bojowych (choćby amerykański MQ-9 Reaper i drony „kamikadze”: polski Warmate i izraelski Harop, zwane amunicją krążącą). Jedną z szybciej rozwijających się gałęzi bezzałogowego wyposażenia armii są dziś pojazdy naziemne, których użyteczność, autonomia oraz zakres wykonywanych działań systematycznie rosną.

Samodzielni kierowcy

W przyszłości, i to wcale nie tak odległej, żołnierzy (ale także funkcjonariuszy straży granicznej) wesprą takie pojazdy jak izraelski Amstaf, który już teraz może wykonywać szereg zadań, w tym samodzielnie patrolować wyznaczony obszar. W momencie wykrycia nieautoryzowanego ruchu przez czujniki na płocie lub maszcie Amstaf sam kieruje się w miejsce zdarzenia. Jeśli pojazdów na danym obszarze jest kilka, a jeden Amstaf ulegnie awarii, pozostałe same przejmują jego obowiązki. Zdolność ta jest niepozorna, ale bardzo ważna – założenie wojskowych jest takie, by w przyszłości roboty były elementem systemu sieciocentrycznego, a więc wymieniały informacje z innymi maszynami oraz z ludźmi. Amstaf może również być wykorzystywany do zadań transportowych – wówczas sam kieruje się za wskazanym żołnierzem lub innym pojazdem. Maksymalnie może ewakuować do ośmiu rannych naraz.

W dalszej części artykułu czytelnik dowie się o samobieżnym autonomicznym i uniwersalnym pojeździe SURUS, którego zasięg wynosi ponad 640 km, o podobnym, choć mniejszym pojeździe WOLF rozwijanym przez firmę HDT Global, o gąsienicowym i uzbrojonym w karabin maszynowy pojeździe THeMIS, zdalnie sterowanym kołowym pojeździe Fantom-2, latających bezzałogowcach RQ-7 Shadow i MQ-1 Gray Eagle. Piszemy też o BigDogu – wojskowym półautonomicznym elektronicznym mule do transportu wyposażenia i broni w trudnych warunkach oraz o humanoidalnym Fedorze powstałym z myślą o zadaniach inżynieryjnych (także w kosmosie).