człowiek
Autor: Mirosław Dworniczak | dodano: 2019-02-25
Malarstwo - tajemnice warsztatu

Fot. EPA/PAP

Najistotniejszy w malarstwie jest oczywiście artysta i jego wizja. Warto jednak pamiętać, że jeśli ma powstać dzieło, niezbędne stają się też odpowiednie tworzywa oraz technika malowania.

Dokładnie nie wiadomo, kiedy człowiek wpadł na pomysł zdobienia rozmaitych powierzchni wzorami lub rysunkami. Z badań wynika jednak, że już człowiek neandertalski tworzył obrazy, wykorzystując proste, dostępne wówczas materiały. Ponieważ używał już ognia, mógł sięgać po węgiel drzewny, który do dziś zresztą jest stosowany przez artystów. Samo rysowanie niedopalonym drewnem po powierzchni skał nie sprawiało trudności, ale uzyskany efekt był bardzo nietrwały. Jeśli rysunek taki powstał w miejscu narażonym na działanie deszczu czy śniegu, dość szybko się rozmywał. Ówczesny Homo sapiens wpadł więc na pomysł, aby twórczość artystyczną uprawiać w tam, gdzie malowidła przetrwają, choć na pewno nie podejrzewał, że będą one podziwiane po dziesiątkach tysięcy lat.

Same rysunki węglem są oczywiście monochromatyczne, więc zapewne dość szybko zaczęto poszukiwać materiałów, które wprowadziłyby nieco koloru. Dość naturalnym wyborem stała się ochra. Jest to, mówiąc najprościej, zwietrzała skała zawierająca glinokrzemiany oraz tlenki żelaza. W zależności od ich proporcji ochra może mieć barwę od jasnożółtej przez pomarańczową aż do brązowej. Dzięki mieszaniu jej różnych kolorów czy węgla drzewnego z ochrą otrzymywano już całkiem niezłą paletę barw. A gdy w okolicy trafiał się jeszcze czerwony hematyt (to też tlenek żelaza, ale o innym składzie), dawny artysta rozwijał skrzydła.

Malowanie ochrą czy rozdrobnionym hematytem było trudniejsze niż węglem. Należało ten materiał najpierw rozrobić z wodą, by otrzymać nadającą się do używania masę. I zapewne jakiś ówczesny odkrywca zmieszał te kolorowe pigmenty z odpadowym tłuszczem zwierzęcym, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Tak uzyskaną farbę łatwo się przygotowywało i nakładało. Co więcej, obrazy uzyskane tą metodą przetrwały tysiące lat.

Oczywiście pędzel to znacznie późniejszy wynalazek – na początku malowano palcami, patykami, ale czasami czymś w rodzaju spreju, używając do tego m.in. rurek wykonanych z wydrążonych kości. Czasem tworzono obraz negatywowy, przy czym jako szablon służyła dłoń. Przykładano ją do powierzchni i nanoszono wokół niej barwnik.

 

Farby i pigmenty

 

Stopniowo ludzie zaczęli eksperymentować z kolejnymi naturalnymi substancjami. Okazało się, że – jeśli tylko dobrze poszukać – można stworzyć pełną paletę barw. Na świecie mamy całe bogactwo minerałów. Już bardzo wcześnie do ochry zaczęto dodawać mikę (łyszczyk), czyli minerał występujący w postaci kruchych płatków. Zmielony daje efekt dzisiejszego brokatu. Znacznie intensywniejszy czerwony kolor można uzyskać, stosując zamiast wspomnianego hematytu cynober (barwę nadaje mu siarczek rtęci), który występuje w wielu miejscach na świecie – największe złoża znajdują się w Hiszpanii.

Zdecydowanie rzadsze są minerały o barwie niebieskiej. Lazuryt (lapis lazuli) zmielony na bardzo drobny proszek nazywano ultramaryną. Nazwa ta pochodzi od łacińskiego ultramarinus, czyli „za morzem”. I nie chodzi tutaj o barwę, ale o to, że minerał ten importowano do Europy z kopalń Afganistanu. Należał do najdroższych pigmentów i służył renesansowym włoskim artystom do malowania strojów Jezusa i Matki Boskiej. Dziś ultramarynę uzyskuje się syntetycznie. Podobnie błękit pruski, który otrzymano przypadkowo na początku XVIII w. Niemiecki twórca farb Diesbach chciał uzyskać czerwony lak, mieszając wywar z koszenili, siarczan żelaza i węglan potasu. Ponieważ ten ostatni związek był zanieczyszczony, w efekcie powstał trwały silnie niebieski pigment. Dość szybko zainteresowali się nim malarze z Paryża, dlatego też w sztuce znany jest pod nazwą błękitu paryskiego.

Ale pigmenty pozyskiwano nie tylko z minerałów. Jednym z ekstremalnie drogich barwników była purpura tyryjska. Pochodziła z żyjących w Morzu Śródziemnym ślimaków z gatunków Purpura haemastoma i Murex trunculus. Żmudny proces pozyskiwania wymagał m.in. wielodniowego gotowania zmiażdżonych zwierząt z solą w ołowianych kotłach. Pierwotnie mieszanina miała barwę zieloną, która pod wpływem światła słonecznego zmieniała się w niebieską i ostatecznie w purpurową. Barwnik kosztował tyle, że jedyną osobą, która mogła nosić szatę nim farbowaną, był cesarz Neron. W sztuce chrześcijańskiej purpura tyryjska uznawana jest za symbol godności i czci. Dziś na szczęście nie trzeba już mordować ślimaków – by uzyskać tę barwę, wystarczy w pełni syntetyczne dwubromoindygo.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie” 3/2019. Piszemy tam, jakich nietypowych części ciała można używać do malowania i nawet zrobić na tym karierę. Które barwniki były toksyczne i wpędziły malarzy w chorobę. Jak obłęd twórców odbijał się na ich dziełach. Którzy artyści byli leniwi, a jednak sprzedawali swoje dzieła za bajońskie sumy, a którzy pracowali systematycznie, prowadząc życie godne nudnego księgowego. Dlaczego niektóre obrazy tracą barwy?

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 03/2019 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
04/2019
03/2019
Kalendarium
Marzec
26
W 1791 r. we Francji ogłoszono pierwszą definicję metra.
Warto przeczytać
To on odkrył adrenalinę, hormon strachu, walki i ucieczki – Napoleon Cybulski, jeden z największych fizjologów w dziejach medycyny. Gdyby zamiast na Uniwersytecie Jagiellońskim pracował na niemieckiej czy francuskiej uczelni...

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Mirosław Dworniczak | dodano: 2019-02-25
Malarstwo - tajemnice warsztatu

Fot. EPA/PAP

Najistotniejszy w malarstwie jest oczywiście artysta i jego wizja. Warto jednak pamiętać, że jeśli ma powstać dzieło, niezbędne stają się też odpowiednie tworzywa oraz technika malowania.

Dokładnie nie wiadomo, kiedy człowiek wpadł na pomysł zdobienia rozmaitych powierzchni wzorami lub rysunkami. Z badań wynika jednak, że już człowiek neandertalski tworzył obrazy, wykorzystując proste, dostępne wówczas materiały. Ponieważ używał już ognia, mógł sięgać po węgiel drzewny, który do dziś zresztą jest stosowany przez artystów. Samo rysowanie niedopalonym drewnem po powierzchni skał nie sprawiało trudności, ale uzyskany efekt był bardzo nietrwały. Jeśli rysunek taki powstał w miejscu narażonym na działanie deszczu czy śniegu, dość szybko się rozmywał. Ówczesny Homo sapiens wpadł więc na pomysł, aby twórczość artystyczną uprawiać w tam, gdzie malowidła przetrwają, choć na pewno nie podejrzewał, że będą one podziwiane po dziesiątkach tysięcy lat.

Same rysunki węglem są oczywiście monochromatyczne, więc zapewne dość szybko zaczęto poszukiwać materiałów, które wprowadziłyby nieco koloru. Dość naturalnym wyborem stała się ochra. Jest to, mówiąc najprościej, zwietrzała skała zawierająca glinokrzemiany oraz tlenki żelaza. W zależności od ich proporcji ochra może mieć barwę od jasnożółtej przez pomarańczową aż do brązowej. Dzięki mieszaniu jej różnych kolorów czy węgla drzewnego z ochrą otrzymywano już całkiem niezłą paletę barw. A gdy w okolicy trafiał się jeszcze czerwony hematyt (to też tlenek żelaza, ale o innym składzie), dawny artysta rozwijał skrzydła.

Malowanie ochrą czy rozdrobnionym hematytem było trudniejsze niż węglem. Należało ten materiał najpierw rozrobić z wodą, by otrzymać nadającą się do używania masę. I zapewne jakiś ówczesny odkrywca zmieszał te kolorowe pigmenty z odpadowym tłuszczem zwierzęcym, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Tak uzyskaną farbę łatwo się przygotowywało i nakładało. Co więcej, obrazy uzyskane tą metodą przetrwały tysiące lat.

Oczywiście pędzel to znacznie późniejszy wynalazek – na początku malowano palcami, patykami, ale czasami czymś w rodzaju spreju, używając do tego m.in. rurek wykonanych z wydrążonych kości. Czasem tworzono obraz negatywowy, przy czym jako szablon służyła dłoń. Przykładano ją do powierzchni i nanoszono wokół niej barwnik.

 

Farby i pigmenty

 

Stopniowo ludzie zaczęli eksperymentować z kolejnymi naturalnymi substancjami. Okazało się, że – jeśli tylko dobrze poszukać – można stworzyć pełną paletę barw. Na świecie mamy całe bogactwo minerałów. Już bardzo wcześnie do ochry zaczęto dodawać mikę (łyszczyk), czyli minerał występujący w postaci kruchych płatków. Zmielony daje efekt dzisiejszego brokatu. Znacznie intensywniejszy czerwony kolor można uzyskać, stosując zamiast wspomnianego hematytu cynober (barwę nadaje mu siarczek rtęci), który występuje w wielu miejscach na świecie – największe złoża znajdują się w Hiszpanii.

Zdecydowanie rzadsze są minerały o barwie niebieskiej. Lazuryt (lapis lazuli) zmielony na bardzo drobny proszek nazywano ultramaryną. Nazwa ta pochodzi od łacińskiego ultramarinus, czyli „za morzem”. I nie chodzi tutaj o barwę, ale o to, że minerał ten importowano do Europy z kopalń Afganistanu. Należał do najdroższych pigmentów i służył renesansowym włoskim artystom do malowania strojów Jezusa i Matki Boskiej. Dziś ultramarynę uzyskuje się syntetycznie. Podobnie błękit pruski, który otrzymano przypadkowo na początku XVIII w. Niemiecki twórca farb Diesbach chciał uzyskać czerwony lak, mieszając wywar z koszenili, siarczan żelaza i węglan potasu. Ponieważ ten ostatni związek był zanieczyszczony, w efekcie powstał trwały silnie niebieski pigment. Dość szybko zainteresowali się nim malarze z Paryża, dlatego też w sztuce znany jest pod nazwą błękitu paryskiego.

Ale pigmenty pozyskiwano nie tylko z minerałów. Jednym z ekstremalnie drogich barwników była purpura tyryjska. Pochodziła z żyjących w Morzu Śródziemnym ślimaków z gatunków Purpura haemastoma i Murex trunculus. Żmudny proces pozyskiwania wymagał m.in. wielodniowego gotowania zmiażdżonych zwierząt z solą w ołowianych kotłach. Pierwotnie mieszanina miała barwę zieloną, która pod wpływem światła słonecznego zmieniała się w niebieską i ostatecznie w purpurową. Barwnik kosztował tyle, że jedyną osobą, która mogła nosić szatę nim farbowaną, był cesarz Neron. W sztuce chrześcijańskiej purpura tyryjska uznawana jest za symbol godności i czci. Dziś na szczęście nie trzeba już mordować ślimaków – by uzyskać tę barwę, wystarczy w pełni syntetyczne dwubromoindygo.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie” 3/2019. Piszemy tam, jakich nietypowych części ciała można używać do malowania i nawet zrobić na tym karierę. Które barwniki były toksyczne i wpędziły malarzy w chorobę. Jak obłęd twórców odbijał się na ich dziełach. Którzy artyści byli leniwi, a jednak sprzedawali swoje dzieła za bajońskie sumy, a którzy pracowali systematycznie, prowadząc życie godne nudnego księgowego. Dlaczego niektóre obrazy tracą barwy?