technika
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2019-01-21
Światło na torturach

Fot. David Hathaway/NASA/MSFC

Lubią Państwo spacery? To dobrze, bo służą one zdrowiu, a przy okazji trafić się może coś tak niecodziennego jak słońca poboczne albo też inne zapierające dech w piersiach zjawisko optyczne. Światło słoneczne do spółki z atmosferą potrafią wyczarować na niebie naprawdę niezwykłe widowiska.

W kwietniu 1551 r. wojska Karola V Habsburga, króla hiszpańskiego i cesarza niemieckiego, podeszły pod Magdeburg, jeden z głównych ośrodków protestantyzmu. Rozpoczęło się oblężenie miasta, a armią cesarską dowodził książę i elektor saski Maurycy. Kroniki podają jednak, że wkrótce po rozpoczęciu oblężenia na niebie pojawiły się trzy słońca połączone świetlistymi łukami. Mieszkańcy miasta ze zdumieniem, ale i z niepokojem obserwowali niezwykło zjawisko. Dziwne znaki na niebie wzięli bowiem za złą wróżbę. Okazało się jednak, że jeszcze większe zamieszanie z ich powodu zapanowało w obozie wroga. Wojska Maurycego niespodziewanie wycofały się spod murów, a ich dowódca oznajmił: „Nie można oblegać miasta, nad którym ukazały się trzy słońca”.

Ile prawdy jest w tej anegdocie, nie wiadomo. Z podręczników historii dowiadujemy się, że wyprawę na Magdeburg książę Maurycy wykorzystał jako okazję do porzucenia swojego sojusznika Karola V i sprzymierzenia się z Francją, więc znaki na niebie mogły mu dostarczyć świetnego pretekstu do zmiany decyzji (a w konsekwencji też zmiany sojuszy). Jedno natomiast jest pewne: „trzy słońca” można rzeczywiście od czasu do czasu zaobserwować. W Polsce takie zjawisko pojawia się średnio kilkanaście razy w roku. Tylko jedno z tych słońc jest prawdziwe, dwa pozostałe to złudzenia optyczne – słońca pozorne, zwane też przysłońcami lub psami słonecznymi, a także bardziej uczenie: parheliami (od greckich słów parà – „obok” i hēlios – „słońce”). Na dodatek owe parhelia stanowią jeden z elementów jeszcze większego spektaklu na niebie, zwanego halo.

Ale najpierw jeszcze jedna opowieść ze znacznie bliższych nam czasów: jesienią 2012 r. do północno-wschodniej części USA zbliżył się potężny huragan. W dniu, w którym miał wtargnąć na ląd, naukowiec David Hathaway z NASA przebywał w miasteczku Huntsville w stanie Alabama. Od oka wiru dzieliło go w linii prostej ok. 1,5 tys. km. Sandy szybko puchła, stając się jednym z najrozleglejszych cyklonów tropikalnych w historii obserwacji. Swoimi potężnymi ramionami obejmowała obszar o średnicy ponad tysiąca kilometrów. Hathaway był ciekaw, czy na niebie zobaczy jakieś odpryski z tego odległego wiru. To,  co ujrzał, wprawiło go w zdumienie. Przed jego oczami rozgrywał się wspaniały optyczny pokaz, jeden z tych, które człowiekowi dane jest ujrzeć raz w życiu. Świetliste kręgi, łuki, pierścienie i plamy (zdjęcie powyżej) pojawiły się na niebie w wyniku wielokrotnego nałożenia się halo.

Słońce plus lód

Czymże jest halo? Nazwa tego zjawiska pochodzi od greckiego słowa halos, oznaczającego okrągłą tarczę, a także tarczę słońca lub księżyca. Zjawisko powstaje w wyniku załamania się promieni słonecznych przenikających przez kryształki lodu występujące w wysokich chmurach pierzastych (cirrus) i warstwowo-pierzastych (cirrostratus). Takie chmury formują się na wysokości 5–10 km, a ponieważ nie są jednorodne, mogą dać początek różnym odmianom halo w zależności od rozmiarów, kształtu i ułożenia lodowych drobin. Znaczenie ma też wysokość słońca na niebie.

Najpowszechniejsze jest zwykłe halo zwane małym. Każdy ma szansę je zobaczyć i to wiele razy w roku. To pierścień o rozmiarze kątowym 22° otaczający słońce lub księżyc. Często pojawia się przed frontem deszczowym, nie wróży zatem dobrej pogody, raczej ulewę. Znacznie rzadsze jest duże halo, tworzące na niebie krąg świetlny o rozmiarze kątowym 46°. Jednak prawdziwym rarytasem jest równoczesne wystąpienie na niebie kilku przedstawicieli tej rodziny.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 02/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
12/2019
11/2019
Kalendarium
Grudzień
8
W 1994 r. odkryto nowy pierwiastek z grupy metali przejściowych. Początkowo określany jako unununium (Uuu), nosi obecnie nazwę Roentgen.
Warto przeczytać
Michael Hebb to współtwórca popularnego na Zachodzie ruchu, w ramach którego ludzie, znajomi lub nieznajomi, spotykają się przy stole, by porozmawiać o śmierci. Tak jak o życiu, normalnie. Gdybyś mógł przedłużyć swoje życie, to o jak długo? Jak wygląda dobra śmierć? Jak chciałbyś być wspominany?

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2019-01-21
Światło na torturach

Fot. David Hathaway/NASA/MSFC

Lubią Państwo spacery? To dobrze, bo służą one zdrowiu, a przy okazji trafić się może coś tak niecodziennego jak słońca poboczne albo też inne zapierające dech w piersiach zjawisko optyczne. Światło słoneczne do spółki z atmosferą potrafią wyczarować na niebie naprawdę niezwykłe widowiska.

W kwietniu 1551 r. wojska Karola V Habsburga, króla hiszpańskiego i cesarza niemieckiego, podeszły pod Magdeburg, jeden z głównych ośrodków protestantyzmu. Rozpoczęło się oblężenie miasta, a armią cesarską dowodził książę i elektor saski Maurycy. Kroniki podają jednak, że wkrótce po rozpoczęciu oblężenia na niebie pojawiły się trzy słońca połączone świetlistymi łukami. Mieszkańcy miasta ze zdumieniem, ale i z niepokojem obserwowali niezwykło zjawisko. Dziwne znaki na niebie wzięli bowiem za złą wróżbę. Okazało się jednak, że jeszcze większe zamieszanie z ich powodu zapanowało w obozie wroga. Wojska Maurycego niespodziewanie wycofały się spod murów, a ich dowódca oznajmił: „Nie można oblegać miasta, nad którym ukazały się trzy słońca”.

Ile prawdy jest w tej anegdocie, nie wiadomo. Z podręczników historii dowiadujemy się, że wyprawę na Magdeburg książę Maurycy wykorzystał jako okazję do porzucenia swojego sojusznika Karola V i sprzymierzenia się z Francją, więc znaki na niebie mogły mu dostarczyć świetnego pretekstu do zmiany decyzji (a w konsekwencji też zmiany sojuszy). Jedno natomiast jest pewne: „trzy słońca” można rzeczywiście od czasu do czasu zaobserwować. W Polsce takie zjawisko pojawia się średnio kilkanaście razy w roku. Tylko jedno z tych słońc jest prawdziwe, dwa pozostałe to złudzenia optyczne – słońca pozorne, zwane też przysłońcami lub psami słonecznymi, a także bardziej uczenie: parheliami (od greckich słów parà – „obok” i hēlios – „słońce”). Na dodatek owe parhelia stanowią jeden z elementów jeszcze większego spektaklu na niebie, zwanego halo.

Ale najpierw jeszcze jedna opowieść ze znacznie bliższych nam czasów: jesienią 2012 r. do północno-wschodniej części USA zbliżył się potężny huragan. W dniu, w którym miał wtargnąć na ląd, naukowiec David Hathaway z NASA przebywał w miasteczku Huntsville w stanie Alabama. Od oka wiru dzieliło go w linii prostej ok. 1,5 tys. km. Sandy szybko puchła, stając się jednym z najrozleglejszych cyklonów tropikalnych w historii obserwacji. Swoimi potężnymi ramionami obejmowała obszar o średnicy ponad tysiąca kilometrów. Hathaway był ciekaw, czy na niebie zobaczy jakieś odpryski z tego odległego wiru. To,  co ujrzał, wprawiło go w zdumienie. Przed jego oczami rozgrywał się wspaniały optyczny pokaz, jeden z tych, które człowiekowi dane jest ujrzeć raz w życiu. Świetliste kręgi, łuki, pierścienie i plamy (zdjęcie powyżej) pojawiły się na niebie w wyniku wielokrotnego nałożenia się halo.

Słońce plus lód

Czymże jest halo? Nazwa tego zjawiska pochodzi od greckiego słowa halos, oznaczającego okrągłą tarczę, a także tarczę słońca lub księżyca. Zjawisko powstaje w wyniku załamania się promieni słonecznych przenikających przez kryształki lodu występujące w wysokich chmurach pierzastych (cirrus) i warstwowo-pierzastych (cirrostratus). Takie chmury formują się na wysokości 5–10 km, a ponieważ nie są jednorodne, mogą dać początek różnym odmianom halo w zależności od rozmiarów, kształtu i ułożenia lodowych drobin. Znaczenie ma też wysokość słońca na niebie.

Najpowszechniejsze jest zwykłe halo zwane małym. Każdy ma szansę je zobaczyć i to wiele razy w roku. To pierścień o rozmiarze kątowym 22° otaczający słońce lub księżyc. Często pojawia się przed frontem deszczowym, nie wróży zatem dobrej pogody, raczej ulewę. Znacznie rzadsze jest duże halo, tworzące na niebie krąg świetlny o rozmiarze kątowym 46°. Jednak prawdziwym rarytasem jest równoczesne wystąpienie na niebie kilku przedstawicieli tej rodziny.